piątek, 14 marca 2014

Rozdział 38.

- Draco! Draco!  - Hermiona zbiegła po schodach, głośno nawołując chłopaka. Za kilka minut mają usiąść do wigilijnego stołu, a w mieszkaniu ewidentnie coś się pali. W powietrzu czuć smród spalenizny i widać szary dym. Szybko wbiegła do kuchni, w której znajdowało się źródło kłopotu. Spojrzała w stronę piekarnika, który był głównym winowajcą całego zdarzenia. Zmrużyła gniewnie powieki i machnięciem różdżki otworzyła okno. Usunęła z pomieszczenia cały dym i chwyciła rękawicę kuchenną, wiszącą na haczyku obok drzwi. Otworzyła bratnik i wyciągnęła z niego blachę. Pierniki, które piekł Draco zwęgliły się. Odstawiła je na blat kuchenny i wyszła z pomieszczenia. 
- DRACO! - krzyknęła i pobiegła wprost do jego pokoju.Bez pukania wpakowała się do pomieszczenia, w którym znajdował się blondyn. 
- Coś się stało? - spytał, poprawiając wiązanie krawatu. Dziewczyna uśmiechnęła się sztucznie i złożyła razem ręce. 
- Co robiłeś godzinę temu? - spytała cicho powoli się do niego przybliżając. Chłopak chwilowo zamarł wpatrując się w jej lustrzane odbicie. Przez ostatni czas czuł się tak, jakby o czymś zapomniał i jego przypuszczenia okazały się słuszne. 
- Zapomniałem o piernikach. - przyznał cicho. Hermiona kiwnęła głową a on jęknął zawstydzony. Chciał jej udowodnić, że potrafi sam coś zrobić ale mu nie wyszło. 
- Przepraszam Granger. - obrócił się w jej stronę. 
- Nic się nie stało ale powinieneś pamiętać o takich rzeczach.- upomniała go surowym tonem. Przygładziła jego zielony krawat i uśmiechnęła się nieznacznie na myśl o tym, że wszystkie jego dodatki są w tym kolorze. 
- Chodź na kolację.  - z westchnieniem obróciła się i wyszła z pokoju. Draco rzucił ostatnie spojrzenie na swoje odbicie i również opuścił pomieszczenie. Wchodząc do salonu zauważył Hermionę siedzącą przy dużym stole. Widząc, że już przyszedł machnęła różdżką i na stole zaczęły pojawiać się potrawy przygotowane przez nich poprzedniego dnia. 
- Wszystkiego najlepszego, Granger! - uśmiechnął się pogonie i usiadł na swoim miejscu, naprzeciw niej. Założył na głowę papierową koronę, którą sam wykonał. Była ona trochę niedokładnie posklejana ale jemu się podobała. W końcu zrobił ją sam, a to sprawia największą frajdę. 
- Najlepszego Draco! - odwzajemniła uśmiech i sięgnęła po pierś z indyka. 
- Nadal nie wierzę, że ubrałaś tę sukienkę. - zaśmiał się obserwując, jak jej policzki pokrywają się delikatnym rumieńcem. 
- Smacznego. - ucięła rozmowę na temat jej dzisiejszej kreacji, którą była śliczna, zielona sukienka. Malfoy pokręcił tylko głową i zajął się jedzeniem pierogów. Przez resztę posiłku nie rozmawiali. Gdy już skończyli jeść Draco nalał do kieliszków białego wina i usiedli na kanapie. 
- Prezenty! - wykrzyknął blondyn widząc kolorowe pakunki znajdujące się pod choinką. To zdecydowanie było jego ulubioną częścią całych świąt. Rodzice zawsze obsypywali go najdroższymi podarunkami. Czego tylko, by nie zapragnął, zawsze to dostawał. Hermiona zagryzła wargę widząc, że Draco sięga po prezent od niej. Nie miała zielonego pojęcia, co mu kupić. Ostatecznie zdecydowała się mapę Londynu. Chłopak odpakował papier i wyjął ją.  Spojrzał na nią pytająco. Stuknęła w mapę różdżką i już po chwili widać na niej było kolorowe punkciki. 
- To magiczna mapa. Pokazuje Ci gdzie dokładnie się znajdujesz, co warto obejrzeć, a co omijać. - wytłumaczyła mu rzeczowym tonem. Chłopak pokręcił z uznaniem głową. 
- Teraz pora na twój prezent. Mam nadzieję, że Ci się spodoba. - podał jej dość spory pakunek. Starała się jak najdelikatniej go odpakować, byleby nie zniszczyć papieru. Draco westchnął. W środku znajdowała się nowiutka ''Historia Hogwartu'' oczami Salazara Slytherina. Dziewczyna momentalnie pobladła. Taki egzemplarz kosztuje przecież majątek. 
- Nie chcę tego. -powiedziała odkładając książkę na stół,
- Co? Nie podoba Ci się? - spytał ze zdziwieniem. 
- Podoba, tylko jest za droga.  - spuściła wzrok na swoje buty. Nie była przyzwyczajona do tak drogich podarunków. 
- Masz ją wziąć! To prezent za ten czas spędzony u Ciebie. Należy Ci się. - chwycił jej ciepłą dłoń. 
- Dziękuję. - uśmiechnęła się delikatnie i ucałowała jego policzek.

