niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział 32.

- Fuj, Stary masz spocone łapy. - szepnął brunet a na jego twarzy pojawił się grymas obrzydzenia. Ślizgoni przemykali korytarzami Hogwartu pod działaniem zaklęcia kameleona.
- Przymknij się, dobra? - syknął Draco i pociągnął Teodora w stronę lochów. 
- Dlaczego nie odpuścisz? - zagadnął go Nott po dłuższej chwili.
- Mówiłem Ci już, że ona jest podejrzana i ja mam zamiar to wyjaśnić. - blondyn wyjrzał zza rogu jednego z korytarzy, uważnie obserwując otoczenie.
- A może ja mam w dupie tą całą Kaufman? - Teo spojrzał na duże dębowe drzwi prowadzące do gabinetu profesorki.
- A może mnie to brzydzi? - powiedział poważnie Malfoy ale już po chwili obaj cicho zachichotali. Nawet w tak poważnym momencie nie potrafili utrzymać powagi sytuacji. 
- Przychodzimy tutaj już od ponad tygodnia i nic się nie dzieje. - zrzędził dalej Nott.
- Słyszałeś? - drzwi skrzypnęły i zza nich wyłoniła się postać Morticii. Kobieta ubrana w długą czarną szatę narzuciła kaptur na głowę. Stanęła w bezruchu patrząc w miejsce, w którym stali młodzi czarodzieje. Poczuli jak momentalnie robi im się gorąco, a z ich twarzy odpływa krew. Draco ścisnął mocniej dłoń przyjaciela. Trzymanie się za ręce pomagało im w nierozdzieleniu się, co zdarzyło im się już kilka razy. Raz o mało co, nie wpadli wprost na Filcha.  Teraz byli w o wiele gorszej sytuacji. Kobieta ze świstem nabrała powietrza do płuc. Powolnym krokiem ruszyła w ich stronę a oni zaczęli się wycofywać. Myśli Draco galopowały z zawrotną prędkością. W jego głowie panował ogromny chaos i mętlik. Skoncentrował się i z pomocą legilimencji, którą opanował do perfekcji, wtargnął do umysłu Teodora. Chłopak nie bronił się, nie był na to przygotowany. 
- Rozdzielamy się. - usłyszał polecenie i ich dłonie rozłączyły się. Oboje biegiem ruszyli w przeciwne kierunki korytarza. Smok jak zawsze był tym poszkodowanym, ponieważ profesor Kaufman ruszyła za nim. Próbowała trafić w niego zaklęciem demaskującym, ale on był zbyt szybki i robił sprawne uniki. To było niebywałe, że kobieta w długiej sukni potrafiła, tak sprawnie się poruszać. Draco gorączkowo myślał nad odpowiednią kryjówką i już po chwili wpadł na genialny pomysł. Ruszył schodami w stronę siódmego piętra. W Pokoju Życzeń nie ma prawa go znaleźć. 

