czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 50

Piątek był dniem bardzo wietrznym i mroźnym. Podmuchy lodowatego wiatru porywały uczniom czapki i wznosiły je wysoko w niebo. Harry bardzo się cieszył, że dzisiaj nie ma Zielarstwa i nie jest zmuszony do wychodzenia na dwór. Przez samo patrzenie za okno po jego plecach przebiegały ciarki. Harry bowiem nienawidził zimy. W takie właśnie dni najchętniej zamknąłby się w swoim dormitorium i nie wychodziłby przez cały dzień z łóżka. Niestety, musiał chodzić na zajęcia. Właśnie siedział na Historii Magii i wyglądał przez okno, aby choć trochę przestać się nudzić. Gdyby nie było mu tak zimno, zapewne by zasnął na ławce. Siedzący obok niego Ron, bębnił  palcami w drewniany blat, wystukując jakiś nieznany rytm. Harry'emu przypominało to jeden z świątecznych kawałków Fatalnych Jędz, lecz mógł się mylić. Nigdy nie miał za dobrego słuchu muzycznego. Niespodziewanie tuż przed jego twarzą przeleciała czerwona karteczka, która leniwie wylądowała na jego wyciągniętej dłoni. Nerwowym ruchem poprawił okulary na nosie i rozłożył liścik. 

Wybierzesz się ze mną jutro do Hogsmeade? 
                        Victorie 

Rozejrzał się po pomieszczeniu i natrafił wreszcie na Victorie. Była to szczupła blondynka z jego domu. Nigdy wcześniej nie zwrócił na nią uwagi, bo nie było do tego powodów. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego delikatnie i szybko odwróciła wzrok. Powrócił do trzymanej w dłoniach karteczki i zastanowił się chwilę. Nie widział żadnego powodu do tego, aby nie spotkać się z Victorie. W końcu jest wolnym człowiekiem i też ma prawo do odrobiny szczęścia. Pansy sama wybrała taką drogę. Zostawiła go. Uciekła w momencie, w którym najbardziej jej potrzebował. Gdyby kochała go prawdziwie, nigdy nie zrobiłaby takiego czegoś. Umyślnie sprawiła mu przykrość. Szybko naskrobał odpowiedź.

Będę zaszczycony, mogąc Ci jutro potowarzyszyć. 
Spotkajmy się od razu po śniadaniu. 
                                                    Harry.

Odesłał szybko liścik i znów zapatrzył się za okno. Hagrid właśnie kończył swoje zajęcia. 

                                               *                                   *                                *

- Ron! Ron, zaczekaj na mnie! - Luna biegła przez korytarz, kurczowo przyciskając do piersi swoją torbę. W tłumie zamajaczyła jej ruda czupryna, tak bardzo podobna do tej, którą posiada Ron. Jakież było jej zdziwienie, gdy zamiast Rona wpadła w ramiona Freda. 
- Siema Młoda -uśmiechnął się starszy Weasley. Dziewczyna starała się złapać oddech po długim biegu. 
- Co Ty tu robisz? - wysapała, łapiąc się pod bok. 
- Cóż, teraz stoję - wzruszył ramionami, zabierając od niej torbę. Wolnym krokiem ruszył w stronę Wielkiej Sali. Luna poczłapała za nim. 
- A tak poważnie, to szukam kogoś - wyjaśnił po chwili. 
- Poważny Fred Weasley, do czego to doszło? - blondynka złapała się za głowę, udając zmartwienie. Po chwili oboje zaczęli się śmiać. Poczuła jak ktoś wsuwa rękę w jej dłoń. To akurat był Ron. 
- Cześć brachu, co Cię tu sprowadza? - spytał zaraz po tym, jak pocałował Lunę. Ronald naprawdę zrozumiał swoje błędy i się zmienił. 
- Szukam kogoś - powiedział ogólnikowo i wyłapał w tłumie odpowiednią osobę. Przewiesił bratu torbę Luny na ramię i pobiegł korytarzem w prawo. 
- Idiota, idziemy na obiad? - usłyszał ostatnie słowa Rona i obiecał, że zemści się za tego idiotę. Zwolnił kroku, gdy zauważył ją kilka metrów przed sobą. Szła schodami w dół, do lochów. Wykorzystał odpowiedni moment, gdy korytarz opustoszał całkowicie i biegnąc zarzucił jej swój płaszcz na głowę. Zanim zrozumiała, co się dzieje była już zamknięta razem z nim w pustej klasie. Mocno się szamotała, więc zamknął ją w szczelnym uścisku swoich ramion i wyszeptał:
- Tęskniłem za Tobą - momentalnie się uspokoiła, mocniej wtulając w jego tors. Powoli ściągnął płaszcz z jej głowy. 
- Ty. Popieprzony. Idioto. - wycedziła między pocałunkami, które od razu złożyła na jego ustach. Nie widzieli się zaledwie tydzień, a ona tak bardzo się za nim stęskniła. On był chyba jedynym mężczyzną, który widział w niej kobietę, a nie jakiś przedmiot, który można wyrzucić, gdy się znudzi. Posadził ją wygodnie na ławce. 
- Też Cię kocham, As - wyszeptał i znów wbił się w jej usta. 

