piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 26.

 Harry iPansy przechadzali się tłocznymi uliczkami Hogsmeade. Mijali grupy uczniów, którzy obracali się i ukradkiem na nich spoglądali. Niektórzy byli nawet tak bezczelni, że wytykali ich palcami i szeptali sobie coś do ucha, lecz para zupełnie się tym nie przejmowała. Szli oglądając najróżniejsze wystawy ulicznych sklepików i objadali się pysznymi, kremowymi bryłami nugatu. Były to ulubione słodycze Pansy. Niewielu przyzwyczaiło się do tego, że ta dwójka jest razem.
-Harry, chodźmy tam. Chcę obejrzeć sukienki na bal.-Czarna pociągnęła go w stronę jakiejś obskurnej uliczki, która miała służyć im jako skrót.
-To bal anonimowy, nie mogę widzieć twojej sukienki.-Wybraniec uniósł swoje zielone oczy ku niebu, które aktualnie przybrało barwę szarości. Najwidoczniej zbierało się na deszcz.
-No dobra, to Ty idź kupić sobie pióra a ja obejrzę sukienki. Spotkajmy się na dziedzińcu za pół godziny.-powiedziała i cmoknęła Złotego Chłopca w polik.
-Nie zgub się tylko.-zaśmiał się Potter, gdy Pan była w wystarczająco dalekiej odległości. Gryfon poprawił szal i ruszył powolnym krokiem w przeciwną stronę. Nie trwało to jednak długo, ponieważ usłyszał mrożący krew w żyła krzyk, który należał do Pansy. Nie zastanawiając się długo, zaczął biec w stronę, gdzie jeszcze chwilę temu rozstał się z ukochaną.

                                       *                                *                             *


Ron ciągnąc Lunę za włosy skierował się w stronę jakiegoś zaułka. W oczach blondynki zebrały się duże, gorzkie łzy. Tak bardzo chciała, żeby to wszystko się skończyło. Dzisiaj nawet układała sobie w głowie słowa, które chciała powiedzieć młodemu Weasley'owi. Tylko, że tym razem znowu było tak samo. Ronald przyszedł po nią rano z wielkim bukietem białych róż, które dziewczyna tak uwielbiała. Zaprosił ją na spacer po Hogsmade a ona się zgodziła. Przechadzając się główną ulicą rozmawiali i śmiali się jak dawniej. Luna znów poczuła, że wrócił dawny Ron. Miły, szarmancki i czuły. W jej sercu ponownie zapłonęła miłość do tego rudego chłopaka. Gdy wszystko powoli się układało, on  ponownie to zepsuł. Zrobił jej kolejną scenę zazdrości z błahego powodu. Ona tylko podniosła torbę z zakupami jakiemuś chłopakowi z Hufflepuffu. Ronald najwyraźniej źle to zinterpretował i rozpętał awanturę. Skutkiem tego jest fakt, że Luna aktualnie została przyparta do zimnej ściany a do jej gardła przykładana jest różdżka. Łzy płynęły po jej porcelanowych policzkach.
-Co Cię z nim łączy?!-krzyknął prosto w jej twarz.
-Przysięgam, że nic.-załkała i już po chwili poczuła piekący ból w okolicy oka. Kolejny raz ją uderzył.
-Nie kłam!-już szykowała się na kolejny cios, lecz nic takiego nie nastąpiło. Zamiast tego oboje usłyszeli głośny krzyk dobiegający gdzieś niedaleko.
-Luna....ja przepraszam.-wyszeptał chłopak i przytulił ją do swojego torsu. Pocałował ją krótko w czoło i wziął za rękę. Ruszyli w kierunku dobiegającego głosu.

                                      *                                *                                *



Draco, Teodor, Blaise i Terence siedzieli w pubie Pod Trzema Miotłami i popijali Grzańca. Zabini mocniej zacisnął palce na gorącym kubku. Zauważył, że grupka piątoklasistów patrzy prosto na nich i szemra coś między sobą. Na razie tyle potrafił znieść. Ale gdy niska blondynka wskazała na nich palcem i się roześmiała, nie wytrzymał. Poderwał się z miejsca, lecz od razu został powstrzymany przez Draco i Teodora, którzy złapali go za rękawy kurtki. Grupka uczniów widząc co się dzieje zaczęła gorączkowo zbierać swoje rzeczy i po chwili już ich nie było.
-Nie warto.-odezwał się Terence popijając swój napój. Blaise z westchnieniem opadł na krzesło. 
-Jesteś strasznie porywczy.-powiedział spokojnie Teo i zaczął dopinać suwak swojej katany.
-Nie o Tobie mówią, więc nie powinieneś się przejmować.-dodał Smok i odstawił pusty kubek na stół.
-Ty byś siedział cicho, gdyby mówili o mnie, albo o Terrym?-warknął. Stracił już cały apetyty na resztę dnia. Zapadła cisza w której wszyscy wpatrywali się intensywnie w Diabła. 
-No właśnie.-dodał Zabb, gdy nie udało mu się uzyskać żadnej konkretnej odpowiedzi. 
-Dobra zwijamy się.-Nott rzucił na stół kilka galeonów i wstał z krzesła. Wszyscy czworo udali się do wyjścia i już po chwili szli główną ulicą Hogsmade.  
-Moi rodzice zapraszają nas na Święta w góry.-Terence uśmiechnął się pogodnie. Właśnie przechodzili obok rzadko odwiedzanych, obskurnych skrótów. Blaise zarzucił kaptur na głowę.
 -Mam już plany na Święta.-mruknął cicho blondyn. Nagle gdzieś z oddali usłyszeli przeraźliwy, kobiecy wrzask.
-Co to było?-wypalił Blaise, a Smok dziękował w duchu Merlinowi za to, że nie musi im niczego tłumaczyć. 
-Nie wiem, ale sprawdźmy to.-Teodor wyciągnął z kieszeni różdżkę i wszedł w jedną z uliczek, które właśnie mijali. Jego przyjaciele ruszyli za nim.

                                  *                                                 *                                            *



-Lepiej Ci  w tych nowych włosach.- Hermiona razem z Ginny wychodziły właśnie od Magofryzjera*. Ruda postanowiła odrobinę upiększyć swoje włosy. Mianowicie, zmieniła ich kolor na ciemno różowy.
-Dzięki, wreszcie się odważyłam na takie zmiany.-uśmiechnęła się lekko.-Przyjeżdżasz na Święta do Nory?-spytała. Granger wiedziała, że prędzej czy później padnie to pytanie. Pani Weasley już od dawna planuje zrobić wielkie przyjęcie Świąteczne dla całej rodziny, Zakonu i przyjaciół. Ona niestety musi zrezygnować z tej przyjemności. 
-Nie mogę, mam inne plany.-bąknęła pod nosem.
-Jakie inne plany?-Ruda uniosła brwi do góry. 
-Wracam na Święta do mojego domu.-odpowiedziała. Musi uważać, co mówi, aby nie wygadać się przed przyjaciółką, że Malfoy jest ważniejszy od niej i całej jej rodziny.
-I będziesz spędzać je sama? Nie wygłupiaj się Miona.
-Nie całkiem.-Herm czuła jak robi jej się coraz goręcej, mimo, że z nieba zaczęły kapać pierwsze krople deszczu. 
-A z kim?-Ginny niebezpiecznie zmrużyła oczy. To nie wróżyło nic dobrego. 
-Z Alex.-wymyśliła na miejscu. Wiedziała, że kłamstwo ma krótkie nogi, ale nie miała odwagi powiedzieć jej prawdy. 
-Z tą świrniętą laską?-Ginn nakreśliła palcem małe kółko wokół skroni. 
-Tak z tą.-mruknęła. Chwilowo zapanowała cisza, którą przerywały jedynie odgłosy kapania wody, kroki i śmiechy innych ludzi.
-Idziemy na piwo kremowe?-spytała różowowłosa.
-Tak, chodź skrótem, będzie szybciej.-obie ruszyły w stronę wąskiej alejki. Robiło się coraz chłodniej i zaczynało mocniej padać. Ludzie zaczęli chować się w sklepach, pubach lub herbaciarniach. 
-Ginny, słyszałaś to?-Hermiona na moment przystanęła w miejscu i sięgnęła do kieszeni swojej kurtki.
-Co słyszałam?-gdzieś z daleka dochodził do ich uszu krzyk.
-Chodźmy to lepiej sprawdzić.-Hermiona jak zawsze martwiła się tylko o ogół, nigdy o siebie. Obie dziewczyny ruszyły w stronę jakiejś wąskiej alejki, by po chwili zniknąć z pola widzenia zaciekawionych uczniów.