                                            *                                *                              *

Zdyszany Teodor zatrzymał się dopiero w okolicach kuchni. Nie słysząc żadnych niepokojących dźwięków osunął się po zimnej ścianie. Jego oddech był znacznie przyspieszony i nierówny. Przebiegł kawał drogi, lecz nie to liczyło się teraz najbardziej. Jakim cudem ta kobieta ich wyczuła? Miał totalny mętlik w głowie. Nagle przed nim zmaterializowały się drzwi. Nadal był pod działaniem zaklęcia, więc nie musiał się martwić, że ktoś go zauważy. Owym kimś była niska blondynka o niebieskich oczach. Sądząc po kolorze jej swetra, który miała na sobie była Krukonką. Prychnął pod nosem, czym zdradził swoją obecność. Dziewczyna rozejrzała się chaotycznie i upuściła talerz z ciasteczkami. Brzdęk tłuczonego szkła rozniósł się echem po całym korytarzu. Teodor wzniósł oczy ku niebu.
- Kto tu jest? - wyjąkała unosząc przed siebie różdżkę. Uparcie milczał, aż do czasu, gdy na drugim końcu korytarza  pojawił się stary woźny z zardzewiałą lampą w dłoni. 
- Głupia dziewucha. - skarcił ją i szarpnął za łokieć, zatykając jej dłonią usta. Przyparł ich mocno do ściany i jak gdyby nigdy nic, zostali przez nią wessani. Teraz znajdowali się w ciasnym korytarzyku oświetlonym tylko kilkoma pochodniami. Teraz bezpiecznie ujawnił się. Dziewczyna cicho pisnęła widząc go przed sobą. 
- Teodor. - rozszerzyła oczy ze zdziwienia i momentalnie oblała się szkarłatnym rumieńcem. Ostatnio nie rozmawiali ze sobą. Sytuacja, która zaszła w skrzydle Szpitalnym poszła w zapomnienie.
- Też miło Cię zobaczyć, Lovegood. - mruknął i nie zwracając na nią najmniejszej uwagi ruszył w stronę wyjścia. Niezrażona dziewczyna podreptała za nim z myślą, że to jej szansa. 
- Dlaczego szwendasz się po nocy? - spytała tak cicho, jakby ktoś ich podsłuchiwał.
- Tak, bo na pewno Ci powiem. -prychnął. Już miał zamiar zapukać w ścianę przed nimi ale Luna go powstrzymała.
- Co Cię znów opętało? Co chwile zmieniasz humory i wiecznie jesteś nadąsany. - ukuła go palcem w tors. Chłopak uniósł ciemne brwi w górę. Wyglądał jakby był całkowicie zaskoczony. 
- Nikt Ci nie każe ze mną rozmawiać. - odparł. 
- Jak mam to zrobić, skoro jesteś dla mnie ważny? - znów zniżyła głos do szeptu. Teodor zmrużył gniewnie oczy. Gwałtownym ruchem ujął jej twarz w dłonie i krótko ucałował jej usta. Luna zamrugała kilka raz, aby upewnić się, że stało się to naprawdę. 
- Poczułaś coś? Ja kompletnie nic. Nic, rozumiesz? - warknął i zapukał w ścianę. Rzucając na siebie zaklęcie kameleona opuścił korytarz, zostawiając w nim Krukonkę. Szkoda, że dziewczyna nie wiedziała, iż Teodor jest wspaniałym kłamcą. Tak dobrym, jak sam Dracon Malfoy - jego najlepszy przyjaciel.

                                            *                              *                           *

Draco osunął się po gładkiej ścianie. Z trudem łapał powietrze. Musiał przyznać, że zmęczył go bieg, aż na siódme piętro. Najgorsze było jednak to, iż po Morticii nie było widać, ani krzty zmęczenia. Wytrzymała kobieta. Draco już dawno domyślił się, że coś jest nie tak. Zastanawiał się, czy aby ona nie pracuje dla jego ojca. Momentalnie zrobiło mu się zimno. Gdyby to okazało się prawdą, to obaj z Teodorem mają bardzo poważne kłopoty. Musiał przyznać, że boi się go. Lucjusz jest nieobliczalny. Już jako mały chłopiec był świadkiem krwawych mordów na niewinnych ludziach. Widział jak jego nieszczęsny ojciec znęcał się nad Narcyzą. Na szczęście teraz jest bezpieczna. Nikt nie ma prawa jej znaleźć, a co dopiero skrzywdzić. Potarł skronie i przeciągle ziewnął. W tamtym momencie wyglądał jak rasowy smok. 
- Czas wracać. - szepnął i mając nadzieję, że profesorka sobie odpuściła, wyszedł.  Tym razem dopisało mu szczęście, ponieważ jej już nie było. Ruszył drogą powrotną w stronę lochów. Co jakiś czas mijały go duchy zmarłych. Widział Irytka, który powieszał balony z atramentem pod sufitem, kilka portretów dziwnie się rozglądających na boki i nawet jednego, przestraszonego Puchona z pierwszej klasy. Gdyby nie był pod wpływem zaklęcia na pewno ująłby mu punkty za łażenie po nocy. Zastanawiał się, co stało się z Teodorem. Był niemal pewien, że chłopak wrócił już do dormitorium. Nagle usłyszał szelest, gdzieś za sobą. Natychmiastowo się zatrzymał i nasłuchiwał. BUM! Upadł na ziemię przygnieciony czymś bardzo ciężkim. Teraz to już naprawdę się zirytował. 
- Cholera. - zaklął osobnik podnosząc się z poturbowanego Dracona. 
- Potter? - blondyn uniósł lewą brew do góry.  Już po chwili można było zobaczyć głowę Harry'ego. 
- Malfoy? - Wybraniec poprawił okulary na nosie. 
- Nie, Merlin. - prychnął. - Musimy pogadać, chodź do tamtego schowka. - Draco pozbierał się z posadzki i ruszył w stronę wskazanych drzwi. Już po chwili oboje stali w ciasnym kantorze na szczotki. Harry czuł się dziwnie. Mimo, że pogodził się ze Ślizgonami, to i tak miał do nich lekkie uprzedzenie. Wybaczył im, ale nigdy nie zapomni dawnych krzywd. 
- Masz jeszcze tę swoją mapę? - Malfoy już nie był niewidzialny. Harry również ściągnął pelerynę niewidkę. Brunet kiwnął niemrawo głową.
- Jest sprawa. - Draco opowiedział mu wszystko na temat Morticii Kaufman. Nie pominął żadnego szczegółu. Powiedział mu nawet więcej, niż wiedział Blaise z Terencem. W tym wypadku wiedza była zbyt niebezpieczna, aby się nią dzielić. Po skończonej opowieści oczy Harry'ego zabłysły z podekscytowania. Dla niego było to kolejną przygodą pełną tajemnic i zagadek. 
- Dzięki Potter. - Draco uśmiechnął się do niego nieco kpiąco ale on już taki był. Harry skinął głową i zarzucił na siebie pelerynę. Ruszył w stronę Wieży Gryffindoru. Malfoy machnął krótko różdżką i wtopił się w otoczenie. Skierował się do Lochów. 

