piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 33. + ZAWIESZAM?

Od samego rana uczniowie Hogwartu mieli wyśmienite humory.  Nawet Harry, który nie lubił tańczyć tryskał radością. Każdy z uczniów potrzebował tego balu. Wreszcie mogli odpocząć od kilku miesięcy bezustannej nauki. Czasami odrobina rozrywki każdemu się przyda. Wszystkie dziewczęta z zniecierpliwieniem czekały, aż paczki z ich sukienkami się samoczynnie otworzą. Dyrektorka zaczarowała je tak, aby można je było odpakować dopiero o odpowiedniej godzinie. Po obiedzie pognały do swoich dormitoriów, by zacząć należyte przygotowania. Hermiona wzięła długą, odprężającą kąpiel. Gdy wyszła z łazienki w pokoju zastała Ginny, która odliczała ostatnie sekundy. Nie mogła się doczekać, aż zobaczy swoją kreację. Ruda została zaproszona na bal przez Neville'a Longbottoma, który miał zbyt mało odwagi, by zaprosić Cho. Wiedziała, że jeśli poszłaby z Blaisem wywołałaby ogromną aferę, a tego najmniej teraz potrzebowała. 
- JUŻ! - pisnęła i rozdarła czerwony papier. Jej oczom ukazał się delikatny, biały jak śnieg materiał. Ręce w których ją trzymała wyciągnęła przed siebie, tak aby i Hermiona mogła podziwiać sukienkę.  Sięgała ona mniej więcej do połowy ud i cała pokryta była różnorakimi, srebrnymi brylancikami. Do kompletu dołączone były białe buty na obcasie, również ze srebrnymi akcentami, złota maska obsypana brokatem oraz wianek upleciony z białych kwiatków. 
- Przepiękna. - wyszeptała Hermiona.
- Pokaż swoją! - zapiszczała Weasley'ówna i podbiegła do wysokiej szafy, na której umieszczona była paczka szatynki. Granger wzięła od niej pakunek i powoli go otworzyła. Gdy zobaczyła, co znajduje się w środku zaniemówiła. W paczce równo ułożona była identyczna sukienka, jaką ma Ginny. Cała zawartość była taka sama, niczym się nie różniła. 
- McGonagall chyba się pomyliła. - powiedziała poważnie Ginny. 
- Wydaje mi się, że to nie pomyłka. - zmarszczyła brwi Miona. Usiadła wygodnie na łóżku i dłońmi przejechała po delikatnym materiale. 
- W takim razie, chodź uczeszę Cię. - wzruszyła ramionami i podeszła do toaletki. 

                                 *                                                    *                                         *

Ron stał przed dużym lustrem w swoim dormitorium i nie mógł powstrzymać się od uśmiechu. Wreszcie wyglądał porządnie. Nowa szata, którą miał w swoim komplecie idealnie do niego pasowała. Poczochrał swoje rude włosy i założył na twarz czarną maskę ze srebrnymi akcentami. Poprawił biały krawat a następnie spryskał się męskim zapachem, który dostał od Freda i George'a. Był naprawdę zadowolony z efektu końcowego. Nie mógł się już doczekać, aż zobaczy Lunę. Rzucając ostatnie spojrzenie na swoje odbicie, wyszedł. Szybkim krokiem ruszył przed Wielką Salę, gdzie umówił się ze swoją partnerką. Gdy już tam dotarł natknął się na Harry'ego. Młodzi mężczyźni pogodzili się, ponieważ obaj uznali, że nie warto marnować tylu lat owocnej przyjaźni. Ron bardzo zirytował się widząc, że jego przyjaciel ma takie same ubrania, jak on. Jednakże przemilczał tę uwagę, nie chcąc psuć nikomu humoru.  Skinęli sobie głowami na powitanie. Mijały minuty, w których czekali przed Wielką Salą na swoje partnerki, przy okazji obgadując każdego ucznia przechodzącego obok nich. Co chwile wybuchali cichym śmiechem, aż  podszedł do nich wysoki brunet, który ustawił się obok. Próbowali zgadnąć kim jest, lecz nie udało im się. Rzucali sobie ukradkowe spojrzenia do czasu, gdy na schodach  pojawiła się kolejna trójka uczniów. Po bliższych oględzinach okazało się, że byli to Neville, Ginny i Hermiona. Trudno było ich odróżnić od pozostałych, ponieważ dzisiejszego wieczoru każdy ubrany był tak samo. Wszyscy domyślali się, że ma to być coś w stylu integracji. 
- Cześć! - przywitali się wesoło, lecz Ron już ich nie słuchał. Właśnie wtedy zobaczył swoją partnerkę schodzącą ze schodów. Uśmiechała się nieśmiało a zarazem bardzo uroczo. Nie tylko on przyglądał się Lunie. Każdy w promieniu kilku metrów podziwiał ją  z niemałym podziwem w oczach, ponieważ wyglądała zjawiskowo. 
- Hej. - podeszła do nich i ucałowała Rona w kawałek odsłoniętego policzka. W międzyczasie dołączyła do nich Pansy. Nikt nie zdziwił się widząc ją. Zdążyli przyzwyczaić się do jej związku z Harrym. 
- Idziemy? - zapytała Ginny łapiąc Nevilla za rękę. Młody Gryfon miał bardzo spocone dłonie czym ją trochę obrzydził. Przemilczała ten fakt i starała delikatnie uśmiechnąć. 
- Idziemy - powiedział stanowczo Harry i całą grupą przekroczyli próg jadalni. Wielka Sala wyglądała przepięknie i wydawała się być jeszcze większa, niż zawsze. Dzisiejszego wieczora królowała tutaj biel. Dosłownie wszystko było w tym kolorze. Okrągłe, sześcioosobowe stoliki ustawione były pod ścianami, na miejscu stołu nauczycielskiego była teraz ogromna scena, a  na niej ustawione zostały różne instrumenty. Pod prawą ścianą ustawiono barek z napojami, oczywiście nieprocentowymi. Hermiona od razu ruszyła w tamtą stronę, aby usiąść na jednym z wysokich krzeseł. Nie chciała być ciężarem dla swoich przyjaciół. Życzyła im, aby się dobrze bawili, a ona po kilku godzinach czmychnie do swojego dormitorium i poczyta jakąś ciekawą książkę. Gdy już wszyscy zajęli swoje miejsca na środek wyszła dyrektor McGonagall i uciszyła ich gestem ręki.
 - Witajcie! - uśmiechnęła się lekko. - Życzę wam udanej zabawy. A więc niech bal się rozpocznie! - założyła na twarz maskę i oddaliła się do odległego kąta sali, gdzie siedzieli nauczyciele. Hermiona prześledziła dokładnie wzrokiem każdego z nich, lecz nigdzie nie zauważyła profesor Kaufman. Stwierdziła, że kobieta po protu nie lubi zabaw i nie przyszła. 
- Dziękujemy Pani Profesor za miłe słowa. - w głośnikach zabrzmiał głos Dennisa Creevy'ego. Nie trudno było go poznać, ponieważ to on prowadził mecze Quidditcha i niemal każdy znał jego głos. - Zapraszam na parkiet pierwsze pary. - Hermiona przyglądała się jak panowie zabierają swoje partnerki na środek parkietu. W tle zaczęła lecieć nieznana jej melodia. Westchnęła i obróciła się przodem do barmana. Obok niej przysiadł się ciemnowłosy chłopak. Była niemal pewna, że jest nim Teodor Nott. 
- Granger. - odezwał się, a ona teraz już wiedziała, że to on. 
- Nott. -skinęła mu głową. Uważała Teodora za bardzo mądrego i rozważnego człowieka. Owszem, miał typowo ślizgońskie cechy, lecz jej to nie przeszkadzało. Skoro potrafi wytrzymać z Malfoy'em, to taki Nott to dla niej błahostka. Chłopak zamówił szklankę ponczu. 
- Dlaczego się nie bawisz? - zapytał  z czystej ciekawości. Wzruszyła ramionami bawiąc się jednym ze swoich loków.
- Pewnie z tego samego powodu co ty. - odpowiedziała po chwili i uchwyciła jego spojrzenie. Zaśmiał się ironicznie.
- Także uciekasz przed swoją partnerką? - uniósł prawą brew w górę.  Pokręciła głową i zaśmiała się cicho.
- Malfoy nie przyszedł? - spytała lekko się czerwieniąc. Cieszyła się, ze maska zasłania jej część policzków.
- Przyszedł. Tańczy o tam. - wskazał palcem gdzieś w tłum, lecz ona i tak nie mogła go odszukać. Nie śmiała prosić Teodora o kolejne wskazanie, więc tylko kiwnęła głową na znak, że widzi go. Potem oboje uparcie milczeli. Pierwsze pół godziny minęło w spokojnej atmosferze. Z głośników płynęły wolne rytmy znanych piosenek. Zadziwiająca liczba osób znajdowała się na parkiecie. Kątem oka zauważyła, że Teodor podnosi się z miejsca i rozprostowuje plecy.
- ZAPRASZAM WSZYSTKICH NA PARKIET! - przekrzyczał tłum Dennis. - Jeśli usłyszycie dźwięk trąbki zmieniacie partnerów. - dodał i z głośników  znów popłynęła muzyka. 
- Zatańczysz Granger? - drgnęła na dźwięk głosu Notta. Skinęła głową i ujęła jego dłoń, którą miał wyciągniętą w jej stronę. Wmieszali się w tłum na parkiecie. W milczeniu tańczyli do czasu, gdy usłyszeli dźwięk trąbki. Uśmiechnęła się lekko do Teodora i została przechwycona przez kogoś innego. Zupełnie nie wiedziała kto to. Był to dość pulchny, niższy od niej chłopak o jasnych włosach. Czuła się przy nim wyjątkowo dziwnie. W duchu modliła się, aby ten taniec już się skończył.

