czwartek, 29 maja 2014

Rozdział 47

Pierwszego stycznia późnym popołudniem siedzieli całą ósemką w salonie Hermiony. Z samego rana świstoklik przeniósł ich na obrzeża Londynu. Jednakże żadne z nich nie przewidziało, że nowy rok przyniesie ze sobą nowe problemy. Gdy tylko wybiła godzina piętnasta w salonie dało się słyszeć huk, który przerwał rozmowy i śmiechy. W samym sercu pomieszczenia zmaterializował się Stworek - domowy skrzat Harry'ego. Był on wyraźnie pokiereszowany i zmęczony. Rany na jego spiczastych uszach poważnie krwawiły. 
- Paniczu Potter - zapiszczał cienkim głosikiem, dodał - oni Pana szukają - i zemdlał. Cały dobry humor, który zgromadzili w ostatnich godzinach, pękł jak bańka mydlana. Harry biegiem ruszył w stronę Stworka. Nie mógł dopuścić do tego, aby kolejny skrzat domowy zginął z jego winy. Do teraz ma poczucie winy związane ze śmiercią Zgredka. Czasami śnią mu się jeszcze koszmary, w których trzyma martwe ciało skrzata w ramionach, klęcząc na piaszczystej plaży przed Muszelką - domem Billa i Fleur. Przeniósł Stworka na kanapę. Nikt nie odważył się zabrać w tym czasie głosu. Po policzkach Hermiony płynęły łzy, który znikały w jej lokach. Draco objął ją ramieniem, pozwalając na to, aby oparła głowę o jego ramię. Białe płatki śniegu wirowały za oknem we wspólnym tańcu, aby na końcu przykleić się do szyby i spłynąć, jako kropelka wody. 
- Ktoś był na Grimmauld Place - odezwał się Harry, kończąc leczyć rany Stworka.
- Mięliśmy także ogon w Paryżu - powiedział Teodor, wstając z fotela. 
- CO? - odezwało się kilka głosów - Dlaczego nic nie powiedziałeś? - oburzył się Blaise. 
- Bo nie miałem pewności! - zirytował się i potarł skronie - To było przy budce z jedzeniem. Wydawało mi się, że widziałem kogoś w czarnej pelerynie, ale jak obróciłem się drugi raz, to nikogo tam nie było. Myślałem, że mi się przewidziało, ale to wydarzenie - wskazał na nieprzytomnego Stworka - mnie w tym utwierdziło - zakończył. Oparł się o parapet i zaczął wpatrywać się w padający za oknem śnieg. Draco przypomniał sobie odgłos prychnięcia, lub kichnięcia, który usłyszał na polanie. Uświadomił sobie, że oni również byli obserwowani. Pobladł na sama myśl, że mogli być to śmierciożercy. Nie jest dobrze, skoro pokazują się pośród społeczeństwa. Muszą być na tyle silni, że już nie ukrywają się. Zbliża się dla nich nieuniknione. Będą musieli stawić czoło śmierci, po raz kolejny. Za oknem rozszalała się prawdziwa śnieżna burza. Stworek otworzył wyłupiaste oczy. 
- Stworku, jak się czujesz? - zapytał Harry, kucając przy kanapie. 
- Stworek umiera Paniczu - powiedział słabo Skrzat. W gardle Harry'ego uformowała się gorzka gula żalu, przez którą nie był zdolny do wypowiedzenia, ani jednego słowa. Poczuł na ramieniu drobną dłoń Pansy, która zaczęła sunąć w górę, kończąc na głaskaniu go po czarnych włosach. Dziewczyna dobrze wiedziała, co będzie nieuniknione, ale nie zamierzała teraz go zostawić. Hermiona mocniej wtuliła się w ramię Draco. Luna również przykucnęła przy kanapie i złapała skrzata za rękę. Jego duże, brązowe oczy wpatrzone były w sufit, oddech stawał się coraz bardziej nikły. 
- Stworku, kto był w domu? - zapytał Draco. Musieli się tego dowiedzieć. 
- Rycerze Walpurgii - odparł bardzo cicho. Uścisk na dłoni Luny zelżał, a oczy skrzata stały się tylko ciemnymi kulami, w których odbijało się światło lampy. Harry poczuł, jak jego serce ponownie pęka. Znów był odpowiedzialny za czyjąś śmierć. Gdyby to nie on był Wybrańcem, wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Miałby rodziców, normalny dom, nie byłby ścigany przez jakiś Rycerzy Walpurgii. Byłby sobą - Harrym Potterem w dużych okularach, bez znajomej blizny na czole. 
Luna zamknęła skrzatowi powieki i wstała z klęczek. 
- Trzeba go pochować - powiedziała cicho i otarła pojedynczą łzę, która spłynęła jej po policzku. Harry kiwnął głową, zabrał martwe ciało Stworka i wyszedł z salonu. 