                                           *                                     *                                  *


W sobotę dwójkę prefektów naczelnych czekała masa pracy. Draco i Hermiona zabrali się za dekorowanie choinek w Wielkiej Sali. To znaczy Hermiona zabrała się za dekorowanie choinek. Draco, co chwile robił sobie przerwę i objadał się słodyczami, które przemycił w kieszeniach szaty.  
- Mógłbyś mi pomóc? - zapytała Hermiona mrużąc gniewnie oczy.
- Mógłbym. - odpowiedział i włożył ostatnią fasolkę do ust. Puste pudełko rzucił na podłogę, tuż obok opakowania po czekoladowej żabie. Z kieszeni szaty wyciągnął duże, zielone jabłko i jak gdyby nigdy nic zaczął je konsumować. Hermiona załamała ręce. On miał jej pomóc a nie opychać się jedzeniem. Wsparła ręce na biodrach i spojrzała na niego groźnie. 
- Zrobisz wreszcie coś? - spytała siląc się na spokojny ton głosu. 
- Poczekaj, muszę to dokończyć. - wybełkotał po chwili. Hermiona pokręciła na boki głową. Wróciła do zakładania lampek choinkowych z pomocą magii. Minuty mijały a młody Malfoy nadal nie brał się do pracy. Pierwsze świąteczne drzewko zostało już w całości ustrojone. Odwróciła się z zamiarem nakrzyczenia na Draco, lecz chłopaka tam nie było. Uniosła do góry brwi.
- Malfoy? - nigdzie nie było po nim śladu. Wielka Sala była całkowicie pusta. Z podłogi zniknęły nawet śmieci i okruchy. 
 - Arystokrata od siedmiu boleści. - warknęła i schyliła się po karton z dekoracjami. Skierowała się do kolejnego drzewka. Była tak zdenerwowana, że stłukła kilka kolorowych bombek. Usłyszała odgłos kroków tuż za sobą. Draco obładowany kartonami, torbami i różnorakimi paczkami maszerował w asyście dyrektor McGonagall. 
- Jak skończycie, to proszę, abyście poroznosili to do poszczególnych domów i rozdali. Nazwiska są zapisane na kartce doklejonej do paczki. - powiedziała McSztywna i złożyła ze sobą ręce. Prefekci kiwnęli głowami.
- Dziękuję. - wysiliła się na delikatny uśmiech i odeszła. Smok rzucił wszystkie tobołki na posadzkę.
- Malfoy! 
- Co? - wyciągnął różdżkę i pomógł jej zawieszać dekoracje. - Z kim idziesz na bal? - spytał szybko. Zaskoczył ją tym pytaniem. Bal już jutro a ona nadal nie ma partnera. Sądziła, że zostanie w dormitorium, lecz jako prefekt musi się pojawić. 
- Idę sama. - odpowiedziała cicho. Dostała kilka propozycji, lecz się nie zgodziła. Nie miała zamiaru iść na bal z Erniem Mcmillanem a, co dopiero z Cormaciem McLaggenem. 
- Może poszłabyś ze mną? - spytał uśmiechając się. Pewność siebie emanowała z całej jego postaci. Huk rozbijanej bombki potoczył się echem po sali. 
- Nie sądzisz, że to zły pomysł? - zapytała nie patrząc na niego. Mimo, że w środku czuła przyjemne ciepło nie okazywała tego. Wiele dziewcząt w zamku dałoby się za to zaproszenie pokroić. Draco wzruszył tylko ramionami i odpowiedział, jakby od niechcenia. 
- Jak nie chcesz, to nie. - machnął różdżką i choinka zamigotała kolorowymi światełkami. 
- Nie chcę. - odparła cicho, ledwo dosłyszalnie. Malfoy poczuł, jakby ktoś wylał mu kubek zimnej wody na głowę. Jeszcze nigdy nie został odrzucony przez dziewczynę. Hermiona także czuła się podle. Miała wrażenie, jakby coś wymykało jej się z rąk. Ignorując puste spojrzenie blondyna, zabrała kilka paczek i ruszyła w stronę wyjścia.
- Chodź. - rzuciła przez ramię i wyszła.

