poniedziałek, 8 września 2014

Rozdział 53

Dzisiejszego ranka przy stole z  flagą Wielkiej Brytanii siedziała tylko jedna osoba. Mianowicie był to Teodor. Draco został jeszcze w szpitalu, a Hermiona z Maxem zjedli śniadanie wcześniej i teraz zwiedzają uniwersytet. W jadalni było prawie pusto. Zapewne odpowiednia grupa zaczęła się już przygotowywać do zadania.  Na całe szczęście jego zadanie wypada jutro. Dziś jakoś nie miał ochoty na to, aby walczyć z jakimiś potworami. Przeżuwał tosta, gdy dosiadł się do niego Hektor. Chłopak uśmiechnął się szeroko, odgarniając swoje ciemne włosy z czoła. 
- Siema - przywitał się, zabierając ze stołu jabłko.
- Cześć, co Cię tutaj sprowadza? - zapytał Teodor, niespodziewanie kichając. 
- Na zdrowie. Hmm, w sumie to Ty. Chciałbym Ci pokazać oceanarium. - Młodzieniec ugryzł kęs owocu, podnosząc się z krzesła.
Teodor zastanowił się przez chwilę. Obiecał Draco, że do niego wpadnie, ale propozycja Hektora bardzo mu się spodobała. 
- Zgadzam się, ale musimy jeszcze wpaść do szpitala. - Nott zabrał ze stołu pełną tacę jedzenia, trzy różne soki, słodycze i owoce, które zaniósł Draco. Smok spał, gdy go odwiedzili, więc Teodor zostawił mu przy tacy karteczkę z wiadomością. 
- To twój, hmm przyjaciel? - zagadną cicho Hektor. 
- Draco to mój kuzyn, a zarazem najlepszy przyjaciel - wyjaśnił Ślizgon. Grek kiwnął głową i zaczął prowadzić Teodora na najniższe kondygnacje zamku. Po piętnastu minutach marszu dotarli do szatni. Hektor przekazał Teodorowi kombinezon, w który chłopak się przebrał. 
- Co jest w tym basenie? - spytał, niepewnie zaglądając w wodną toń.
- Zobaczysz. 
Wcisnął Teodorowi na głowę kask i pchnął go w wodę, skacząc zaraz za brunetem. Woda była przyjemnie cieplutka. Było tutaj tak jasno, jak na świeżym powietrzu. Teodor pomyślał, że gdyby nie woda to mógłby znajdować się na hogwardzkich błoniach. Zamiast piaszczystego dna, było podłoże porośnięte jakąś odmianą wodnej trawy. Teodor uśmiechnął się do Hektora. Chłopak z oczarowaniem patrzył na wszystko dookoła, jakby był tutaj po raz pierwszy, co nie było prawdą. Hektor zajmował się tym akwenem od dobrych paru lat. W oddali zamajaczyły jakieś kształty. Nott zmarszczył brwi, wytężając wzrok. To coś zbliżało się do nich w zawrotnym tempie połyskując wszystkimi kolorami tęczy. 
- Niemożliwe - wyszeptał brunet. 
- Możliwe - odpowiedział mu głos Hektora. Wszystkie kombinezony w uniwersytecie miały wmontowany system rozmów podwodnych. Magia - coś pięknego. 
- Przecież to mitologiczne stworzenia, nie mają prawa istnieć. 
- A jednak - uśmiechnął się Hektora, a uśmiech ten był tak szczery, że Teodor nie mógł mu nie uwierzyć. Do Greka podpłynął morski koń. Potem było ich coraz więcej. Teodor naliczył cały tuzin. 
- Hippokampy - wyszeptał, dotykając pyszczka jednego z nich. 


