środa, 14 maja 2014

Rozdział 46 cz.I

Jedli śniadanie w salonie Hermiony, gdy usłyszeli śmiech w korytarzu. Oczywiście Draco poinformował ich, że Teodor poszedł po Lunę, lecz im nie spodobał się ten pomysł. Dziewczyna ledwo co przeżyła próbę samobójczą, a on śmie zabierać ją ze szpitala. Ona powinna mieć teraz fachową opiekę, a nie szlajać się po mieście z Nottem. Do tego, gdyby Ron się dowiedział, miałaby jeszcze większe problemy. Gdy weszli do salonu, zapanowała w nim cisza. Sztućce zatrzymały się kilka centymetrów nad stołem, lub w drodze do ust. 
- Cześć - przywitała się cicho Luna. - Dlaczego nie odwiedzaliście mnie w Mungu? - i nagle Hermiona, Harry i Ginny opuścili głowy w dół, tępo wpatrując się w swoje talerze. Luna miała rację, nie odwiedzili jej ani razu, gdy się obudziła. Pierwszego dnia byli tylko chwilę, by sprawdzić, czy aby dziewczyna na pewno żyje, a potem nic. Zrobiło im się z tego powodu bardzo głupio, co najwyraźniej dostrzegła blondynka. 
- Nic nie szkodzi. Nie zadręczajcie się tym. O, macie budyń, mogę? - przysiadła na jednym z wolnych miejsc i poczęstowała się deserem. Zaczęła opowiadać im o tym, co działo się  w szpitalu. W międzyczasie Draco wstał od stołu i wyszedł z Teodorem przed dom. Brunet wyciągnął paczkę iście mugolskich papierosów i poczęstował jednym przyjaciela. 
- Byłem po drodze w Ministerstwie. - zaczął Nott. Zrobił efektowną przerwę i zaciągnął się drażniącym dymem. Palenie papierosów sprawiało, że uspokajał się i wyciszał. 
- Iii? - ponaglił go Draco. Teodor westchnął głęboko i oparł się o barierkę schodową. 
- Miał dwadzieścia pięć i dopiero od niedawna pracował jako auror. - wyjaśnił cicho. Draco szpetnie przeklął i uderzył pięścią w barierkę. Nagle poczuł niewyobrażalną złość na całe Ministerstwo Magii. Przecież każdy czarodziej o zdrowych zmysłach wie, że dwory czystokrwistych rodów są obejmowane najlepszymi zaklęciami ochronnymi. Kto normalny wysłałby tam grupę aurorów? To tak, jakby kazać im skoczyć z wysokiego klifu wprost na ostre skały. Bez dobrego przewodnika, który zna ten dom, nie byli wstanie przeżyć.  
- Myślałem, że Shacklebolt jest bardziej odpowiedzialny. - powiedział po chwili ciszy. Teodor ponuro skinął głową. Dla niego także było to nie do pomyślenia. 
- O piętnastej mamy świstoklika. - powiedział, tym samym zmieniając temat. Zaciągnął się kolejny raz kojącym dymem. Wzniósł twarz w stronę pochmurnego nieba i powoli wypuścił ulotną mgiełkę w postaci kółeczek.
- Gdzie nas zabierze? - spytał, przyglądając się profilowi przyjaciela. Teodor zawsze go zaskakiwał. Niby znał go od dziecka, ale nigdy nie mógł go do końca zrozumieć. Było w nim coś tak bardzo tajemniczego, że nawet Draco nie mógł tego rozszyfrować. 
- Do Francji. - odparł, uśmiechając się lekko. Zawsze chciał zwiedzić to piękne państwo. Było to jego marzenie, odkąd może pamiętać. Teraz nareszcie się spełni. W dodatku jedzie tam z przyjaciółmi. No dobrze, może nie wszyscy tutaj to jego przyjaciele, ale jakoś nie bardzo mu to przeszkadza. 
- Nie żartujesz, prawda? - spytał Draco, dogaszając niedopałek papierosa. Teodor kiwnął przecząco głową. 
- Nie w takich sprawach - zaśmiał się cicho. Poklepał Dracona po ramieniu i obaj ruszyli do domu, by przekazać innym informacje na temat ich wyjazdu. 

