piątek, 2 maja 2014

Rozdział 44

- Nott zaczekaj! - krzyknęła za nim. Maszerowali już od ponad godziny, lecz nie znaleźli łazienki, w której są ich towarzysze. Chłopak zatrzymał się, a ona niemal roztrzaskała się o jego plecy.
- Granger, irytujesz mnie. - warknął, ruszając powoli dalej. Kufer wzbił się znów w powietrze i poszybował obok niego.
- Błądzimy tutaj za długo. Mówiłam, że idziemy w złym kierunku. - chwyciła go za nadgarstek, ciągnąc w drugą stronę. Nadal uważała, że Teodor się pomylił i prowadzi ich w złe miejsce. Błądząc tak na pewno nie znajdą innych. Zaczynały jej powoli doskwierać głód i pragnienie. Brunet zatrzymał się i niespiesznie odwrócił. Spojrzał na nią z góry i strząsnął jej dłoń.
- Przypominam Ci po raz ostatni: NIKT CIĘ TUTAJ NIE ZATRZYMUJE! - odparł bardzo chłodno. Jego niebieskie oczy jeszcze bardziej pociemniały, przypominając teraz burzowe chmury. Dziewczyna znieruchomiała, wpatrując się w niego z uporem.
- Naprawdę nie wiem, w jaki sposób TY znajdujesz znajomych. - dźgnęła go palcem w tors. Uniósł brew. Cisnęło mu się na usta pytanie, w jaki to sposób  Draco z nią wytrzymuje. Przecież to ona jest nie do zniesienia. Ciągle ich spowalnia i bez przerwy wygłasza swoje mądrości. Naprawdę wolał cichą Granger.
- Dobrze Ci radzę: Milcz. - zabrał przydługie włosy, opadające mu na czoło.
- Bo co? - zapytała buntowniczo.
- Bo Cię spertyfikuję i położę na kufrze. - zmrużył powieki.
- Nie ośmieliłbyś się. - wbiła mu palec w tors.
- Założymy się? - uśmiechnął się łajdacko. Dziewczyna prychnęła urażona i spojrzała w bok. Teodor odwrócił się i ruszył przed siebie. Tym razem drogę do najbliższych drzwi przebyli w ciszy. Jedynie problem tkwił w ilości drzwi. Mianowicie było ich, aż 7. Teodor wyciągnął różdżkę.
- Siódemka, szczęśliwa liczba Lestrange'ów. Granger, które drzwi wybierasz? - zapytał. Dziewczyna zamyśliła się i w końcu wskazała czerwone ze złotą klamką. Teodor narysował w powietrzu czerwony X.
- Ej! - krzyknęła, gdy zrozumiała, że wykreślił je.
- Następne. - polecił. Wykreślał wszystkie po kolei, aż zostały tylko jedne, niebieski drzwi z klamką z diamentu. Hermionie ze złości napuszyły się włosy. Mogło to też być z powodu wełnianego swetra, lecz Teodor wolał tę pierwszą wersję. Otworzył wejście do pokoju i przekroczyli próg. Pokój był zwyczajny. Łóżko, szafa, stolik, portret, który akurat teraz był pusty i małe okno. Teodor podbiegł do niego i odsunął kotarę. Znaleźli się może na wysokości drugiego piętra. Teodor uśmiechnął się szeroko.
- Jesteś genialna Granger! - wykrzyknął i poczochrał jej włosy. Uderzyła w jego dłoń. Czuła, że jeszcze chwila, a wydrapie mu oczy. Ślizgon odsunął dywan ukazując klapę w podłodze. Pociągnął za kołatkę, otwierając przejście. 


                                   *                                             *                                * 


Draco mało, co a nie podskoczyłby, gdy koło jego nogi świsnęła klapa podłogowa. Wpatrywał się ze zdziwieniem w uśmiechniętą twarz Teodora Notta. 