                           *                                                   *                                               *

Harry Potter nerwowym ruchem przeczesał swoje włosy palcami. Mimo, że układał je chyba z godzinę to wyglądały, jakby dopiero co wstał z łóżka. Irytowało go to. Dzisiaj był umówiony z Victorie. Mieli spotkać się od razu po śniadaniu, ale dziewczynie coś wypadło. 
Harry psiknął się jakimś męskim zapachem, który sprezentowała mu Hermiona. Ciekawiło go, jak jego przyjaciółka radzi sobie na konkursie. Pewnie jest świetna, zapewnił się w myślach. Zabrał z nocnej szafki lodową różę i wyszedł. Pokój wspólny Gryffindoru był całkowicie pusty. Zapewne wszyscy są już w Hogsmeade. Wszyscy prócz niego i drobnej, blondwłosej dziewczyny, która stała na samym środku pomieszczenia. Ubrana w piękny, purpurowy płaszczyk do połowy ud i dużą wełnianą czapkę z pomponem. Harry wyszczerzył zęby w uśmiechu. 
- Cześć, to dla Ciebie - przywitał się, podając blondynce różę. Była naprawdę piękna, wykonana tylko przez niego. Jedyne zaklęcie, które opanował do perfekcji. Ulubiony kwiatek Pansy. Harry nie myśl o niej, zbeształ się w myślach. 
- Jest prześliczna, bardzo Ci dziękuję - wyszeptała dziewczyna, nieśmiało całując jego policzek. 
- Och, to drobiazg - powiedział, zarumieniony Wybraniec. Zaoferował towarzyszce ramię i razem ruszyli do wyjścia. Całą drogę do Hogsmeade pokonali rozmawiając i śmiejąc się. Gdy przechodzili pod jednym z drzew, góra śniegu spadła Harry'emu na głowę. Victorie, tak to rozśmieszyło, że gdy Harry otrząsnął się ze śniegu, zastał ją siedzącą na ziemi. Wyglądała uroczo. Zupełne przeciwieństwo Pansy. Delikatna, krucha, zaś Pansy była wojowniczką. 
- Wstawaj Vicky - złapał ją za ramiona i postawił na nogi. 
- Złap mnie Potter - wyszeptała mu prosto w usta i ze śmiechem zaczęła biec w stronę wioski. Harry musiał przyznać, że była naprawdę szybka. Dogonił ją dopiero przed drzwiami do Trzech Mioteł. 
- Przyznam, że zmachałem się troszkę - uśmiechnął się, odgarniając włosy z jej twarzy. 
- Hmm - dziewczyna zamyśliła się. - Od jutra pracujemy nad twoją kondycją. Szósta rano, pokój wspólny, będę czekać. 
- Uważaj - krzyknął Harry, odciągając ją od drzwi, ponieważ ktoś właśnie wychodził z pubu. Z Trzech Mioteł wychodziła właśnie Pansy Parkinson. 
- Cześć - odezwała się cicho w stronę Harry'ego. Jej czarne włosy skręcone były dzisiaj w loki, a na ustach miała czerwoną szminkę. Tak samo, jak w pierwsze dni ferii. 
- Cześć - odpowiedział Harry. Pansy spojrzała przelotnie na Victorie, która stała oparta o klatę Wybrańca. Uśmiechnęła się nieco smutno i wyminęła ich, ruszając w stronę zamku. 
- Wchodzimy?
- Co? Och, jasne. - Na ustach Harry'ego znów pojawił się uśmiech. 


                             *                                                     *                                              *

Hermiona odetchnęła głęboko. Właśnie przebrała się w swój kombinezon. Nie przypominał on ani trochę tego, który wczoraj miał założony Draco. Ten jej był bardzo cienki. Spodenki kończyły się w połowie ud, a górna część nie miała rękawów. Włosy związała w cisną kitkę. Wyszła z szatni do pomieszczenia z cylindrem, który miał zwieźć ją pod wodę. Przy barierce stała cała hogwardzka ekipa, bez opiekuna. Pierwszy podszedł do niej Draco, który na własne żądanie wyszedł ze szpitala około trzynastej. Przytulił ją, trwało to bardzo długo. Przymknęła powieki, które nagle zrobiły się bardzo ciężkie. Ciepło ciała Draco, zaczęło ją uspokajać. Malfoy odsunął ją troszkę od siebie i oboje cicho krzyknęli.
- Twoje oczy..- zaczęli w tym samym czasie, po chwili zaczynając sie śmiać. 
- Powodzenia - mruknął, całując jej dłonie. Uśmiechnęła się do niego promiennie. Następny podszedł do niej Max. Życzył powodzenia, wyściskał ją i ustąpił miejsca Teodorowi, który uścisnął jej tylko dłoń. 
- PROSZĘ WEJŚĆ DO KAPSUŁY - rozległ się kobiecy głos. Hermiona wykonała polecenie, ale czuła się o wiele lepiej, niż wcześniej. Chciała chociaż osiągnąć taki wynik, jak Draco wczoraj. Nie musi być pierwsza, ale chce załapać się do czołowej czwórki, która zgarnia punkty. Zniknęła za drzwiami srebrnego cylindra. Odetchnęła głęboko, zaciskając palce na różdżce. Czuła jak opada w dół i już po chwili drzwi rozchyliły się ukazując ciemny tunel. 
- Lumos - mruknęła, zapalając światło na końcu różdżki. Szybkim krokiem ruszyła przed siebie. Słyszała odgłosy stóp innych uczestników konkursu. 