                                  *                                           *                                       *

Draco i Teodor wyszli chwilę później. Obaj byli bardzo bladzi i podenerwowani. Zrozumieli, że teraz zaczyna się to, co było nieuniknione. Zaczęło się polowanie. 
- Co robimy? - w uszach Draco zabrzmiało ciche pytanie Teodora. Chłopak znów wydał mu się bardziej chorowity, niż zwykle. Kilkudniowy zarost pokrywał wyraźnie zarysowaną linię szczęki, przez co dodawał mu kilku lat. Draco westchnął i oparł się plecami o ścianę. Nie miał pojęcia, co teraz mają zrobić. Najrozsądniejszym wyjściem w tej sytuacji jest zawiadomienie Ministerstwa Magii i Zakonu Feniksa. W pojedynkę nie mają szans na wygraną. 
- Idziemy z tym do Zakonu - powiedział. Teraz liczyła się każda sekunda. Im szybciej dadzą znać odpowiednim ludziom, tym lepiej się to skończy. 
- Jutro powiedzmy o tym McGonagall, ona zajmie się tą sprawą - oznajmił i zostawił Teodora samego w korytarzu. Chłopak oparł się o ścianę plecami i poczochrał włosy. Przymknął powieki i zaczął zastanawiać się nad sytuacją, w której się znaleźli. W całej tej układance brakowało mu jednego bardzo ważnego szczegółu. Niestety, jeszcze nie wiedział, co mu umknęło i jak wielkie może mieć to znaczenie. Usłyszał ciche skrzypnięcie podłogi i poczuł na swoim ramieniu drobną dłoń. 
- Teo, wszystko gra? Dobrze się czujesz? - usłyszał cichy głos Pansy. Uśmiechnął się szeroko, lecz gdy otworzył oczy uśmiech zniknął z jego twarzy, tak szybko jak się pojawił. Dziewczyna była kompletnie ubrana, gotowa do wyjścia na zewnątrz. 
- Gdzie się wybierasz? - zapytał, mrużąc podejrzliwie powieki. Czarna nerwowym ruchem wygładziła zagięcie na swoim płaszczyku. 
- Wracam do domu - wymamrotała, usilnie unikając jego wzroku, w którym pojawiła się jawna nagana. 
- Zamierzasz go znowu zostawić? Przecież było wszystko dobrze, co Ci znowu odbiło? - spytał chłodno. Nie podobała mu się postawa Pansy. Harry jest pewnie w stanie załamania nerwowego, z powodu śmierci Stworka i polowania na niego, a ona zamierza tak po prostu uciec?
- To nie miało prawa się stać i dobrze o tym wiesz - spojrzała na niego ze złością i ruszyła w stronę drzwi. W połowie drogi złapał ją za nadgarstek i obrócił w swoją stronę. 
- Mimo, że jesteś dla mnie, jak siostra, to nie popieram twojej decyzji. Sama pewnie też wiesz, że nigdzie nie znajdziesz kogoś takiego, jak on - skrzyżował ręce na torsie. 
- Do cholery, zamknij się Nott. To jest moje życie i przestań się wtrącać - wysyczała mu prosto w twarz i wyszła trzaskając drzwiami. Teodor zrobił zdziwioną minę. Nigdy nie widział Pansy w takim stanie. Podrapał się po policzku i wrócił do salonu Hermiony, z którego dochodziły strzępki rozmowy.

                                         *                                *                              *

Harry siedział w jednym z foteli, tępo wpatrując się w odległą tarcz zegara ściennego, po której leniwie przesuwały się cienkie wskazówki. Czuł się, jakby był w jakimś transie. Nie dochodziły do niego słowa innych, jakby był otoczony bardzo szczelną kulą, która nie ma prawa przepuścić żadnego dźwięku. Wszystko wokół niego działo się, jakby w zwolnionym tempie. Nawet nie zauważył, gdy do salonu wszedł wyraźnie zmieszany Nott. Chłopak rzucił się na kanapę i ułożył głowę na kolanach Luny. Dziewczyna z samego rana odpisała na listy Rona, które przyniosła Świnka. Dzięki Merlinowi, kupił on historyjkę o tym, że Luna musiała wyjechać do swojej ciotki. Bała się, że kłamstwo wyjdzie na jaw i Ronald dowie się, że spędziła cały ten czas z Teodorem.  
- Luna, czy Twój tata mógłby zamieścić tę informację w Żonglerze? - usłyszała ciche pytanie Hermiony i zarumieniła się lekko, ponieważ nie wiedziała o jaką informację chodzi. Teraz się dowiedzą, że ich nie słuchała. 
- Oczywiście, tylko napiszcie jej dokładnie, jak ma być to sformułowane - z odpowiedzią uprzedził ją Teodor, który najwyraźniej domyślił się, że myślami błądzi zupełnie gdzie indziej. Hermiona kiwnęła głową na znak potwierdzenia i wróciła do rozmowy z Draco. Oboje wymyślili genialny plan na to, aby dowiedzieć się, czy oni także są na celowniku Rycerzy Walpurgii. Draco właśnie wyjaśniał im kim oni są. 
- Wielka twierdza Walpurgii jest gdzieś na Morzu Północnym. Z tego co opowiadała mi matka, to często zmienia swoje położenia, dlatego jest nieuchwytna - zakończył. Harry poruszył się niespokojnie w fotelu, jakby coś kuło go w pośladki. 
- Gdzie jest Pansy? - odezwał się zachrypłym głosem i spojrzał po twarzach młodych czarodziejów. Teodor spuścił wzrok i podrapał się po nosie. 
- Wróciła do domu - wymruczał po chwili. Harry poczuł, jakby ktoś zdzielił go obuchem w tył głowy. Zostawiła go, ponownie. W pokoju zapanowała nienaturalna cisza. Tykanie zegara stało się jeszcze bardziej przytłaczające. Zdecydowanie ten dzień był jednym z najgorszych dni, który przeżyli w ostatnim czasie.

