sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 41

Szpitalne korytarze nocą wydawały mu się jeszcze bardziej upiorne, niż w dzień. Pojedyncze stróżki światła pochodzące z gabinetów pielęgniarek, rzucały na ściany straszliwe cienie. Przez chwilę poczuł, jakby znów wrócił do lochów Malfoy Manor. Chłodne podmuchy powietrza sprawiały, że na jego karku pojawiła się gęsia skórka. Historia, którą opowiedział mu Potter, wzbudzała w nim na nowo poczucie strachu. Wiedział, że w każdej chwili może stanąć oko w oko ze swoim ojcem. Znów poczuł niewyobrażalny gniew na całe Ministerstwo Magii, któremu nadal nie udało się złapać zbiegów. To naprawdę nie do pomyślenia. Drzwi, które otworzył cicho skrzypnęły. Wyzbył się negatywnych uczuć, ponieważ wiedział, że ona umiałaby je odczytać, a on nie chce jej denerwować powodem ich powstania. Siedziała na łóżku w skąpej, szpitalnej koszuli i czesała włosy. Gdy wszedł do środka odłożyła szczotkę i wysiliła się na delikatny uśmiech. Nadal nie wierzyła w to, że jest to prawdziwy Teodor Nott. Musiała mieć naprawdę cholerne szczęście, że trafiła tutaj w tym samym czasie, co on. Mimo to, obawiała się poważnej rozmowy, która ich czekała. Usiadł po turecku naprzeciw niej. W czasie pobytu w Mungu  jego stan zdrowia polepszył się. Rana z tyłu jego głowy zagoiła się, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. Z Luną było nieco gorzej. Od długiego przebywania pod wodą poważnie uszkodziła sobie płuca i drogi oddechowe. Każdy oddech przyprawiał ją o piekący ból. Na dłoniach nadal miała płaty sinej skóry, która pomimo wielu eliksirów, nie chciała się zagoić. Jedynymi, widocznymi znakami poprawy był zanik sinych worków pod oczami. 
- Dlaczego to zrobiłaś? - spytał cicho. Spuściła wzrok na swoje zmasakrowane dłonie. 
- Nie dawałam już rady. - wyszeptała, powstrzymując łzy. Wojna zniszczyła w niej twardość, którą wyrobiła sobie podczas spotkań Gwardii Dumbledore'a.
 - Znów Cię bił? - znów poruszył temat, który miał zostać ewidentnie zapomniany.  Tylko, że Teodor nie lubi niedokończonych spraw, a ta ewidentnie taką jest.
 - Nie! Od dawna tego nie robi. - zaprzeczyła szybko. Trochę było w tym prawdy. Ron nie zachowywał się agresywnie od czasu wypadu do Hogsmeade. Uścisk dłoni Teodora na pościeli delikatnie zelżał. 
- W takim razie, w czym tkwi problem? - ujął jej podbródek, zmuszając ją aby na niego spojrzała. Jej oczy studiowały, każdy centymetr jego ciała. Zaczynając od błękitnych tęczówek, a kończąc na idealnych, arystokratycznych rysach twarzy. 
- W Tobie. - odparła cicho. Przyklękła na kolanach i pochyliła się nad nim, by ucałować jego usta. Pocałunek był bardzo delikatny, niczym dotyk białego piórka o powierzchnię gołego ciała. Mimo, że Teodor całował w swoim życiu już kilka kobiet, to ten pocałunek był najlepszy ze wszystkich. Subtelny, zmysłowy i tylko ich. Tak bardzo nieistotny dla świata, tak ważny dla nich. Jej powieki mimowolnie przymknęły się, ręka powędrowała w stronę jego włosów. W tej chwili nawet przez ułamek sekundy nie pomyślała o Ronie. Czy nadal go kochała? Tak, ale kochała również Teodora. Czasami lubiła ich ze sobą porównywać. W takich chwilach dochodziła do w wniosku, że nigdy nie uda jej się ich zmienić. Albo pogodzi się żyć bez nich, albo wybierze tego bez, którego nie wyobrażałaby sobie swojego istnienia. Ronald zna od wielu lat, w których się przyjaźnili. Teodor natomiast wtargnął w jej życie nieoczekiwanie i bardzo się cieszy, że został. Nawet się nie zorientowała, kiedy znalazła się pod brunetem. Nachylał się nad nią i całował, jakby jutro miało nie nadejść. Nareszcie doznał rozkoszy w postaci jej ust. Jedną z rąk powędrował w stronę jej nagich ud, dotykając delikatnie ich wewnętrznej strony. Odruchowo złapała za jego bark ostrożnie go od siebie odsuwając. Spojrzał na nią ze zdziwieniem. 
- Nadal jestem z Ronem. - powiedziała, patrząc na niego niepewnie.
 - Ach, tak. - mruknął zirytowany i wstał z łóżka przeczesując nerwowym ruchem włosy. 
- Nie bądź zły. Nie wiesz, jak to jest kochać dwie osoby naraz. - wyznała ze smutkiem w głosie.
 - Ja nie wiem nic, oczywiście. - bąknął. On doskonale wiedział, jak to jest kochać dwie osoby w tym samym czasie. Annabelle i Luna. Luna i Annabelle. Przez chwilę powrócił myślami do jej twarzy. Ciemnych rzęs, niebieskich oczu i ledwo widocznych piegów na kształtnym nosie. Przez ułamek sekundy wydawało mu się, że naprawdę przed nim stoi. Wyciągnął przed siebie dłoń, chcąc ją dotknąć, lecz zniknęła a w jej miejsce pojawił się pulsujący ból w skroni. 
- Teodor o nie tak. - Luna dotknęła jego ramienia.
 - Skoro jesteś z nim, to dlaczego mnie całujesz? - spytał zrezygnowany. 
- Bo Cię kocham. - zagryzła nerwowo wargę. 
- A jego? 
- Jego też. - zapewniła. 
- Jeśli kocha się tę pierwszą osobę, to nie zdradza jej się z inną. Dobranoc. - pocałował ją w czoło i wyszedł. Została sama z słowami Teodora krążącymi po jej głowie. Miał rację. 