                                          *                                          *                                    *

- Granger! Do jasnej cholery, zaraz się spóźnimy - narzekał Draco, uderzając pięścią w drzwi do jej łazienki. Za dziesięć minut powinni zjawić się przy bramie Hogwartu, a ona nadal się grzebie w łazience. 
- Już idę, czekaj - usłyszał odgłos spuszczanej wody, przesuwanej szafki i cichy zgrzyt zamka. Prawie zostałby uderzony drzwiami, gdyby nie jego szybki refleks. Westchnął głęboko, gdy zobaczył kolor jej włosów. Jego kochany, platynowy blond. A najgorsze było to, że nie potrafił jej spojrzeć w oczy, jego oczy. Nigdy nie wyobrażał sobie Granger w tak arystokratycznej postaci. Potrząsnął głową i zabrał ich walizki. 
- Nie zapomniałaś niczego? - spytał, wychodząc z dormitorium dziewczyny. 
- Oczywiście, że nie - zaprzeczyła i wyminęła go. Zbiegła szybko po schodach, aby pożegnać się z Harrym i Ginny. Gdy już był na dole, to również wymienił uścisk dłoni z Rudą i Potterem. 
- GRANGER, ZARAZ SIĘ SPÓŹNIMY - krzyknął, widząc, że za dwie minuty powinni być pod bramą. Ruszyli biegiem, lecz i tak spóźnili się o jakieś 3 minuty. Wszyscy już na nich czekali przed wielkim, szarym powozem, który zaprzężony był w białe, uskrzydlone mustangi. Wyglądały na bardzo energiczne. Max, który miał dzisiaj fioletowe włosy karmił jednego z nich jabłkiem. Chłopak naprawdę uwielbiał zwierzęta. 
- Minus pięć punktów od Gryffindoru i Slytherinu za spóźnianie się - usłyszeli za swoimi plecami lodowaty głos Morticii Kaufman. Draco jęknął. Jak on nienawidził tej baby. Pomruczał niezrozumiałe obelgi pod nosem i wpakował walizki do schowka bagażowego z tyłu powozu. Nie patrząc na nikogo zasiadł w karocy, tuż obok Notta. Chłopak zaczytany był w Transmutacji dla zaawansowanych. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że ktoś usiadł obok. Ostatnio stał się bardzo milczący. Draco znów zaczął podejrzewać, że brunet czuje się źle. Ostatnio widział, jak Teodor używał eliksirów przeciwbólowych, ale nie śmiał się o to go spytać. Do powozu wsiadła Hermiona z Maxem. Rozmawiali wesoło, co jeszcze bardziej zirytowało Malfoy'a. Przez całą drogę ten dupek zabawiał ją różnymi zmianami swojego ciała. W pewnym momencie Morticia Kaufman nie wytrzymała i wlepiła mu szlaban na miesiąc, zaraz po tym jak wróci do Hogwartu. Wtedy Draco poczuł satysfakcję. 