- Przepraszamy za spóźnienie, coś nas ominęło? - zaśmiał się brunet i wyciągnął rękę w stronę, czekającej na dole Hermiony. Pomógł jej wejść, a na samym końcu wciągnął kufer i zamknął klapę. Granger uścisnęła Harry'ego, zapewniając, że wszystko z nią w porządku i nie kopnął ją prąd. Jej włosy nadal były napuszone, a im bardziej chciała je przygładzić, to tym bardziej elektryzowały się. Teodor posłał jej rozbawione spojrzenie i poklepał Draco po ramieniu. Blondyn wreszcie przestał się o niego martwić. 
- To jest JEJ kufer, prawda? - spytała Ginny, dotykając opuszkami palców czarnego drewna, z którego wykonana była skrzynia. Teodor skinął głową, a jego brwi spotkały się tuż nad nasadą nosa. Zastanawiał się, dlaczego kufer był schowany w mało widocznym miejscu i miał tak potężne zabezpieczenia. Zaciekawiło go, co ukrywała szalona ciotka Bella. 
- Sprawdzimy to później. - warknął Draco. - Rozumiem, że rozgryzłeś już układ domu? - zwrócił się do Teodora, szturchając go ręką w ramię. Brunet potrząsnął głową, wyrywając się tym samym z zamyślenia. 
- Prawie. Musimy się poruszać w przeciwne kierunki. Tutaj mamy zachodnią część zamku, a ja z Granger kierowałem się na wschód. Tak samo było z tą klapą. Klapa wbudowana była w podłogę w pokoju na drugim piętrze. Korzystając z niej powinniśmy wyjść górą, a wyszliśmy dołem. - wytłumaczył i w międzyczasie przetransmutował papier toaletowy w czystą kartkę i szczoteczkę do zębów w ołówek. Rozrysował na szybko przekrój domu i rozmieścił na nim poszczególne komnaty. Draco z uwagą obserwował, jak jego przyjaciel szkicuje. Był to zadziwiający widok. Od pewnego wydarzenia Teodor nie chwytał ołówka w dłonie. Od tamtego czasu minęły dwa lata i jest to pierwszy raz, kiedy widzi rysunek w wykonaniu Teodora. Mimo, że było to tylko kilka minut cieszył się, że brunet powoli się przełamuje. 
- Czyli szukamy wyjścia w podłodze? - zauważył Blaise, wskazując na salon pod nimi. 
- Nie, salon musimy ominąć. - Teodor wykreślił z ich planu owe pomieszczenie.
- Dlaczego? Przecież będzie krótsza droga. - zmarszczyła brwi Ginny, Draco zacisnął pięści i spojrzał na nią lodowato. 
- Jeśli chcesz wyjść z tego domu w czarnym worku, to śmiało. - wycedził blondyn. Ginny zamilkła, a Teodor pokręcił z politowaniem głową. Zabini odciągnął dziewczynę na bok i zaczął jej coś po cichu mówić na ucho. 
- A więc..- zaczął ponownie Teodor. 
- Nie zaczyna się zdania od 'a więc' . - upomniała go cicho Hermiona. Chłopak posłał jej lodowate spojrzenie. 
- A WIĘC, okrążymy go idąc korytarzem w lewo, a potem w dół. - sprostował, wodząc palcem po ich prowizorycznej mapie. 
- Draco nie ta ściana. - uśmiechnął się brunet. 
- Przecież wiem, która to lewa ściana. - prychnął, szukając przejścia. 
- Wszystko na odwrót. Teraz prawa to lewa. - zaśmiał się. Hermiona również uśmiechnęła się. Ich przyjaźń była jedyna w swoim rodzaju. Niektórzy mogliby im pozazdrościć więzi, jaką utworzyli między sobą. Już po chwili Draco znalazł wyjście. Przecisnęli się ciasnym korytarzem do kolejnego pomieszczenia. 

                                                  *                             *                                       * 


- Nie wydaje wam się to zbyt łatwe? - zauważył Harry, gdy całą grupą przyglądali się salonowi Lestrange'ów. Teodor wzruszył ramionami. W prawdzie jemu też wydawało się to trochę dziwne, że tak szybko udało im się wydostać. Drzwi były na wyciągnięcie ręki, lecz i tak coś napawało go lękiem. Zmarszczył brwi, uważnie przyglądając się korytarzowi. Postacie z portretów zniknęły, pozostawiając po sobie tylko puste krzesła. 