                                 *                                                 *                                            *

Kilka minut przed piętnastą wszyscy zebrali się w salonie Hermiony. Teodor myślał, że nie spodoba im się ten pomysł, ale wszyscy byli zachwyceni. Każdemu z nich przyda się wspólne wspomnienie, którego do końca życia nie zapomną. Hermiona za długotrwałą namową Draco zgodziła się, rozjaśnić włosy o dwa tony. Teraz jej kręcone pukle miały kolor ciemnego blondu. Chłopak naprawdę uważał, że w tym kolorze jest jej lepiej. Za każdym razem, gdy jej to mówił, rumieniła się nieznośnie. Harry, który wyciągnął z Notta informacje na temat swojej czarodziejskiej rodziny, czuł się coraz pewniej w otoczeniu Ślizgonów. Okazało się, że Draco jest jego dalszym kuzynem. Na początku miał obawy, co do wyjazdu, lecz Teodor go przekonał, że będą się świetnie bawić. Jednakże chłopak nie mógł znieść myśli, że gdy on będzie się bawił, Pansy zostanie gdzieś tam sama. W taki oto sposób dziewczyna stała obok niego z niepewną miną. Siłą wykradł ją z Parkinson Manor, ledwie uciekając przez trzema wielkimi wilkami, strzegącymi twierdzy. Pansy jeszcze spała, gdy się pojawił. Podleciał na miotle pod okno i je wyważył. Porwał nie do końca rozbudzoną dziewczynę, która nie miała prawa sprzeciwu. Mimo to cieszyła się, że Harry jest cały i zdrowy, a przede wszystkim o niej pamiętał. Obiecał jej, że to ostatni raz, kiedy się spotykają i więcej go nie zobaczy. Wyjaśnili sobie wszystko i przystali na ostatni wspólny wypad. Oczywiście Harry obmyślił dokładnie cały plan. Porywa ją ostatni raz w tym roku. Uśmiechnął się szeroko sam do siebie, w myślach pochwalając swój geniusz. Obok Czarnej stali Blaise i Ginny, trzymający się za ręce. Oni nie mieli żadnego problemu. Oboje uwielbiali się bawić i imprezować.  Gdy tylko dowiedzieli się o pomyśle Teodora, wyruszyli na Pokątną, aby zakupić w Magicznych Dowcipach Weasley'ów najlepszej jakości fajerwerki. Diabeł zmniejszył je i upchnął wszystkie do plecaka, tuż obok kilku butelek ognistej whiskey i najlepszego szampana.  Byli gotowi na ostatnią zabawę w tym roku. Zostali jeszcze Luna i Teo. Blondynka spędziła pół dnia w łazience Hermiony. W Mungu nikt nie pozwalał wychodzić jej samej do pomieszczeń, w których mogła zrobić sobie krzywdę. Tylko, że teraz nie zrobi sobie krzywdy. Przemyślała sobie kilka rzeczy i zrozumiała, że to było głupie i bezmyślne. Nie powinna odbierać sobie największego daru, jaki ma. Nie po to starała się przeżyć wojnę, żeby teraz stchórzyć i umrzeć z własnej ręki. Zapisała sobie, żeby później wysłać porządne czekoladki Percy'emu Weasley'owi. Po kilku gorących kąpielach, maseczkach na twarz, leczniczych eliksirach na poprawę jakości zniszczonych włosów i paznokci, wróciła stara Luna. Teodora bardzo cieszył ten fakt. Nigdy nie pozwoli, aby coś jej się stało. 
- Gotowi? - zapytał brunet, trzymając w dłoni zbite lusterko. 
- Jak diabli. - odpowiedział Blaise i razem z Rudą zaczął się głośno śmiać, jakby naprawdę było z czego. 
- No nie..- jęknął Draco, spoglądając wymownie na Teodora. Podszedł do Zabini'ego i złapał go za poliki, zmuszając aby na niego spojrzał. Ustawił palec wskazujący tuż przed jego twarzą i poruszał nim w prawo i lewo. Blaise zaczął się śmiać bez opamiętania. 
- Co im się stało? - zapytała Hermiona, marszcząc brwi. 
- Jestem niemal pewny, że Diabeł zahaczył o dom swojej matki. - westchnął, odchodząc od przyjaciela. 
- Możesz mówić jaśniej? - tym razem głos zabrał Harry. 
- Zjarali się ziołem, sprowadzanym z Indii przez matkę Diabła. - odpowiedział za przyjaciela Teodor. Hermiona wciągnęła ze świstem powietrze, patrząc na swoją przyjaciółkę. 
- Łapcie za świstoklik, zaraz wyruszamy. - krzyknął w odpowiednim momencie Draco. Gdy ostatnie palce Pansy dotknęły lusterka, zniknęli. 

