niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 36

Następnego dnia Hermiona obudziła się w wyśmienitym humorze. Po wczorajszych wydarzeniach pozostała przyjemna pustka w okolicy serca. Czuła się jakby rozmowa z Draconem zdjęła z jej pleców ciężkie brzemię. Dawno nie rozmawiała z kimś tak otwarcie. Ufała, że blondyn nie zdradzi nikomu informacji, które usłyszał z jej ust. Cieszyła się, że wreszcie podzieliła się tym z drugą osobą. Dzięki temu czuła się lekka, jak piórko wirujące w powietrzu tuż nad jej nosem. Uśmiechnęła się delikatnie i dmuchnęła, posyłając je w przeciwny kierunek. Podniosła się do pozycji siedzącej i przeciągnęła leniwie zdrętwiałymi kończynami. Wstała z łóżka, narzuciła na ramiona szlafrok i udała się do kuchni. Znając Draco pewnie już coś popsuł. Starając się, aby żaden ze stopni zdradziecko nie zaskrzypiał, zeszła na dół. Weszła do kuchni, lecz chłopaka w niej nie było. Wydawało jej się to dziwne. Draco należał do osób, które wstają z łóżka wraz z pojawieniem się słońca na widnokręgu. Zmarszczyła brwi. Przeszukała cały parter, lecz go nie znalazła w żadnym z pokoi. Czuła dziwny niepokój i zdenerwowanie. Doskonale znała jego sytuację i to martwiło ją jeszcze bardziej. Najgorsze było to, iż nie odczuwała żadnych niepokojących skutków magicznej przynależności. Starając się zachować trzeźwość umysłu ruszyła na piętro. Miała wielką nadzieję, że chłopak śpi w najlepsze zakopany w puchatą kołdrę. Stanęła pod drzwiami jego sypialni. Zapukała, lecz nie usłyszała żadnego dźwięku. Zagryzła wargę i nacisnęła klamkę. Drzwi bezproblemowo ustąpiły wpuszczając ją do pokoju. Ostatnie strzępki nadziei wyparowały z jej ciała. Sypialnia była pusta. Jedyną oznaką, że Draco kiedykolwiek tutaj mieszkał, był kufer z jego ubraniami stojący pod ścianą. Jej warga niebezpiecznie zaczęła drżeć. Przestraszyła się, że gdy ona smacznie spała, wpadli tutaj śmierciożercy i porwali Draco. Zaszkliły jej się oczy. Ogarnęło ją poczucie winy. Po części czuła się za niego odpowiedzialna. Usłyszała dźwięk zatrzaskiwanych drzwi. Jej serce chwilowo stanęło, by po kilku sekundach zacząć pracować ze zdwojoną siłą.  Jej źrenice rozszerzyły się nieznacznie a usta zacisnęły w wąską linię. Najciszej jak tylko potrafiła skierowała się na dół. W salonie zauważyła ogromne torby z zakupami. Zmrużyła powieki. W korytarzu usłyszała dźwięk upadającego stojaka na parasole i ciche przekleństwo. Odetchnęła z ulgą. Drugi raz w życiu cieszyła się z widoku Dracona Malfoy'a. Podbiegła i rzuciła się zaskoczonemu chłopakowi na szyję. Draco w pierwszym momencie nie wiedział, co się dzieje.
- Mi też miło Cię widzieć Granger. - zironizował. Zakłopotana dziewczyna odsunęła się od niego i spuściła wzrok.
- Bałam się o Ciebie, Draco. - wyznała cicho. Jego imię w jej ustach nabierało zupełnie innego znaczenia. Wydawała się mu taka bezbronna i ufna. Nadal nie wybaczył sobie, że przez tyle lat ją wyzywał.
- Hej, już wszystko dobrze. Byłem tylko na zakupach. - zaśmiał się nerwowo. Po chwili głęboko odetchnął i złapał ją za rękę. Hermiona uniosła zdziwione spojrzenie napotykając dwie góry lodowe, jakimi były jego oczy. Wysiliła się na słaby uśmiech. Oboje ruszyli w stronę kuchni. Draco uprzednio zabrał zakupy z salonu. Jakież było zdziwienie Hermiony, gdy zamiast mugolskich produktów zauważyła składniki do eliksirów. No tak, dzisiaj Draco miał przygotować antidotum dla nich. W jednej z toreb było również świeże pieczywo. Wspólnie przygotowali śniadanie i zabrali się za jego konsumowanie. Podczas posiłku rozmawiali na różne tematy. Tak naprawdę Draco nie był tylko na zakupach. Jego głównym celem były odwiedziny u Pottera.

