sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 42

Kolejne dwa dni minęły Ginny i Blaise'owi na ciągłych poszukiwaniach informacji od Bellatriks. Strych zaczął błyszczeć czystością, już po pierwszym dniu, a wiadomości nie znaleźli do teraz. Właściciel kufra musiał je bardzo dobrze ukryć. Wczoraj przy kolacji Ruda chciała zapytać o to matkę, lecz prawdopodobny właściciel siedzący kilka krzeseł od niej, mógłby się czegoś domyślić i wtedy w ogóle nie znaleźli by niczego więcej. Tak, Ginny podejrzewała swojego ojca o szkolny romans z Belatriks. Blaise w to nie wierzył, ale zawsze wszystko jest możliwe. Zirytowana Ginny trzasnęła wiekiem kufra i ukryła twarz w dłoniach. Po śniadaniu znów przyszła poszukać czegoś na strychu. Sądziła, że może kufer ma podwójne dno, lecz nic takiego nie odkryła. Zabini postanowił zostać  w salonie i pograć z Billem w szachy. Mimo, że cały czas przegrywał twierdził, że im więcej gra tym bliżej jest wygranej. Coś w tym było. Dziewczyna usłyszała kroki na schodach i już po chwili uśmiechnięta twarz Diabła wychyliła się zza regału.
- Udało Ci się wreszcie wygrać? - zadała pytanie.
- Nie, ale wiem gdzie szukać innych listów. - wykrzyknął uradowany i usiadł na kufrze. Dziewczyna zrobiła zdziwioną minę.
- Gdzie? - przysiadła szybko przy nim i chwyciła jego dłoń.
- W Lestrange Manor lub w starym domu Blacków. - odparł. Ginny zamyśliła się na chwilę.
- Jesteś genialny. - wyszeptała po kilku minutach ciszy. Rzuciła się Zabiniemu na szyję i czule pocałowała.
- W takim razie jedziemy do Notta. - wykrzyknął Blaise i wstał.
- Tak jest....to znaczy co? Jak do Notta? - zapytała zbita z tropu. Mimo to posłusznie podreptała za nim na dół.
- Tylko Nott wie, gdzie jest Draco. - wzruszył zamionami, jakby to było oczywiste.
- Czekaj, po jaką cholerę nam Malfoy? - złapała o za rękaw swetra, który dostał od Pani Weasley. Był on ciemnozielony z wyszytą na piersi literką B w kolorze srebra. Chłopak tak się ucieszył z tego prezentu, że w odruchu szczęścia chwycił Molly w ramiona i zaczął kręcić się w okół własnej osi. Ron dostał prawie ataku serca.
- Tylko Draco umie rozpracować system korytarzy i pułapek w ich dworze. - odpowiedział i ruszył do korytarza, by założyć kurtkę i buty. Gryfonka mruknęła ciche zrozumienie i poszła w jego ślady.