                                *                                             *                                              *



- Dracuuusiuu, chodź zatańczymy. - poprosiła błagalnie Astoria robiąc przy tym słodką minkę. Smok wzniósł oczu ku sufitowi, który dzisiaj ukazywał bezchmurne niebo z wielkim, okrągłym księżycem. Wstał ze swojego miejsca i wyciągnął dłoń do swojej towarzyszki. Dziewczyna pisnęła i ujęła ją, przepychając się przez tłum na sam środek parkietu. Astoria patrzyła prosto w jego oczy. Nadal nie mogła uwierzyć, że to właśnie ją zaprosił na bal. Była prze szczęśliwa. Czuła na sobie wzrok zazdrości innych. Każdy chciał mieć za partnera Draco. Spośród tylu dziewcząt on wybrał właśnie ją. Czuła się wyjątkowa. Jej rozmyślania przerwał odgłos trąbki. Niechętnie zawirowała w tłumie opuszczając Draco, który zaczął tańczyć z Hanną About. Czekał na zbawienny odgłos, lecz jak na złość nie mógł się doczekać. 

                                  *                                              *                                       *

Gdy wreszcie została odbita trafiła w ramiona dobrze zbudowanego bruneta. Miał na sobie elegancką szatę wyjściową i bardzo ładnie pachniał. Na samym początku kompletnie nie wiedziała kim jest ów chłopak, do czasu, aż spojrzała mu w oczy.
- Wiem kim jesteś. -  powiedziała tak, aby ją usłyszał. Na jego twarzy zawitał kpiący uśmieszek, który dobrze znała.
- Zaklęcie zmieniające kolor włosów nie wystarczy, Malfoy. - powiedziała uśmiechając się złośliwie. Teraz już wiedziała, dlaczego nie zauważyła go w tłumie. Cwany.
- Cóż mnie zdradziło? - udał urażony ton głosu i wykonali piruet. 
- Oczy. - prawda była taka, że młody Malfoy miał bardzo charakterystyczne tęczówki. Kto chociaż raz je zobaczył, już nigdy nie zapomni ich koloru. 
- Bardzo ładnie wyglądasz. - powiedział bez żadnego skrępowania i patrzył jak policzki dziewczyny zmieniają swój kolor.
- Dziękuję. - wyszeptała speszona. 
- Liczyłem na to, że uda nam się zatańczyć choć jeden taniec. - mówił dalej, a ona czuła, że zaraz spali się ze wstydu. Chciała coś odpowiedzieć, lecz przerwał jej dźwięk trąbki. Dracon ucałował wierzch jej dłoni i zaczął tańczyć z inną dziewczyną. Hermiona stała przez chwilę na samym środku sceny, aż do czasu, gdy wszyscy zaczęli klaskać. Okazało się, że Dennis wylosował spośród tłumu parę, która miała się pocałować.

                                    *                                             *                                     *

Wraz z Sophie został wylosowany spośród tłumu. Nigdy nie lubił być w centrum uwagi. Zawsze od tego stronił i starał się nie wyróżniać. Spojrzał na niską brunetkę uśmiechającą się do niego nieśmiało. Westchnął i chcąc mieć już to za sobą, pocałował ją. Nie trwało to jednak długo. Gdy się od siebie oderwali uchwycił spojrzenie Luny. Stała w bezruchu patrząc wprost na niego. Teodor nie rozumiał jej. Skoro coś do niego czuła, to dlaczego nadal jest z Rudym? Widział wszystko, jakby w zwolnionym tempie. Krukonka odwróciła się na pięcie, zarzucając swoimi długimi, blond lokami. Wybiegła z Wielkiej Sali. Zgromadził w sobie całą siłę woli na jaką było go stać. Nie pobiegł za nią.

                                                       *                             *                         *

Witajcie,
rozdział dedykuję Kwas, która poświęciła kilka minut, aby rozdział skomentować. Nie wiem, czy poprzedni rozdział był, aż tak słaby, czy co. Ehh ;c
Co do tego zawieszenia, to nie mam pojęcia kiedy notka się pojawi. Zależy to tylko i wyłącznie od mojej mamy, która stwierdziła, że jeżeli nie poprawię się w nauce, to nici z komputera. To mój pierwszy blog i nie chcę, aby zakończył się tak jak inne. Pragnę zakończyć go należycie. Postaram się kombinować na wszystkie możliwe sposoby, aby jakoś to wszystko uciągnąć :)

Czytasz-Komentujesz.

~~ Pozdrawiam Mopsicaa.

niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział 32.

- Fuj, Stary masz spocone łapy. - szepnął brunet a na jego twarzy pojawił się grymas obrzydzenia. Ślizgoni przemykali korytarzami Hogwartu pod działaniem zaklęcia kameleona.
- Przymknij się, dobra? - syknął Draco i pociągnął Teodora w stronę lochów. 
- Dlaczego nie odpuścisz? - zagadnął go Nott po dłuższej chwili.
- Mówiłem Ci już, że ona jest podejrzana i ja mam zamiar to wyjaśnić. - blondyn wyjrzał zza rogu jednego z korytarzy, uważnie obserwując otoczenie.
- A może ja mam w dupie tą całą Kaufman? - Teo spojrzał na duże dębowe drzwi prowadzące do gabinetu profesorki.
- A może mnie to brzydzi? - powiedział poważnie Malfoy ale już po chwili obaj cicho zachichotali. Nawet w tak poważnym momencie nie potrafili utrzymać powagi sytuacji. 
- Przychodzimy tutaj już od ponad tygodnia i nic się nie dzieje. - zrzędził dalej Nott.
- Słyszałeś? - drzwi skrzypnęły i zza nich wyłoniła się postać Morticii. Kobieta ubrana w długą czarną szatę narzuciła kaptur na głowę. Stanęła w bezruchu patrząc w miejsce, w którym stali młodzi czarodzieje. Poczuli jak momentalnie robi im się gorąco, a z ich twarzy odpływa krew. Draco ścisnął mocniej dłoń przyjaciela. Trzymanie się za ręce pomagało im w nierozdzieleniu się, co zdarzyło im się już kilka razy. Raz o mało co, nie wpadli wprost na Filcha.  Teraz byli w o wiele gorszej sytuacji. Kobieta ze świstem nabrała powietrza do płuc. Powolnym krokiem ruszyła w ich stronę a oni zaczęli się wycofywać. Myśli Draco galopowały z zawrotną prędkością. W jego głowie panował ogromny chaos i mętlik. Skoncentrował się i z pomocą legilimencji, którą opanował do perfekcji, wtargnął do umysłu Teodora. Chłopak nie bronił się, nie był na to przygotowany. 
- Rozdzielamy się. - usłyszał polecenie i ich dłonie rozłączyły się. Oboje biegiem ruszyli w przeciwne kierunki korytarza. Smok jak zawsze był tym poszkodowanym, ponieważ profesor Kaufman ruszyła za nim. Próbowała trafić w niego zaklęciem demaskującym, ale on był zbyt szybki i robił sprawne uniki. To było niebywałe, że kobieta w długiej sukni potrafiła, tak sprawnie się poruszać. Draco gorączkowo myślał nad odpowiednią kryjówką i już po chwili wpadł na genialny pomysł. Ruszył schodami w stronę siódmego piętra. W Pokoju Życzeń nie ma prawa go znaleźć. 

                                            *                                *                              *

Zdyszany Teodor zatrzymał się dopiero w okolicach kuchni. Nie słysząc żadnych niepokojących dźwięków osunął się po zimnej ścianie. Jego oddech był znacznie przyspieszony i nierówny. Przebiegł kawał drogi, lecz nie to liczyło się teraz najbardziej. Jakim cudem ta kobieta ich wyczuła? Miał totalny mętlik w głowie. Nagle przed nim zmaterializowały się drzwi. Nadal był pod działaniem zaklęcia, więc nie musiał się martwić, że ktoś go zauważy. Owym kimś była niska blondynka o niebieskich oczach. Sądząc po kolorze jej swetra, który miała na sobie była Krukonką. Prychnął pod nosem, czym zdradził swoją obecność. Dziewczyna rozejrzała się chaotycznie i upuściła talerz z ciasteczkami. Brzdęk tłuczonego szkła rozniósł się echem po całym korytarzu. Teodor wzniósł oczy ku niebu.
- Kto tu jest? - wyjąkała unosząc przed siebie różdżkę. Uparcie milczał, aż do czasu, gdy na drugim końcu korytarza  pojawił się stary woźny z zardzewiałą lampą w dłoni. 
- Głupia dziewucha. - skarcił ją i szarpnął za łokieć, zatykając jej dłonią usta. Przyparł ich mocno do ściany i jak gdyby nigdy nic, zostali przez nią wessani. Teraz znajdowali się w ciasnym korytarzyku oświetlonym tylko kilkoma pochodniami. Teraz bezpiecznie ujawnił się. Dziewczyna cicho pisnęła widząc go przed sobą. 
- Teodor. - rozszerzyła oczy ze zdziwienia i momentalnie oblała się szkarłatnym rumieńcem. Ostatnio nie rozmawiali ze sobą. Sytuacja, która zaszła w skrzydle Szpitalnym poszła w zapomnienie.
- Też miło Cię zobaczyć, Lovegood. - mruknął i nie zwracając na nią najmniejszej uwagi ruszył w stronę wyjścia. Niezrażona dziewczyna podreptała za nim z myślą, że to jej szansa. 
- Dlaczego szwendasz się po nocy? - spytała tak cicho, jakby ktoś ich podsłuchiwał.
- Tak, bo na pewno Ci powiem. -prychnął. Już miał zamiar zapukać w ścianę przed nimi ale Luna go powstrzymała.
- Co Cię znów opętało? Co chwile zmieniasz humory i wiecznie jesteś nadąsany. - ukuła go palcem w tors. Chłopak uniósł ciemne brwi w górę. Wyglądał jakby był całkowicie zaskoczony. 
- Nikt Ci nie każe ze mną rozmawiać. - odparł. 
- Jak mam to zrobić, skoro jesteś dla mnie ważny? - znów zniżyła głos do szeptu. Teodor zmrużył gniewnie oczy. Gwałtownym ruchem ujął jej twarz w dłonie i krótko ucałował jej usta. Luna zamrugała kilka raz, aby upewnić się, że stało się to naprawdę. 
- Poczułaś coś? Ja kompletnie nic. Nic, rozumiesz? - warknął i zapukał w ścianę. Rzucając na siebie zaklęcie kameleona opuścił korytarz, zostawiając w nim Krukonkę. Szkoda, że dziewczyna nie wiedziała, iż Teodor jest wspaniałym kłamcą. Tak dobrym, jak sam Dracon Malfoy - jego najlepszy przyjaciel.

