sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 29.

Niedzielne popołudnie Ron spędzał na boisku, więc Luna mogła odwiedzić Teodora w Skrzydle Szpitalnym. Wchodząc do pomieszczenia w którym królowała biel, rozejrzała się na boki, poszukując łóżka w którym leżał Ślizgon. Było to ostatnie łoże pod oknem. Teodor oparty o dwie poduszki siedział i czytał książkę. Był nienaturalnie blady i jedynym żywym punktem na jego twarzy były oczy, które odkąd Luna weszła, nie poruszały się. Uporczywie wpatrywał się w tekst, którego i tak nie czytał. Zabrała jeden z taboretów stojących obok gabinetu pielęgniarki i ruszyła w jego stronę.
-Cześć.-przywitała się.
-Czego chcesz?-spytał sucho.
-Musimy pogadać.
-Ostatnio ustaliliśmy, że nie mamy o czym.-gwałtownym ruchem zamknął książkę i odwrócił głowę w stronę okna. Był stąd idealny widok na boisko Quidditcha na którym trenowali Gryfoni.
-Teodorze, wiesz jak bardzo mnie to obchodzi? Wcale.-sięgnęła po jego dłoń, lecz on ją wyszarpnął automatycznie przenosząc wzrok swoich tęczówek w kolorze nieba na nią.
-Miałaś to skończyć.-warknął wskazując palcem na okno za którym na miotłach śmigali zawodnicy, w tym Ronald Weasley. Uporczywie milczała, wbijając wzrok w białą pościel.
-Tak bardzo chciałbym Ci pomóc, lecz nie mogę.-ponownie otworzył książkę i zaczął przeglądać spis treści. 

-Nie potrzebuję twojej pomocy. Dobrze sobie radzę.-znów na niego spojrzała. Cienie pod jego oczami zdradzały, że dzieje się z nim, coś niedobrego.
-Właśnie widzę.-prychnął i otworzył opasłe tomisko na odpowiedniej stronie.
-Spójrz na mnie.-rozkazała. Nie spojrzał, tylko dalej udawał, że czyta.
-Spójrz na mnie.-poprosiła po raz drugi. Westchnął i leniwie przeniósł na nią wzrok. 
-Naprawdę jestem szczęśliwa.-zapewniła łapiąc jego rękę w swoje dłonie. Była taka zimna, jakby już dawno nie należał do tego świata. Po części było to prawdą. Wraz z odejściem Annabelle, odeszła znaczna część jego energii i duszy. 
-Chcę abyś nadal był moim przyjacielem.-tym razem w pełni utrzymywali kontakt wzrokowy. 
-Dobrze wiesz, że to zły pomysł.-wyszeptał. Czuł zapach jej intensywnym perfum i dotyk jej ciepłych dłoni, co w najmniejszym stopniu nie pomagało mu. 
-Mówiłam Ci już jak bardzo mnie to obchodzi.-w jej oczach błyszczały iskierki determinacji. 
-Nie chcę abyś cierpiała.-niezauważalnie przybliżył się do niej. Przelotnie spojrzał na jej usta, lecz od razu powrócił do oczu. Zauważyła. Teodor przymknął powieki i zaczął przybliżać swoją twarz do jej. Gdy już był o krok od jej ust usłyszeli radosny głos Pani Pomfrey.
-No Kochaneczku, czas na eliksir.-odskoczyli od siebie jak oparzeni.
-Cześć.-Krukonka zabierając stołek na którym siedziała wybiegła z sali, przewracając niemal pielęgniarkę. I wtedy Teodor Nott wzniósł oczy ku niebu. I wtedy Teodor Nott zaklął szpetnie, dokładnie tak jak go uczono. I wtedy Teodor Nott zrozumiał, że blondwłosa piękność znowu tu wróci. Zarzucił pościel ukrywając pod nią jej beżową torbę. 