                                      *                                          *                                 *


Witajcie,
czekałam na zwiastun, który ostatnio zamówiłam, lecz się nie pojawił do teraz. Szkoda. Może w późniejszych godzinach zostanie dodany. 
Co do rozdziału, to lipa. Nie jestem z niego zadowolona. Zanim mnie znajdziecie i zabiojecie z powodu Draco I Hermiony, kilka słów na moje usprawiedliwienie. Chciałam być wyjątkowa. We wszystkich opowiadaniach, które czytałam oni byli parą a ja tak nie chcę ;c Tak jak się pewnie spodziewacie, w następnej notce opiszę bal. Nie mogę się już doczekać, aż ją tu wstawię. Tak, została już napisana. Niedługo będę miała ferie, to może rozdziały pojawią się szybciej.
Przeczytałaś? W takim razie skomentuj. Wiesz, że dla mnie twój komentarz znaczy tyle, ile list Voldemorta dla Bellatrix :)

/ Buziaki Mopsicaa ;*

3 komentarze:

  1. ;O;!!!!
    NIE CHCE?! JA CHCĘ! PÓJDĘ ZA NIĄ! :C
    Kurde! Zaskoczyłaś mnie! Plus za oryginalność :D ja bardzo lubię dramione dopóki robią podchody, a nie jak są razem ;D
    Biedny Malfoy! Niezły szok - dziewczyna mu odmówiła :<< ale obijał się, obżerał i zachowywał debilnie to i Hermiona tak go potraktowała ot co! Ale zrobiła to bo nie chciała się z nim pokazać, nie chce żeby do czegoś między nimi doszło czy jak? C: w każdym razie cieszy mnie jej *i Twoja* decyzja ^^
    I ta Morticia... dziwna kobieta. Jakim cudem ich zauważyła?! Rentgen w oczach albo inny czosiek? :/ trochę to straszne... a może jest wampirem! Skoro taka wytrzymała i w ogóle... dziwna babka serio ;0;
    Aaa Luna i Teodor ♡ Dlaczego nie wszystko jest takie łatwe :<< im nie wychodzi jakoś to całe związkowanie ;/ jeszcze robi takie podpuchy, że nic nie poczuł a do całowania to się chłopak pali! Luna ma pewnie jeden wielki mętlik w głowie!
    W pewnym stopniu smutny rozdział :c
    I nie rozumiem czemu to jest takie świetne opowiadanie a mało kto komentuje! Gaaad!
    Oo. Jaram się niczym Bellatrix listem Voldemorta :D
    Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział! :33
    ~ no-rules-in-my-world.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie piszesz. Przyznaję się nie komentuję bo tak mnie wciąga, że chcę więcej <3
    ~Ginny

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz bardzo dobry styl pisania, przyjemnie się czyta. Właśnie przeczytałam 32 rozdziały i idę czytać dalej :D

    OdpowiedzUsuń