                                                    *                                       *                            *

Harry biegł ile sił w nogach. Odpędzał od siebie myśl, że Pansy mogło cokolwiek się stać. Jego drobnej, kruchutkiej istotce. Wybiegł zza rogu  jakiegoś budynku i zobaczył ją. Stała oparta o kamienny mur. Nieruchoma, jakby była z wosku. Rękę trzymała w okolicy serca a wzrok utkwiony miała gdzieś w ziemię naprzeciw siebie. Bystre, zielone oczy Harry'ego mimowolnie powędrowały w tamtym kierunku. Jego serce na chwilę zamarło, by po chwili zacząć pracować ze zdwojoną siłą. Kamienna ulica ubrudzona była krwią.  Jedna ze smug ciągnęła się po podłożu, by później nagle się urwać. Na bruku narysowane krwią było jakby koło. A w samym środku tego okręgu leżał martwy mężczyzna. Jego ciało było porozrywane, jakby napadło go stado Harpii. W tej chwili Harry nie był zdolny do jakiegokolwiek ruchu. Mimo, że podczas wojny często widział takie rzeczy, to teraz ciężko było mu na to patrzeć. Gardło wyschło mu na wiór, ręce zaczęły się pocić, a nogi były jak z waty. Gdzieś z oddali usłyszał odgłos kroków. Coraz głośniejszy. Nagle się urwał. Powoli odwrócił się i zobaczył grupkę ludzi. 
-Tylko nie wyy..-szepnął kiedy ujrzał Malfoy'a, Zabiniego, Notta, Higgsa, dwójkę Weasley'ów, Hermionę i Lunę. Już kiedyś przypadkowo, no może nie całkiem przypadkowo wpakował się z nimi w niezłe tarapaty. 
Deszcz zaczął padać coraz mocniej. Ciszę panującą tam przerywał tylko odgłos kropli spadających na ziemię. 
-Co tutaj się dzieje?-dobiegł ich zza pleców tak dobrze znany, lodowaty głos. Nie musieli się nawet odwracać, by ją zobaczyć. Za nimi stał postrach Hogwartu, a mianowicie Morticia Kaufman.


                                             *                                *                         *






  *-nazwa wymyślona przeze mnie ^^

Witajcie,
tamtamtam, ostatnio dostała maila z zapytaniem dlaczego katuję tak Lunę :D Pewnie większość z was się nad tym zastanawia. Wątek Luny i Rona oparty jest na historii dziewczyny i chłopaka z mojego gimnazjum. Oni zachowują się identycznie. Ona także czyta moje opowiadanie i postanowiłam, że gdy ona zerwie ze swoim 'chłopakiem' to Luna rozstanie się z Ronem. Jeśli to się nie stanie do końca mojego opowiadania, to ten wątek dojdzie do tragicznego zakończenia. A po za tym chciałabym was jeszcze zapytać o Teodora. Co do jego postaci, to mam strasznie duuuuużo zakończeń. A co wy byście chciały, abym z nim zrobiła? Czekam na wsze komentarze ^^
~~ Całuję Mopsicaa ;*

3 komentarze:

  1. Pierwsza, pierwsza, pierwsza !!
    Dobra koniec tego dobrego czas na ocenę rozdziału.
    A więc ( zdania nie zaczyna się od a więc, ale dupa :P) rozdział jak zawsze świetny, bardzo podoba mi się, że znowu wszyscy spotkali się razem w jakimś znaczącym miejscu :D, a ponad to bardzo fajne jest też to, że dajesz podporę tej twojej koleżance. (życzę jej, żeby rzuciła tego barana i żyłą spokojnie ;) ). Jestem też ciekawa o co chodzi z tym morderstwem. Ale ok ja chyba się już dość rozpisałam .
    Weny :D

    Pozdrawiam,
    Alvin

    OdpowiedzUsuń
  2. To miłe, że w pewien... nadzwyczajny sposób pomagasz tej koleżance. Jeśli czyta się to z innej perspektywy to od razu widać wszystko lepiej i wyraźniej. Rozumiem ją, trudno się rozstać z chłopakiem, nawet jeśli traktuje cię jak szmatę, bo to jakaś część ciebie, jakieś wspomnienie, jakaś przeszłość. Jednak nie warto się tak męczyć, nie warto sobie dorabiać złego i przykrości i tak nas spotyka tego dostatecznie dużo dzień w dzień. Czasem rozsądniejsze decyzje wpływają na przyszłość :/
    Poza tym lubię Lunę i nie chcę by i ona trwała w takiej męczarni! :c
    Dobra, a teraz rozdział:
    " Harry wraz z Pansy przechadzali się" - przechadzał się. Bo to Harry się przechadzał razem z nią. Gdyby było, że Harry i Pansy, to wtedy przechadzali się... :)
    Kuźwa, no co z tym Ronem. Zmienia nastroje jak jakaś baba. I to taka rozmamejowana baba. :/
    Ciekawe co to za mężczyzna, kto go tak załatwił, co się dalej stanie, czemu akurat znów wszyscy się razem spotkali, czemu akurat oni na siebie wpadli. Wogóle o co chodzi, mam zapieprz w głowie, bo próbuję to ogarnąć ;D
    Świetne, zagadkowe! Czekam niecierpliwie na więcej, muszę wiedzieć co dalej! Szybciutko pisz nowy rozdział! ;3 Tak poza tym to weny!
    ~ http://no-rules-in-my-world.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubie Lune i smutno mi się robi jak Ron ją tak traktuje. Ja sama miałam taką koleżankę, chłopak też ja od czasu do czasu bił, ale gdy mi to powiedziała to pomogłam jej i wreście zerwała z nim. Jak chłopak bije dziewczynę to to nie jest chłopak to DEBIL!! Co do rozdziału to serce mi staneło jak przeczytałam o tym gościu. A zapowiadał się trochę spokojnie :) czekam na następny. Całuski~Tencza

    OdpowiedzUsuń