sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 25.

Ron w bardzo podłym humorze wchodził właśnie do Skrzydła Szpitalnego. W tym tygodniu było to najczęściej odwiedzane przez niego miejsce. Tym razem na ostatniej lekcji, którą było zielarstwo zdarzył mu się bardzo niemiły wypadek. Jego czyrakobulwa w dziwny sposób wybuchła i sok z jej bąbli poparzył mu ręce. Cały wierzch dłoni piekł go niemiłosiernie, jakby ktoś przykładał mu do nich zapaloną zapałkę. W zwykłego pecha już dawno przestał wierzyć. Przecież to niemożliwe, żeby dzień w dzień zdarzały mu się tak przykre rzeczy. W pierwszy dzień tygodnia, czyli w niedzielę, ktoś dolał mu do napoju amortencji. Do teraz śmieją się z niego inni uczniowie Hogwarty. Kolejnym minusem jest to, że chyba Crabbe liczy na coś więcej, ponieważ cały czas ugania się za Ronem lub wysyła mu jakieś zbereźne liściki. Dodatkowo musiał ze wszystkiego tłumaczyć się Lunie, która ostatnio zrobiła się jakaś dziwna. Znika gdzieś a jak pyta, co się z nią dzieje to tłumaczy, że ma dużo zadane. Chyba będzie musiał się z nią dogadać w inny sposób. W poniedziałek przez cały dzień był ścigany przez Irytka. Poltergeist nie dawał mu spokoju przez cały dzień. Chował się przed nim w każdym możliwym miejscu, ale ten i tak go znalazł. Wylał mu na głowę jakieś mazidło, przez, co do teraz na twarzy ma pełno krost. We wtorek poślizgnął się na mokrej posadzce i spadł ze schodów lądując wprost przez nosem Vincenta, który był tak przejęty jego stanem, że niósł go przez cały Hogwart do Skrzydła Szpitalnego. Oczywiście nie obeszło się bez niemiłych komentarzy  i salw śmiechów. Na szczęście z tego zdarzenia wyszedł bez żadnego szwanku, nie licząc urazów psychicznych, spowodowanych grubymi palcami Ślizgona w miejscach, gdzie nigdy nie powinny się znaleźć. W środę, gdy spacerował z Luną po Błoniach narobiła mu na głowę sowa. Oczywiście, to mógłby być wypadek, gdyby nie fakt, że ta sowa goniła go po całych błoniach. Biegnąc do zamku poślizgnął się na mokrej trawie i uderzył głową w kamień. Efekt był niemal natychmiastowy. Ron zemdlał i obudził się dopiero następnego dnia w Skrzydle Szpitalnym. W czwartek wychodząc ze szpitala natknął się na grupkę Ślizgonów. Tak zwaną bandę Malfoy'a. Doszło do kilku sprzeczek, wyzwisk i pojedynku. Rezultatem są jego wściekle różowe włosy, których Pani Pomfrey do teraz nie może usunąć. Jedynym wyjściem z tej sytuacji było ścięcie się na przysłowiową 'zapałkę', ale na to nie może sobie pozwolić. No i właśnie w takim nieszczęściu minął mu ten tydzień. 
-Pani Pomfrey, to ja.-krzyknął wchodząc do pomieszczenia w którym królowały odcienie bieli. Stukot obcasów pielęgniarki poniósł się echem po izbie.
-Co tym razem Panie Weasley?-spytała wkładając na dłonie białe rękawiczki. Ron syknął ale ukazał jej swoje poparzone ręce. 
-Twoje rodzeństwo przez tyle lat pobytu w murach tego zamku, nie odwiedziło mnie tak często jak Ty w przeciągu tego tygodnia.-starsza kobieta zaśmiała się.  
-Mam pechowy tydzień.-bąknął smętnie, spuszczając wzrok na swoje brudne od błota buty.