                                    *                                      *                                        *

Zimny wiatr za wszelką cenę chciał porwać kaptur z głowy pewnej osobie, która szybkim krokiem przemierzała ulicę Śmiertelnego Nokturnu. Jej długi płaszcz szeleścił w kontakcie ze świeżym śniegiem, który wciąż padał. Rzucała przeraźliwy cień na szybach zamkniętych sklepów. Mocno przyciskając materiał czarnej szaty, skręciła w jedną ze ślepych uliczek. 
- Witaj Mistrzu - odezwała się. Z cienia obok kontenera wynurzyła się inna postać, która okazała się być starszym panem. 
- Witaj Nero, pewnie zastanawiasz się, po co chciałem się z Tobą spotkać - powiedział mężczyzna opierając się na swojej ciemnej lasce. 
- Tak Panie - przytaknęła, kuląc się w sobie. Najwyraźniej postać mężczyzny napawała ją lękiem. 
- Jak pewnie zauważyłaś sprawy się bardzo skomplikowały - zaczął, postukując kawałkiem drewna o bruk. - Odkąd przybyłaś do Anglii zaczęły się mordy na niewinnych czarodziejach...
- Panie ale..
- Nie przerywaj mi - syknął. - Jesteś pod stałą obserwacją. Jeśli jeszcze raz powtórzy się jakieś morderstwo, będziemy zmuszeni Cię unicestwić. - zakończył, stając naprzeciwko postaci w czarnej pelerynie. 
- Miej się na baczności Kalyne Black - wyszeptał i rozpłynął się w ciemnej nocy. Dziewczyna otarła rękawem zapłakane oczy i również rozwiała się niczym plażowy piasek w wietrzne dni. 

                              *                                               *                                           *

Witajcie Kochani, 
dziś nie będę was zanudzać jakimś długim przemówieniem. Bardzo proszę o pozostawienie po sobie komentarza :))

Pozdrawiam Mopsicaa ;**



6 komentarzy:

  1. Bardzo mi sie rozdział podobał no i była Kalyneeeee <3 Weny i weny i jeszcze raz weny i jak najszybciej nowy rozdział! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi sie rozdział podobał no i była Kalyneeeee <3 Weny i weny i jeszcze raz weny i jak najszybciej nowy rozdział! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaczyna się dziać i to jak :D Dlaczego uśmierciłaś Stworka?! Przez ciebie się pobeczałam :( No i co ma z tym wszystkim wspólnego Kalyne?
    Słowem rozdział zostawia po sobie dużo pytań bez odpowiedzi i tak ma być.
    Nie kogę się doczekać następnego.
    Buziaczki,
    Miss O'Hara <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rodział! Tylko czemu Stworek? :( Najlepszy skrzat zginął..
    Weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdzial piekny. Tak jak napisals Miss O'Hara jest strasznie duzo pytan. Szczeze to znowu sie ciebie boje :) Weny ;** ~ Tencza

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny *.* Nawet ze śmiercią Stworka...
    Czemu Pansy znów zostawiła Harrego? Przecież mogli być razem i mieliby takie śliczne dzieci... :)
    Jestem ciekawa jakrozwinie się sytuacja z Ronem, bo w końcu kiedyś się dowie. Prawda?
    Draco i Hermiona się do siebie zbliżają ♥ Czy to będzie miłość?
    Ach i Kalyne... Co takiego namiesza?
    Nie pozostaje mi nic jak tylko czekać na nn i dowiedzieć się o co chodzi ^^
    Pozdrawiam Luar Princesa ♥

    OdpowiedzUsuń