                                      *                                    *                         *


Cały dom pachniał świętami. W każdym kącie każdego pokoju czaił się ciężki zapach – połączenie korzennych przypraw, soczystych mięsiw, pieczonych jabłek i egzotycznych pomarańczy, a wszystko mieszało się z ostrym, żywicznym zapachem choinki.  Artur Weasley wraz z swoim synem Ronem rozgrywał partyjkę szachów. Ginny i Blaise dekorowali choinkę w salonie śmiejąc się i rozmawiając o wszystkim. Brunet czuł się wspaniale w domu Weasleyów. Fred i George zamknęli się w swoim dawnym pokoju, tłumacząc że muszą odszukać pewnej rzeczy.  Molly i Fleur krzątały się po kuchni doprawiając potrawy wigilijne. 

Bill rozkładał sztućce na wigilijnym stole, co jakiś czas nucąc urywki świątecznych piosenek. Święta w Norze zawsze były spędzane w magicznej atmosferze. Nie była to magia, jaką czarodzieje znali na co dzień. 
- Wygrałem! - ucieszył się Ron i spojrzał z uśmiechem na swojego ojca. Bądź co bądź ale Ronald kochał swoją rodzinę. Teraz, gdy mieli pieniądze niczego więcej nie było im potrzeba. 
- Siadajcie kochani do stołu. - do salonu weszła Molly, niosąc wazę z parującą zupą rybną. Nieodłączne danie każdej Wigilii w ich domu. 
- FRED! GEORGE! - już po chwili było słychać tupot stóp na schodach. Dwaj uśmiechnięci mężczyźni zbiegali po schodach z pudłem w rękach. 
- Wszystkiego najlepszego! - wykrzyknęli w tym samym czasie. Podeszli do każdego i położyli mu na głowę papierową koronę. Co roku to właśnie im przypadało to zajęcie. Blaise czuł się nie dziwnie. Nigdy nie obchodził tradycyjnych, angielskich świąt. Zazwyczaj w tym czasie wyjeżdżał z matką do swoich dziadków na wschodzie Europy. W ciszy zasiedli do stołu i odmówili modlitwę. 
- Smacznego kochani. - powiedziała ciepło pani domu i nalała sobie nabierkę zupy. W czasie posiłku wszyscy wesoło gawędzili. Blaise raz po raz rzucał groźne spojrzenia w stronę Rona, który przechwalał się swoimi wynikami w Quidditchu. 
- Mamy wam coś ważnego do powiedzenia! - Ginny przekrzyczała wszystkich. Gwar na chwilę umilkł. Ruda spojrzała na Zabini'ego i uśmiechnęła się delikatnie. 
- Ja i Blaise jesteśmy razem. - powiedziała spokojnie. Pucharek, który spoczywał w ręce Rona, nagle z niej wypadł. Czerwone wino rozlało się  brudząc obrus. 
- Fleur jest w ciąży. -skorzystał z okazji Bill. Blond włosa piękność chwyciła swojego męża za dłoń. 
- Och! - wykrzyknęła Pani Weasley. Wstała od stołu i ruszyła, aby uścisnąć swojego syna i jego żonę.  Ginny była naprawdę prze szczęśliwa z tego, że to nie ona i Diabeł są w centrum uwagi. Przytuliła się do bruneta i ucałowała jego usta. Ron spadł z krzesła. 