                                               *                           *                              *

-Granger czekaj!-Draco wypatrzył burze kręconych loków należącą do pewnej Gryfonki. Dziewczyna zatrzymała się i odwróciła w jego stronę. Podszedł do nie zamaszystym krokiem i uśmiechnął się łobuzersko.
-McGonagall coś od nas chce.-powiedział mierzwiąc swoje przydługie blond włosy, które i tak były w lekkim nieładzie.   
-Teraz?-spytała zaskoczona.
-Nie, jutro.-dodał zgryźliwie i wywrócił oczami. Zaśmiała się sucho i zaczęła iść w stronę schodów nie zważając na blondyna, który już po chwili i tak ją dogonił.  
-Co z Nottem?-spytała, gdy ominęli grupkę Puchonów.
-Chyba lepiej, ale nadal nie wygląda za dobrze.-uśmiechnął się smutno.
-Znasz hasło?-zmieniła umiejętnie temat, aby nie psuć mu humoru.
-Cytrynowe Dropsy.-wypiął dumnie pierś, gdy posąg strzegący gabinetu dyrektorki usunął im się z miejsca. Przepuścił Hermionę przodem i oboje zaczęli wspinać się po kręconych schodach. Dziewczyna zapukała do dębowych drzwi i po krótkim 'proszę' otworzyła je. 
-Dzień Dobry.-przywitała się uprzejmie Gryfonka a Draco wysilił się do nikłego skinienia głową. W kolistym pomieszczeniu panował przyjemny półmrok. Blask świec odbijał się od posrebrzanych przyrządach stojących na drewnianych meblach. McGonagall siedziała za biurkiem, sprawiając wrażenie bardzo zmęczonej. Gestem ręki wskazała im na dwa fotele. Posłusznie usiedli i z zainteresowaniem lub, w przypadku Malfoy'a ze znudzeniem, zaczęli obserwować starszą kobietę. 
-Anonimowy bal zbliża się do nas wielkimi krokami.-zaczęła.-Chciałabym abyście w przeddzień tego wydarzenia poroznosili uczniom szaty przygotowane przez nas, nauczycieli. 
Waszym zadaniem jest także udekorowanie choinek w Wielkiej Sali, które dostarczy profesor Hagrid.-zakończyła. Uczniowie kiwnęli zgodnie głowami.
 -Nasza szkoła została również zaproszona do pewnego konkursu.-Hermiona niespokojnie poruszyła się w swoim fotelu. Bardzo zaciekawiło ją to co przed chwilą usłyszała.-Czwórka naszych najlepszych uczniów wyjedzie do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Grecji. Punktowane będą złożone grupy przedmiotowe.-podała każdemu z nich białą kartkę. Hermiona zaczęła czytać tekst zapisany starannym pismem.

Grupa I
Przedmioty punktowane:
1.Obrona Przed Czarną Magią.  
2. Astronomia.
3. Mugoloznawstwo.

Grupa II
Przedmioty punktowane:
 1.Historia Magii.
2.Zaklęcia.
3. Starożytne Runy.

Grupa III
Przedmioty punktowane:
1.Numerologia.
2.Transmutacja.
3.Latanie.

Grupa IV
Przedmioty punktowane:
1. Zielarstwo.
2.Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami.  
3.Eliksiry.


-Całkiem ciekawe zestawy.-mruknął Draco.
-Tak bardzo ciekawe.-zgodziła się dyrektorka.-Proszę was o utrzymanie tego w tajemnicy.-wypowiadając ostatnie słowo spojrzała na Draco, który zdążył wsunąć kartkę do kieszeni. 
-Ależ oczywiście.-uśmiechnął się uprzejmie. 
-Wyjazd do Grecji planowany jest dopiero po świętach, 20 stycznia. Konkurs ogłosimy na samym początku grudnia a egzamin, mający na celu wytypować najlepszych z grupy odbędzie się w pierwszy poniedziałek tuż po świętach. Myślę, że to tyle na dzisiaj. Do widzenia.-powiedziała sucho.-Ach tak, zostawcie te kartki na stole.- upomniała i wstała z miejsca. Hermiona odłożyła kartkę i podniosła się z fotela. Smok z ociąganiem również w stał i udał, że odkłada coś na biurko. 
-Do widzenia.-pożegnali się i wyszli z gabinetu. Gdy tylko drzwi do gabinetu dyrektorki zamknęły się Hermiona cicho pisnęła a jej oczy zabłysły wesołymi iskierkami. 
-Muszę tam pojechać.
-Chodź na obiad a nie ekscytuj się.-pociągnął ją za łokieć. Niestety, przez całą drogę do Wielkiej Sali musiał wysłuchiwać jej wywodów na temat jakże interesującego konkursu międzyszkolnego. 