                         *                                                      *                                                 *

Im brnęła głębiej, tym bardziej gorąco i wilgotno się robiło. Z sufitu skapywały kropelki wody, które moczyły jej nagą skórę na ramionach. Biegła do czasu, gdy natrafiła na gruby mur. Poświeciła na niego różdżką i na samym środku zauważyła ciąg liczb: 096153082147
- Numerologia - mruknęła pod nosem, odgarniając niesforny lok sprzed oczu. Obok liczb wyło malutkie wyżłobienie, prawie niewidoczne. Dotknęła go palcem i na ścianie pojawił się napis: ZAMKNIJ CIĄG.
Jęknęła, uderzając dłonią w ścianę. Zapatrzyła się na liczby, przypominając sobie każdą lekcję numerologii. 
- Moment, niemożliwe żeby to było tak proste..- Dziewczyna przyłożyła różdżkę do cyfry zero i przeniosła ją na sam początek. 012345678910. 
Ściana zaczęła błyskawicznie pękać. Szczelina po szczelinie, kamień po kamieniu. W murze pojawiła się rura. Przeźroczysty tunel wypełniony wodą, a nad nim strzałeczka wskazująca górę. Hermiona nie zastanawiając się, wpełzła do rury i zaczęła płynąć w górę. Nie trwało to długo, a gdy już znalazła się na powierzchni jej serce zwolniło bieg. 


                        *                                                 *                                                          *



Wiiitam! 
Mam kolejny. Powoli staram się wrócić systematyczność :)) Czekam na wasze opinie! <3 

