niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 40

O trzeciej nad ranem obudziło ich głośne pukanie do drzwi. Hermiona kurczowo trzymała się ramienia Draco, który w jednej dłoni trzymał zapaloną różdżkę. Chłopak obawiał się najgorszego. Bał się, że śmierciożercy wreszcie go odnaleźli i zamierzają go zabić. Każde skrzypnięcie schodów, po których schodzili wydawało się bardziej upiorne niż dotychczas. Niesforne loki Hermiony łaskotały jego szyję. Jego skroń zdobiły kropelki przeźroczystego potu. Odgłosy dobijania się do drzwi nie ustępowały. 
- Alohomora. - szepnął blondyn. Przygotował się do ataku. W żadnym wypadku nie zamierzał poddać się bez walki. Zamierzał obronić zarówno siebie, jak i Hermionę. Drzwi otworzyły się, wpuszczając do środka mroźne podmuchy powietrza. W ciemności zamajaczyła czyjaś sylwetka. Przybysz kulturalnie zamknął za sobą drzwi. Cóż za ironia. 
- POTTER?! - wykrzyknął Draco, zauważając w mroku zielone tęczówki, mogące należeć tylko do Wybrańca. 
- 5 punktów dla Slytherinu Malfoy! - zaśmiał się nieprzytomnie. 
- Harry, co Ty tutaj robisz?! - zza pleców Dracona wybiegła przestraszona Hermiona. Szybkim ruchem nacisnęła na włącznik światła, zapalając je. Podbiegła do Złotego Chłopca i dotknęła jego czoła, upewniając się, czy aby na pewno jest zdrowy. 
- Stoję. - znów się zaśmiał w ten irytujący sposób. Można by się domyślić, że po wizycie Lestrange'a nadal pozostał w Dziurawym Kotle. 
- Draco pomóż mi. - rozkazała Hermiona, łapiąc Harry'ego pod ramiona i prowadząc go w stronę salonu. Prześwitujący materiał jej koszuli nocnej dekoncentrował uwagę blondyna. 
- Schlał się jak świnia. - zauważył Ślizgon, pomagając dziewczynie zaprowadzić Wybrańca do pokoju. Usadowili Gryfona na wygodnej sofie, a oni usiedli w fotelach naprzeciw niego. 
- Malfoy to bardzo ważne. - wybełkotał a Draco uniósł brew.
- Skąd w ogóle wiesz, że tu jestem? - wpatrywał się w niego uporczywie. 
- Nott, ale nie ważne, to bardzo długa historia, a my nie mamy czasu. - mówił bardzo szybko Harry. Hermiona zmarszczyła brwi. Nie miała pojęcia o czym on mówi. Co jest, aż tak ważne, że obudził ich w środku nocy?
- Oni wiedzą, oni wiedzą Malfoy. - wyszeptał, rozglądając się chaotycznie na boki. Wyglądał, jakby się czegoś obawiał. Ciemna grzywka opadła mu na oczy, okulary zaparowały pod wpływem spotkania z ciepłym powietrzem.
- Jacy oni ? - blondyn wychylił się nad stołem, zmuszając Harry'ego, aby na niego spojrzał. 
- Śmierciożercy. - ledwie poruszał ustami. Hermiona pobladła, mimowolnie podciągając nogi pod brodę. Doskonale wiedziała, czym to grozi. Kilka razy wyraźnie słyszała nocne krzyki Draco. Śniły mu się koszmary, przez które przechodził, co noc samotnie. Wiele razy chciała do niego pójść, lecz wiedziała, że od razu wyrzuciłby ją za drzwi. On przecież nienawidzi, gdy ludzie chcą mu pomóc, ponieważ uważa, że litują się nad nim. Kolejną rzeczą, której Draco nienawidzi jest litość. Rozgryzła jego system. 
- O czym Ty mówisz? - blondyn wyglądał, jakby właśnie ktoś zdzielił go w twarz. Harry ziewnął, lecz pomimo znużenie opowiedział im, co przydarzyło mu się w Dziurawym Kotle. Nie pominął żadnego szczegółu. Hermionie kołatało w głowie tylko jedno pytanie, które odważyła się zadać.
- Gdzie jest Pansy? - twarz Harry'ego stężała. Wyglądał na o wiele bardziej zmęczonego i starszego. Pod oczami widać było efekty nie przespanych nocy. Ręce nadal miał pokaleczone od odłamków szkła po tym, jak zbił lustro w korytarzu. Mimo to, te rany nie przeszkadzały mu tak, jak ta powstała w jego sercu po odejściu Pansy, jedynej, prawdziwej miłości Harry'ego. 
- Odeszła, wychodzi za mąż.  - powiedział, a w jego głosie można było wyczuć urazę pomieszaną ze złością. Nadal nie pogodził się z tym, że go zostawiła. A Draco wiedział. Spodziewał się, że to stanie się na dniach. Doskonale znał los Pansy, lecz nie potrafił niczego konkretnego wymyślić. Czuł, że ją zawiódł. Ze złością podniósł się z fotela i zaczął chodzić w tę i z powrotem. Hermiona również podniosła się z swojego miejsca i usiadła obok Harry'ego opierając głowę o jego ramię. Splotła ich dłonie razem. Obiecała mu kiedyś, w namiocie podczas wyprawy po horkruksy, że zawsze będzie przy nim. Planowała dotrzymać obietnicy.
- Idziemy z tym do Ministerstwa? - odezwał się Draco, przerywając cichy szloch Hermiony. Muszą być silni. Nie po to przeżyli wojnę, aby teraz się poddać. Mimo to Draco także poczuł się bardziej smutny. Beznadziejny nastrój Hermiony zaczynał powoli udzielać się także jemu.  Przez wydarzenia ostatnich kilku dni nie udało im się zniszczyć połączenia między nimi. Od tego czasu blondyn była tak zdekoncentrowany, że nie potrafił nawet równo pokroić śledziony nietoperza. Ustalili, że eliksirem zajmą się później.  Usiadł na oparciu kanapy i ukrył twarz w dłoniach. Myśli krążyły w jego głowie z prędkością błyskawicy. 
- Nie, oni właśnie tego od nas oczekują. - głos Harry'ego był teraz nieco ochrypły.  


                             *                                                  *                                                 *

Następnego ranka całą trójką usiedli do śniadania. Wyglądali jak najzwyklejsza grupka przyjaciół, którzy nie mają żadnych problemów. Jedli, rozmawiali i czasami nawet śmiali się. W żadnym stopniu nie przypominali nastolatków z wczorajszej nocy. W ogóle nie było widać skutków ubocznych wypitego przez Harry'ego alkoholu. Ciemne cienie pod oczami zniknęły, gęsty zarost został zgolony a  zabrudzone ubrania zmienione. Uśmiech na twarzy Hermiony doskonale zakrywał smutne błysk w oczach. Nikt nie podejrzewałby, że przepłakała każdą godzinę, aż do świtu, kiedy to Draco pojawił się w kuchni. Nawet Draco, którego przez resztę nocy dręczyły senne koszmary, wyglądał na szczęśliwego. Mimo, że widział w swoich nocnych marach długą i powolną śmierć Teodora,  nie poddawał się. Nigdy nie pozwoli, aby coś złego mu się stało. Byli jak bracia, a bracia się wspierają. Tak, Draco Malfoy nie jest już egoistą. Nauczył się dbać też o dobro innych. 
- Idę dziś do Teodora. - oznajmił, wstając od stołu. Otarł wierzchem dłoni usta i spojrzał na Hermionę. Dziewczyna podała mu koszyk, w którym przyszykowała przysmaki dla bruneta. Nie lubiła, gdy wychodził z domu. Zawsze wtedy się o niego bała. Nachodziło ją dziwne uczucie niepokoju. Mimo to, nie mogła zabronić mu wychodzić z domu. 
- Harry, to może my chodźmy do wesołego miasteczka? - spytała Wybrańca. Za wszelką cenę chciała odciągnąć jego uwagę od Pansy i alkoholu. 
- To niesprawiedliwe! - oburzył się Draco, uśmiechając się szeroko. On również chciał poprawić nastrój Harry'ego. - Też chcę iść. 
- Ojej, dzidzia chce do wesołego miasteczka. - zapiszczała Hermiona, próbując go naśladować. Harry się zaśmiał. 
- Wybacz, Granger ale ja nie mam takiej szopy. - uśmiechnął się łajdacko. Uwielbiał się z nią droczyć. Pokazała mu język. 
- Jak za godzinę nie pojawisz się w domu, to idziemy bez Ciebie. - uśmiechnęła się przebiegle i wyszła z kuchni. Draco spojrzał na Harry'ego, który z uśmiechem wzruszył ramionami. 


                           *                                         *                                       *

- Cześć Stary. - Draco klapnął na krześle obok łóżka przyjaciela. Teodor leżał wśród białej pościeli i tępo wpatrywał się w sufit. W odpowiedzi mruknął coś mało zrozumiałego i zacisnął dłonie na prześcieradle. 
- Co tam? - zagadnął blondyn. Zaczął wykładać na szafce świeże owoce, soki oraz przygotowane przez Hermionę śniadanie. 
- Nic. - odburknął Teodor. Dzisiejszego dnia humor mu nie dopisywał z powodu Luny. Cały czas rozmyślał o jej wybryku. Draco wyprostował się na krześle i spojrzał na niego ze zmrużonymi powiekami. 
- Nie zaczynaj, Teo. - ostrzegł go, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. Nott w odpowiedzi tylko prychnął. Blondyn zabrał koszyk i wstał z miejsca. 
- Jeśli będziesz chciał porozmawiać, to wyślij sowę. - powiedział i ruszył w stronę drzwi. Draco doskonale wiedział, że nic nie zdziała jeśli Teodor sam nie będzie chciał zaczynać rozmowy. Wyszedł z pomieszczenia, zostawiając Teodora samego. Brunet warknął coś pod nosem i wstał z łóżka. Co godzinę powtarzał ten sam schemat. Wychodził z pokoju, sprawdzał czy Ron jest u Luny i wracał. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, że została sama. Wmieszał się w tłum na korytarzu i ruszył pod jej salę. Jak to miał w zwyczaju dyskretnie zajrzał przez szybę i niemal podskoczył z radości. Weasley'a nie było w pomieszczeniu. Poprawił włosy, które opadły mu na oczy i wszedł do sali. Luna przeniosła wzrok z czytanej przez nią gazety na Teodora. Chwile na niego popatrzyła i znów zaczęła czytać. Ponownie uznała go za wytwór swojej wyobraźni. 
- Cześć. - odezwał się cicho, podchodząc do jej łóżka. 
- Jakie przesłanie tym razem? - z westchnieniem odłożyła gazetę na uda. Mimo to cieszyła się, że chociaż w snach może mieć z nim jakikolwiek kontakt. Dzisiaj przynajmniej ubrany był w piżamę, a nie w ten denerwujący ją garnitur, który nosił na balu bożonarodzeniowym. 
- O czym Ty mówisz? - zmarszczył brwi. Nie myślał, że może być z nią tak źle. Przysiadł na skraju  łóżka i złapał ją za rękę. Lune przeszły dreszcze. Ze zdziwieniem zarejestrowała, że jego dłoń jest ciepła. 
- Jesteś prawdziwy? - dotknęła jego policzka, jakby za chwilę miał się rozpłynąć. 
- Nie, jestem Snapem w przebraniu. - odparł całkiem poważnie, lecz widząc jej minę uśmiechnął się lekko. 
- Tylko, skoro jesteś prawdziwy, to co tutaj robisz? - rozejrzała się nerwowo po pomieszczeniu. Bała się, że w każdej chwili może wejść tu Ron, który poszedł do bufetu. 
- Odbywam hmm, kurację, tak. - dodał po chwili zastanowienia. 
- Musisz stąd iść i to szybko. Ron za chwilę wróci. - wyrwała rękę z jego uścisku. 
- No tak. - mruknął zażenowany. 
- Chodź do mnie w nocy. - wyszeptała bardzo cicho, tuż przy jego twarzy. Następnie bardzo szybko się odsunęła, zakopała się w połach pościeli i udawała, że śpi. 
- Zwariowała. - mruknął, lecz mimo to szybko wyszedł z pomieszczenia. Zrozumiał, że dzisiaj czeka go bardzo długa i poważna rozmowa. 

                                              *                             *                                   * 

- Proszę, chodźmy jeszcze tam! - krzyczała podekscytowana Hermiona, wskazując tunel strachu w wesołym miasteczku. Mroźny wiatr sprawił, ze jej policzki przybrały barwę czerwieni. Długie, brązowe loki ukryte były pod wełnianą czapką od Pani Weasley. 
- Co to dokładnie? - spytał Draco, poprawiając swój szalik w barwach srebra i zieleni. Jego lekko przydługie włosy przyprószone były śniegiem, który wciąż padał. 
- To takie miejsce, w którym chcą Cię przestraszyć mimo, że nie ma tam nic strasznego. - narzekał Harry. Pocierał swój mocno zmarznięty nos, marząc o napiciu się gorącego kakao. 
- Nie słuchaj go Draco. - Gryfonka przewróciła oczami. Wzięła oby dwu chłopaków za ręce i ruszyli między tłum. Czuła, że Draco powoli zastępuje jej Rona. Odetchnęła mroźnym powietrzem. Przy bramce do tunelu strachu podała kasjerce trzy bilety i całą trójką zapakowali się do łódki. Ona usiadła pośrodku tak, aby czuć się bezpieczniej. Mały stateczek ruszył w głąb ciemności. Draco przeciągle ziewnął. jedyne, co widział w mroku to zielone oczy Harry'ego. Wydawało mu się, że świecą one własnym światłem. Nagle ponad ich głowami rozbłysło nikłe światło i dało się słyszeć mrożący krew w żyłach śmiech. 
- I to wszystko? - zapytał blondyn. 
- Draco, bądź cicho! - skarciła go dziewczyna. W ciemnościach przewrócił oczami. Przed ich twarzami przeleciało stado nietoperzy. Hermiona pisnęła i pocno ścisnęła rękę Harry'ego i Draco. Ślizgon uśmiechnął się pod nosem. Niby taka odważna a boi się tak banalnych rzeczy. Po ich prawej stronie znikąd pojawił się straszliwy klaun. Szczerzył do niech ostre jak brzytwa kły. Draco pomyślał, że mugole są naprawdę żałośni. Uważają, że kogokolwiek mógłby on przestraszyć? Chyba tylko w snach. Spojrzał na Hermionę i się zaśmiał. Poprawka, kogoś jednak przestraszył. W połowie tunelu Hermiona przytulała do siebie obydwu chłopaków. Wtedy Draco poczuł, że naprawdę go polubili. Wreszcie ma przyjaciół z innego domu, niż Slytherin. Uśmiechnął się i za plecami Granger uderzył Harry'ego w potylice. Brunetowi prawie spadły okulary, lecz mimo to uśmiechnął się szeroko. Tak, jemu też zastąpił Rona. 

                              *                                        **                                            *

Witajcie, 
dziękuję za przeczytanie rozdziału! :) Bardzo proszę o pozostawienie po sobie jakiegoś komentarza :)

Pozdrawiam Mopsicaa ;**

3 komentarze:

  1. Jeju jak mnie tu dawno niebylo!! Przepraszam za to :) Rozdzial super, tylko ja nadal sadze ze Luna powinna zostawic Rona, noooo!! I byc z Teo ;D Slodki ten wypad do wesolego byl;** Pozdrawiam ~ Tencza

    OdpowiedzUsuń
  2. Super ten pomysł z wypadem do wesołego miasteczka. Nie mogę się doczekać wieczornego spotkania Teo i Luny
    Pozdro,
    Miss O'Hara

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem i ja! Rozdział świetny :) Normalnie cud, miód i malina =>
    Draco i złota dwójka... Czy można marzyć o czymś więcej? Jak dla mnie nie :) Chociaż... Teo i Luna razem! Bez tego głupiego Rona! Jakoś nigdy go nie lubiłam :/
    Krótki komentarz, ale mam nadzieję, że Ci wystarczy
    Pozdrawiam Luar Princesa ♥

    OdpowiedzUsuń