                                    *                                    *                                 *

Teodor w świetnym humorze opuścił cieplarnie numer dwa. Pogwizdując cicho pod nosem udał się w stronę zamku, aby zjeść obiad. Wszystko powoli zaczęło się układać. Rudego Łasica codziennie spotykała jakaś niemiła niespodzianka, Luna znów zaczęła się z nim spotykać i dodatkowo udało mu się odszukać pewną informację dotyczącą zaczarowanych zwierciadeł. W sumie to nie było nic, aż tak bardzo znaczącego, ale zawsze coś. Powoli a uda mu się rozwiązać tę zagadkę. Najważniejsza jest cierpliwość. Dzisiejszego dnia już chyba naprawdę nic nie może mu popsuć. Chłodny jesienny wiatr rozwiał mu  włosy, więc szczelniej otulił się srebrno-zielonym szalem. Przyspieszył kroku, aby szybciej znaleźć się w zamku. Wchodząc do środka uderzył w niego zapach najrozmaitszych potraw. Jakby na zawołanie zaburczało mu w brzuchu. Gdy wchodził do Wielkiej Sali właśnie zlatywały się sowy niosące uczniom pocztę. Żwawym krokiem ruszył do swojego stołu i usiadł koło Astorii. Nalał do swojego pucharku soku dyniowego i zaczął nakładać na swój talerz ziemniaków. Nie trwało to jednak długo, ponieważ tę czynność przerwała mu mała sówka, niosąca w dzióbku nowy numer Proroka Codziennego. Poszukał w kieszeni szaty monetę i wrzucił do woreczka, który zwierzątko miało przyczepione do nóżki. Płomykówka upuściwszy gazetę odleciała w stronę wyjścia a Teodor zaczął konsumować swój posiłek. 
-Smacznego.-usłyszał głos Czarnej i już po chwili dziewczyna siedziała obok niego. 
-Dzięki.-odpowiedział. Dziwiło go trochę to, że Pan została dziewczyną Harry'ego. Wczoraj im o tym powiedzieli-Ona i Wybraniec. No ale to jest jej wybór i musieli go zaakceptować. Ich związek i tak nie ma prawa przetrwać. Rodzice Pansy ustalili już datę jej ślubu i jest przekonany, że panem młodym na pewno nie będzie Potter.  Z nim jest dokładnie tak samo. Musi zostać mężem Sophie. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest upozorowanie własnej śmierci, lub śmierć drugiej osoby. Tylko, że Teodor wymyślił genialny plan. Ktoś musiałby być naprawdę głupi, aby uwierzyć w to,  że on ożeni się z tą flądrą. 
-Mogę?-kątem oka spojrzał na Pansy, która wskazywała na egzemplarz Proroka. Potakująco kiwnął głową i wrócił do jedzenia. Usłyszał brzdęk spadającego widelca i zmusił się do ponownego obrócenia głowy. Pansy wpatrywała się w gazetę nieprzytomnym wzrokiem. Jej twarz była niemal tak blada jak kartka papieru. 
-Czarna?-delikatnie drgnęła na dźwięk jego głosu. Nie mówiąc nic podała mu gazetę. Spojrzał na pierwszą stronice i jego widelec także spadł i uderzył o porcelanowy talerz. Na stronie głównej widniała fotografia jego ojca -Anthony'ego Notta  oraz ojca Draco - Lucjusza Malfoy'a.  Nerwowo przełknął ślinę i spojrzał na nagłówek opisujący artykuł.
 

Słudzy Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać.- Fakty i Mity. Str. 12.

Nadal wpatrywał się w zdjęcie ojca i przybranego 'wuja'. Nie spieszyło mu się z przewróceniem kartek na stronę dwunastą. Bał się tego, co tam może być napisane. Poczuł drobną dłoń Czarnej na swoim ramieniu. Chciała pokazać mu, że mimo wszystko ona jest z nim. Wypuścił ze świstem powietrze i przekartkował na odpowiednią stronę. Razem z Pansy zabrał się za czytanie artykułu.