- Stój! - krzyknął w stronę Draco, chcącego iść do wyjścia. Blondyn znieruchomiał z nogą uniesioną w powietrzu. 
- Co? - uniósł ręce w górę, lecz posłusznie się cofnął. Nott podszedł trochę bliżej, uprzednio zabierając oburzonej Ginny różową wstążkę, którą miała przewiązane włosy. Przykucnął i za pomocą zaklęcia posłał skrawek materiału w stronę drzwi. Wstążka rozpadła się na kilka części i wylądowała na podłodze. 
- Mhmm. - mruknął cicho. Draco przewrócił oczami. 
- Mówiłem, że to za łatwe. - przypomniał Harry. 
- Myślisz, że uruchomiliśmy ją wchodząc tutaj? - zapytała Hermiona. 
- Prawdopodobnie tak. Dajcie mi chwilę. - odparł brunet i ściągnął bluzę. 
- Striptiz dla ubogich. - zaśmiał się Draco i szturchnął Diabła. Teodor zignorował tę uwagę. Wyciągnął sznurek z kaptura, a następnie ze swoich dresowych spodni. Pozbawił swoje buty sznurówek. Ułożył sznureczki na podłodze i za pomocą odpowiedniego zaklęcia wydłużył je. Pozwiązywał je wszystkie razem, a na samym końcu doczepił wazon. Całość przywiązał do żyrandola wiszącego nad ich głowami. Popatrzył chwilę w przestrzeń i naciągnął linkę. Ustawił wazon pod odpowiednim kątem i z całej siły rozbujał go. W kontakcie z niewidzialnymi ostrzami sznurek porozdzielał się, lecz rozpędzona waza brnęła dalej. W końcu roztrzaskała się tuż nad samymi drzwiami. 
- Co to niby miało być? - zaśmiał się Draco. Teodor spojrzał na niego sceptycznym wzrokiem i ruszył przed siebie. Hermiona krzyknęła, a Ginny zasłoniła oczy dłonią. Draco pobiegł za przyjacielem, chcąc go zatrzymać, lecz było już za późno. Teodor przekroczył wyznaczoną linię i o dziwo nic mu się nie stało. Szedł nie odnosząc żadnych ran, w połowie drogi odwrócił się w ich stronę z dumnym wyrazem twarzy. 
- Długo będziecie tam stać? - uniósł brew i szedł dalej. Draco wymamrotał coś pod nosem i pobiegł w jego stronę. Gdy był wystarczająco blisko, odbił się od lecącego w powietrzu kufra, chwycił za żyrandol nad głową Teodora i wylądował przed nim. 
- Ty kretynie, wyciągnąłeś nas stąd! - zawołał śmiejąc się.  Reszta biegiem dołączyła do nich, jakby bojąc się, ze pułapka znów się włączy. Nott i Malfoy przybili piątkę. 
- Jak to zrobiłeś? - zdziwiła się Hermiona. 
- Obliczyłem trajektorię lotu. waza musiała trafić idealnie w to miejsce. - wskazał palcem w kamienną głowę węża. 
- Skąd wiedziałeś, że to akurat tam? - Diabeł zmarszczył brwi. 
- Oczy węża świeciły. - wzruszył ramionami i nacisnął klamkę. Z wielką ulgą odnotował, że drzwi ustąpiły pod naporem jego ciężaru. Wyszli na zewnątrz. Pierwsze promienie wschodzącego słońca oświetlały pokrytą lodem dróżkę. 
- Spędziliśmy tam całą noc? - zdziwiła się Ginny. 
- Najwyraźniej. Teleportujmy się do mnie. Zjemy coś, odpoczniemy i zastanowimy się, jak otworzyć to. - powiedziała Hermiona. wszyscy kiwnęli zgodnie głową. Dopiero teraz zrozumieli, jak bardzo są zmęczeni. Kilka razy w ciągu nocy wymknęli się z ciasnych szponów śmierci. Aportowali się przed domem Hermiony. 

                                       *                                     *                            *


- To kto ma jakieś teorie, dotyczące tego, jak to otworzyć? - zapytała Ginny, rozsiadając się wygodnie przed rozpalonym kominkiem. Tuż po przybyciu wysłała patronusa do rodziców z informacją, że została u Hermiony i nic jej nie jest. Wszyscy wyglądali już o wiele lepiej. posilili się jedzeniem przygotowanym przez Hermionę, wykąpali się i ubrali nowe ubrania. Późnym popołudniem rozsiedli się w salonie ze szklankami gorącej czekolady w dłoniach. 