                                            *                              *                           *

Draco osunął się po gładkiej ścianie. Z trudem łapał powietrze. Musiał przyznać, że zmęczył go bieg, aż na siódme piętro. Najgorsze było jednak to, iż po Morticii nie było widać, ani krzty zmęczenia. Wytrzymała kobieta. Draco już dawno domyślił się, że coś jest nie tak. Zastanawiał się, czy aby ona nie pracuje dla jego ojca. Momentalnie zrobiło mu się zimno. Gdyby to okazało się prawdą, to obaj z Teodorem mają bardzo poważne kłopoty. Musiał przyznać, że boi się go. Lucjusz jest nieobliczalny. Już jako mały chłopiec był świadkiem krwawych mordów na niewinnych ludziach. Widział jak jego nieszczęsny ojciec znęcał się nad Narcyzą. Na szczęście teraz jest bezpieczna. Nikt nie ma prawa jej znaleźć, a co dopiero skrzywdzić. Potarł skronie i przeciągle ziewnął. W tamtym momencie wyglądał jak rasowy smok. 
- Czas wracać. - szepnął i mając nadzieję, że profesorka sobie odpuściła, wyszedł.  Tym razem dopisało mu szczęście, ponieważ jej już nie było. Ruszył drogą powrotną w stronę lochów. Co jakiś czas mijały go duchy zmarłych. Widział Irytka, który powieszał balony z atramentem pod sufitem, kilka portretów dziwnie się rozglądających na boki i nawet jednego, przestraszonego Puchona z pierwszej klasy. Gdyby nie był pod wpływem zaklęcia na pewno ująłby mu punkty za łażenie po nocy. Zastanawiał się, co stało się z Teodorem. Był niemal pewien, że chłopak wrócił już do dormitorium. Nagle usłyszał szelest, gdzieś za sobą. Natychmiastowo się zatrzymał i nasłuchiwał. BUM! Upadł na ziemię przygnieciony czymś bardzo ciężkim. Teraz to już naprawdę się zirytował. 
- Cholera. - zaklął osobnik podnosząc się z poturbowanego Dracona. 
- Potter? - blondyn uniósł lewą brew do góry.  Już po chwili można było zobaczyć głowę Harry'ego. 
- Malfoy? - Wybraniec poprawił okulary na nosie. 
- Nie, Merlin. - prychnął. - Musimy pogadać, chodź do tamtego schowka. - Draco pozbierał się z posadzki i ruszył w stronę wskazanych drzwi. Już po chwili oboje stali w ciasnym kantorze na szczotki. Harry czuł się dziwnie. Mimo, że pogodził się ze Ślizgonami, to i tak miał do nich lekkie uprzedzenie. Wybaczył im, ale nigdy nie zapomni dawnych krzywd. 
- Masz jeszcze tę swoją mapę? - Malfoy już nie był niewidzialny. Harry również ściągnął pelerynę niewidkę. Brunet kiwnął niemrawo głową.
- Jest sprawa. - Draco opowiedział mu wszystko na temat Morticii Kaufman. Nie pominął żadnego szczegółu. Powiedział mu nawet więcej, niż wiedział Blaise z Terencem. W tym wypadku wiedza była zbyt niebezpieczna, aby się nią dzielić. Po skończonej opowieści oczy Harry'ego zabłysły z podekscytowania. Dla niego było to kolejną przygodą pełną tajemnic i zagadek. 
- Dzięki Potter. - Draco uśmiechnął się do niego nieco kpiąco ale on już taki był. Harry skinął głową i zarzucił na siebie pelerynę. Ruszył w stronę Wieży Gryffindoru. Malfoy machnął krótko różdżką i wtopił się w otoczenie. Skierował się do Lochów. 

                                           *                                     *                                  *


W sobotę dwójkę prefektów naczelnych czekała masa pracy. Draco i Hermiona zabrali się za dekorowanie choinek w Wielkiej Sali. To znaczy Hermiona zabrała się za dekorowanie choinek. Draco, co chwile robił sobie przerwę i objadał się słodyczami, które przemycił w kieszeniach szaty.  
- Mógłbyś mi pomóc? - zapytała Hermiona mrużąc gniewnie oczy.
- Mógłbym. - odpowiedział i włożył ostatnią fasolkę do ust. Puste pudełko rzucił na podłogę, tuż obok opakowania po czekoladowej żabie. Z kieszeni szaty wyciągnął duże, zielone jabłko i jak gdyby nigdy nic zaczął je konsumować. Hermiona załamała ręce. On miał jej pomóc a nie opychać się jedzeniem. Wsparła ręce na biodrach i spojrzała na niego groźnie. 
- Zrobisz wreszcie coś? - spytała siląc się na spokojny ton głosu. 
- Poczekaj, muszę to dokończyć. - wybełkotał po chwili. Hermiona pokręciła na boki głową. Wróciła do zakładania lampek choinkowych z pomocą magii. Minuty mijały a młody Malfoy nadal nie brał się do pracy. Pierwsze świąteczne drzewko zostało już w całości ustrojone. Odwróciła się z zamiarem nakrzyczenia na Draco, lecz chłopaka tam nie było. Uniosła do góry brwi.
- Malfoy? - nigdzie nie było po nim śladu. Wielka Sala była całkowicie pusta. Z podłogi zniknęły nawet śmieci i okruchy. 
 - Arystokrata od siedmiu boleści. - warknęła i schyliła się po karton z dekoracjami. Skierowała się do kolejnego drzewka. Była tak zdenerwowana, że stłukła kilka kolorowych bombek. Usłyszała odgłos kroków tuż za sobą. Draco obładowany kartonami, torbami i różnorakimi paczkami maszerował w asyście dyrektor McGonagall. 
- Jak skończycie, to proszę, abyście poroznosili to do poszczególnych domów i rozdali. Nazwiska są zapisane na kartce doklejonej do paczki. - powiedziała McSztywna i złożyła ze sobą ręce. Prefekci kiwnęli głowami.
- Dziękuję. - wysiliła się na delikatny uśmiech i odeszła. Smok rzucił wszystkie tobołki na posadzkę.
- Malfoy! 
- Co? - wyciągnął różdżkę i pomógł jej zawieszać dekoracje. - Z kim idziesz na bal? - spytał szybko. Zaskoczył ją tym pytaniem. Bal już jutro a ona nadal nie ma partnera. Sądziła, że zostanie w dormitorium, lecz jako prefekt musi się pojawić. 
- Idę sama. - odpowiedziała cicho. Dostała kilka propozycji, lecz się nie zgodziła. Nie miała zamiaru iść na bal z Erniem Mcmillanem a, co dopiero z Cormaciem McLaggenem. 
- Może poszłabyś ze mną? - spytał uśmiechając się. Pewność siebie emanowała z całej jego postaci. Huk rozbijanej bombki potoczył się echem po sali. 
- Nie sądzisz, że to zły pomysł? - zapytała nie patrząc na niego. Mimo, że w środku czuła przyjemne ciepło nie okazywała tego. Wiele dziewcząt w zamku dałoby się za to zaproszenie pokroić. Draco wzruszył tylko ramionami i odpowiedział, jakby od niechcenia. 
- Jak nie chcesz, to nie. - machnął różdżką i choinka zamigotała kolorowymi światełkami. 
- Nie chcę. - odparła cicho, ledwo dosłyszalnie. Malfoy poczuł, jakby ktoś wylał mu kubek zimnej wody na głowę. Jeszcze nigdy nie został odrzucony przez dziewczynę. Hermiona także czuła się podle. Miała wrażenie, jakby coś wymykało jej się z rąk. Ignorując puste spojrzenie blondyna, zabrała kilka paczek i ruszyła w stronę wyjścia.
- Chodź. - rzuciła przez ramię i wyszła.

                                      *                                          *                                 *


Witajcie,
czekałam na zwiastun, który ostatnio zamówiłam, lecz się nie pojawił do teraz. Szkoda. Może w późniejszych godzinach zostanie dodany. 
Co do rozdziału, to lipa. Nie jestem z niego zadowolona. Zanim mnie znajdziecie i zabiojecie z powodu Draco I Hermiony, kilka słów na moje usprawiedliwienie. Chciałam być wyjątkowa. We wszystkich opowiadaniach, które czytałam oni byli parą a ja tak nie chcę ;c Tak jak się pewnie spodziewacie, w następnej notce opiszę bal. Nie mogę się już doczekać, aż ją tu wstawię. Tak, została już napisana. Niedługo będę miała ferie, to może rozdziały pojawią się szybciej.
Przeczytałaś? W takim razie skomentuj. Wiesz, że dla mnie twój komentarz znaczy tyle, ile list Voldemorta dla Bellatrix :)

/ Buziaki Mopsicaa ;*

niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 31.

Hermiona żwawym krokiem zmierzała w stronę Wielkiej Sali na obiad. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż miała na głowie wielki, meksykański kapelusz. Miało kto wiedział, że właśnie pod tym nakryciem głowy ukryte były jej loki w kolorze platynowego blondu. Tak, jak obiecała wywiązała się z zakładu złożonego Malfoy'owi. Sama musiała przyznać, że nawet pasował jej ten kolor, ale oczywiście na głos tego nie powie.
Czuła na sobie palący wzrok innych uczniów. Słyszała ich przyciszone szepty, lecz nie obchodziło to ją. Dzisiaj miała wyjątkowo dobry humor. Zaraz po przebudzeniu wyczuła ów zamianę nastroju. Domyślała się, że może to mieć jakiś związek  z Draco. Ich magiczne połączenie nadal trwało a pozbyć się go mają dopiero podczas wspólnych świąt. Nie chciała przyznać tego nawet przed samą sobą ale podobała jej się perspektywa wspólnych świąt. Z delikatnym uśmiechem na ustach wkroczyła do Wielkiej Sali. Dzisiaj oficjalnie miał zostać ogłoszony konkurs magiczny w Grecji. W jadalni zebrali się niemal wszyscy uczniowie. Na twarzach niektórych  z nich, było jeszcze widać skutki wczorajszej domówki z okazji wygranego meczu Ślizgonów. Odruchowo spojrzała w stronę ich stołu. Draco jak zawsze siedział obok Teodora i Blaise'a. W pewnym momencie ich spojrzenia skrzyżowały się a na jej policzki mimowolnie wpłynął zdradziecki rumieniec.
                     
                              *                                              *                                         *

Siedział w Wielkiej Sali i dyskutował z Teodorem. Dzisiaj dopisywał mu wspaniały humor. Nie przeszkadzał mu nawet Diabeł, który mlaskał i Astoria gadająca o sukience na bal. Wyrzucił nawet  z głowy myśl o swoim ojcu czyhającym na niego, gdzieś po za Hogwartem. Dzisiejszego dnia nic mu nie popsuje. Odczuł, że ktoś mu się przygląda. Odwrócił się i uśmiechnął kpiąco na widok Hermiony w wielkim kapeluszu na głowie. On doskonale wiedział dlaczego, go ubrała. Bardzo go ciekawiło jak wygląda po takiej drastycznej przemianie.
Gdy Draco zajęty był nachalnym wpatrywaniem się w Granger, Teodor wziął do ręki bitą śmietanę w sprayu i potrząsnął nią kilka razy. Ściągnął wieczko i przystawił puszkę do głowy przyjaciela.
- Smoku? -  zagadnął go. Młody Malfoy odwrócił się i niemal od razu poczuł na swojej twarzy coś lepkiego i chłodnego. Otworzył jedno oko, które przedtem automatycznie zamknął. Zauważył przed sobą roześmianą twarz Notta. Chłopak wył ze śmiechu, co przyciągnęło wzrok innych. Blondyn starł białą pianę z twarzy i uśmiechnął się  szeroko. Sięgnął na stół po dużą tackę z szarlotką.
- Nie! - niestety, było już za późno. Teodor oberwał w twarz z całego kawałka ciasta. Oblizał usta, co wywołało u większości dziewcząt w Wielkiej Sali tęskne westchnienie.
- Panowie? - dobiegł ich głos Blaise'a, który się im przyglądał. Odwrócili się w jego kierunku i zamarli. Obok niego stała dyrektor McGonagall a wyraz jej twarzy nie wróżył nic dobrego.
-  Odbieram Slytherinowi 20 punktów za każdego z was. - Ślizgoni jęknęli. Na domiar złego ciasto z twarzy Teodora odkleiło się i upadło na  czystą posadzkę.
- Sprzątnijcie to. - dodawała i odeszła w stronę stołu nauczycielskiego.
- Imbecyl. - mruknął Draco do Teodora, który wyciągał różdżkę z kieszeni bluzy. Machnął nią krótko i nikły strumień wody wystrzelił z jej końca, mocząc twarz blondyna. Draco zmrużył oczy, lecz po chwili dołączył do przyjaciela, śmiejąc się na cały głos. Blaise pokręcił tylko głową i wrócił do konsumowania swojego posiłku. Terence, który siedział niedaleko uśmiechnął się blado. Ostatnio stał się przygaszony. Dużą rolę w tym wszystkim odgrywała pewna Gryfonka z którą się pokłócił. Wiele razy układał sobie w myślach słowa, które chciałby jej powiedzieć, ale i tak nic z tego nie wychodziło. Do rozmowy nigdy nie doszło.

                                
                              *                                      *                                          *

- Mionka, co Ty masz na głowie? - zapytała Ginny uważnie przyglądając się przyjaciółce.
- Włosy. - odparła tamta, wzruszając ramionami.
- Dobra, spytam inaczej. Po co Ci ten kapelusz? - zmrużyła oczy, obserwując uważnie dziewczynę.
- Wprowadzam nową modę. - odpowiedziała. Ginny przez chwilę wyglądała jakby chciała coś powiedzieć, lecz w ostatniej chwili się rozmyśliła.  Poczekała na odpowiednią chwilę i ściągnęła nic nieświadomej Hermionie kapelusz z głowy. Jej długie, blond loki opadły swobodnie na ramiona. Ginny rozszerzyła oczy ze zdziwienia.
- Co Ty wyprawisz? - syknęła starsza gryfonka i próbowała wyszarpnąć Ginevrze swoją własność z rąk. Niestety, było już za późno. Większość ciekawskich zauważyła już zmianę panny Granger. Hermiona ukryła twarz w dłoniach. Od czasu II bitwy o Hogwart nienawidziła być w centrum uwagi. Wtedy krępowała się i czuła, że jest osaczona. Robiło jej się niebezpiecznie gorąco i słabo. Zaczęła głęboko oddychać i w myślach liczyć do dziesięciu.
- Nie macie co robić? - warknęła pewnym głosem Ginny. Po kilku szmerach, szeptach wszystko wróciło do normy. Każdy zajął się swoim talerzem i jego zawartością.
- Mionka przepraszam, naprawdę nie wiedziałam. - szepnęła cicho Ruda głaszcząc przyjaciółkę po plecach. Brązowooka podniosła na nią spojrzenie i uśmiechnęła się blado.
- Nie szkodzi. - w międzyczasie do podestu na środku pomieszczenia podeszła McGonagall z rolką pergaminu w dłoni.
- Proszę o uwagę! - zabrała głos. Uczniowie zamilkli i z zaciekawieniem zaczęli przyglądać się dyrektorce. Starsza kobieta opowiedziała o konkursie w Grecji. Po skończonej przemowie zachwytom nie było końca. Dwójka prefektów naczelnych dostała za zadanie przeprowadzić spis chętnych na to przedsięwzięcie. Po skończonej uczcie Draco i Hermiona z czterema rolkami pergaminu i dwoma piórami szli w stronę skrzydła zachodniego, gdzie mieścił się pokój wspólny Krukonów.
- Fajne włosy. - zagadnął ją Draco, który był wyraźnie zadowolony z faktu, że dziewczyna się zmieszała.
- Zamilcz. -  zmrużyła gniewnie oczy.
- Bawisz się w bazyliszka, Granger? - jeden kącik jego ust uniósł się znacznie w górę.  Zignorowała jego uwagę i zapukała w gładką ścianę z której po chwili wysunął się łeb orła. 

-  Mam pięć stóp, ale na ulicy minęlibyście mnie, nie zwracając na mnie uwagi. Dlaczego ? - melodyjny głos przedarł ciszę panującą na korytarzu. Oboje zamyślili się. Chcieli udowodnić, które z nich jest lepsze. 
- Masz pięć stóp wysokości. - odparł po chwili Dracon. Drzwi otworzyły się. Smok uśmiechnął się triumfalnie i jak na mężczyznę przystało, przepuścił ją przodem. Dziewczyna prychnęła i wyminęła go, wchodząc do Pokoju Wspólnego Krukonów. 

                                      *                                               *                                      *

W poniedziałkowy poranek zaspany Draco biegł w stronę sali od eliksirów. Pierwszy raz w tym roku spóźnił się na lekcję. Na dodatek tę lekcję miał z tymczasowym postrachem Hogwartu. Przed wejściem do klasy poprawił grzywkę i torbę na ramieniu. Zapukał w dębowe drzwi i nie czekając na zaproszenie, wszedł. 
- Dzień Dobry. - rzucił od niechcenia i ruszył w stronę ławki. 
- Zaczekaj. - zza biurka wstała Profesor Kaufman. Jak zawsze ubrana w czarną suknie z obcisłym gorsetem. Smok przystanął i uśmiechnął się kpiąco. W pomieszczeniu panowała nieprzenikniona cisza. 
- Dlaczego się spóźniłeś? - spytała patrząc na niego z pogardą. Blondyn uniósł w górę jedną brew.
- Sprawdzałem czy, aby ktoś nie robi niedozwolonych rzeczy w schowku na miotły. - Oczywiście, że Draco nie zapomniał o zdarzeniu  w składziku na składniki do eliksirów. Morticia chwilowo zamarła.
- Słucham? - wykrztusiła.
-No wie Pani, jeśli kobieta i mężczyzna.. - zaczął,  lecz mu przerwała. 
- Masz szlaban Malfoy. - odrzekła chłodno. Skoro Draco już i tak zarobił szlaban, to czemu, by nie dodać jeszcze czegoś?
- Dobrze, Pani Payne. - uśmiechnął się wrednie i usiadł obok Teodora, który z ledwością hamował śmiech. 
- Dwa tygodnie szlabanu. - dodała kobieta łamiąc pióro, którym właśnie coś notowała. Wyprowadził ją z równowagi. Nott i Malfoy przybili pod stołem piątkę. 

                                  *                                                   *                                                *

 Draco zapukał w duże, dębowe drzwi, gdy usłyszał ciche 'wejść' nacisnął na klamkę. W pomieszczeniu panował przyjemny dla oka półmrok. Za dużym, mahoniowym biurkiem siedziała profesor Kaufman. Podniosła głowę znad papierów, które przeglądała i spojrzała na młodego arystokratę. Jej spojrzenie nie wyrażało żadnych emocji. Czarne jak węgiel oczy były całkowicie puste, lecz nie to zaciekawiło chłopaka. Mógłby przysiąc, że kobieta miała brązowe oczy. Był tego całkowicie pewien.
- Połóż różdżkę na stole i wyczyść tamte kociołki. - wskazała palcem na stertę brudnych kotłów leżących w kącie pomieszczenia. Malfoy spojrzał na nie z obrzydzeniem. Nie pokazując niczego po sobie z uniesioną głową odłożył swój magiczny patyk we wskazane przez kobietę miejsce. Zgarnął kilka szmatek i wiadro stojące nieopodal i zabrał się do pracy. Niestety, nie mógł się skupić na wykonywanej czynności, ponieważ cały czas czuł na sobie palący wzrok kobiety. Starał się go ignorować, lecz w końcu na nią spojrzał. Jej krwistoczerwone usta były lekko uchylone, twarz bledsza niż zazwyczaj, a paznokcie wbite w twarde drewno oparcia krzesła.
- Wszystko dobrze? - spytał od niechcenia. Wcale go to nie obchodziło, ale nauczony był dobrych manier, jak na arystokratę przystało. Nauczycielka drgnęła na dźwięk jego głosu. Gwałtownie wstała z miejsca i ostatkiem sił podeszła do regału z najróżniejszymi fiolkami. Wyszukała małą buteleczkę z czerwonym płynem i odkorkowała ją. Wypiła zawartość jednym łykiem i chwyciła się za głowę.
- Wynoś się stąd! - warknęła wskazując mu wyjście. Draco zamrugał kilka razy. Ta sytuacja wydawała mu się nad wyraz dziwna. Podniósł się z klęczek i podszedł do drzwi. Gdy wychodził usłyszał jeszcze drżący głos ciemnowłosej kobiety.
- Czysta...zbyt intensywna... 


                                            *                                             *                                          *

Witajcie, 
zagląda tutaj jeszcze ktoś? Rozdział dłuższy niż przewidywałam, no ale to chyba nic złego, prawda?
Czytasz - komentujesz!
Pozdrawiam Mopsica :*

piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział 30.

Dzisiaj w zamku panował ogólny gwar. Wraz z grudniem nadszedł pierwszy w tym roku szkolnym mecz Quidditcha. Ślizgoni przeciwko Gryfonom. Odkąd Ginny została nowym kapitanem drużyny Gryffindoru obmyśliła nową strategię, pozmieniała pozycje graczy oraz podwoiła ilość treningów. Chciała aby w tym roku to jej dom stanął na podium. Nie wzięła jednak pod uwagę, że Malfoy również zakasał rękawy do pracy. Późnymi wieczorami wraz z Blaise'm, który jest wspaniałym strategiem ustalalił nową taktykę. Teodor w pełni sił, znów mógł dosiąść miotły i zawisnąć przed trzema pętlami wysokimi na około 180 stóp. Luna jak zwykle przechadzała się korytarzami Hogwartu z wielkim kapeluszem w kształcie lwa na głowie. Hermiona ubrana w ciepły sweter szalik i rękawiczki w barwie jej domu szła wolnym krokiem w stronę stadionu, z którego dochodziły już pierwsze krzyki.
Drużyna Ślizgonów w wyśmienitych humorach weszła właśnie do szatni. Ubrani w zielone szaty do gry czekali tylko na Pansy, która postanowiła pożegnać się ze swoim chłopakiem.
-Złapię dla Ciebie znicz.-uśmiechnął się Harry stojąc niedaleko zielonego namiotu. 
-Lepiej będzie jak go nie złapiesz.-Czarna poczochrała mu włosy, które i tak były w nieładzie. Mimo, że Harry zrezygnował z bycia kapitanem, postanowił, że zostanie na pozycji szukającego. Pansy załapała się do drużyny jako ścigająca. 
-Powodzenia.-pocałował ją w czoło i ruszył w przeciwnym kierunku. Za niecałe pięć minut miał zacząć się mecz. Na stadion wniesiono dużą, czarną skrzynie w której ukryte były piłki.

                                                       *                        *                    *

-UWAGA, UWAGA!-po całym stadionie rozniósł się głos Dennisa Creevery'ego, który w dzisiejszym spotkaniu był komentatorem. 
-A oto drużyna Gryffindoru!-trzy sektory głośno za wiwatowały, gdy z czerwonej szatni zaczęli wylatywać zawodnicy wymienionego domu.
-Na pozycji obrońcy zagra Ronald Weasley, Ścigający: Ginny Wesley, Katie Bell oraz Dean Thomas. Pałkarze: Jimmy Peakes oraz  Ritchie Coote. A na pozycji Szukającego zagra niezastąpiony Harry Potter.-kibice na trybunach znów zaczęli krzyczeć a Harry poczuł jak jego policzki nieznośnie pieką.
-A teraz wznieśmy brawa dla Ślizgonów.-Uczniowie w zielonym sektorze zaryczeli potężnie i wznieśli głośne brawa. Na boisko w wyznaczonej kolejności zaczęli wlatywać gracze domu Węża.
-Na pozycji obrońcy zagra Teodor Nott.-na twarz bruneta wpłynął kpiący uśmieszek a w jego umyśle było miejsce tylko dla jednej rzeczy. Mianowicie planował zniszczyć Weasley'a. pokazać mu kto jest lepszy.- Ścigający: Blaise Zabini, Terence Higgs oraz Pansy Parkinson. Pałkarze: Vincent Crabbe oraz Patrick Roberts. Jako Szukającego będziemy podziwiać Dracona Malfoy'a.-oklaskom i brawom nie było końca. Każdy chciał, aby to jego drużyna wygrała dzisiaj mecz. Obie reprezentacje ustawiły się na jeszcze zielonej murawie obok Profesor Hooch. Kobieta z krótko przystrzyżonymi włosami i złotymi oczami zabrała głos.
-Proszę aby to była  ładna i czysta gra. Kapitanowie uściśnijcie sobie dłonie.-Malfoy i Ginny niechętnie uścisnęli swoje dłonie. W sumie to Draco nie miał nic do Rudej ani ona do niego. Dzięki towarzystwu Blaise odnalazła kilka pozytywów w osobie Dracona.
-Dosiąść mioteł!-Pani Hooch przytknęła gwizdek do ust i dmuchnęła. Piłki zostały uwolnione a czternaścioro graczy wystrzeliło w górę z prędkością błyskawicy. 
-I oto Ginny Weasley ma kafla, wspaniała ścigająca z tej dziewczyny! Mija Zabini'ego,  unika Parkinson... OHH została trafiona tłuczkiem. Higgs chwyta kafla, leci wprost w stronę obręczy Gryfonów, podaje do Zabini'ego, wspaniały tłuczek ze strony Jimmy'ego. Zabini traci kafla, którego przejmuje Katie Bell, podaje do Weasley która leci wprost ku obręczy Ślizgonów. NIE TRAFIA! Nott obronił.-po trybunach rozszedł się pomruk niezadowolenia a Teodor uśmiechnął się triumfalnie. Komentarz Dennisa rozbrzmiewał ponad stadionem i Draco wsłuchiwał się w niego tak mocno jak tylko mógł przez wiatr świszczący mu w uszach i zgiełk tłumu. Zapatrzył się w prost na Teodora, który mimo nieobecności na każdym treningu był w wspaniałej formie. Jak dotąd obronił każdy strzał, nawet te najtrudniejsze. Wytężył wzrok jeszcze bardziej i wtedy ją zobaczył. Mała złota piłeczka fruwająca nad jedną z obręczy po lewej stronie boiska. Szarpnął za trzonek miotły i ruszył w tamtą stronę. Nie minęło kilka sekund a Potter mknął  po prawej jego stronie. Wyglądał czerwono-złota plama leżąca płasko na swojej miotle. Znicz okrążył jedną  z obręczy i popędził w kierunku drugiej strony, niczym strzała. Zmiana kierunku pasowała Potterowi, ponieważ teraz to on był bliżej celu. Draco pociągnął swojego Nimbusa 2001 i uderzył w bark Wybrańca. 
-Pansy raczej się nie pogniewa, jak go trochę uszkodzę.-pomyślał Smok. Znicz pomknął ku ziemi z zawrotną prędkością. Stopę nad ziemię Draco uniósł lewą rękę wyciągając ją w kierunku znicza. Po lewej jego stronie również wyciągnięte ramie Pottera  sięgało, chwytało.
Po dwóch desperackich sekundach grozy, było już po wszystkim.

                                  *                                      *                                        *

Hermiona siedziała jak na szpilkach. Tak bardzo nie chciała, aby to Malfoy złapał znicz. Dzień przed meczem założyła się z nim o to kto wygra. Teraz pluła sobie w brodę za swoją głupotę.
-Dalej Harry.-szeptała gorączkowo, miętosząc w rękach bordowe rękawiczki. Od tych emocji zrobiło jej się, aż gorąco. Nigdy nie przepadała za Qudditchem ale teraz chodziło o coś zupełnie innego. Nic innego nie wchodziło w grę, tylko wygrana Gryffindoru. W przeciwnym razie będzie musiała ufarbować swoje włosy na identyczny kolor, jaki ma Malfoy. Dlaczego ona się na to zgodziła? Zauważyła Draco nad samym środkiem boiska. Jego blond włosy można było zauważyć nawet z tak dalekiej odległości. Przełknęła głośno ślinę i zacisnęła mocniej palce na rękawiczkach. Smok wystrzelił w stronę trzech pętli ale na szczęście Harry w porę się zorientował. Siedziała jak na rozżarzonych węglach, czekając, aż wszystko się wyjaśni. Ramie w ramie gnali ku ziemi. I wszystko stało się tak nagle.
-MALFOY ZŁAPAŁ ZŁOTY ZNICZ!-wykrzyknął Dennis.-SLYTHERIN WYGRAŁ!-Hermiona z szeroko otwartymi oczami patrzyła jak Draco z gracją prawdziwego arystokraty ląduje na murawie. Tuż obok niego pojawił się Nott z szerokim uśmiechem. Hermiona westchnęła i w duchu musiała przyznać, że Ślizgoni są naprawdę przystojni. Przystojni i strasznie cwani. Wstała z ławek i powolnym krokiem udała się w stronę Ginny.  