Kilka tygodni temu z Azkabanu uciekła bardzo niebezpieczna grupa więźniów. Do dzisiaj ministerstwo nie ustaliło gdzie mogą oni przebywać. Jednymi z najgroźniejszych wśród nich są Anthony Nott oraz Lucjusz Malfoy. Byli oni najbardziej czynnymi śmierciożercami podczas II bitwy o Hogwart. Bezwzględni, egoistyczni oraz okrutni. Nasze źródła donoszą, iż podczas próby pojmania Notta seniora posługiwał się on własnym synem jako tarczą przed zaklęciami.  Jak powszechnie wiadomo, synowie zbiegłych sprzeciwili się i postanowili przejść na stronę Zakonu Feniks. Ich ojcowie zaprzysięgli zemścić się na Draconie M. i Teodorze N.. Czy dotrzymają danego słowa? Czy chłopcom grozi niebezpieczeństwo?
Przez długi czas do naszej redakcji zlatywały się sowy z listami od czytelników. W tym artykule postanowimy odpowiedzieć na państwa pytania. 


1. Czy to prawda, że Lucjusz Malfoy zabił własną żonę, Narcyzę?
 

Rita Skeeter prze prowadziła specjalne dochodzenie w tej sprawie. Faktycznie Narcyzy Malfoy od dawna nikt nie widział, lecz to nie powód do wyciągania pochopnych wniosków. Możliwe, że wyjechała na jakieś dłuższe wakacje, lub została uprowadzona przez męża sadystę. Tego jeszcze nie ustaliliśmy. 

2. Ministerstwo zajęło dwór należący do Państwa Nottów?

Nie, to akurat nie jest prawdą. Nott Manor należy do Teodora Notta, czyli jedynego syna Anthony'ego. Ministerstwo nie ma prawa zająć posiadłości dopóki żyje jej prawowity dziedzic. 

3.  Czy Dracon Malfoy i Teodor Nott są podejrzewani o uwolnienie swoich ojców z Azkabanu?

Nad tą opcją Ministerstwo Magii nadal się zastanawia. Owszem chłopców w tym czasie nie było w Hogwarcie, ale po wstępnych oględzinach stwierdzono, że dwójka nastolatków nie byłaby w stanie, do tak wielkiego czynu, jakim jest napad i uwolnienie więźniów z Azkabanu. Jest to jedno z najbardziej strzeżonych miejsc w Magicznym Świecie. 
 

Jeśli jeszcze nurtują państwa jakieś pytania proszę przysyłać listy na..

Ale Teodor już nie czytał. Rzucił gazetę na środek stołu i ukrył twarz w dłoniach.
-Jednak coś mogło popsuć mi ten dzień.-szepnął sam do siebie.