Był sprawdzić co zmieniło się w Hogwarcie podczas ich nieobecności. Jak się okazało Morticia Kaufman spędza przerwę świąteczną po za murami szkoły. Ta informacja pozostawiła w głowie Dracona wiele niewyjaśnionych pytań. W kuchenne okno zapukał czarny puchacz. Draco upuścił nóż, który upadając wydał głuchy brzdęk.  Hermiona zaniepokojona spojrzała na Draco. Chłopak otarł usta chusteczką i wstał od stołu. Otworzył okno i wpuścił sowę do środka. Zwierzątko wystawiło nóżkę, do której przywiązany był list. Malfoy odczepił kopertę zaadresowaną do niego. Puchacz zahukał wesoło i odleciał. Najwyraźniej nie czekał na odpowiedź. Draco otworzył kopertę i zagłębił się w jej treść. Hermiona siedziała na krześle napięta jak struna. Miała przeczucie, że to nie są dobre wieści. Obserwowała jak z każdą sekundą twarz Draco blednie. Oczy przestały błądzić po tekście.
- Coś się stało? - zapytała nieśmiało Gryfonka. Draco zgniótł kartkę i wyrzucił ją do śmietnika. Odwrócił się w jej stronę i spojrzał wprost w jej oczy.
- Teodor jest w Świętym Mungu. - odpowiedział słabym głosem. 



                              *                                       *                                 *


Od samego rana w Norze trwały przygotowania do Świąt.  Ginny  przygotowywała sypialnie na przybycie gości. Mimo, że wykonywała wszystko perfekcyjnie, myślami była zupełnie gdzie indziej. Myślała o Zabinim. Obiecała mu, że powie rodzicom o ich związku. Blaise miał dość ukrywania się i potajemnych schadzek po kątach. Bardzo żałowała, że odrzuciła propozycję wyjazdu do Francji razem z nim. Okazało się, że Blaise ma mały domek na obrzeżach Paryża. Niestety, teraz wszystko przepadło i musi użerać się z Flegmą. Jej bratowa chodzi po domu nucąc zadziwiająco denerwującą melodię. Co chwilę wtrąca się w nieswoje sprawy, czym bardzo irytuje Ginny. Czasami miała naprawdę wielką ochotę trzaśnięcia w nią jakąś klątwą.
- Ginny! Chodź do mnie! - usłyszała donośny głos swojej matki. Zabrała różdżkę i wyszła z sypialni. Zeszła na dół trzeszczącymi schodami i skierowała się do zagraconej kuchni.
- Tak? - spytała siadając na stole i częstując się babeczką. Molly odwróciła się w jej stronę, mieszając łyżką w dużej misce.
- Kochanie, nie chciałabyś udać się na Pokątną? - Pani Weasley uśmiechnęła się ciepło do córki. Oczy Rudej zabłysły. Wreszcie mogła się stąd wydostać.
- W jakiej sprawie? - spytała na pozór obojętnie.
- Kupiłabyś mi kilka paczek włóczki.
- Pewnie, już się zbieram. - uśmiechnęła się Ruda. Wzięła kilka galeonów z rodzinnego budżetu i ruszyła w stronę kominka. Sytuacja finansowa Weasley'ów znacznie się polepszyła. Po wojnie dostali sporo pieniędzy za pomoc w pokonaniu Voldemorta. Ginny nabrała garść proszku Fiuu i weszła do kominka.
- Na Pokątną! - krzyknęła głośno i wyraźnie. Zielone płomienie sprawiły, że już po chwili znalazła się w lokalu swoich braci. W Magicznych Dowcipach Weasley'ów jak zawsze było gwarno. Bliźniacy zbijali tutaj majątek na sprzedaży swoich produktów. Zabierając z zaplecza kilka pałek lukrecjowych wyszła ze sklepu. Przez ulicę Pokątną przedzierały się tłumy czarodziejów. Jedni z torbami pełnymi zakupów, zaś inni objadający się różnymi smakołykami. Witryny sklepów były przepięknie ustrojone. Szła pośród tłumu oglądając wystawy. W pewnym momencie poczuła, jak zderza się z kimś. Złapała się za nos, który najbardziej ucierpiał. Podniosła wzrok i niemal krzyknęła ze zdziwienia. Spodziewałaby się tutaj każdego, tylko nie jego.
- ZABINI?! - krzyknęła zwracając na siebie uwagę kilku przechodniów. Jedna ze starszych kobiet, nawet bąknęła coś o braku kultury dzisiejszej młodzieży.
- Ruda? - Blaise uśmiechnął się i porwał ją w objęcia, całując w czubek głowy.
- Co Ty tutaj robisz? - spytała gdy ją puścił. Ruszyli w stronę sklepu z magicznymi drobiazgami. Podczas ich marszu Diabeł opowiedział jej o przykrym incydencie mającym miejsce w Norwegii. Stan Teodora znacznie się polepszył. Niestety, Diabeł zmuszony jest spędzić święta samotnie, ponieważ jego matka wraz z nowym kochankiem wyjechała na Hawaje.
- Może spędziłbyś święta u mnie? U nas i tak będzie dużo ludzi, wmieszasz się w tłum. - uśmiechnęła się szeroko łapiąc jego dłoń. Przekroczyli próg sklepu.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. - odparł nieprzekonany. 
- Proszę. Obiecuję, że powiem im o nas. - spojrzała na niego tymi swoimi, dużymi, brązowymi oczami, w których czaiła się niema prośba.
- Dobrze. - zgodził się całując ją w czoło. Zrobili szybko zakupy i korzystając ze sklepowego kominka przenieśli się do Nory. Blaise przybrał na twarz delikatny uśmiech i pozwolił prowadzić się Rudej do kuchni, z której do jego nozdrzy dochodził piękny zapach przypraw korzennych.
- Mamo, to Blaise. - powiedziała Ruda odkładając zakupy na szafkę.
- Dzień Dobry. - Ślizgon podszedł do Pani Weasley i ucałował jej dłoń. Kobieta zarumieniła się dziko.
- Witaj Kochaneczku. - przywitała go ciepło.
- Wiesz mamusiu, jest taka sprawa. Blaise nie ma gdzie spędzić świąt, więc pomyślałam, że może u nas znajdzie się wolne miejsce. - wyjaśniła Ginny.
- Oczywiście, jeśli nie sprawi to państwu kłopotu. - dodał szybko Zabini.
- Wręcz przeciwnie. Będziemy bardzo szczęśliwi, jeśli zostaniesz. - zapewniła Molly uśmiechając się promiennie.
- Dziękuję Pani. - powiedział wdzięcznie Diabeł.
- Chodź, pokaże Ci twój pokój. - zawołała wesoło Ginny. Pociągnęła chłopaka za rękę i wybiegli z kuchni.
- Całkiem miły chłopaczek. Pasuje do Ginevry. - szepnęła cicho Molly, pogłaśniając radio. 


                                 *                                        *                                              *

 Draco przebiegł przez długi biały korytarz, wprost pod drzwi sali numer 574. Gdy tylko dowiedział się o losach swojego przyjaciela postanowił przybyć do Munga. Zapukał w drzwi i nie czekając na zaproszenie, wszedł do środka. Teodor zajmował ostatnie łóżko pod oknem. Rodzina Higgsów przysiadła na krzesłach obok niego. Cicho dyskutowali ze sobą, tak aby nie przeszkadzać innym pacjentom. Zamknął za sobą drzwi, tym samym zwracając na siebie uwagę. Pan Higgs wstał z krzesła i podał dłoń blondynowi. Draco uścisnął ją, a potem przytulił Panią Higgs. Na koniec przywitał się z Terencem i Teodorem. Ten drugi głowę obwiniętą miał białym bandażem.
- Co się stało? - spytał przysiadając na skraju szpitalnego łóżka. Mama Terence'a opowiedziała o przykrym zdarzeniu, które zaszło w ich domu. Teodor kilka razy zapewnił, że nic mu nie jest. Wspólnie postanowili, że święta spędzą w Anglii. Nott czuł się podle. Dopadły go gigantyczne wyrzuty sumienia. Wmawiał sobie, że popsuł wszystkim święta. Nie mógł sobie tego wybaczyć.
- Na pewno sobie poradzisz? - zapytała Pani Elieen głaszcząc Teodora po policzku. Chłopak wysilił się na delikatny uśmiech.
- Tak, mną się nie martwcie. - zapewnił. Po kilku minutowych przygotowaniach do wyjścia, wreszcie opuścili salę chorych. Teodor odetchnął z ulgą. Wyciągnął z torby podróżnej duży notes wypełniony czystymi pergaminami. Sięgnął po kilka dobrze zaostrzonych ołówków. Dawno tego nie robił. Przyłożył rysik do papieru i naszkicował pierwsze linie. Czuł dziwną fascynację, jakby robił to po raz pierwszy w życiu. Wraz z nowymi konturami z jego głowy uciekały wszystkie zmartwienia. Było to coś na kształt terapii. Jego własne katharis. Robił to zawsze, gdy coś go martwiło. Sam nie wiedział, co pokusiło go. Linie zbiegały się w całość, tworząc szkic twarzy dziewczyny. Jej łagodne oczy spoglądały na niego spod  długich rzęs, usta domagały się pocałunku, a policzki pragnęły dotyku. Wyobraził sobie jej delikatną skórę pod opuszkami palców. W uszach słyszał melodyjny dźwięk jej głosu zapewniający go, że wszystko będzie dobrze. Wtedy uświadomił sobie, że już nigdy nie będzie dobrze. Na ich drodze stoi za dużo przeszkód, których nie da się pokonać. Dokończył ostatnie detale i zapatrzył się na swoje dzieło. Mimo, że była tylko szkicem na wyblakłym papierze czuł, że jest przy nim. Zdawał sobie sprawę, że jej miłość do niego nie skończyła się. Jego miłość do niej także. Mógł okłamywać każdego, lecz nie siebie. Pod jego obojętnym spojrzeniem ukrywały się wszystkie skrajne emocje, które nim targały. Głosy w jego głowie zachęcały go zaciętej walki o nią. I wtedy Teodor postanowił, że będzie walczył o Lunę, choćby miał ponieść porażkę już na starcie. Wierzył, że jeśli przegra walcząc o nią, nie będzie obwiniał się za to, że nigdy nie spróbował. Schował rysownik pod poduszkę. Zasnął. 


                                     *                                          *                                         * 

Witajcie,
 założyłam sobie aska, więc jeśli macie jakiekolwiek pytania dotyczące opowiadania, to zapraszam: http://ask.fm/Mopsica
Jak wam się podobał rozdział? ;>

~~ Pozdrawiam Mopsicaa ;*

5 komentarzy:

  1. Yay! Postanowił walczyć *w*
    Draco tako kochany, Hermiona taka zmartwiona, rozdział taki cudowny wow ;w;
    Oby Ginny przedstawiła Zabiniego ;> chociaż jej matce już przypadł do gustu.. ciekawe co na to Ron ;-;
    Dzisiaj króciutko bo muszę lecieć, ale rozdział jak zawsze genialny! ♥
    Ściskam, piszaj tam Mopsiku kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  2. O mój Boże, O mój Boże!
    Teodor, walcz! A ja się nie uda to ja Cię chętnie przygarnę! <3
    Oooo, Hermiona tak słoodko martwiła się o Draco :3 Mam nadzieję, że w końcu będą razem ^^
    Myślałam, że pani Weasley inaczej zareaguje na Blaise'a, chociaż reakcja Rona może być ciekawa xd No, ale skoro są szcześliwi to czemu nie : >
    Oddaj mi trochę tego talentu, co?
    Rozdział jak zwykle cudowny! <3
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Teodorze walcz jak lew! Walcz, walcz, walcz! Bądź dobry i wygraj Lunę :)
    Świetny rozdział. Według mnie pomimo sytuacji Teo to sam w sobie jest pozytywny.
    Martwiąca się Miona, tak! Wreszcie może zauważą, że coś się pomiędzy nimi dzieje? Zauważą? Draco lokalny wobec przyjaciela no i się o niego martwi! A tak wg, to co jest Teodorowi? Jakoś się nie mogę domyślić... :(
    Blaise i Ginny oraz pozytywnie nastawiona Molly :) To mi się podoba. A jak zareaguje Ron kiedy dowie się o nowym chłopaku swojej siostry?
    Czekam na nn i wyjaśnienie (mam nadzieję) moich pytań oraz przesyłam całusy ;*
    Luar Princesa ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. KOCHAM CIE!!!!!! Jejciu piękne. Jak Hermiona się tak martwiła to takie słodkie ^^ Draco też jak się martwił o Teodora. Mam nadzieje że Ruda powie wszystkim o Blaisie :) I niech Teodor wygra tą walkę by się Lunie nic nie stało przez Rona, proszę!! ;*~Tencza

    OdpowiedzUsuń
  5. Matko, od wczoraj przeczytałam cale 36 rozdziałów:) aż ciężko uwierzyć jaką masz wyobraźnei i jak świetnie ujmujesz to w słowa, no po prostu kocham to!:*

    OdpowiedzUsuń