Pozdrawiam Mopsiik :3

poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 52

Omdlenie Draco nie trwało zbyt długo. Minutę, może troszkę więcej. Rozejrzał się nieprzytomnie wśród wodorostów. Strzałka pod nim wciąż świeciła bladym światłem. Teraz Draco nie słyszał nic. Ostrożnie stanął na nogach i zaczął płynąc razem z kierunkiem świecących drogowskazów. Chłopak zastanawiał się nad powodem swojego krótkotrwałego odlotu. Najbardziej bał się myśli, że to może przez Granger. Możliwe, że to właśnie jej coś się stało. Tylko to było niemal niemożliwe. Co mogłoby jej się stać w bezpiecznym centrum dowodzenia? Nic. I właśnie wtedy między wodorostami Draco coś dojrzał. Przedarł się przez wodną roślinność i jego oczom ukazała się piękna budowla, jakby zamek zbudowany z morskiej piany. Jednakże Draco coś napawało strachem. Wszędzie było pusto. Czy nie powinni tu być inni zawodnicy turnieju? Ślizgon stał się bardziej czujny. W dłoni kurczowo ściskał swoją różdżkę. Wolniutko zaczął płynąć w stronę pałacu, rozglądając się na boki. Jednak z żadnej strony nie nadchodziło niebezpieczeństwo. To tak, jakby czas wokół niego się zatrzymał. Gdy już chciał pchnąć wrota zamku, usłyszał dziewczęcy głos.
- Nie wchodź tam! 
Draco błyskawicznie skierował różdżkę w stronę zarośli po prawej stronie. Wolnym krokiem przybliżył się w tamtą stronę i przyklęknął między wodorostami. Naprzeciw niego w zieleni błyszczały ciemne oczy. Wszedł głębiej. Tak, że teraz zupełnie nikt obcy nie miał prawa go zobaczyć. Przed nim skulona siedziała mała dziewczynka. Mogła ona mieć z trzynaście lat. Była drobnej budowy, a jej kręcone loczki falowały przy każdym ruchu wody. 
- Co tu robisz? - spytał chłopak. Zadziwiające, że mógł rozmawiać pod wodą bez jakichkolwiek przeszkód. Dziewczynka przystawiła palec do ust i wskazała na zielonowłosą dziewczynę, która właśnie przekroczyła próg zamku. 
- Ona już stamtąd nie wyjdzie. - Cichy szept przy uchu Draco sprawił, że chłopak się wzdrygnął. 
-Skąd wiesz? 
- Obserwuję to miejsce od kilku minut. Weszło pięciu, nie wyszedł żaden - wytłumaczyła.
- Dlaczego mnie powstrzymałaś? Przecież gdyby wszyscy tam weszli, wygrałabyś - odparł, patrząc na nią spod uniesionych brwi. Dziewczynka uśmiechnęła się. 
- Opuściłeś cylinder jako pierwszy z nas wszystkich. Po za tym magia zamku nie działa na Ciebie tak, jak na innych. 
- Jaka magia? - zapytał, marszcząc ciemne brwi. Nadal nie zmienił się ich kolor. 
- Nie żartuj, że jadąc tu nie zapoznałeś się z mitologią - zdziwiła się. Gdy kiwnął przecząco głową, jej ciemne oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej. 
- Zamek jest uosobieniem Hypnosa, boga snów. Dlatego wszystko tutaj jest takie spokojne, to jest właśnie pułapka. Każdy kto wyszedł z cylindra zapadł w drzemkę, ty spałeś najkrócej. Osoby, które weszły do pałacu zasnęły, aż do końca zadania.
- Czekaj, skąd wiesz ile spałem, skoro twierdzisz, że pierwszy zjechałem na dół? - zapytał podejrzliwie. 
- Byłam druga. Widziałam, jak zasypiasz, gdy zjeżdżałam w cylindrze. Spałam chyba z dwie minuty, a jak się obudziłam to ty dopiero ruszałeś dalej. Najwyraźniej moja droga była krótsza i wyprzedziłam Cie o kilkanaście minut, albo te twoje ślimacze ruchy Cię spowolniły - dodała złośliwie. 
- Masz plan? 
- Mam. 


                                *                                        *                                     *

Hermiona nerwowo przechadzała się przy barierce, która odgradzała ją od podestu na cylinder. Minęła już ponad godzina, a Draco jeszcze się nie wynurzył. Nott jak zawsze stał spokojny, opanowany i powtarzał, że Smok skończy zadanie jako pierwszy. Tylko, że minuty mijały, a on nie wracał. Nagle zaczęły palić się czerwone światła i rozległ się piszczący dźwięk. Gryfonka dopadła do barierki i zauważyła, że kopuła się rozsuwa. Cylinder powoli sunął ku górze, a w nim Draco. Udało mu się, udało. Szeroko się uśmiechnęła. Nawet Nott leniwie oparł się o barierkę i wlepił wzrok w srebrną kopułę. Pokrywa się rozsunęła a nad Draco zabłysnęła wielka cyfra 2, która świeciła na srebrno.
- Dwa? - zaśmiał się Nott. - Myślałem, że stać Cię na coś więcej - dodał zgryźliwie. Hermiona spiorunowała go wzrokiem i rzuciła się Draco na szyję, nie zwracając uwagi na to, że jest cały mokry.
- Draco krwawisz - zauważył Teodor. Cała podłoga pod stopami Smoka zaczęła barwić się na czerwono. Chłopak uśmiechnął się blado.
- To nic - i upadł na kolana. Teodor szybko dopadł do niego i podtrzymał cały jego ciężar na swoich ramionach. Hermiona również pobladła i zaczęło jej się kręcić w głowie. Przytrzymała się barierki. Drzwi do pomieszczenia, w którym byli rozsunęły się i stanęła w nich Morticia Kaufman z jakimś mężczyzną. Na ten widok kobieta złapała się za usta i natychmiast wybiegła. Teodor zmarszczył brwi.
- Proszę nam pomóc, błagam - wysapał. 