                                        *                                          *                                   *


- Cześć Teoś! - Zabini wraz z Rudą wszedł do sali, w której znajdował sie Nott.
- Zabini, ile razy mam Ci powtarzać, że nie masz mówić do mnoe T e o ś? - usłyszeli cichy głos spośród pościeli. Znad kołdry wystawał duży notatnik, w którym Teodor miał zwyczaj szkicować. Jego aktualny rysunek przedstawiał pokój w którym się znajdował. Na szkicu zaczęły pojawiać się nowe linie, które łączyły się w postaci Blasie'a i Ginny. Teodor nie potrzebował robić zdjęć po to, aby coś zapamiętać. Wystarczył mu własnej roboty szkic, który oddawał piękno danego miejsca.
- Nie ważne, gdzie jest Draco? - spytał Zabini.
- Nie wiem. - odpowiedział Nott. Ginny westchnęła z rezygnacją.
- Teodor..- zaczął Diabeł, lecz niebieskooki mu przerwał.
- Po co szukacie Draco? - zapytał, odkładając notatnik. Włożył go do torby.
- Nie twój interes. - warknęła Ginny. Nott zaczynał ją drażnić.
- Oczywiście, tylko że bez mojej pomocy możecie szukać Draco do końca ferii, a i tak go nie znajdziecie. - uśmiechnął się złośliwie. Oparł się wygodnie o poduszkę i z zadowoleniem obserwował, jak twarz Weasley zmienia kolor na wściekle czerwony. Zabini szepnął jej coś do ucha.
- Musimy dostać się do Lestrange Manor a tylko Draco wie, jak tam się poruszać. - odpowiedział w końcu.
- Co? To już się zaczęło? Porwali twoją matkę? - Teodor jak oparzony wyskoczył ze szpitalnej pryczy i wyciągnął torbę spod szafki.
- O czym Ty mówisz? - spytała podejrzliwie Ginny. Zmrużyła gniewnie powieki. Twarz Teodora pobladła.
- To jednak nie sen? - odetchnął z udawaną ulgą.
- Wariat. - Zabini pokręcił palcem wskazującym wokół skroni. Nie rozumiał, jak Teodor może być tak lekkomyślny. O mało co a noe wydałby się przed Ginny. Potter poinformował również jego o tym, co stało się w Dziurawym Kotle. Zabini obiecał, że nie powie ani słowa rodzinie Weasley'ów i będzie ich strzegł. W razie potrzeby wezwie natychmiastową pomoc.
- Nie wiedziałam, że jest z nim, aż tak źle. - usłyszał szept Ginny przy uchu. Kiwnął tylko głową.
- Powiem wam, gdzie jest Draco pod warunkiem, że zabierzecie mnie ze sobą. - powiedział Teodor i zaczął ubierać szlafrok. Ginny i Blaise wymienili kilka zdań szeptem.
- Dobra. - odpowiedzieli równocześnie. Teodor uśmiechnął się łajdacko. Wcisnął jakiś przycisk na monitorze i już po kilku minutach w sali pojawiła się Taylor.
- Coś nie tak? - spytała, obserwując bacznie Ginny i Zabiniego.
- Chcę wypisać się z Munga na własne żądanie. - powiedział Teodor, biorąc torbę do ręki.
- Jesteś tego pewny? Przyniosę odpowiednie papiery. - odpowiedziała, gdy kiwnął twierdząco głową. 


                                     *                                          *                                   *


- Jesteś pewny, że nie opuszczała Hogwartu? - zapytał szeptem Draco, przyglądając się uważnie Mapie Huncwotów.
- Taak, często chodzi do biblioteki i nic nad zwyczajnego po za tym. - Harry poprawił okulary. Od pół godziny wałkowali ten sam temat. Draco nadal nie dał za wygraną w sprawę Morticii Kaufman. Mają na głowie większe problemy, niż ona.
- A ten cały Payne? - Draco przejrzał całą mapę, lecz nie znalazł kropki z nazwiskiem profesora.
- Wyjechał z samego początku ferii. - odparł Harry. Draco mruknął coś pod nosem. Mimo, że chciał o tym zapomnieć, nie mógł. Sny związane z tą sprawą męczyły go już chyba od dwóch tygodni. Koszmar za koszmarem. Morticia w białej sukni, która ocieka krwią. To naprawdę chore.
- OBIAD! - dobiegł ich głośny krzyk Hermiony. Harry zamieszkał tymczasowo u nich. Dzięki temu nie czuł się samotnie. Oboje wstali i ruszyli do kuchni. Byli już przy drzwiach, gdy usłyszeli dzwonek do drzwi. Draco zmarszczył brwi i ruszył, by powitać gości. W progu zastał Teodora, a zza jego pleców wychylili się Ginny oraz Blaise. Blondyn zamrugał kilka razy.
- Cześć stary. - bez zaproszenia władowali się do domu. Draco nadal stał przed otwartymi drzwiami, wlepiając wzrok w pustą przestrzeń. Po chwili się opamiętał i pobiegł do salonu, w którym zebrali się wszyscy.
- Co wy tu robicie? Teo, czemu nie jesteś w szpitalu? Do jasnej cholery o co tu chodzi? - zadawał pytania.
- Zwariował? - spytał Nott, patrząc na Hermionę. Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Nie czasu na pogaduchy! Musimy dostać się do Lestrange Manor i to zanim się ściemni. - powiedziała szybko Ginny. Zaczęła im wszystko w skrócie wyjaśniać. Harry wpatrywał się w nią ze zmarszczonymi brwiami. Hermiona lekko pobladła a Draco stał niewzruszony.
- Przez taką pierdołę wyciągacie Teodora ze szpitala, zdając sobie sprawę, że jest chory?! - z szeptu przeszedł do krzyku. Wszyscy zamilkli.
- Czuję się dobrze. - zapewnił Teodor.
- No tak, kilka omdleń w ciągu pierwszego semestru to nic! - krzyknął Draco, siadając na oparciu fotela. Teodor zamilkł.
- Draco, to naprawdę ważne. Pojedź z nami i będzie po sprawie. Teodor może przecież wrócić do Munga. - Blaise spojrzał na niego błagalnie. Draco spojrzał na Harry'ego.
- Dobra, ale on jedzie z nami.- wskazał na okularnika.
- Ja też! - dodała szybko Hermiona.
- W takim razie jedziemy wszyscy. - Teodor ruszył w stronę drzwi łazienki. Draco przeklął ale zgodził się. Jeśli Nott się uprze to nic nie zdziała. 



