środa, 21 maja 2014

Rozdział 46 cz. III

- Tak się cieszę, że tutaj przyjechałam. - rozmarzyła się blondynka, opierając głowę o ramię Ślizgona. Mała łódka delikatnie dryfowała na całkowicie pustym jeziorze. Było to najbardziej zaciszne miejsce w całym parku. Klienci nie przychodzili zapewne tutaj tylko dlatego, że była zima. Woleli bawić się w samym centrum rozrywki, gdzie było o wiele cieplej, z powodu nadmuchów gorącego powietrza. Tutaj nie było takich luksusów. Nad całym jeziorem rozciągnięte były liny, na których wisiały zapalone lampiony, by oświetlać drogę łódkom.  Niebo całkowicie pociemniało i pojawiły się na nim pierwsze gwiazdy i prawie okrągły księżyc. 
- Taak, zdecydowanie, to najpiękniejsze miejsce w całej Europie. - przyznał jej rację. Gdyby jakiś przechodzień teraz ich przyuważył, śmiało mógłby stwierdzić, że wyglądają jak para. Brunet wyciągnął z kieszeni kurtki paczkę papierosów i zapalił jednego.  Zaciągnął się dymem i zaczął puszczać małe obłoczki. 
- Miałeś z tym skończyć. - zauważyła dziewczyna i odebrała mu papierosa. 
- Wiesz, że to jedyna rzecz, która mnie uspokaja. - popatrzył w jej oczy. Wydawało mu się, że jest z nią już o wiele lepiej.  Dziewczyna westchnęła głęboko.
- Jestem beznadziejna. - powiedziała po chwili i zaciągnęła się dymem. Niemal natychmiast tego pożałowała, ponieważ zaczęła się dusić. Z jej płucami jeszcze nie do końca było dobrze. Teodor pokręcił głową z politowaniem i zabrał jej niedopałek. Wypalił go do końca i zgasił. To co zostało schował do woreczka, który zawsze nosił w wewnętrznej kieszeni kurtki. Nigdy nie wybaczyłby sobie, gdyby wyrzucił kiepa do wody. Brzydziłby się sobą przez dobry rok. 
- Dlaczego tak uważasz? - zadał pytanie, które zawisło między nimi, na długą chwilę. 
- Ja...A co jeśli już nikt nie pokocha mnie tak, jak Ty? Jeśli popełniłam błąd wybierając Rona? - ukryła twarz w dłoniach. Teodor głęboko westchnął i zbliżył się do niej. Zdjął ręce z jej twarzy i zaczął cicho mówić, patrząc prosto w jej oczy. 
- Zawsze będę na Ciebie czekał, więc śmiało możesz wrócić. - powiedział i pocałował ją w czoło.  Ponad ich głowami zaczęły błyskać fajerwerki, oświetlając w oddali wieżę Eiffla. Właśnie nastał dla nich nowy, zupełnie inny rok. 

                                         *                              *                          *

Pansy siedziała na ławeczce w parku i pocierała zmarznięte policzki. Czekała, aż Harry przyniesie dla nich kubek gorącej kawy. Ucieszyła się na widok Diabła i Rudej biegnących w tłumie. Wyglądali na naprawdę szczęśliwych. Pansy także chwilowo była szczęśliwa. Spędziła cudowny dzień w Paryżu. Przez cały ten czas towarzyszył jej Harry, który sprawiał, że na jej twarzy pojawiał się uroczy uśmiech. Poprawiła czapkę i pomachała Harry'emu, który wypatrywał jej w tłumie. Chłopak zauważył ją i uśmiechnął się ciepło. Szybkim krokiem podszedł i usiadł na ławce. Podał jej kubek z kawą. 
- Czarna bez cukru, taka jaką lubisz - powiedział i upił łyk swojego napoju. 
- Dziękuję - uśmiechnęła się z wdzięcznością.  Nagle posmutniała. Przypomniała jej się sprawa ze ślubem. Harry najwyraźniej zauważył jej troskę, ponieważ otoczył ją ramieniem. Dawno temu przestał być małym chłopcem, którego wychowywał Dumbledore. Przez wiele traumatycznych przeżyć, musiał przedwcześnie dojrzeć. Gdy inni nastolatkowie bawili się na imprezach, on ratował świat przed złym czarnoksiężnikiem. Czasami wydawało mu się to naprawdę męczące. W takich momentach miał ochotę uciec daleko i zaszyć się w jakiejś tropikalnej dziczy, gdzie nie musiałby udawać bohatera. Wtedy ciszyłby się, że jest Harrym, tylko Harrym. Poczuł, jak Pansy się w niego wtula. Kochał ją. Nie tak, jak Ginny. W jej przypadku było to tylko zauroczenie. Wreszcie dotarło do niego, że musi powstrzymać ją przed wzięciem ślubu. Dla niego byłby to koniec świata. Jego szczęście zachwiałoby się wraz z jej odejściem. Odstawił jej i swoją kawę na ławkę. Posadził dziewczynę wygodnie obok siebie i spojrzał jej w oczy. 
- Ucieknij ze mną - szepnął. Spojrzała na niego marszcząc brwi.
- Chyba nie mówisz poważnie - wstała z ławki i odeszła kawałek, patrząc na majaczącą w oddali Wieżę Eiffla. Stała do niego plecami, więc nie zauważyła, gdy podszedł do niej. Szepnął jej do ucha.
- Nigdy nie byłem tak poważny - i obrócił ją profilem do monumentalniej, paryskiej budowli. Patrzyli sobie w oczy, nie zwracając uwagi na rozbłyskujące na niebie fajerwerki. Harry pocałował dziewczynę. 
- Kocham Cię, Pansy - szepnął, wtulając się w  jej włosy. 
- Ja Ciebie też - powiedziała, a po jej policzkach spłynęły łzy szczęścia. 

                                          *                                 *                            * 


Biegli w tłumie ludzi, aby jak najszybciej wydostać się z parku. Zostało tylko kilka minut do północy. Oni nie mieli najmniejszej ochoty na to, aby powitać nowy rok w tym nudnym parku rozrywki. Tak, Diabeł i Ruda mieli już dość przebywania tutaj. Gdy tylko wybiegli na ulicę, aportowali się dokładnie pod wieżę Eiffla. Było tutaj mnóstwo ludzi. Zakochani, samotni, dzieci, starsi, a pośród nich oni. Trzymali się za ręce i odliczali sekundy do rozpoczęcia nowego roku. Kilka sekund przed końcem, Diabeł pocałował Rudą. Niebo migotało tak jasno, jak w noc bitwy o Hogwart. Tylko, że tym razem były to mugolskie fajerwerki, a nie widok zaklęć niszczących tarczę obronną, którą stworzył Hogwart. Niemniej jednak, był to cudowny widok. Ludzie zaczęli krzyczeć i składać sobie życzenia. 
- Obiecaj, że nigdy nie zapomnisz tego, co tutaj się wydarzyło - zażądała Ruda. Blaise zaśmiał się głośno.
- Obiecuję - przekrzyczał tłum i znów ją pocałował. 

                                         *                                 *                             *

- Draco zaczekaj! - śmiała się Hermiona, biegnąc za blondynem na jakąś polankę. Znudziło im się korzystanie z atrakcji Parku Rozrywki Absolutnej. Postanowili więc, że odpoczną w jakimś zacisznym miejscu. Drobne płatki śniegu połyskiwały na trawie, oświetlane blaskiem prawie okrągłego księżyca. Niebo dzisiejszej nocy było niemal bezchmurne. 
- Powinnaś popracować nad kondycją, Granger - uśmiechnął się kpiąco i stanął na wzgórzu. Dookoła roztaczał się piękny, gęsty las. Korony drzew tłumiły hałas wydawany przez turystów oraz przechodniów, bawiących się niedaleko nich. 
- Och, zamknij się Draco! - zaśmiała się, stając naprzeciw niego. Draco szybko uciszył ją gestem dłoni, wpatrując się podejrzliwie między drzewa. Był niemal przekonany, że usłyszał jak ktoś prycha lub kicha. Tego do końca nie mógł rozszyfrować. Hermiona spoglądała na niego, nadal mając uśmiech na ustach. Po chwili uderzyła go w ramie, a on omal nie podskoczył. Chyba zapomniał, że ona tam w ogóle stała. Zaczęła śmiać się jeszcze głośniej. Wyglądała naprawdę uroczo z zaczerwienionymi policzkami i drobnymi liśćmi we włosach. Nazbierała ich trochę, jak przedzierali się przez lasek. Draco również się uśmiechnął, dziękując w duchu Merlinowi, że pozwolił mu spotkać tak wspaniałych ludzi, jak Teodor, Harry, czy Granger. Zmienił się. Tak, Draco Malfoy przeszedł diametralną przemianę. 
- Lubię Cię, Granger  - wyznał Draco. Rozłożył szeroko ramiona i uśmiechnął się rozbrajająco. 
- Też Cię lubię, Draco - wpadła mu w ramiona. Zrobiła to tak gwałtownie, że upadli na ziemię. W czasie ich krótkiego lotu na zimne podłoże, w niebo wystrzeliły pierwsze fajerwerki, zwiastujące nastanie nowego roku. 


                                       *                                *                           * 

Stał oparty o gruby pień drzewa i obserwował roześmianą parę. Nigdy by nie pomyślał, że Draco może spoufalać się ze szlamami. Obrzydzał go sam widok tej dwójki razem. Chłopak ze szlachetnej rodziny zadający się ze szlamą. Prychnął na samą myśl o tym, że mogą być parą. Może zrobił to zbyt głośno, ponieważ oboje umilkli na chwilę i odwrócili się w jego stronę. Wcisnął się w pień drzewa jeszcze bardziej, by nie zdradzić swojej obecności. Jeszcze tego mu teraz brakowało, żeby został nakryty na podglądaniu tych smarkaczy. Może i miał okazję do tego, aby zabić Dracona, ale to jeszcze nie ten czas. Jeszcze nie wszystko zostało zaplanowane. Musi być cierpliwy i zaczekać na odpowiedni moment, tylko po to, by uciąć temu, małemu zdrajcy łeb. Zostawi go sobie potem, jako trofeum. Chłopak z dziewczyną ponownie wrócili do beztroskiej rozmowy, a tajemniczy obserwator przysiągł sobie, że zetrze im te głupie uśmieszki z twarzy. Już i tak bardzo wiele osiągnął. Potrzebuje jeszcze tylko kilku tygodni, by doprowadzić plan do końca. Wtedy zwabi młodego Malfoy'a do swojej pułapki i zetrze go na pył. To samo zrobi z tym gówniarzem Nottem. Jego również obserwował, jak obściskiwał się z tą wariatką Lovegood. Czy oni naprawdę postradali zmysły? Może i on spędził kilka ostatnich miesięcy w Azkabanie, ale nie zidiociał tak, jak oni. Pokręcił z politowaniem głową, gdy zauważył, jak Draco przytula Hermione. Tego był już dla niego za wiele. Gdy w niebo wystrzeliły pierwsze fajerwerki, Lucjusz Malfoy deportował się w nieznane. 

                                     *                                   *                            *

Czeeeść,
mam rozdział. Wygrałam internety. Baardzo dziękuję wam za wasze komentarze pod ostatnim postem. Znaczą ona dla mnie naprawdę duużo. Tak więc, komentować, bo pomaga mi to pisać.  Kocham was <3

Pozdrawiam Mopsica ;*

5 komentarzy:

  1. OMG <3 Ten rozdział jest cudowny tyyyle miłości *_* A na końcu taki samotny Lucjusz hahaha xD Oby kolejny był jak najszybciej i wgl love *-*
    Pozdrawiam! i Weny życzę!
    Pomyluna sobie xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudeeeeeeeeeeńko!!! Znowu tak romantycznie, że aż słodko się na sercu robi :)
    I Lucjusz się pojawił, więc pewnie zrobi się dramatycznie ;)
    Czekam na kolejny.
    Weny kochana.
    Buziaczki :*,
    Miss O'Hara <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Znowu tak romantycznie <3
    Taak, niech Pansy ucieknie z Harry'm! :33
    Oooo, Zły Lucek wrócił! Będzie się działo!
    Czekam na kolejny :3
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Zły Lucjusz! ZLy! DO kąta! Raz dwa... :D
    Rozdział słodki, ale mi taki pasuję. Fajnie się zaczyna robić pomiędzy Draco a Mioną.
    I skoro Luna nie będzie z Teosiem to jak ja to przeżyję?!
    Blaise i Ginny to jedna z moich ulubionych par, dlatego cieszę się, że chociaż im się układa ^^
    Niech Pansy ucieknie z Harrym! Będą szczęśliwym małżeństwem z słodkimi, czarnowłosymi dziećmi *o*
    Tak, więc gorąco (taki żarcik) pozdrawiam i moc weny przesyłam
    Luar Princesa ♥
    ps. Szablon = ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Aaaaaaaa..... Rozdzial super, slodki i wg taki uroczy :) Tak cieplo sie robi na sercu jak to czytam. Ja dalej upieram sie na swoim, ze Luna z Teo powinni byc razem!! *.* Pansy uciekaj z Harrym, no juz!!! ;D A Diabelek i Ruda beda mieli dzieci z piekla rodem :* Tak, tak Draco TYLKO lubi Mione, jasne. Jak tak bede to powtarzac przez kilka dni to moze uwierze. Lucjusz podgladajacy synka oj nieladnie. ;P Czyli sumujac rozdzial to manific (jakos tak to jest prawda :?), tylko Lucek chce znowu cos zepsuc. Pozdrawiam, weny i prosze juz o nastepne ~Tencza

    OdpowiedzUsuń