                                          *                             *                                       *

Draco przebudził się dopiero pod wieczór. Znajdował się w nowoczesnym szpitalu w samym sercu greckiej szkoły magii. Wszędzie kręcili się ludzie. Przy jego łóżku, na krześle pochrapywał Teodor. Pierwszy raz Draco zobaczył u niego na polikach rumieńce. Widok ten był nad wyraz zdumiewający. Malfoy podciągnął się na łokciach do pozycji siedzącej. Skrzywił się lekko. Zajrzał pod kołdrę i na prawej nodze zauważył sporej wielkości opatrunek. A co z Rosą? Uderzył w nogę Teodora. Chłopak podskoczył na krześle i błyskawicznie dobył różdżki. Stary nawyk.
- Ach, to Ty - mruknął, rozmasowując sobie kark.
- Dziewczynka, trzynaście lat, ma na imię Rosa. Jest tutaj? - zapytał szybko Draco. Na twarzy Teodora odmalowało się zdziwienie.
- Nie wiem, co jest stary? - Przysunął się z swoim krzesłem bliżej posłania. Tutejsze pielęgniarki były tak miłe, że pozwoliły mu tutaj zostać.
- Zaatakował nas wąż morski. Nic nie mogłem zrobić. Zdążyłem wepchnąć ją tylko do cylindra - chłopak ukrył twarz w dłoniach i zaczął kontynuować. - Zranił ją w brzuch, woda zaczęła błyskawicznie barwić się krwią. Jakieś cholerne rybki się zjawiły i zaczęły przegryzać mój kombinezon. Chwila nieuwagi i oberwałem w nogę. Zdążyłem zapakować się cylindra, potem pamiętam tylko Granger i nic więcej - zakończył. Teodor słuchał w milczeniu.
- Czekaj chwilę - powiedział i gdzieś poszedł. Draco leżał myśląc o Rosie. Nie wybaczyłby sobie, gdyby umarła. Tyle mu pomogła. Ostrzegła go przed zamkiem Hypnosa, ruchomymi piaskami i syrenami. Chciał jej za to wszystko podziękować osobiście. Teodor wrócił po pięciu minutach jeszcze bardziej zarumieniony. Odchrząknął.
- Rosa wyszła stąd godzinę temu, nic wielkiego jej się nie stało. Miała tylko draśnięcie, ale przy jakiejś tętnicy, czy coś. Hermiona również się już obudziła - zdał całą relację.
- Hermiona?
- No, miała odlot, jak tylko krew zobaczyła.
Draco rozciągnął się wygodnie na łóżku.
- Ty, a wiesz co w tym wszystkim jest najdziwniejsze? - spytał Teo, a gdy Draco mruknął na znak, że go słucha, to opowiedział mu o zachowaniu profesor Kaufman. Draco zmarszczył brwi.
- Reaktywacja Śliskich Gadów, czy jeszcze nie? - zapytał.
- Śliskich Gadów? Stary, mówiłem Ci że ta nazwa to obciach.
- To jaką ty kreatywną nazwę wymyśliłeś, Czubku? - zapytał Draco z powątpiewaniem.
- NieodNOTTowani. - Chłopak uśmiechnął się szeroko. Draco uderzył go poduszką, niechętnie zgadzając się na propozycję przyjaciela. Pożegnał go krótkim ''wynocha, idę spać'' i zasnął. 


                           *                                                    *                         *

Tumtumtutmtumtumtumtutum..
Tak jest, Mopsik powrócił. Komentujcie, komentujcie i karmcie moją wenę. 
Głaszczcie mnie, bo jestę kotełkę XD 1 września - szkoła. Trochę mi z tego powodu odbija, więc możecie mi wybaczyć :c 

Pozdrowienia i takie inne :333