                               *                                                     *                                           *


Luna siedziała w swoim pokoju. Wyglądała przez okno obserwując dwa zające skakające po zaśnieżonych polach, w okół jej domu. Znów przyłapała się na tym, że o nim myśli. Zastanawiała się, jak on spędza dzisiejszy dzień. Ciekawiło ją, czy jest szczęśliwy, czy chociaż raz o niej pomyślał. Stuknęła się otwartą dłonią w czoło. Czasami naprawdę wyobrażała sobie zbyt dużo. Spojrzała na śliczną bransoletkę, którą podarował jej Ron. Przyszedł do niej z samego rana, tylko po to aby złożyć jej życzenia. Spacerowali po ośnieżonych dróżkach nad jeziorem. Znów wywarł na niej cholernie dobre wrażenie. Zadziwiające, jak on potrafi się zmieniać. Poranek z nim był naprawdę piękny. Znów poczuła, że jest dla niego najważniejsza. Często przyłapywała się na tym, że porównuje Teodora i Rona. Byli tacy inni, w ogóle do siebie nie podobni. Teodor, niczym chłodna obojętność, owiany nutką tajemniczości, nienamacalny. Ronald, wybuchowy, porywczy, niczym wulkan w stanie erupcji. Mimo to nadal piękny. Dwie doskonałości, które spotkały się w nieodpowiednim czasie. Zaniosła się spazmatycznym płaczem. Znów czuła tą cholerną bezsilność. W takich momentach chciała zniknąć, rozpłynąć się. Wzięła z oparcia fotela kurtkę i otworzyła na oścież okno. Mroźny wiatr obwiał jej zapłakaną twarz. Zeszła na ziemię przytrzymując się wypukłości w murze. Ruszyła w stronę jeziora. Suchy śnieg skrzypiał pod jej kapciami.  Palce u stóp marzły. Małe płatki śniegu wplątywały się w jej włosy. Znalazła się nad jeziorem. Stanęła na drewnianym pomoście i przymknęła powieki. Rozłożyła szeroko ramiona i rzuciła się w wodę. Poczuła jakby w jej ciało wbiły się tysiące małych igieł. Splątane włosy przysłoniły jej widoczność. Wszystkie problemy, niewyjaśnione pytania, które ją od dawna męczyły, stawały się takie odległe, nikłe. Ból w klatce piersiowej nasilał się. Mimo to, ona nie wynurzała się. Po co miałaby to robić? Nie po to skoczyła, aby teraz się wycofać. Powoli uchodziło z niej życie.  Straciła przytomność. 

                                  *                                   *                                          *

Witajcie.
Proszę abyście mnie jeszcze nie zabijały ;__; Bardzo was przepraszam za tak długą nieobecność. Mam blokadę. Zdaję sobie sprawę, że tekst wyżej jest fatalny. Niby wiem, co chcę wam przekazać w rozdziałach, ale za cholerę nie mogę ubrać tego w słowa. Ledwo zaczęłam pisać bloga a już się wypalam. Mam nadzieję, że ten okres minie i znów wróci moja stara forma. Jeszcze raz bardzo przepraszam.

- Mopsicaa :)

7 komentarzy:

  1. Super rozdział! Ale jak mogłaś zakończyć w takim momencie?! Nie mogę doczekać się następnego rozdziału :D

    OdpowiedzUsuń
  2. :OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO
    Co ta Luna zrobiła?! Ty weź jej nie zabijaj!
    U Weasleyów tyyyyyle szczęścia, a Ron zwalający się z krzesła mnie powalił xd
    Hermiona i Draco <333 Niech oni będą razem :3
    Rozdział jak zwykle cudooowny :)
    Czekam na kolejny i życzę weny ^^
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie masz za co przepraszać :) Wena i wszelakie talenty są kapryśne jak pogoda. Raz ci pomogą, a zaraz pociągną na dno. To zupełnie normalne.
    Draco taki fajny ^^ Jestem ciekawa kiedy doprowadzi do drugiego pocałunku. Ach, ja i moje marzenia.
    Mało Teodora :( Ale ta ostatnia decyzja Luny! Kobieto! Przecież Teo jej teraz nie uratuje. No chyba, że o to chodzi ;D Fajnie, że Ginny wreszcie przyznała się do swojego związku z Blaisem. Ale reakcja Rona na ich cmoknięcie się w usta była bezcenna. Aż chciałabym ją zobaczyć... :-)
    Taki krótki i mało składny ten komentarz, ale pomimo wczesnej pory jestem padnięta :(
    Pozdrawiam i sił życzę
    Luar Princesa ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Moim zdaniem nie wypaliłaś się. Rozdział super!! Ja myślałam, że dom się pali a to pierniki :) Dobrze, że Ginny się przełamała i powiedziała. Ron i jego reakcje :D TYLKO CZEMU CHCESZ ZABIĆ LUNE???? Czekam na kolejny rozdział i życzę weny ;* ~Tencza

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny rozdział czekam na next i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super sprawa mam nadzieję, że już niedługo będą następne rozdziały, bardzo ciężko oderwać się od lektury.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział :*

    OdpowiedzUsuń