                                       *                                                    *                                              *


Na miejsce dotarli po jakiś trzech godzinach lotu. Draco poczuł delikatny ruch po swojej prawej stronie. To Teodor zapakował książkę do plecaka i przez chwilę Malfoy mógł zauważyć zielone eliksiry spoczywające w jego torbie. Szybko odwrócił wzrok, bojąc się, że Teodor mógł to zauważyć. Skrzydlate konie obniżyły lot i wylądowały na plaży. 
- Macie zachowywać się, jak cywilizowani ludzie - warknęła profesorka eliksirów i wyszła z powozu jako pierwsza. Widać, że lot jej nie służył, ponieważ pozieleniała na twarzy. Draco pokręcił głową rozbawiony. Wyskoczył z powozu, jako drugi i wylądował w chłodnym pisaku. Momentalnie poczuł świeży zapach morskiej bryzy. Spienione fale tłukły się o brzeg, wyrzucając na niego drobne muszelki. Niebo przysłaniały szare chmury. Nie musiał się obracać, żeby wiedzieć, że aktualnie takie oczy ma Teodor. Dodatkowo miał dziś na sobie szarą bluzę, co podkreślało jeszcze bardziej ten efekt. 
- Draco idziemy - usłyszał głos Hermiony, która była w wyśmienitym humorze. Kretyn West znów zaczął zabawiać ją, jakimiś głupimi sztuczkami. Prychnął i zabrał swoje walizki. Zrównał się z milczącym Teodorem i razem doszli do małej jaskini. 
- Będziecie wchodzić do windy pojedynczo. Panna Granger jako pierwsza - zarządziła profesor Kaufman. Hermiona wykonała jej polecenie i weszła do szklanego cylindra. Draco, jak zahipnotyzowany patrzył co teraz się stanie. Dysza obróciła się kilka razy i zniknęła pod ziemią. Chłopak zamrugał kilka razy. Przestępował z nogi na nogę, czekając na swoją kolej. Nie mógł się doczekać, aż on wyląduje w tej tajemniczej szkole. Niemal wepchnął Teodora do środka, aby ten się pośpieszył. Odczekał, aż zapali się zielone światełko i prawie wbiegł do środka. Niestety, musiał się wrócić, ponieważ zapomniał walizek. Gdy już zapakował cały swój dobytek, nacisnął na przycisk start i cylinder zaczął się kręcić. Ostatnim obrazem, jakim widział była profesorka eliksirów, która kurczowo przyciskała dłoń do ust. Draco miał nadzieję, że zwymiotowała. Przynajmniej miałby co opowiadać w szkole. Pędził tubą z zawrotną prędkością. Niespodziewanie czasza odłączyła się od tuby i Draco niczym pocisk wpadł do morza. Kopuła zawirowała i popędziła w stronę podwodnego budynku. Wszystko wokół niego zdawało się tętnić życiem. Kolorowe bańki wirowały wśród spienionej wody. Trytony pływały pośród koralowców, grając w jakieś gry. Światła migotały mu przed oczami. Przycisnął twarz to szyby i z zaciekawieniem przyglądał się wszystkiemu. Z różnych stron napływały takie same kopuły, jak jego. W jednej z nich zauważył prześliczną dziewczynę. Był prawie pewny, że jest ona Wilą. Odruchowo pokiwał jej. Zanim zdążył zobaczyć jej odpowiedź zniknął w ciemnym korytarzu. 

                                       *                                     *                                         *
Gdy wysiadł ze szklanej windy zauważył, że wszyscy już na niego czekają. Dodatkowo dołączyła do nich jakaś niska kobieta. Domyślił się, że jest to ich opiekunka na czas pobytu w Akademii. Zabrał swoje walizki i dołączył do Teodora. Nawet przelotnie nie spojrzał na Hermionę, która świetnie się bawiła z Maxem. Poczuł się zdradzony. Wiedział, że jest to strasznie głupie, ale to przecież on jest jej przyjacielem a nie ten krukoński dupek. Poczekali za Morticią, która wyglądała jakby naprawdę zwymiotowała i ruszyli w głąb zamku. Starsza kobieta zaczęła opowiadać im historię Akademii. Okazało się, że powstała ona tutaj bardzo niedawno. Zaledwie dwa lata temu. Zaprowadziła ich do pokoju, który dzielili wszyscy razem. Po względnym odpoczynku poszli zwartą grupą na kolację. 