                                     *                                          *                                   *


Przed dworem Lestrange'ów zjawili się po godzinie. Ciężkie chmury sunęły po niebie, zwiastując burzę śnieżną. Mosiężna brama głośno zaskrzypiała, gdy Draco ją otworzył. Ptaki z pobliskich drzew wzbiły się do lotu. Pierwsze płatki śniegu opadały na żwirową drogę. 

- Czekajcie, coś tu nie tak. - Draco zatrzymał ich gestem dłoni. Uważnie przyglądał się każdemu drzewu z osobna. Czarne, wyschnięte krzaki przyprawiały grupkę młodych czarodziejów o gęsią skórkę. 
- Teo, przypominasz sobie może, gdzie jest zapadnia? - zapytał cicho blondyn. Teodor rozejrzał się po okolicy. Zatrzymał wzrok na sporej wielkości głazie i krzakach wokół niego. 
- Tam. - wskazał palcem na odcinek drogi obok skały. Malfoy kiwnął głową na znak zrozumienia. Podniósł z ziemi kamień i rzucił nim w tamtą stronę. Przez chwilę po upadku nie działo się nic. Mijały minuty a Draco miał ochotę nakrzyczeć na Teodora za wprowadzanie go w błąd. Gdy otwierał już usta ziemia się zatrzęsła i zaczęła pękać w okolicy głazów. Szczelina po szczelinie, aż w podłożu powstała wielka dziura, która zdołałaby pomieścić nawet trolla. Teodor ukłonił się przed Draco. Ruszyli dalej. Na samym przedzie Malfoy a na końcu Nott. Przez chwilę naprawdę wydawało im się, że są na kolejnej misji dla Czarnego Pana. Dwójka generałów prowadzących szeregi do walki. Najbardziej zaufani zdrajcy Voldemorta. 
Draco dotknął czarnej kolumny tuż przy wejściu.
- Który? - spytał Notta. Malfoy nie miał pamięci do szczegółów. Natomiast Teodor był doskonałym obserwatorem, lecz nie pamięta danych sytuacji, co jest zaletą blondyna. Obaj się doskonale dopełniają.
- Drugi po lewej. - odpowiedział brunet. Draco zmarszczył brwi i zrobił krok w przód. Spojrzał na trzydzieści identycznych główek węży. Jeśli Teodor się pomyli, to spokojnie może pożegnać się ze swoją dłonią. Raz kozie śmierć. Zamknął oczy i dotknął kłów posążku. Odetchnął głeboko wciąż zaciskając powieki. Minuty mijały a on nadal stało, jak sparaliżowany.
- Smoku, to już. - poczuł dłoń na swoim ramieniu. Ostrożnie otworzył oczy i z ulgą zarejestrował, że jego palce znajdują się na właściwym miejscu.
- Teraz już pamiętam, dlaczego Ci ufam. - zwrócił się cicho do Teodora, tak aby tylko on mógł to usłyszeć. Chłopak uśmiechnął cię lekko. Wrócił z powrotem na koniec grupy. Drzwi do pałacu Lestrange'ów stały otworem. Blondyn dotknął ciemnego drewna. Powróciło do niego wspomnienie. Kiedy był małym chłopcem często przyjeżdżał tutaj z matką, aby sprawdzić czy nikt nie wdarł się do posiadłości wujostwa. Pewnego lata właśnie w tym miejscu był świadkiem poważnej kłótni matki z ojcem. Wtedy pierwszy raz zobaczył jak Lucjusz bije Narcyzę. Wtedy jeszcze tego nie rozumiał.
- Wchodzimy. - rzucił krótko i przekroczył próg domostwa. Od dawna nikt tutaj nie sprzątał. Skrzaty zostały przydzielone go kuchni w Hogwarcie, gdy prawowici właściciele byli w Azkabanie. Później już nigdy nie udało im się odzyskać dworu. Portrety wiszące na ścianach w korytarzu łypały na nich spode łba. Mimo to nie były, aż tak straszne jak ten na samym końcu po lewej stronie. Na płótnie namalowana była kobieta. Miała ona czarne jak smoła włosy i tego samego koloru oczy. Ciężkie powieki sprawiały, że wyglądała na znudzoną.
- Cześć babciu. - mruknął cicho Draco, unikając jej spojrzenia.
- Jak śmiesz się do mnie zwracać, po tym co zrobiłeś? - powiedziała chłodno. Wstała ze swojego krzesła i zniknęła za ramami obrazu. Draco zacisnął pięści.
- Wypisz, wymaluj Bellatriks. - zaśmiał się nerwowo Blaise, po to aby rozładować napiętą atmosferę. Ruszyli dalej, lecz zatrzymali się przed salonem. Malfoy rozejrzał się uważnie po ścianach. Muszą ominąć sporą część domu, aby natrafić na jak najmniej pułapek.
- Trzecia z prawej. - wtrącił cicho Teodor. Draco uśmiechnął się. Bardzo go to cieszyło, że jednak zgodził się, aby Teodor im towarzyszył. Był naprawdę pomocny. Draco zapukał trzy razu w wyznaczoną ścianę. Deski zaczęły się rozsuwać, ukazując ceglane schody. Młodzi czarodzieje wyciągnęli różdżki, by oświetlić tunel. Szli w całkowitym milczeniu i skupieniu. Ten dom to jedna, wielka tykająca pułapka. Jeden fałszywy ruch a wszyscy zginą. Nagle zaczęło robić się niebezpiecznie gorąco. 
- Co jest? - mruknął Harry, wycierając pot z czoła.
- Zaklęcie szoku termicznego!  Zatrzymajcie się! - krzyknął Teodor. Wszyscy znieruchomieli. 
- Co teraz? - spytała cicho Hermiona, starając się opanować drżenie głosu. Twarz Teodora stężała, dodając mu kilku dodatkowych lat.
- Nie możemy się wycofać, bo drzwi się za nami zamknęły.  Jeśli pójdziemy do przodu to uruchomi się nadmuch zimnego powietrza, które w kontakcie z naszym ciałem sprawi, że dostaniemy szoku termicznego, co czasami może doprowadzić do śmierci. - wytłumaczył rzeczowym tonem. - Jednakże, domownicy korzystali z tych korytarzy, więc musi być gdzieś tutaj dezaktywacja. - uniósł palec wskazujący w górę.
- Tylko gdzie? - zastanawiała się Ginny.
- Może to ta pochodnia? - zaproponował Blaise. Draco podrapał się  po głowie. Nott skinął głową, dając znak Draco, że ma spróbować. Ostrożnie podszedł i pociągnął za kinkiet. Temperatura stopniowo zaczęła opadać. Teodor uniósł kciuk w górę. Ruszyli dalej, aż natrafili na okrągłą klapę w suficie. Draco pchnął drzwiczki i całą grupą weszli na strych. Widok, który tam zastali zmroził im krew w żyłach. 


                                       *                                             *                                     *


Witajcie, 

po przeczytaniu zachęcam do komentowania! :3 Wasze komentarze, naprawdę dokarmiają moja wenę :)

Pozdrawiam Mopsica :* 

4 komentarze:

  1. Ooo, ile się dzieje! Kurczę no, jak mogłaś skończyć w takim momencie?! :C
    Hahahah, Teoś? XD
    Matko, ja bym się już dawno zabiła w takim domu. Ale Teo ma dobrą pamięć:O
    Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozkręcasz się kochana! :) Robi się coraz ciekawiej, a twój styl jest coraz lepszy :D
    Jestem strasznie ciekawa co takiego tam zobaczyli...
    A ja tam lubię TEOSIA ^^ Nadal liczę, że będzie szczęśliwy z Luną.
    Blaise chroniący Weasley'ów? Nieźle, nieźle.
    Tak więc czekam na więcej i całuję
    Luar Princesa ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawi mnie co tam jest.
    Skoro to dom Lestrange'ów mogą być różne rzeczy.
    Pierwsze moje przypuszczenia:
    Mroczny strych z trupami zwisającymi z sufitu..
    (Ale chyba zbyt oczywiste)
    Przesłodko różowy pokój, pełen zdjęć Weasley'a..
    Podobno często sprawdzają się mało prawdopodobne rzeczyy :p
    Czekam na następy rozdział!
    Weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak mogłaś skończyć w takim momencie?! Fajny ten domek Lestrange'ów- idealnie do nich pasuje :)
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Chyba umrę z ciekawości ;)
    Dużo weny i buziaczki,
    Miss O'Hara

    OdpowiedzUsuń