- Kufer także chce zapłaty. - powiedział Draco, upijając łyk parującego napoju. 
- Znów żart? - rozpromienił się Zabini. Teodor kiwnął przecząco głową. 
- To będzie zbyt łatwe. Bellatriks musiała wymyślić coś bardziej skutecznego. - sprostował. 
- Racja, tylko obawiam się, że go nie otworzymy. - dodała Hermiona. 
- Niby dlaczego? - Harry uniósł brwi w geście zapytania. 
- Czytałam kiedyś..- na te słowa Draco przewrócił oczyma. -..o zabezpieczeniach. Gdy ktoś chciał być pewnym, że nikt nie dostanie się do jego rzeczy, pieczętował przedmioty krwią. - wyjaśniła. Draco zamyślił się. 
- Bellatriks przecież nie żyje, czyli nie mamy szans, aby go otworzyć. - powiedziała smutno Ginny. 
- Nie do końca. - Draco odstawił kubek na ławę. 
- Myślisz o tym, co ja? - zapytał Teodor patrząc na niego wymownie. Blondyn skinął głową. Wstał z fotela i ruszył do wyjścia rzucając krótkie 'zaraz wracam'.
- Gdzie on polazł? - zapytał Harry. Teodor zbył go wzruszeniem ramion. Nie mógł powiedzieć przecież, że Draco pojechał do swojej matki. Malfou wrócił po dziesięciu minutach, niosąc w ręce fiolkę z czerwonym płynem. 
- Czy to jest krew? - spytała ze zdziwieniem Ginny.
- Nie, syrop malinowy. - zironizował Draco. 
- Ciocia Cyzia? - spytał Zabini, a Draco kiwnął głową. 
- Siostry Black mają taką samą grupę krwi. Może uda nam się oszukać kufer. - mówiąc to, podszedł do drewnianej skrzyni i polał wieko krwią. Ku ich zdziwieniu ciecz zaczęła wsiąkać i kufer beknął. Zasuwka się otworzyła. Młodzi czarodzieje spojrzeli po sobie. Draco uchylił przykrywkę i ich oczom ukazała się czysta skarbnica wiedzy o Bellatriks. Listy, gazety, zdjęcia, dosłownie wszystko. Nawet między książkami dało się zauważyć damskie figi. 
- Do roboty. - zawołał Diabeł. 

                                   *                                           *                                  *



Witajcie,

tak jak obiecałam rozdział pojawił się w piątej. Tak się składa, że jest to akurat 16 rocznica II Bitwy o Hogwart. Wznieśmy różdżki za tych, którzy polegli /*
Zapraszam do komentowania :)

Pozdrawiam Mopsicaa ;*







5 komentarzy:

  1. W końcu wydostali się z tego przerażającego domu!
    Jeeny, ale Teo jest mądry xd
    hahahhaha,tak, soczek malinowy xd
    Rozdział świetny i czekam na następny ^^
    Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki ten Teo jest mądry ;)
    Ciekawa jestem co interesującego znajdą w kufrze ^^
    Wznoszę swoją wyimaginowaną różdżkę w hołdzie poległym ;(
    Więcej takiej super weny.
    Buziaczki,
    Miss O'Hara

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, ze nikomu sie nic niestalo. Ten dom byl straszny, ten kufer byl dziwny, a twoja wyobraznia mnie coraz bardziej zadziwia. Jestem ciekawa co bedzie w tym kufrze! Czekam na nastepny.~Tencza

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj! Przepraszam, że tak późno komentuje , ale naprawdę wcześniej nie mogłam :'(
    Rozdział F E N O M E N A L N Y ! <3 Twój Teo jest cudowny... I ma niezłe pomysły ^^
    Jestem strasznie ciekawa co takiego znajdą w tym kufrze, ale cóż, trzeba poczekać...
    Tak więc pozdrawiam i komcia zostawiam - Luar Princesa ♥
    ps. Gratuluję podium w miniaturce z dzieciństwa

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam wszystko i się zakochałam! Masz niesamowity talent... nie to co ja... no i twoja wyobraznia nie zna granic! Czekam na nastepny rozdzial.... Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń