wtorek, 29 kwietnia 2014

NIESPODZIANKA!

Dracon Malfoy siedział od samego rana w swoim pokoju. Dzisiaj obchodził swoje dziesiąte urodziny. Zapewne każde dziecko cieszyłoby się z tego faktu, lecz nie on. Mały blondynek był bardzo zdenerwowany. Co chwilę zbierało mu się na wymioty i przechodziły go zimne dreszcze. Spowodowane było to wczorajszą rozmową ze swoim ojcem – Lucjuszem. Zagroził on swojemu pierworodnemu, iż jeżeli jego moce magiczne nie ujawnią się w dniu jego dziesiątych urodzin, po prostu wydziedziczy go z rodu. Przyjęcie urodzinowe zbliża się wielkimi krokami, a on nadal nic nie zrobił. Bał się, że mógłby być charłakiem. Wtedy stałby się pośmiewiskiem swoich kolegów, a tego bardzo nie chciał. Nawet takie tumany jak Crabbe i Goyle wyczarowali coś nędznego, a on nadal tkwi w martwym punkcie.
- Draco, zejdź na dół, goście już przyszli. - usłyszał krzyk swojej matki. Czuł się niezdolny do wykonania jakiegokolwiek ruchu. W gardle uformowała mu się ciężka gula, która za nic w świecie nie chciała zniknąć. Na sztywnych nogach wstał w łóżka i wyszedł z pokoju. Ruszył w stronę salonu, z którego dochodziły strzępki pojedynczych rozmów. Odetchnął głęboko i pchnął dębowe drzwi. Pomieszczenie było ogromne. Na samym środku stał wielki stół, przy którym zasiedli goście. Na jego widok zamilkli. Draco czuł, że zaraz zemdleje. Uchwycił spojrzenie Teodora, który uśmiechał się do niego pokrzepiająco. Chłopcy byli najlepszymi przyjaciółmi. Łączyła ich taka więź, że nie ważne było to, że Draco nadal nie ujawnił oznak swojej mocy. 
- Zgredek, przynieś tort! - krzyknęła Narcyza, odsuwając krzesło przed blondynkiem. Draco usiadł na honorowym miejscu i przełknął głośno ślinę. Skrzat domowy postawił przed nim duży tort. Był on w kolorach zieleni i srebra. Rodzice Draco liczyli na to, że chłopiec trafi do domu Salazara, podobnie jak oni. Na samej górze ciasta ustawiono dziesięć świeczek w kształcie węży.   
- Pomyśl życzenie i zdmuchnij wszystkie. - powiedziała Narcyza. Draco niepewnie spojrzał na Teodora, siedzącego niedaleko niego. Chłopiec uniósł kciuk w górę, zapewniając tym samym, że wszystko będzie dobrze. Mały blondynek nabrał do płuc duży haust powietrza i z mocą wydmuchnął go. Dokładnie w tym momencie to się stało. Ogień ze świeczek buchnął ze zdwojoną siłą. Peruka ciotki Lucy stanęła w płomieniach. Kobieta zerwała się z krzesła i zaczęła krzyczeć. Lucjusz rzucił się na pomoc swojej kuzynce a Narcyza zajęła się gaszeniem małego pożaru. Do Dracona przybiegł młody Nott. 
- To było ekstra! - krzyknął przybijając przyjacielowi piątkę. Draco poczuł jak z jego serca opada niewidzialny ciężar. Jednak ma moc. Uśmiechnął się szeroko obserwując zamieszanie jakie wywołał. Tego dnia jeszcze długo śmiał się razem z Teodorem z tego incydentu. To właśnie tego pamiętnego wieczoru chłopcy przysięgli sobie, że będą najlepszymi przyjaciółmi. To właśnie tego wieczoru Draco otrzymał przezwisko 'Smok'. To właśnie tego wieczoru usnął z promiennym uśmiechem na twarzy. 