                                           *                                        *                                 *




Późnym wieczorem Draco przyszedł odwiedzić Teodora w Skrzydle Szpitalnym. Usiadł na stołku obok jego łóżka i zacmokał.
-Patrz co mam.-uśmiechnął się i pokazał mu pogniecioną kartkę papieru, którą zwinął z gabinetu McSztywnej. Teodor zmarszczył brwi, lecz nic nie powiedział. Wziął od niego zapiski i zaczął je przeglądać. Cóż, musiał przyznać, że bardzo go to zaciekawiło. Był bardzo ambitny i taki konkurs mógł dobrze wpłynąć na jego przyszłą karierę. Szczególnie zainteresowała go grupa nr III.
Transmutacja to jego ulubiony przedmiot, z Numerologią również sobie dobrze radzi a latać uwielbia. Należy przecież do ślizgońskiej drużyny Quidditcha. 
-Skąd to masz?-zagadnął Smoka.
-Zwinąłem z gabinetu McCnotki.-blondyn wzruszył ramionami. Teodor pokręcił głową na boki.
-Która grupa Cię interesuje?-zapytał oddając mu papier.
-Pierwsza, tylko mugoloznawstwo..-jęknął.
-Wiesz..-zaczął Nott całkiem niewinnym głosem zachowując się jak przykładowa dziewica.-zauważyłem ostatnio, że masz dobre, ba, bardzo dobre relacje z Granger.-udał, że nakręca jeden z loków na palec.-Mógłbyś ją poprosić o pomoc.-skończył uśmiechając się słodko.  
-Spędzam z nią święta.-powiedział szybko. Z ust Teodora momentalnie zniknął uśmiech.-Tylko nie mów nikomu.-dodał i wstał z taboret. Wolnym krokiem przechadzał się wzdłuż łóżka przyjaciela.
-Twój wybór, szanuję go. Pamiętasz, przyjaciele od zawsze na zawsze?-zagadnął go po dłuższej chwili. Poprawił się na poduszce i kątem oka spojrzał na Draco.
-I o jeden dzień dłużej.-zaśmiał się blondyn.
-Ja jadę do rodziców Terence'a.-powiedział Nott. Smok przystanął na chwilę. Zapatrzył się w drzwi w których stanęła Luna. 
-Nie mów nikomu o konkursie.-zabrał pospiesznie kartkę i żegnając się z przyjacielem wyszedł. Szedł opustoszałymi korytarzami Hogwartu. W pewnym momencie usłyszał przyciszoną kłótnię dochodzącą zza drzwi składziku na składniki do eliksirów. Skradł się cicho za filar i uważnie chłonął każde słowo.
-Przysięgam, że nie miałam z tym nic wspólnego...-ten zimny, wyniosły ton poznałby wszędzie. To na pewno Morticia Kaufman.
-Mówiłem już, że Ci wierzę.-warknął mężczyzna. Nie był do końca przekonany ale wydawało mu się, że to głos profesora Payne'a.
-To w czym problem?!-spytała zirytowana kobieta.
-W tym, że inni Ci nie wierzą. Uznają, że te ataki to twoja sprawka.-Draco znieruchomiał na chwilę. Wydawało mu się, że się przesłyszał.
-To co robimy?-odezwała się kobieta.
-Nie wiem, ale coś wymyślę.-wszystko ucichło. Drzwi zostały zamknięte i po chwili było słychać tylko ich lekkie skrzypienie. Malfoy skrzywił się na samą myśl o tym, co oni tam wyprawiają. Najciszej jak tylko mógł przeszedł obok drzwi zza których dochodziły ciche jęki.
-Jak Diabeł się dowie, to padnie ze śmiechu.-zaśmiał się cicho i ruszył wprost do lochów. 

                                *                                            *                         *


Witajcie,
tak jak mówiłam rozdział pojawił się. Miałam jeden w zapasie. Dodał;am pewną zakładkę na samej górze. Zauważyłam, że coraz częściej można spotkać się z tego typu dodatkami.
Miłej lektury ^^
~~ Całuję Mopsicaa :*

4 komentarze:

  1. Ogromny punkt za Grecję! Genialnie, bo oryginalnie :3
    Ahh czo ten Teodor, czo ta Luna! :/ oni nie rozumieją, że są sobie przeznaczeni! -.-
    Ah ten rozdział jest taki cute couple ;3 Tyle parek.. ale padłam z tą Morticia hahha ojejku. Swoją drogą to ją podejrzewałam ; x ale teraz nie wiem co Ci się w głowie roi :D na pewno coś ciekawego.
    O gad. Bzdury plotę nawet nie wiem czy do tematu. Straszny dzień będzie :D
    Weny! Wenyyyy! ♡
    First? Again? :33

    OdpowiedzUsuń
  2. Mowie sobie sprawdze może coś dodala i prosze bardzo jest ;D
    Co do Luny i Teodora to zgadzam sie z Kwas.
    A wogule coś ty wymyśliła z tą Morticią?
    Wiesz jak mnie to ciekawi normalnie oddam wszystkie czekolady za tą informacje.... chociaż po przemyśleniu nie ;P Weny ;*~Tencza

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie pary nam się tu robią.....ohohohohooh.....:D Nie ma to jak numerek w składziku na składniki do eliksirów xD Zawsze spoko. Cóż tu dużo mówić świetny pomysł, świetnie napisany, i świetnie czekam na następny :D

    Alvin

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny rozdział. :) Niech ta Luna w końcu rzuci Rona. Ona powinna być z Teo. *.* Morticia i Payne? Mrr.. haha ;D

    Pozdrawiam i życzę weny;)
    _____
    justmesomniare.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń