niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 27.

Morticia Kaufman, o tak, śmiało można było powiedzieć, że jest ona najstraszniejszą osobą w całym zamku.  Czarna suknia sięgała się aż do kostek, ciasno związany gorset uwydatniał jej duże piersi, na ramiona zarzucony miała płaszcz. Zimne krople deszczu pieściły jej aksamitną skórę. Mimo, że robiło się coraz zimniej, ona sprawiała wrażenie jakby tego nie czuła. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji, jedynie duże, czarne oczy  niekiedy przesuwały się po twarzach uczniów, bacznie ich obserwując.
-Odpowie mi ktoś wreszcie?-spytała lodowato. Gdyby nie ruszające się usta w kolorze czerwieni, trudno byłoby  się domyślić, że to właśnie profesorka wypowiedziała te słowa. Uczniowie nic nie mówiąc rozstąpili się ukazując jej makabryczny widok. Stukot obcasów nauczycielki roznosił się echem pomiędzy murami budynków. Na twarz kobiety wdarł się grymas pogardy ale znikł tak szybko jak się pojawił. Machnęła krótko różdżką i nad głowami grupki młodych czarodziejów zamigotał srebrny nietoperz, który po chwili rozpłynął się w ścianie jednej z opuszczonych kamienic.
-Odejdźcie na bok.-rozkazała. Nikt nie odpowiedział. Sprawa naprawdę wyglądała na poważną. Wszyscy posłusznie  odsunęli się na dostateczną odległość. Hermiona ukradkiem spojrzała na Draco, który stał obok niej. Mokra grzywka opadła mu na czoło, kropelki deszczu płynęły po jego bladych policzkach. Nie wyglądał na zbytnio poruszonego tą sytuacją.  Nie panowała nad sobą. Zaczęła gapić się prosto na Dracona, przypatrując się każdej części jego osoby. I pewnie robiłaby to bardzo,
doprawdy bardzo długo, gdyby w końcu sam obiekt obserwowania nie odwrócił się w jej stronę.  Zamrugałam kilka razy i zarumieniłam się. Uśmiechnął się niezauważalnie. No tak, stwarzał pozory. Huk aportacji sprawił, że odwróciła od niego swoje tęczówki. Koło profesor Kaufman pojawiła się dyrektor McGonagall wraz z profesorem Paynem i Fitwickiem.  Jej ręka mimowolnie powędrowała do ust, źrenice rozszerzyły się a nozdrza niezauważalnie drgnęły.  Wymieniła znaczące spojrzenia z innymi nauczycielami i odwróciła się w stronę  uczniów.
-Wróćcie do zamku i czekajcie pod moim gabinetem.-odpowiedzieli jej niemrawym kiwnięciem głowy i gęsiego zaczęli przechodzić przez wąską uliczkę. Gdy już przedostali się na główną ulicę zaczęli zmierzać w stronę Hogwartu. Ciszę panującą między nimi przerywał miarowy stukot kropli deszczu o brukową ulicę. Szli wolno, nie spieszyło im się.
-Jak myślicie, co go tak urządziło?-głos Harry'ego przedarł się przez głuchą ciszę. Mimo, że Potter był pokłócony z Ronem najpierw spojrzał na niego, później na Hermionę. Ron w odpowiedzi wzruszył tylko ramionami, a dziewczyna spojrzała nieprzytomnie w dal, na najwyższe szczyty zamku.
-To nie było żadne zwierze.-odpowiedział po dłuższej chwili Zabini.
-Skąd wiesz?-Wybraniec chciał jak najdłużej utrzymać rozmowę. Nienawidził ciszy, przytłaczała go.
-Ma Wybitny z Opieki to coś musi umieć.-do rozmowy włączył się Teodor. Harry zamyślił się i już chciał coś powiedzieć, lecz Terence go ubiegł.
-W takim razie, co to mogło być?
-Myślę, że to wilkołak, po wojnie przybyło ich trochę.-odpowiedział Draco zakładając  kaptur na głowę.
-Nie.-Hermiona pokręciła szybko głową na boki. Wszystkie pary oczu zwróciły się ku niej. 

 -To bardziej wyglądało, jak jakiś rytuał. Okrąg, krew i wczorajsza pełnia.-odgarnęła włosy z twarzy.
-Racja.-zgodził się Wybraniec.-Widzieliście ostatnio coś niepokojącego?-zagadnął. Blaise nerwowo zamrugał i spojrzał na Rudą, która momentalnie zbladła. Kiwnął lekko głową dając jej znak, że ma powiedzieć.
-Ja widziałam.-zaczęła. Nie patrzyła na nikogo, szła przed siebie.-Wczoraj w bibliotece zostawiłam podręcznik do  zielarstwa i musiałam po niego wrócić. Jak przechodziłam obok jednego z okien rzuciła mi się w oczy pewna postać, która zniknęła w korzeniach bijącej wierzby.-skłamała gładko. Dobrze wiedziała, że stąpa po bardzo cienkim lodzi. Jeden gwałtowny ruch i tafla pęknie.
-Ja także widziałem ją, tylko, że to było wtedy, gdy były te felerne zawody nad jeziorem. Wtedy myślałem, że to jakiś nauczyciel idzie na Ognistą albo coś.-dodał Diabeł. Chwilowo zapanowała cisza w której każdy z nich zastanawiał się nad wypowiedzianymi słowami.
-Krew, pełnia, rytuały, to nie ma sensu.-mamrotał Harry.
-Może lepiej niech zajmie się tym Ministerstwo.-powiedział Teodor.
-Jakbyś nie zauważył Ministerstwo ma teraz na głowie poszukiwanie twojego ojczulka Śmierciożercy.-głos Rona niemal ociekał kpiną, co doprowadzało Zabiniego do szału.  Zatrzymał się w miejscu i ściągnął kaptur z głowy.  Rękę zacisnął na różdżce.
-Masz coś jeszcze do powiedzenia?-warknął i stanął na przeciw rudzielca.
-Nie unoś się Zabini, bo na Ciebie też się coś znajdzie.-uśmiechnął się kpiąco.
-Ron..-szepnęła cicho Luna.
-Zamknij się.-wysyczał przez zaciśnięte zęby odsuwając ją od siebie. Tego było już za wiele. Nie dość, że Blaise i tak miał już dziś zepsuty dzień, to na dodatek Weasley'owi zbiera się na gierki.
-Przeproś ją.-powiedział nad wyraz spokojnym głosem Teodor, który pojawił się obok Blaisa. Reszta cofnęła się odrobinę w tył.
-No, no Nott, jak tam tatuś?-Rudzielec igrał z ogniem. Teodor już się zamachnął, lecz wyprzedził go Diabeł. Ron złapał się za pulsujący policzek.
-Tylko na tyle Cię stać?-wstąpiła w niego nad wyraz duża ilość odwagi.
-Jesteś aż tak głupi Weasley, czy płacą Ci za to? Jednak jesteś głupi sam z siebie, bo ledwo na buty Ci starcza.-lodowaty ton głosu Draco, zmusił go do odwrócenia się. Ślizgon patrzył z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy na stare trampki Rona, które były w opłakanym stanie. Był otoczony przez trójkę Ślizgonów. Terence jak zawsze gdzieś się odsunął jak na pacyfistę przystało. Mimo, że był w Slytherinie, nie był typowym Ślizgonem.