                                             *                          *                       *                     *



 
Szybkim krokiem przemierzał zimne korytarze Hogwartu. Kilka minut temu otrzymał nowy egzemplarz Proroka Codziennego, w którym jak zawsze zamieścili stek kłamstw. Pewnie całą połowa uczniów już zdążyła to przeczytać. Skąd to wiedział? Gdy tylko przechodził inni ustępowali mu z drogi i szeptali sobie coś do ucha wskazując palcami wprost na niego. Jeszcze tego mu brakowało. 
-Malfoy zaczekaj!-no tak jeszcze jej mu tu brakowało. Nie miał teraz ochoty na jej wykłady. Udał, że nic nie słyszał i przyspieszył kroku. Zaczął wspinać się już po schodach, gdy poczuł na nadgarstku drobną, kobiecą dłoń. Westchnął i obrócił się w stronę Gryfonki. 
-Tak?-starał się na delikatny uśmiech ale wyszedł mu tylko jakiś grymas.
-Czytałam gazetę.-szepnął cicho. Każdy zebrany w pobliżu podsłuchiwał ich. Mimo, że Ślizgoni przeprosili wszystkich po wojnie, to nadal nie mieli zbyt dobrej reputacji. W dodatku widok Granger i Malfoy'a rozmawiających jak równy z równym był rzadko spotyklany. 
-To wszystko?-uniósł lewą brew do góry i niechętnie wyswobodził nadgarstek z jej uścisku. 
-Nie, chciałam jeszcze powiedzieć, że chcę Ci pomóc.- duże bursztynowe oczy natrafiły na lodowate spojrzenie chłopaka. Po jej plecach znów przebiegł ten przyjemny dreszcz, który towarzyszył jej wtedy na błoniach.
-Nie potrzebuję twojej litości.-prychnął i zaczął wspinać się po schodach. Był zbyt dumny na to, aby przyjąć od niej jakąkolwiek pomoc. Sam sobie z tym poradzi, zawsze dawał radę to teraz też mu się uda. Hermiona stała i wpatrywała się w jego plecy. Poprawiła torbę na ramieniu i ruszyła za nim. O nie, ona nie da się tak łatwo zbyć. Nim zniknął na szczycie schodów zdążyła chwycić go za skraj szaty. Zatrzymał się, więc ona szybko go wyminęła i stanęła o stopień wyżej niż on. 
-To nie jest litość, tylko odpłacenie długu.-odpowiedziała ale dopiero potem zrozumiała jak to zabrzmiało. Blondyn zacisnął pięści. 
-Nie, przepraszam, nie miałam tego na myśli.-zaczęła się plątać. Nagle zaschło jej w gardle a dolna warga niebezpiecznie zaczęła drgać. 
-A jednak.-odpowiedział a jego głos przybrał temperaturę zera absolutnego. Twarz nie wyrażała jakichkolwiek emocji.
-Malfoy, jaa...-nie dokończyła, bo uciszył ją gestem dłoni. 
-Skończ.-wyminął się i ruszył przed siebie. a ona? Ona stała w miejscu usilnie próbując się nie rozpłakać. Nie dość, że pokłóciła się z Terencem to teraz schrzaniła sprawę z Malfoy'em. Chciała mu tylko pomóc, a wyszło jak zawsze. 