                                    *                                             *                                            * 

Teodor w milczeniu pokonał całą drogę do Sali Głównej. Nie czuł się dzisiejszego dnia za dobrze. Dręczył go potworny ból głowy, który nawet po dużej dawce eliksiru przeciwbólowego nie ustał. A najdziwniejsze było to, że dopadał go tylko, gdy był oddalony od Hogwartu. Nie rozumiał, dlaczego tak jest. Po kilkunastu minutowym marszu wreszcie dotarli do Sali Jadalnej. Była ona jeszcze większa od tej w Hogwarcie. W środku nie było czterech długich stołów, tylko ponad dwieście stolików sześcioosobowych. Na podłużnym podium stała ława dla nauczycieli oraz pracowników szkoły. Oni całą czwórką zasiedli przy stoliku obok drzwi, na którym postawiona została mała flaga ich kraju. Zajął miejsce między Draco a Maxem, za którym jakoś nie bardzo przepadał. Rozejrzał się po obecnych w sali. Niedaleko nich zauważył uczniów z Francji, Holandii, Włoch i Polski. Jedna z dziewczyn siedzących przy stoliku z biało-czerwoną flagą pomachała do niego. Puścił jej oczko i odwrócił wzrok. W ciszy spędzili czas, który pozostał do rozpoczęcia uczty powitalnej. Równo o godzinie 19:00 ze swojego miejsca wstał wysoki czarodziej w fioletowej szacie w księżyce. Teodor miał złudne wrażenie, że to Dumbledore bez okularów. Przez chwilę poczuł jak coś dociska go do krzesła. Dumbledore nie żyje, przez kogoś takiego, jak on. Przez śmierciożercę. Warga mu zadrżała na wspomnienie Leny. Jego kochanej Leny, która zginęła, ponieważ nie umiał jej ochronić. 
- Witam was wszystkich bardzo serdecznie w Akademii Magi i Czarodziejstwa Patietur - głos dyrektora szkoły wyrwał go z ponurych myśli o Lenie. 
- Zjawiło się u nas czterdzieści dziewięć państw, co nas bardzo cieszy. Już jutro rozpocznie się pierwsze zadanie, w którym weźmie udział tylko grupa pierwsza. Więcej szczegółów nie mogę zdradzić, ale nie martwcie się głowy wam nie urwie - staruszek zachichotał. 
- Najedzcie się oraz wypocznijcie, ponieważ jutro czeka was ciężki, ciężki, ciężki dzień - znów zachichotał, co bardzo zirytowało Teodora. Nie czekając na jego dalsze słowa, nałożył sobie na talerz owoców morza i zaczął się objadać. Tak, Teodor był strasznym łakomczuchem. 

                                       *                                                 *                                                  *

Witajcie, 
ostatnio narzekałyście, że był krótki tekst :__; Gratuluję tym, którym chciało się przeczytać ten rozdział. KOMENTARZE GDZIE JESTEŚCIE? :C Zapraszam do komentowania, ponieważ wasze opinie bardzo motywują mnie do pracy :)

Mopsicaa ;*

4 komentarze:

  1. Na serio super! Fajnie by było jakby Draco zaczął chodzić z tomtą dziewczyną z Polski i wtedy Miona byłaby zazdrosna itp xD (ależ ja wredna!) Nie dziw się nieogarnięciem mojego komentarza bo chyba właśnie zjadłam przeterminowaną Activię xD Czekam na następny! <3 buziaki i dużo weeeny!
    Pozdrawiam,
    Ja <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejciu piękne! PomylunaEverdeen zgadzam się z tobą ;P Hermiona powinna uświadomić sobie to i owo. Biedny Teoś co mu jest? Fred i As o jejciu jakie to słodkie ^.^ Dobra czekam na next. Weny <3 ~Tencza

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział! :)
    Zgadzam się z PomylunaEverdeen! Zazdrosna Hermiona musiałaby na prawdę zabawie wyglądać ^^ No i może zrozumiałaby co nieco. :)
    Jenyjenyjeny, co ty robisz mojemu Teosiowi? ;CC
    Awww, Fred jest taki mrr, zazdroszczę Astorii noo!
    Ciekawe czy Harry'emu wyjdzie z Victorie :3 Należy mu się troszkę szczęścia po tym co Pansy mu zrobiła ;c
    Czekam na kolejny, weny! :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach, przepraszam, że dopiero komentarz, ale byłam pewna iż go wcześniej dodałam...
    Zgadzam się z Pomyluną :) Fajnie by było, ale decyzja należy do Ciebie.
    Co dzieje się z Teo? Po co mu te eliksiry? Jak zwykle jest taki tajemniczy...
    Czy Potter ułoży sobie na nowo życie z Victorie? Chociaż ja i tak jestem za Pansy bo ją bardziej lubię ^^
    Jestem ciekawa co wymyślisz :D
    Pozdrawiam i weny życzę ~ Luar Princesa ♥

    OdpowiedzUsuń