                                                 *                                                         *                                                      *


- Nudzi mi się. - narzekał Blaise. Od piętnastu minut razem z Rudą sprzątał strych u państwa Weasley'ów. Przerzucał różne rzeczy z półki na półkę, co jakiś czas przyglądając się niektórym z osobna.
- Fascynujące. - zironizowała Ginny. Jej również nie chciało się siedzieć na strychu, gdzie było potwornie zimno, jednakże obiecała matce, że uprzątną tutaj. Usiadła na wielkim kufrze i przetarła ścierką swoje buty. Diabeł z westchnieniem usiadł obok i objął ją ramieniem.
- Chodźmy na dwór. - oparł głowę o jej ramie.
- Wiesz, że musimy tu posprzątać. - odgarnęła czarne włosy z jego czoła.
- To potrwa sto lat. - jęknął.
- Wstawaj. Im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy. - wstała i ruszyła w stronę kartonów z starymi sukniami matki. Zabini podrapał się po nosie i spojrzał na kufer z herbem Hogwartu. Może nie zaciekawiłby go, gdyby nie rok 1961 napisany pod godłem. Przykląkł i otworzył wieko. Ku jego jeszcze większemu zaskoczeniu kufer był pełen. Książki równo poukładane, ubrania złożone, jakby ktoś wybierał się już dziś do Hogwartu. Jego uwagę przykuła zielona koperta, której jeden z rogów wystawał spomiędzy książki od zielarstwa. Wyciągnął ją i otworzył. W środku było zdjęcie, przedstawiające młodą kobietę o długich, czarnych włosach oraz list.
- Ginny, możesz tutaj podejść na chwilkę? - zawołał Blaise, siadając na ziemi i opierając się o kufer plecami.
- Co? - wychyliła się zza regału. Poklepał miejsce obok siebie, prosząc aby usiadła. Podał jej fotografię.
- To jest Bellatriks. - powiedział cicho.
- Skąd wiesz? - przyjrzała się dokładnie młodej kobiecie. Miała ona oczy tak ciemne, jak jej włosy. Usta wygięte były w coś, co przypominało wymuszony uśmiech. Ubrana była w białą sukienkę przed kolana. Nerwowym gestem przygładzała welon upięty na kręconych włosach.  Na odwrocie zdjęcia widniała data 10.07.68r.
- Widziałem jej fotografie w domu Draco. - odparł po chwili.
- Ale, co ono tutaj robi? - dziewczyna zmarszczyła brwi.
- Znalazłem je w kufrze razem z listem. - pomachał zżółkłą kartką w powietrzu.
- Czytałeś? - spytała. Pokręcił przecząco głową. Ruda wzięła od niego list i rozłożyła go. Tekst napisany był pochyłym, ładnym pismem. Zaczęła czytać.
- Kochany, dzisiaj jest mój ślub. Teraz to już naprawdę ostatnia chwila na pożegnanie. Wiesz, że zawsze ciężko było mi mówić o uczuciach, a co dopiero o nich pisać. Mimo to, chciałabym Ci przekazać, że byłeś i jesteś dla mnie wszystkim. Chciałam z tego zrezygnować, ale nie mam w sobie tyle odwagi, co Andy. Pamiętaj, że Cię bardzo kocham i postaram się nie zrobić krzywdy Tobie i twojej rodzinie. Tak, będę jedną z nich. Nie oceniaj mnie, proszę. W kopercie przesyłam Ci jeszcze zdjęcia, abyś zapamiętał mnie taką, jaką na nim jestem. Jeszcze niezniszczoną, twoją. Kocham Cię. - Ginny zamilkła. Położyła kartkę na kolanach i chwyciła Zabini'ego za dłoń. Siedzieli w ciszy, aż do czasu gdy Blaise odwrócił się i zaczął przeszukiwać kufer. Znalazł w nim jeszcze jedno zdjęcie i nic po za tym, co wskazywałoby na wiadomość o Bellatriks. Na zdjęciu była ta sama dziewczyna. Ubrana w zwyczajną szatę szkolną taką, jak oni noszą w tych czasach. Machała do obiektywu na tle boiska do Quidditcha.  Diabeł podał fotografię Ginny. Dziewczyna odwróciła ją, by odczytać datę 21.04.67r.
- Myślisz, że mój tata i ona? - spojrzała w oczy Ślizgona. Chłopak wzruszył ramionami.
- Nie ma napisane, że do niego. Gdybym nie widział jej na zdjęciach u Draco, to nie wiedzielibyśmy, że to w ogóle ona. - odpowiedział i zaczął chować zdjęcia i list do koperty.
- Co z tym robimy? Powiemy komuś? -  Ginny schowała pakunek do kieszeni bluzy.
- Lepiej nie. Dowiedzmy się najpierw więcej, bo możemy namieszać bezpodstawnymi informacjami. - Blaise zatrzasnął wieko kufra.
- Masz rację, może to nie do taty. - wstała i otrzepała spodnie z kurzu.
- No właśnie. - Zabini przytulił ją.
- Co wy tu robicie? - zza regału wychyliła się czerwona twarz Rona.
- Stoimy, kretynie. - warknął Diabeł. Odsunął się od Rudej i machnął różdżką, by oczyścić kurz z podłogi.
- Mama woła was na obiad. - powiedział z wyższością i wyszedł. - Nareszcie, bo zgłodniałem. - chłopak pomasował swój brzuch. Ginny złapała go za rękę i razem skierowali się do kuchni. 