Jego rodzice nie byli typową rodzinną arystokratyczną. Nigdy nie przyłączyli się do Voldemorta i Śmierciożerców, uparcie stali po stronie zakonu. Nie traktowali mugoli jak śmieci. Duży wpływ na to miała matka Terence'a, która bardzo lubiła mugoloznastwo.  To był prawdziwy cud, że trafił on do Slytherinu.
Ron zaśmiał się  gardłowo.
-Lepiej popatrz na siebie. Dziwka Parkinson zostawiła Cię dla Pottera.-kolejny cios powędrował w stronę Rona. Tym razem był to Harry, który podbiegł do niego, gdy ten zacząl obrażać Pansy. Z wargi młodego Weasley'a zaczęła  kapać krew. Oczy Luny zaszły łzami, Ginny ukryła twarz w dłoniach, Hermiona zamknęła oczy a Pansy patrzyła na wszystko z lekkim uśmiechem na twarzy. Ewidentnie była dumna ze swojego chłopaka.
-Jak śmiesz Ty..-Ron sięgnął do kieszeni kurtki po różdżkę i zaczął nią celować w zielonookiego.
-Expelliarmus.-Blaise jak zawsze był na wszystko przygotowany.
-Słuchaj Weasley- zaczął Draco.-pozwolimy wybrać Ci karę dla siebie. Terence zabierz je stąd.-wskazał głową na dziewczyny.
-Nigdzie się stąd nie wybieram.-krzyknęła Pansy i założyła ręcę na piersiach.
-Ja również.-powiedziała Hermiona i spod przymrużonych powiek spojrzała gniewnie na Draco. Smok westchnął i machnął krótko ręką, mrucząc pod nosem, coś niezrozumiałego.
-I jak, wymyśliłeś już coś?-w międzyczasie Blaise zdążył skrępować rudzielca niewidzialnymi linami, a Teodor przetransmutował zapalniczkę w ostrze, którym sunął po piegowatym policzku chłopaka. Ron nieustannie szarpał się ale jego starania poszły na marne.
-Teodor proszę zostaw go..-Luna podeszła do chłopaka i spojrzała na niego z niemym błaganiem w oczach.
-Odsuń się.-Ron wrzasnął z bólu kiedy zimne ostrze wbiło się w delikatną skórę blisko oka. Luna krzyknęła, słone łzy zaczęły moczyć jej twarz. Higgs z wielkim trudem odciągnął ją od Notta.
-Nie wysilaj się, nikt Cię nie usłyszy.-to była szczera prawda. Byli w połowie drogi do Hogwartu, a wokół nich ani jednej żywej duszy.
-Kontynuuj Teodorze.-Draco skłonił się lekko przed przyjacielem. Uszy Teodora niegdyś tak czułe na krzyk Krukonki, teraz były głuche na jej wołanie. Gorąca krew Gryfona mieszała się z kroplami deszczu.
-Teodorze.-ostrze wypadło z jego ręki w spowolnionym tempie spadając w mokry piach na drodze. Ten głos, poznałby go wszędzie.
-Jesteś dobrym człowiekiem.-szept dochodził jakby z wewnątrz jego głowy. Patrzył po twarzach osób przyglądających mu się z dziwnym błyskiem w oczach.
-Annabelle.-szepnął ledwo dosłyszalnie. Usłyszał ogłuszający krzyk. Jej krzyk. Najwyraźniej tylko on go słyszał. Przyłożył dłonie do uszu, nie chcąc tego słuchać. Nie pomogło, wręcz przeciwnie, krzyk nasilał się. Upadł na kolana w mokry, żwirowi piach. Nastała nieprzenikniona ciemność. Stracił przytomność.


Witajcie, 
to chyba ostatni rozdział w tym roku. Chcę wam bardzo serdecznie podziękować za wspieranie mnie w bardzo trudnych chwilach. Mam nadzieję, że uda nam się dotrwać do końca tej historii. 
Przepraszam Teodor :C

~~ Całuję Mopsicaa ;*

PS; Znacie kogoś kto zrobiłby dla mnie szablon?

5 komentarzy:

  1. Hmm... mogłabyś znaleźć jakiś ciekawy szablon na Zaczarowane Szablony, bo tam jest wiele ciekawych, a i zrobią na zamówienie... Ten mi się jednak podoba, nie mam pojęcia czemu chcesz go zmienić ;-;
    Mniejsza, teraz do fabuły:
    Morticia? Hmm, to imię idealnie pasuje do osoby, jaką opisałaś. Aż czuję chłód bijący od niej i tą wyniosłość.
    Hermiona ma rację, jak dla mnie także to było coś na kształt rytuału. No cóż, nie bez powodów ma same genialne stopnie :>
    Ten Ron to nie ma za grosz taktu -.-
    Oj, Pansy ma cud nie chłopaka. Takie szczęście dla niej! Szkoda tylko, że Lunie się nie układa. Jeśli da się znienawidzić Rona jeszcze bardziej, to po tym rozdziale tak się stało :/
    Co się stało Teodorowi?! O.o Skąd w jego głowie głosy, co się dzieje? ;-;
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :3
    Najlepszego w nowym roku! Oby przyszła wena i chęć do życia ;>
    Pozdrawiam! ~ http://no-rules-in-my-world.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odświeżyłam, a tu nowy szablon! O.o Muszę powiedzieć, że śliczny, tylko wszystko jest teraz na dole ;-;
      Jeszcze raz pozdrawiam :>

      Usuń
  2. Super C:

    http://riddle-w-hogwarcie-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział. Dziewczyna z Lustra jest jedną z moich ulubionych postaci, więc bardzo się cieszę, że wplątałaś ją tutaj. Teo słyszy ją a Luny nie? Bardzo mi to odpowiada, ponieważ mogła być z nim, a wybrała Rona.

    OdpowiedzUsuń
  4. P.S. Dzięki, że postanowiłaś wziąć moje rady do serca. To wiele dla mnie znaczy :*

    OdpowiedzUsuń