                      *                                    *                                       * 


Dziesięcioletnia Hermiona siedziała na kanapie w salonie. Oglądała jedną ze swoich ulubionych bajek. Jej mama szykowała kolację, a tata nie wrócił jeszcze z pracy. Z fascynacją obserwowała, jak dobra wróżka zwykłą dynię zamienia w przepiękną karocę. Wiele razy zastanawiała się, co by było gdyby ona także posiadała taką moc. Było to dla niej coś nieprawdopodobnego. Mama zawsze powtarzała jej, że takie rzeczy dzieją się tylko w bajkach. Ona w to nie wierzyła. Sądziła, że coś takiego nie może być wymysłem wybujałej wyobraźni scenarzystów. Uważała, że musieli ona zaczerpnąć ten pomysł od prawdziwych czarodziejów. Gdy tylko zaczynała mówić o swoich podejrzeniach, jej mama wybijała swojej córce takie głupoty z główki. Jane nie chciała słuchać o bzdurach, które wymyślała jej córka. Czuła wstyd przed sąsiadami, że jej jedyne dziecko, mimo swojego wieku nadal wierzy w takie coś jak magia. Było to dla niej niedorzeczne. Jednakże mała Hermiona nadal pokładała nadzieję w istnienie świata czarodziejów. Wyznawała zasadę, że jeżeli w coś bardzo wierzymy, to stanie się to rzeczywiste. 
- Kochanie, chodź na kolację. -dobiegł ją głos matki, dochodzący z kuchni. Wyłączyła telewizor i ruszyła w stronę jadalni. Tata Hermiony znów spóźnił się na posiłek, więc kobiety postanowiły zjeść bez niego. Kolację konsumowały w ciszy. Taka panowała zasada w ich domu. Po skończonym posiłku posprzątały i udały się do salonu, aby obejrzeć wiadomości. W tym domu panowały bardzo ścisłe zasady, których nikt nie ważył się złamać. Gdy usiadły na kanapie dobiegł je odgłos zamykanych drzwi. Przekonane, że jest to pan Granger nawet nie drgnęły. Jakież było ich zdziwienie, gdy zamiast niego do pokoju wkroczył zamaskowany mężczyzna. Pani Granger przycisnęła do piersi córkę i obserwowała przybysza ze strachem w oczach.
- Nie ruszać się! - krzyknął i skierował w ich stronę pistolet. Jane zaczęły drżeć ręce. Mała Hermiona zaczęła płakać. Słonek kropelki moczyły jej śliczną, dziecięcą buźkę. Czuła się taka bezsilna. Przez zamglone oczy widziała, jak mężczyzna wpakowuje do torby wszystkie cenne rzeczy znajdujące się w ich domu. W tej chwili tak bardzo pragnęła mieć magiczną moc. Pani Granger szeptała córce do ucha uspokajające słowa. Obiecywała, że za chwilę to wszystko się skończy i faktycznie skończyło się. Włamywacz znieruchomiał. Upuścił torbę z skradzionymi rzeczami i pistolet, który uderzył w posadzkę powodując głuchy huk. Nogi mężczyzny do połowy były oblodzone. Tak, był to najprawdziwszy lód. Jane wykorzystała sytuację i zadzwoniła po policję. Następnego dnia wszystkie media mówiły tylko o tym niespotykanym wydarzeniu. Po południu w domu Państwa Granger pojawił się pewien staruszek. Miał on długą, siwą brodę, haczykowaty nos, a za okularów połówek patrzyły na nich bystre, błękitne oczy. Owym staruszkiem okazał się sam Albus Dumbledore. Wyjaśnił im dziwne zdarzenie mające miejsce wczoraj w ich domu. Na samym początku mama Hermiony nie chciała w to wierzyć, lecz gdy tylko staruszek poprosił jej córkę, aby wyciągnęła dłoń do przodu i pojawiły się na niej najprawdziwsze kryształki lodu Jane zaniemówiła z wrażenia. Tamtego dnia Hermiona przysięgła sobie, że będzie najlepszą czarownicą, jaka chodziła po ziemi. Wtedy jeszcze nie miała pojęcia, co czeka na nią w najbliższej przyszłości.



Witajcie, 
nie to jeszcze nie rozdział. Na niego musicie poczekać do piątku! :D 
Konkurs Stowarzyszenia dobiegł końca, więc mogę wreszcie wstawić moją miniaturkę. Udało mi się zająć III miejsce, co jest moim ogromnym sukcesem. 
Bardzo dziękuję wszystkim, którzy na mnie głosowali. 

Pozdrawiam Mopsicaa ;*

                                                 A TERAZ WYGLĄDAM TAK :D

3 komentarze:

  1. Gratuluje III miejsca!
    Co tu dużo pisać..
    Miniaturka świetna ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje!!! :*
    Zasłużyłaś sobie- miniaturka jest świetna
    Buziaczki :*,
    Miss O'Hara <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluje :) miniaturka super. A co do wczesniejszych razdzialow to to....... BOMBA!!! Tylko tyle umiem powiedziec :**~ Tencza

    OdpowiedzUsuń