                           *                                            *                                       *

Gdy tylko Draco Malfoy złapał znicz, Luna poczuła jak coś ciężkiego opada jej na dno żołądka. 
-Ron będzie wściekły.-pomyślała. Od czasu wyjścia Teodora ze Skrzydła Szpitalnego nie rozmawiali ze sobą. Młody Nott nie rozumiał, dlaczego ona nadal jest z Ronem, skoro ten traktuje ją gorzej od skrzata domowego. Ostatnio Weasley poprawił się trochę. Znów stał się miły, czuły i troskliwy. Nawet zaprosił ją ostatnio na spacer po błoniach. Tylko, że ona doskonale wiedziała, że to dopiero cisza przed burzą. Na drżących nogach wstała z ławki i udała się na murawę boiska, gdzie zlatywali się zawodnicy. Gdzieś między tłumem gratulującym zwycięzcą zauważyła Teodora, którego ściskała jakaś niska brunetka. Była to Ślizgonka, ponieważ miała na sobie zielony szalik i szarą bluzę.  Bluzę Teodora. Uśmiechnęła się smutno i ruszyła w stronę czerwonego namiotu z flagą Gryffindoru. Stanęła przy wejściu i huśtając się z palców na pięty, zaczęła wyczekiwać na Rona. Rudzielec wyszedł po jakiś pięciu minutach z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Pocałował ją w policzek i chwytając za ręke ruszyli razem w stronę zamku. Lunę zdziwiło trochę jego zachowanie. Sądziła, że będzie zły, a on najwyraźniej był obojętny.
-Dobrze grałeś.-uśmiechnęła się do niego. Najwyraźniej starał się panować nad swoimi emocjami. Blondynka w głębi serca ucieszyła się. Przechodzili właśnie obok grupki Ślizgonów. Ron porwał Lunę w ramiona i namiętnie pocałował. Niczego nieświadoma blondynka tylko pisnęła i utonęła w jego silnych ramionach. Przymknęła powieki. Teraz wiedziała dlaczego pokochała tego Gryfona. Tylko nie wiedziała, że wśród zawodników Slytherinu stał Teodor przyglądający się temu całemu zdarzeniu. Nie wiedziała, że kilka dni temu Weasley i Nott urządzili sobie małą rozmowę na jej temat. Nie wiedziała, że to wszystko to tylko żałosna gra. 


                         *                                         *                                                 *       
Witajcie,
szczerze jestem ciekawa waszych min po przeczytaniu rozdziału :D Stwierdziłąm, że dopiero w następnym podam jakieś konkrety.
Wyznaję zasadę czytasz - komentujesz :)

~~ Całuję Mopsicaa ;*

sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 29.

Niedzielne popołudnie Ron spędzał na boisku, więc Luna mogła odwiedzić Teodora w Skrzydle Szpitalnym. Wchodząc do pomieszczenia w którym królowała biel, rozejrzała się na boki, poszukując łóżka w którym leżał Ślizgon. Było to ostatnie łoże pod oknem. Teodor oparty o dwie poduszki siedział i czytał książkę. Był nienaturalnie blady i jedynym żywym punktem na jego twarzy były oczy, które odkąd Luna weszła, nie poruszały się. Uporczywie wpatrywał się w tekst, którego i tak nie czytał. Zabrała jeden z taboretów stojących obok gabinetu pielęgniarki i ruszyła w jego stronę.
-Cześć.-przywitała się.
-Czego chcesz?-spytał sucho.
-Musimy pogadać.
-Ostatnio ustaliliśmy, że nie mamy o czym.-gwałtownym ruchem zamknął książkę i odwrócił głowę w stronę okna. Był stąd idealny widok na boisko Quidditcha na którym trenowali Gryfoni.
-Teodorze, wiesz jak bardzo mnie to obchodzi? Wcale.-sięgnęła po jego dłoń, lecz on ją wyszarpnął automatycznie przenosząc wzrok swoich tęczówek w kolorze nieba na nią.
-Miałaś to skończyć.-warknął wskazując palcem na okno za którym na miotłach śmigali zawodnicy, w tym Ronald Weasley. Uporczywie milczała, wbijając wzrok w białą pościel.
-Tak bardzo chciałbym Ci pomóc, lecz nie mogę.-ponownie otworzył książkę i zaczął przeglądać spis treści. 

-Nie potrzebuję twojej pomocy. Dobrze sobie radzę.-znów na niego spojrzała. Cienie pod jego oczami zdradzały, że dzieje się z nim, coś niedobrego.
-Właśnie widzę.-prychnął i otworzył opasłe tomisko na odpowiedniej stronie.
-Spójrz na mnie.-rozkazała. Nie spojrzał, tylko dalej udawał, że czyta.
-Spójrz na mnie.-poprosiła po raz drugi. Westchnął i leniwie przeniósł na nią wzrok. 
-Naprawdę jestem szczęśliwa.-zapewniła łapiąc jego rękę w swoje dłonie. Była taka zimna, jakby już dawno nie należał do tego świata. Po części było to prawdą. Wraz z odejściem Annabelle, odeszła znaczna część jego energii i duszy. 
-Chcę abyś nadal był moim przyjacielem.-tym razem w pełni utrzymywali kontakt wzrokowy. 
-Dobrze wiesz, że to zły pomysł.-wyszeptał. Czuł zapach jej intensywnym perfum i dotyk jej ciepłych dłoni, co w najmniejszym stopniu nie pomagało mu. 
-Mówiłam Ci już jak bardzo mnie to obchodzi.-w jej oczach błyszczały iskierki determinacji. 
-Nie chcę abyś cierpiała.-niezauważalnie przybliżył się do niej. Przelotnie spojrzał na jej usta, lecz od razu powrócił do oczu. Zauważyła. Teodor przymknął powieki i zaczął przybliżać swoją twarz do jej. Gdy już był o krok od jej ust usłyszeli radosny głos Pani Pomfrey.
-No Kochaneczku, czas na eliksir.-odskoczyli od siebie jak oparzeni.
-Cześć.-Krukonka zabierając stołek na którym siedziała wybiegła z sali, przewracając niemal pielęgniarkę. I wtedy Teodor Nott wzniósł oczy ku niebu. I wtedy Teodor Nott zaklął szpetnie, dokładnie tak jak go uczono. I wtedy Teodor Nott zrozumiał, że blondwłosa piękność znowu tu wróci. Zarzucił pościel ukrywając pod nią jej beżową torbę. 

                                               *                           *                              *

-Granger czekaj!-Draco wypatrzył burze kręconych loków należącą do pewnej Gryfonki. Dziewczyna zatrzymała się i odwróciła w jego stronę. Podszedł do nie zamaszystym krokiem i uśmiechnął się łobuzersko.
-McGonagall coś od nas chce.-powiedział mierzwiąc swoje przydługie blond włosy, które i tak były w lekkim nieładzie.   
-Teraz?-spytała zaskoczona.
-Nie, jutro.-dodał zgryźliwie i wywrócił oczami. Zaśmiała się sucho i zaczęła iść w stronę schodów nie zważając na blondyna, który już po chwili i tak ją dogonił.  
-Co z Nottem?-spytała, gdy ominęli grupkę Puchonów.
-Chyba lepiej, ale nadal nie wygląda za dobrze.-uśmiechnął się smutno.
-Znasz hasło?-zmieniła umiejętnie temat, aby nie psuć mu humoru.
-Cytrynowe Dropsy.-wypiął dumnie pierś, gdy posąg strzegący gabinetu dyrektorki usunął im się z miejsca. Przepuścił Hermionę przodem i oboje zaczęli wspinać się po kręconych schodach. Dziewczyna zapukała do dębowych drzwi i po krótkim 'proszę' otworzyła je. 
-Dzień Dobry.-przywitała się uprzejmie Gryfonka a Draco wysilił się do nikłego skinienia głową. W kolistym pomieszczeniu panował przyjemny półmrok. Blask świec odbijał się od posrebrzanych przyrządach stojących na drewnianych meblach. McGonagall siedziała za biurkiem, sprawiając wrażenie bardzo zmęczonej. Gestem ręki wskazała im na dwa fotele. Posłusznie usiedli i z zainteresowaniem lub, w przypadku Malfoy'a ze znudzeniem, zaczęli obserwować starszą kobietę. 
-Anonimowy bal zbliża się do nas wielkimi krokami.-zaczęła.-Chciałabym abyście w przeddzień tego wydarzenia poroznosili uczniom szaty przygotowane przez nas, nauczycieli. 
Waszym zadaniem jest także udekorowanie choinek w Wielkiej Sali, które dostarczy profesor Hagrid.-zakończyła. Uczniowie kiwnęli zgodnie głowami.
 -Nasza szkoła została również zaproszona do pewnego konkursu.-Hermiona niespokojnie poruszyła się w swoim fotelu. Bardzo zaciekawiło ją to co przed chwilą usłyszała.-Czwórka naszych najlepszych uczniów wyjedzie do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Grecji. Punktowane będą złożone grupy przedmiotowe.-podała każdemu z nich białą kartkę. Hermiona zaczęła czytać tekst zapisany starannym pismem.

Grupa I
Przedmioty punktowane:
1.Obrona Przed Czarną Magią.  
2. Astronomia.
3. Mugoloznawstwo.

Grupa II
Przedmioty punktowane:
 1.Historia Magii.
2.Zaklęcia.
3. Starożytne Runy.

Grupa III
Przedmioty punktowane:
1.Numerologia.
2.Transmutacja.
3.Latanie.

Grupa IV
Przedmioty punktowane:
1. Zielarstwo.
2.Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami.  
3.Eliksiry.


-Całkiem ciekawe zestawy.-mruknął Draco.
-Tak bardzo ciekawe.-zgodziła się dyrektorka.-Proszę was o utrzymanie tego w tajemnicy.-wypowiadając ostatnie słowo spojrzała na Draco, który zdążył wsunąć kartkę do kieszeni. 
-Ależ oczywiście.-uśmiechnął się uprzejmie. 
-Wyjazd do Grecji planowany jest dopiero po świętach, 20 stycznia. Konkurs ogłosimy na samym początku grudnia a egzamin, mający na celu wytypować najlepszych z grupy odbędzie się w pierwszy poniedziałek tuż po świętach. Myślę, że to tyle na dzisiaj. Do widzenia.-powiedziała sucho.-Ach tak, zostawcie te kartki na stole.- upomniała i wstała z miejsca. Hermiona odłożyła kartkę i podniosła się z fotela. Smok z ociąganiem również w stał i udał, że odkłada coś na biurko. 
-Do widzenia.-pożegnali się i wyszli z gabinetu. Gdy tylko drzwi do gabinetu dyrektorki zamknęły się Hermiona cicho pisnęła a jej oczy zabłysły wesołymi iskierkami. 
-Muszę tam pojechać.
-Chodź na obiad a nie ekscytuj się.-pociągnął ją za łokieć. Niestety, przez całą drogę do Wielkiej Sali musiał wysłuchiwać jej wywodów na temat jakże interesującego konkursu międzyszkolnego. 

                                           *                                        *                                 *




Późnym wieczorem Draco przyszedł odwiedzić Teodora w Skrzydle Szpitalnym. Usiadł na stołku obok jego łóżka i zacmokał.
-Patrz co mam.-uśmiechnął się i pokazał mu pogniecioną kartkę papieru, którą zwinął z gabinetu McSztywnej. Teodor zmarszczył brwi, lecz nic nie powiedział. Wziął od niego zapiski i zaczął je przeglądać. Cóż, musiał przyznać, że bardzo go to zaciekawiło. Był bardzo ambitny i taki konkurs mógł dobrze wpłynąć na jego przyszłą karierę. Szczególnie zainteresowała go grupa nr III.
Transmutacja to jego ulubiony przedmiot, z Numerologią również sobie dobrze radzi a latać uwielbia. Należy przecież do ślizgońskiej drużyny Quidditcha. 
-Skąd to masz?-zagadnął Smoka.
-Zwinąłem z gabinetu McCnotki.-blondyn wzruszył ramionami. Teodor pokręcił głową na boki.
-Która grupa Cię interesuje?-zapytał oddając mu papier.
-Pierwsza, tylko mugoloznawstwo..-jęknął.
-Wiesz..-zaczął Nott całkiem niewinnym głosem zachowując się jak przykładowa dziewica.-zauważyłem ostatnio, że masz dobre, ba, bardzo dobre relacje z Granger.-udał, że nakręca jeden z loków na palec.-Mógłbyś ją poprosić o pomoc.-skończył uśmiechając się słodko.  
-Spędzam z nią święta.-powiedział szybko. Z ust Teodora momentalnie zniknął uśmiech.-Tylko nie mów nikomu.-dodał i wstał z taboret. Wolnym krokiem przechadzał się wzdłuż łóżka przyjaciela.
-Twój wybór, szanuję go. Pamiętasz, przyjaciele od zawsze na zawsze?-zagadnął go po dłuższej chwili. Poprawił się na poduszce i kątem oka spojrzał na Draco.
-I o jeden dzień dłużej.-zaśmiał się blondyn.
-Ja jadę do rodziców Terence'a.-powiedział Nott. Smok przystanął na chwilę. Zapatrzył się w drzwi w których stanęła Luna. 
-Nie mów nikomu o konkursie.-zabrał pospiesznie kartkę i żegnając się z przyjacielem wyszedł. Szedł opustoszałymi korytarzami Hogwartu. W pewnym momencie usłyszał przyciszoną kłótnię dochodzącą zza drzwi składziku na składniki do eliksirów. Skradł się cicho za filar i uważnie chłonął każde słowo.
-Przysięgam, że nie miałam z tym nic wspólnego...-ten zimny, wyniosły ton poznałby wszędzie. To na pewno Morticia Kaufman.
-Mówiłem już, że Ci wierzę.-warknął mężczyzna. Nie był do końca przekonany ale wydawało mu się, że to głos profesora Payne'a.
-To w czym problem?!-spytała zirytowana kobieta.
-W tym, że inni Ci nie wierzą. Uznają, że te ataki to twoja sprawka.-Draco znieruchomiał na chwilę. Wydawało mu się, że się przesłyszał.
-To co robimy?-odezwała się kobieta.
-Nie wiem, ale coś wymyślę.-wszystko ucichło. Drzwi zostały zamknięte i po chwili było słychać tylko ich lekkie skrzypienie. Malfoy skrzywił się na samą myśl o tym, co oni tam wyprawiają. Najciszej jak tylko mógł przeszedł obok drzwi zza których dochodziły ciche jęki.
-Jak Diabeł się dowie, to padnie ze śmiechu.-zaśmiał się cicho i ruszył wprost do lochów. 

                                *                                            *                         *


Witajcie,
tak jak mówiłam rozdział pojawił się. Miałam jeden w zapasie. Dodał;am pewną zakładkę na samej górze. Zauważyłam, że coraz częściej można spotkać się z tego typu dodatkami.
Miłej lektury ^^
~~ Całuję Mopsicaa :*

środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 28.

Teodor czuł delikatne mrowienie w palcach rąk i nóg. Wydawało mu się, że nie był zdolny do wykonania najmniejszego ruchu. Zdawał sobie sprawę, że musiał być nieprzytomny wyjątkowo długo. Powieki zdawały mu się wyjątkowo ciężkie i nie mógł ich otworzyć. Dopiero po paru albo paręnastu minutach udało mu się uchylić swoje  niebieskie oczy. Było całkowicie ciemno.  Zamrugał kilka razy, aby przystosować się do panujących tutaj warunków. Powoli zaczął rozróżniać pojedyncze kształty. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Rzędy łóżek ustawione były pod ścianami, obok każdego stał mały stolik. Skrzydło Szpitalne. Ostrożnie uniósł się na łokciach i dopiero teraz zauważył, że  na samym końcu jego  łóżka ktoś jest. Wytężył wzrok jeszcze bardziej.
-Draco.-szepnął. Delikatnie kopnął przyjaciela w rękę. Blondyn potrząsnął głową i otworzył oczy. Najwyraźniej się zdrzemnął.
-Teo.-ucieszył się blondyn i wlepił swoje platynowoniebieskie tęczówki w przyjaciela. Na twarzy obu chłopaków błąkały się delikatne uśmiechy.
-Na długo odleciałem?-zapytał brunet poprawiając sobie poduszkę.
-Około siedmiu dni.-odparł smętnie Smok. Nott zamyślił się na chwilę a potem spytał.
-Piątek?-Draco przytaknął mu.-Długo tu jesteś? Strasznie wyglądasz.-zaśmiał się cicho.
-Ty za to jesteś chodzącą ślicznotką.-zakpił blondyn.-Przychodziłem codziennie po lekcjach.-dodał.
-Wydarzyło się coś w ostatnim czasie?-zagadnął przyjaciela Nott.
-Opisali to wydarzenie w Proroku. ale oczywiście Ministerstwo wszystko próbuje zatuszować. McGonagall prawiła kazanie i zajmowali się niewyjaśnioną przyczyną twojego odlotu. No właśnie, co się stało?-Draco zaczął uporczywie się w niego wpatrywać. Problem tkwił w tym, że  nawet sam Teodor nie miał pojęcia, co się stało. Jedynym, co pamięta to melodyjny głos Annabelle a potem jej krzyk. Przeraźliwy wrzask, którego nie zapomni do końca swojego życia. Miał nieodparte wrażenie, że coś jej się stało. 
-Nie mam pojęcia. Poczułem ogłuszający kobiecy krzyk a potem była już tylko ciemność.-wyjaśnił.
-Nikt nie krzyczał, przecież Terence zatkał Pomylunie usta.-wyjaśnił Draco kręcąc głową.
-Nie mów tak o niej.-skarcił go Teo. Brwi blondyna podjechały samoczynnie w górę.-Nie ważne.-machnął ręką. Nie miał najmniejszej ochoty tłumaczyć mu swoich kontaktów z Krukonką. Malfoy ziewnął przeciągle.
-Idź spać, nic mi nie będzie.-brunet machnął rękoma w stronę drzwi dając mu do zrozumienia, że ma sobie iść.
-Wyrzucasz mnie?-blondyn udał oburzonego, lecz posłusznie zgramolił się z łóżka, które cicho zaskrzypiało.
-Najwyraźniej.-wzruszył ramionami i uśmiechnął się ukazując rząd śnieżnobiałych zębów.
-Ty też idź spać, nie wyglądasz najlepiej. Przyjdę jutro, dobranoc.-pożegnał się Draco i ruszył w stronę wyjścia.
-Do jutra.-odpowiedział Teodor. Odczekał dostateczną ilość czasu i gdy odgłos kroków Draco ucichł, on wyskoczył z łóżka. Pogrzebał w najniższej szufladzie szafki i wynalazł w niej czarne bambosze. Nałożył je szybko na stopy i zaczął skradać się do drzwi. Mimo, że był wykończony tak długim snem musiał coś sprawdzić. Starając się nie obudzić Pani Pomfrey wyszedł na zewnątrz. Swoje kroki skierował w stronę wieży Zachodniej.
-Annabelle nadchodzę.-szepnął i przytrzymując się poręczy zaczął wspinać się po schodach.