                            *                    *                            *



Młoda blondynka spacerowała ulicą Pokątną w stronę sklepu z damskimi szatami. Drobne płatki śniegu wplątały się w jej włosy, policzki i nos zaczerwieniły się pod wpływem mrozu. Podmuch chłodnego wiatru przywiał ze sobą zamach świeżo parzonej kawy. Zbliżyła się do wystawy kawiarni i ze zgrozą zauważyła, że w środku jest pełno ludzi. 
- Jeśli chcesz, to mogę zabrać Cię na kawę w równie przyjemne miejsce. - usłyszała za sobą męski głos. Obróciła się i zauważyła uśmiechniętą twarz Freda Weasley'a.  Zmrużyła gniewnie powieki. 
- Odechciało mi się już. - odpowiedziała chłodno i ruszyła w stronę  sklepów odzieżowych. Poprawiła wiązanie szala i włożyła ręce do kieszeni. Usłyszała za sobą szybkie kroki na śniegu i już po chwili chłopak się z nią zrównał. 
- Ależ ja nalegam, piękna pani. - Fred zaoferował jej ramię. 
- Ależ ja nie ulegam. - odpowiedziała przesłodzonym tonem. Rudzielec złapał się za serce. 
- Kobieto, ranisz moje serce, naprawdę. - odparł ze smutkiem w głosie. Wzruszyła ramionami i pchnęła drzwi. Weszła do środka a tuż za nią wepchnął się Fred, który nie zamierzał się tak łatwo poddać. 
- Dzień Dobry. Pomóc w czymś? - zagadnęła ich niska staruszka, do której należał sklepik. 
- Nie, na razie się tylko rozglądam. - zapewniła Astoria i ruszyła do rzędu z sukienkami. Fred podreptał za nią. 
- Przestaniesz za mną łazić? - syknęła zirytowana. Fred jak gdyby nigdy nic, zaczął przeglądać ubrania na wieszakach. 
- Nie, dopóki nie pójdziesz ze mną na kawę. - odparł  spokojnie. Wyciągnął jedną z czerwonych sukienek i podał ją dziewczynie. 
- Żartujesz sobie? Jest paskudna. - prychnęła. Nie wyobrażała sobie, że mogłaby chodzić w czymś takim. Czerwień nie wchodził w grę. 
- To jak będzie z tą kawą? - uśmiechnął się łobuzersko. Przerzucił kreacje przez ramie. 
- Tylko jedna kawa? - spytała z rezygnacją w głosie. 
- Tylko jedna. - pokazał jeden palec. - Przymierz tę. - dodał podając jej zieloną sukienkę przed kolana. Spojrzała na nią z udawaną krytyką. Tak naprawdę sukienka była piękna, zupełnie w jej stylu. 
- Przymierzę i wychodzimy. - wzięła wieszak i zasunęła kotary w przymierzalni. W tym czasie Fred poszedł do kasy i zakupił czerwoną sukienkę i kazał zapakować ją w pudełko ze wstążką. Zapłacił  i usiadł w fotelu przy wyjściu. Minuty mijały a Astorii nadal nie było. Przestraszył się już, że uciekła przez okno na tyłach sklepu, lecz wyszła  spomiędzy rzędów, niosąc w dłoniach zielony materiał. Fred uśmiechnął się łajdacko i ruszył do kasy, by zapłacić za kreację, lecz dziewczyna zrobiła mu awanturę na temat tego, iż sama zapłaci i żeby się nie wtrącał. Po kilku minutach i spojrzeniach staruszki za ladą, skapitulował. Wychodząc ze sklepu znów zaoferował jej ramie, które tym razem przyjęła. Do samej kawiarni szli w milczeniu. Fred przepuścił Astorię w drzwiach, zamówił dwie, karmelowe kawy i odwiesił ich płaszcze na wieszak. Zajęli stolik przy oknie, aby mieć widok na ulicę Pokątną. Po chwili parująca kawa została dostarczona na ich stolik.
- A więc nie wiem o Tobie nic, prócz tego, że masz na imię Astoria i masz niewyparzony język. - zaśmiał się, wspominając spotkanie w sklepie. Kopnęła go w kostkę. 
- Ał, a to za co? - zdziwił się. 
- Za darmo. - uśmiechnęła się słodko. Upiła łyk kawy, która okazała się być wyśmienita.  
- Skąd znasz to miejsce?  Mają pyszną kawę. - podjęła temat.
- Dziękuję, należy do mnie i George'a. - wyszczerzył zęby w uśmiechu. Uniosła w górę brwi.
- Powiesz mi w końcu coś o sobie? - nie dawał za wygraną.  Chciał się dowiedzieć o niej jak najwięcej. 
- Nie. - pokazała mu język. Chłopak westchnął i upił łyk kawy. Ich znajomość będzie naprawdę trudna. 


                                      *                                            *                                     *

Witajcie, 
powoli wracam do systematyczności. Bardzo smutno mi z powodu malejącej liczby osób, która odwiedza mojego bloga. Naprawdę, aż tak się pogorszyła jego jakość? :c

Pozdrawiam Mopsicaa. ;)

4 komentarze:

  1. Aww, proooszę, niech Luna w końcu zerwie z Ronem! Ona musi być z Teo! <33
    Ooo, czyżby romansik pana Weasley'a z Bellatrix? Nie spodziewałabym się tego!
    Omg, Omg,Omg, Fred jest taki awwww, mrrr i w ogóle <3 Jak Astoria może go nie chcieć?! Chyba się jednak przekona, nie?
    Czekam na następny <3
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakość twojego bloga absolutnie się nie pogorszyła. Wydaje mi się, że każdy rozdział jest jeszcze lepszy od poprzedniego :D
    Co do rozdziału to super, że taki długi. Proszę o więcej Luny i Teo i wykopanie Rona z tego trójkąta.
    A ten wątek z Bellatrix po prostu świetny- czekam na rozwinięcie :)
    Dużo weny i motywacji.
    Buziaczki,
    Miss O'Hara :* <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Zabierałam się za rozdział od prawie 2 dni..
    Wreszcie przeczytałam i po prostu jest świetny!
    Mam tylko jedną uwagę..
    Zabij, zakatrup, zakop lub zrób coś innego (aby drastycznego) z Ronem.
    Na samą wzmiankę o nim mam ochotę go udusić.
    Luna musi być z Teo!
    Bardzo podobał mi się wątek z Bellą.
    Ciekawe co będzie dalej..
    Czekam na następny rozdział!
    Weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam już wcześniej, ale jak zwykle zapomniałam skomentować :/ Tak więc jestem i się melduję :D
    Rozdział fascynujący!Jak zwykle zresztą... Tak się spojrzałam i to już 41 notek, a ty dalej nas ciekawisz. Czym? Miłością Luny i Teo, rozkwitającym dramione czy nowymi wątkami.
    Ciekawi mnie strasznie o co chodzi z Bellą. Do kogo to pisała? Liczę, że w najbliższym czasie to wyjaśnisz.
    Kocham <3 Kocham <3 Kocham <3
    Luar Princesa ♥

    OdpowiedzUsuń