                            *                                                     *                                                      *

Ich stopy gwałtownie uderzyły o twardą ziemie. Piasek leciutko przyprószony był śniegiem. Nie była to niewyobrażalnie gruba warstwa, ale około 2 centymetrów. Lusterko upadło pod nogi Teodora, który od razu schował je do kieszeni. Nienawidził, gdy śmieci walały się wśród dzikiej przyrody. Jeśli ludzie nie przestaną bałaganić niedługo będą brodzić we własnych odpadkach. Dla niego było to nie do pomyślenia. 
 - Gdzie jesteśmy? - spytała Hermiona, rozglądając się po jakimś placu umieszczonym wśród drzew. 
- W Ogrodzie Luksemburskim. - odpowiedział, zachwycając się widokiem. W odległym końcu zamajaczyła mu siedziba senatu. 
- Całkiem ładnie tutaj. - zauważyła Luna, podchodząc do niego. Skinął głową i uśmiechnął się do niej. 
- Jesteśmy godzinę w plecy. - zauważył Draco, stukając palcem w swój zegarek. Hermiona zajrzała mu przez ramię, ale jak zwykle nic nie zrozumiała, ponieważ zegarek nie miał cyfr tylko pięć długich wskazówek. Nie miała pojęcia, jakim cudem Draco umie odczytać z  niego godzinę. 
- Aleś Ty genialny. - zapiszczał Teodor, wznosząc ręce w górę. Draco przewrócił oczyma. 
- Na sam początek pójdziemy do Parku Rozrywki Absolutnej*. - pogrzebał w kieszeni i wyciągnął kilka biletów. Rozdał każdemu po jednym. O dziwno był też bilet dla Pansy, która była tutaj niezapowiedzianym gościem. Uniosła pytająco brew i zapytała o to Teodora. 
- Był dla Terence'a, ale jemu coś wypadło. Podobno gorzej z jego babcią. - uśmiechnął się smutno. Wszyscy pokiwali ze zrozumieniem głową. 
- A więc do dzieła. - posłał rozbawione spojrzenie Hermionie, która już chciała go upomnieć. Podał jedną rękę Lunie, a drugą Draco. Wszyscy razem teleportowali się. 


                                    *                                            *                                                  *

Aportowali się tuż przed bramą do Parku Rozrywki Absolutnej. Wśród takiego tłumu nikt nie zwrócił na nich najmniejszej uwagi. Każdy z nich podał kasjerce swój bilet i przeszli przez barierkę. Było to najlepsze miejsce w jakim kiedykolwiek był Harry. Ten park w Londynie to nic przy tym tutaj. Ponad wszystkimi budkami, atrakcjami wznosił się wielki i długi na kilka kilometrów Rollercoaster. Była to najlepsza atrakcja w całym paryskim parku. Wagoniki rozpędzały się na szynach do prędkości kilkudziesięciu kilometrów na godzinę, by w najmniej oczekiwanym momencie zahamować. Ludzie piszczeli i krzyczeli. Ciężko było usłyszeć nawet własne myśli. Harry'emu najbardziej spodobał się Piracki Statek, więc pociągnął Pansy za rękę i razem zniknęli w tłumie. Ruda zaciągnęła Diabła do budki z pluszowymi misiami. Luna przyjęła ramię Teodora i oni także ruszyli w swoją stronę. Hermiona spojrzała ukradkiem na Draco.
- Chodź. - złapał ją za rękę i oboje ruszyli w stronę toru łyżwiarskiego. 
- Umiesz jeździć na łyżwach? - zadał pytanie. Kiwnęła twierdząco głową i poprawiła swój szalik. 
- W takim razie chodź. - pociągnął ją w stronę tłumu. Przepchnął w kolejce kilku Francuzów, którzy krzyczeli na niego w swoim języku i stanął na czele. Pokazał kasjerce swoją kartę, która upoważniała ich do korzystania z wszystkich atrakcji parku. Teodor wszystko dokładnie obmyślił. Draco ciekawiło to, ile musiał wydać kasy, aby zorganizować taki wyjazd. Wybrał dwie pary łyżew i podał jedną z nich Hermionie. 
- Skąd wiedziałeś, jaki mam numer buta? - zdziwiła się, odnotowując, że rozmiar jest idealny. Chłopak wzruszył ramionami.
- Mieszkam z Tobą, więc muszę zauważać pewne szczegóły. Wiesz, że ślinisz się przez sen? - zaśmiał się zawiązując sznurówki. Hermiona zarumieniła się.
- Zmyślasz. - spojrzała na niego przelotnie. 
- Mówię poważnie. Sam widziałem. - zaśmiał się głośno, zwracając uwagę jednej z dziewcząt przechodzących obok nich. Dziewczyna zachichotała i powiedziała coś do swoich koleżanek. 
- Niby kiedy to widziałeś? - zdziwiła się, szukając w pamięci odpowiedniego wspomnienia. 
- Kiedyś usnęłaś na kanapie w salonie. - wzruszył ramionami i wstał. Podał dziewczynie dłoń i razem poszli na tor. Był on przeogromny. Gdy tylko ich łyżwy dotknęły lodu, rozległ się głos. Mężczyzna mówił po francusku, więc mało co zrozumieli. Draco wyłapał pojedyncze słowa takie jak: konkurs, taniec, nagrody. Domyślili się, że będzie organizowany konkurs tańca na lodzie, więc postanowili iść się zapisać. 