                                   *                           *                                 *

 Hermiona wraz z Ginny szła do Wielkiej Sali na śniadanie. Od samego rana w zamku panowało dziwne poruszenie.  Uczniowie żywo ze sobą dyskutowali, gestykulując przy tym rękoma. Jedna z Puchonek nawet zrobiła się bardzo blada i powachlowała dłońmi przed twarzą.
-Myślisz, że to znowu jakiś napad?-spytała cicho Hermiona, gdy mijały Blaise'a Zabini'ego pędzącego w przeciwną stronę. Najwyraźniej ich nie zauważył, ponieważ nawet się nie zatrzymał, gdy Ginny warknęła na niego za to, że łazi jak tur.
-Nie mam pojęcia.-Różowowłosa rozmasowywała swoje ramię.-No, ale Zabini wyglądał na zmartwionego.-dodała. Obie dziewczyny weszły do jadalni i skierowały się do swojego stoły.  Nie doszły jednak zbyt daleko, ponieważ usłyszały głośną kłótnię.
-Jak to kurwa nie ma go?-Hermiona zamarła słysząc głos Draco.
-Panie Malfoy, minus pięć punktów dla Slytherinu, i proszę nie robić scen.-skarciła go dyrektor McGonagall. Blondyn zacisnął dłonie w pięści boleśnie wbijając sobie paznokcie w wewnętrzną stronę ręki. Rozejrzał się po sali.
-Na co się tak kurwa patrzycie?-krzyknął a uczniowie momentalnie powrócili do czynności, które jeszcze chwilę temu bardzo ich interesowały. Wyjątkiem była tylko Hermiona, która wpatrywała się w Malfoy'a jakby był kimś naprawdę ważnym. A może właśnie tak było?
Chłopak pokręcił głową na boki, odwrócił się na pięcie i ignorując wywody McCnotki wybiegł z Wielkiej Sali. Gryfonka wreszcie usiadła przy stole tuż obok Harry'ego.
-Co jest?-zagadnęła Wybrańca, który również nie wyglądał najlepiej.
-Nott zniknął.-odpowiedział smętnie.-Pansy cały czas płaczę,  spodziewają się najgorszego.-dodał.
-Myślisz, że Ron..-nie dokończyła, ponieważ zielonooki przerwał jej.
-Nie, myślą, że to jego ojciec.-odłożył sztućce na stół i wytarł usta serwetką. Hermiona zamrugała kilkakrotnie.
-To jest niemożliwe.-zaprzeczyła a widząc uniesione brwi przyjaciela dodała.-Hogwart jest zbyt dobrze strzeżony.-Oboje wstali od stołu mimo, że praktycznie nic nie zjedli.
-Dumbledore też tak mówił.-rzucił od niechcenia Okularnik.
-Macie dziś trening Quidditcha?-zmieniła szybko temat. Harry i tak nie da sobie niczego wytłumaczyć. Musi znaleźć i porozmawiać z Draco. Wybraniec zmarszczył brwi.
-Mamy, a co?-spytał podejrzliwie.
-Nic, współczuję.-zaśmiała się i wskazała mu na okno za którym padał deszcz.-Cześć.-pożegnała go szybkim buziakiem w policzek i ruszyła na Wieżę Astronomiczną w poszukiwaniu Dracona.


                                *                                             *                                   *

 Miała rację. Stał oparty o barierkę i, o zgrozo palił papierosa. Powolnym krokiem ruszyła w jego stronę. Starała się być jak najciszej, lecz mimo to on i tak wyczuł jej obecność.
-Nie mam dziś ochoty na rozmowy.-warknął nie odwracając się. Ona jednak nie zniechęciła się, podeszła do barierki i oparła się o nią. Chłodny wiatr niosący pojedyncze krople deszczu obwiał jej twarz.
-To niezdrowe.-wreszcie się odezwała patrząc wymownie na papierosa, którego trzymał w dwóch palcach. Jakby na przekór jej słowom, znów się zaciągnął. Po dłuższej chwili wypuścił dym z ust, będąc przynajmniej na tyle kulturalnym, by nie robić tego prosto w jej twarz.
-Jeśli Ci to przeszkadza to wyjdź.-rzekł sucho. Domyśliła się, że to wszystko go przerasta. Teodor jest jego najlepszym przyjacielem. To3 wiadome, że się o niego boi.
-Nie udawaj tego złego, Malfoy.-chwyciła papierosa, którego trzymał i wyrzuciła go.
-Ja jestem tym złym.-odpowiedział a ona się roześmiała. Szczerz,  tak jak kiedyś.
-Wyjdź stąd.-zacisnął zęby ze złości. Nienawidził, gdy ktoś podważał jego zdanie. Perlisty śmiech ucichł.
-Słucham?-uniosła do góry brwi.
-Nie rozumiesz krótkiego polecenia?-odwrócił się w jej stronę. Ich spojrzenia się spotkały.
-Wiem, że martwisz się o niego ale..-zaczęła ale jej przerwał.
-No tak, bo Ty zawsze wszystko wiesz.-prychnął. Mimowolnie odsunęła się od niego na kilka kroków. Wiedziała, że ten chłopak jest nieobliczalny.
-Jesteś idiotą.-powiedziała nim zdążyła ugryźć się w język.
Jeśli można było powiedzieć, że wcześniej blondyn był zły, to teraz najzwyczajniej w świecie był wściekły. Zmrużył gniewnie oczy i zaczął się do niej niebezpiecznie zbliżać. Odruchowo zaczęła się cofać.
-Jestem idiotą tak? Bo się martwię?-wysyczał a ona wpadła na zimną ścianę.
-Nie to miałam na myśli.-spuściła wzrok na swoje buty. Draco  podszedł do niej, a potem uwięził miedzy swoimi rękami opartymi o ścianę po bokach jej głowy. Poczuła się jak w klatce.
-Po co tu przyszłaś?-szepnął wpatrując się w nią intensywnie. Nie odpowiedziała.  Chłopak westchnął.
-Idź.-powiedział i odsunął się od niej. Odszedł i z powrotem oparł się o barierkę. Będzie musiał wytrzymać z nią, bo ona nigdzie się nie wybiera. Ten gryfoński upór.
-Czuję się tak dziwnie.-zaczęła podchodząc i stając tuż obok niego. Ich palce minimalnie stykały się ze sobą.-Zawsze chcę więcej niż mogę unieść.-zapatrzyła się w dal. Deszcz nadal miarowo padał a wiatr targał jej włosami.
-Chodź, pójdziemy na dół może się znalazł.-złapała za jego chłodną dłoń. Zmuszony spojrzał na nią. Skinął lekko głową i rozłączając ich palce, zeszli po kręconych schodach. Wygrała. 


                                          *                             *                       *


Przeciągnął się rozkosznie i uchylił powieki. Uśmiechnął się delikatnie. Jest tutaj. Mimo, że dzieli ich szkło to on i tak odczuwa jej bliskość. Rozmasował obolały kark i usiadł na podłodze. Zaczął przyglądać się jej budzącemu ze snu ciału. Otworzyła oczy.
-Dzień dobry.-na jej usta wkradł się uśmiech.
-Dzień Dobry.-Teodor mimowolnie spojrzał na małe pęknięcie powstałe na lustrze Annabelle. Dlatego krzyczała. Z bólu, jaki sprawiła jej rysa na szkle. Gdy chwilowo wdarła się do umysłu Ślizgona zabrało jej to zbyt dużo energii i efektem była skaza na ramie i pęknięcie szkła.
-Nie patrz na to.-powiedziała i przeczesała ręką włosy. Odwrócił wzrok.
-Muszę iść.-szepnął smutno.
-Wiem.-nie wyglądała na zbytnio przejętą tym, co powiedział. Przez tyle lat zdążyła się przyzwyczaić, że każdy ją opuszcza. Chłopak wstał, przytrzymał się lustra, ponieważ zakręciło mu się w głowie.
-Przyjdę, ale już nie dzisiaj.-spojrzał w jej głębokie, błękitne oczy. Kiwnęła głową.
-Cześć.-pożegnał się. Dziewczyna pomachała do niego i rozpłynęła się. Powoli ruszył do drzwi. Wyszedł na zewnątrz i przytrzymując się ściany ruszył wzdłuż korytarza. Nie było tutaj nikogo, prócz Teodora. Był w najrzadziej odwiedzanej części zamku, więc nawet gdyby zemdlał nikt by go nie znalazł przez najbliższy tydzień, ponieważ nawet Filch tu nie przychodzi zbyt często. Jest Ślizgonem da radę. Jeszcze tylko kilka metrów. Powtarzał sobie w myślach. Dotarł do schodów. Zapewne Pani Pomfrey zorientowała się, że go nie ma. Jeden stopień, drugi, trzeci, stop. Zakręciło mu się w głowie. Odetchnął głęboko i odpędził mroczki sprzed oczu. Znów ruszył w dół. Może jednak uda mu się uniknąć szlabanu.
-No dalej Nott.-szepnął. Kroczek, kroczek, jeszcze jeden, dwa, pięć, siedem, dziesięć.
-Nareszcie.-odetchnął chwilę i zszedł na korytarz. Na jego drugim końcu dostrzegł kogoś. Wytężył wzrok.
-Zabini!-powiedział najgłośniej jak potrafił.  Nie dość, że był głodny, wyczerpany drogą, obolały od spania na podłodze, to dodatkowo miał sucho w gardle.
-Teo!-Blaise zaczął biec w jego stronę, by już po chwili zarzucić sobie jego rękę na ramiona.
-Dobrze, że jesteś.-szepnął słabo niebieskooki. Świat w jego oczach ponownie zawirował. Stracił ostrość i zaczął ciemnieć. Znów stracił przytomność. 


                              *                                   *                                  *

Witajcie,
taki tam rozdział na nowy rok ;> Dedykuję go mojej kochanej Kwas *w*

~~  Całuję Mopsicaa