                         *                                                      *                                                     *

Cześć, cześć,
a tu was zaskoczyłam, nie? O tak, podzieliłam rozdział na części, ponieważ wydawał mi się zbyt długi i bałam się, że się nudzicie już w połowie. Tak więc, zapraszam do komentowania kochani :3
Rozdział dedykowany tej, która o niego walczyła <3 Pozdrawiam Mopsicaa ;*

6 komentarzy:

  1. Jejuu, jaki świetny rozdział :) Taki pozytywny ^^
    Teeż chcę do Francji, noo! Zabierzcie mnie taam ;c
    Pansy i Harry znowu razem <3 Tak się cieszę :3
    Hahahah, Blaise i Ginny zjarani, to musiało przezabawnie wyglądać xdd
    Czekam na kolejną część z niecierpliwością ^^
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Naomi. ja lecę z tobą ;D Co wymyślił Harry? Bo nie sądzę, że porwie Pansy ostatni raz -.- Dobrze, że Teo poszedł po Lune, nie musi siedzieć sama w tym szpitalu. Jak ja nienawidze szpitali. I niech ona zerwie wreście z Ronem!!!!! No proszę no! Zjarany Diabełek no jeszcze sobie wyobrażam, ale że Ruda niewierze. Czekam na następny rozdział. Dodaj szybko, proszę !!! Weny ;* ~Tencza

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny rozdział!
    Sama też chętnie bym pojechała z takom ekipą ;)
    Myślę, że w następnym rozdziale Ron przyjdzie do szpitala i będzie zły, a Luna w końcu z nim zerwie. Szczerze mówiąc to nie cierpię Rona.
    Mam nadzieję, że Hermiona i Draco wygrają ten konkurs tańca :3
    Życzę dużo weny i mam nadzieję, że rozdział niedługo ^.^

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział! Jak zawsze zresztą :)
    Zjarani Ginny i Blaise- chciałabym ich zobaczyć :D
    Sprytnie to Harry wymyślił- porywa Pan ostatni raz w tym roku, ale w przyszłym znowu może :D
    Czekam z niecierpliwością na drugą część i konkurs tańca ^^
    I tak jak dziewczyny proszę o definitywne zakończenie związku Rona i Luny.
    Weny kochana <3
    Buziaczki :*
    Miss O'Hara

    OdpowiedzUsuń
  5. HA! Dziękuję za dedykację pięknie ;3 Rozdział bardzo fajny :3 Jak ja lubię Dramiooooone *-* Tacy zjarani, hahahahah, aż sama zaczęłam się tak zachowywać :D Mam nadzieję, że kolejny rozdział będzie jak najszybciej :D Czekam i wen, weny wenyyyyyyyyyyy <3 !

    Pozdrawiam
    Pomyluna Everdeen (/*-*|)

    OdpowiedzUsuń
  6. Meeegaaa rozdział :P Podoba mi się i chcę następną część! Tak ładnie proszę....
    Zjarane państwo Zabini To musiało wyglądać komicznie
    Dramione, dramione, dramione.... Kocham dramione <3 Konkurs tańca powiadasz? Ciekawe, ciekawe
    Harry ostatni raz w Roku porwał Pansy? Ja liczę, że w następnym tez ją porwie :D
    I oczywiście Teo i Luna znów razem! Uwielbiam to!
    Tak więc sumując rozdział pozytywny i wesoły. Czekam na część drugą i pozdrawiam
    Luar Princesa ♥

    OdpowiedzUsuń