                   
                                             *                                     *                               *

-Gdzie idziesz?-Hermiona siedziała w swoim dormitorium czytając książkę. Nie spuszczając wzroku z kształtnych literek zadała pytanie swojej przyjaciółce, która zakładała czerwone kozaczki. 
-Idę do Harry'ego, podobno mam zostać nowym kapitanem drużyny.-skłamała. Za dużo czasu przebywała z nim, z wspaniałym kłamcą. Jej kłamcą. 
-To wspaniale. Czemu mi nie powiedziałaś?-ucieszyła się Hermi.
-To jeszcze tajne.-zaśmiała się Wiewiórka i  ruszyła do drzwi.-Wrócę później.-rzuciła na odchodne i wyszła. Hermiona westchnęła i odłożyła książkę na bok. Spod grubego ciemnoczerwonego koca wyciągnęła mapę Huncwotów. Wiedziała, że nie powinna tego robić, ale z Rudą od dawna działo się coś dziwnego.
-Przysięgam, że knuję coś niedobrego.-szepnęła. Na pergaminie zaczęły  pojawiać się czarne linie, łączące się, krzyżujące, zbierające wachlarzowato w każdym rogu. Potem, na samym szczycie, ukazały się zielone ozdobne litery. Patrzyła zafascynowana jak wszystko łączy się w spójną całość. Już po chwili odnalazła kropkę z nazwiskiem jej przyjaciółki tuż obok kropki z nazwiskiem 'Harry Potter' . Skrzywiła się lekko. Czuła się trochę głupio, że nie uwierzyła Ginny. Przecież powinny sobie ufać. Gdy już chciał odłożyć mapę, wpadł jej do głowy pewien pomysł. Zaczęła przeszukiwać mapę Huncwotów kawałek po kawałku, aż w końcu natrafiła na kropkę z podpisem 'Dracon Malfoy'. Stał na Wieży Astronomicznej. Mogła się tego domyślić. Patrzyła jak zahipnotyzowana w czarne ślady stóp, które krążyły po wieży. 
-Koniec Psot.-powiedziała i szybko wstała z kanapy. Zarzuciła na siebie bordowy sweter, założyła buty i schowała do tylnej kieszeni jeansów różdżkę. Zabezpieczając zaklęciem drzwi zbiegła do Pokoju Wspólnego. Zapominając zupełnie o Ginny wybiegła przez dziurę w portrecie i szybkim krokiem ruszyła w stronę Wieży Astronomicznej. W międzyczasie rozłożyła mapę Huncwotów i zerkała na nią, gdy zbliżała się do jakichkolwiek zakrętów. Bez żadnych przeszkód trafiła na miejsce. Wspięła się po kręconych schodach na górę i ukryła się w cieniu pod ścianą. Włożyła pergamin do kieszeni i przypatrzyła się blondynowi. Tym razem stał oparty o barierkę. Chłodny, jesienny wiatr targał jego włosami i szatą. Bezszelestnie podeszła i stanęła obok niego wpatrując się w dal. 
-Czego chcesz?-odezwał się po chwili. W jego głosie nie było już złości, tylko pewien rodzaj smutku. Draco Malfoy smutny, a to coś nowego.
-Chcę pogadać.-odgarnęła włosy z twarzy i spojrzała na niego. Nadal wpatrzony w dal nie zwracał na nią najmniejszej uwagi. Złapała go za rękę.  Poczuła dziwną radość z tego, że nie odrzucił jej. Przecież dotykał Szlamy.
-Chcę zaprosić Cię do mnie na święta.-powiedziała na jednym wydechu.-Oczywiście jeśli zechcesz.-dodała szybko. Widziała jak powoli odwraca głowę w jej stronę. 
-Nie chcę twojej litości, już mówiłem.-powiedział.
-Nie lituję się nad Tobą.-wyjaśniła. Chłopak patrzył prosto  w jej czekoladowe oczy jakby chcąc doszukać się w nich choćby krzty kłamstwa.  Niczego takiego nie znalazł.
-Z miłą chęcią Granger.-delikatnie się uśmiechnął. Był to uśmiech tak piękny, że niemal ugięły się pod nią kolana. Draco był niczym anioł w ludzkiej postaci.

                         *                                              *                                                *

Szczelnie opatulona grubym swetrem przemierzała korytarze Hogwartu. Była już pięć minut spóźniona. Gdyby na trzecim piętrze nie natknęła się na kotkę Filcha zapewne byłaby szybciej. Wychyliła głowę zza zakrętu. Stał nonszalancko oparty o jeden z filarów. Ciemna grzywka opadała na jego czoło, czarne oczy lśniły w blasku pochodni. Odwrócił się w jej stronę i  delikatnie się uśmiechnął.
-Cześć.-przywitała go krótkim buziakiem w policzek.
-Co tak długo?-spytał.
-Pani Norris.-mruknęła.-Zostałam Kapitanem Drużyny.-pochwaliła się z promiennym uśmiechem.
-W takim razie gratuluję.-Blaise porwał ją w ramiona i okręcił się wokół  własnej osi.
-Cicho Głupku.-skarciła go Ruda. Powolnym krokiem przechadzali się korytarzem piątego piętra. Okrągły księżyc wlewał swój blask przez  strzeliste okna. Podeszli do jednego z nich i zapatrzyli się na błonia.
-Pójdziesz ze mną jutro do Hogsmeade?-zagadnął ją.
-Dobrze wiesz, że ktoś może nas zobaczyć.-odpowiedziała nie patrząc na niego.
-Wstydzisz się mnie?-to pytanie przedarło się do jej umysłu i odbijało się po nim głośnym echem. Oczywiście, że się go nie wstydziła.
-Nie, tylko Ron wpadnie w szał jak nas zobaczy.-spuściła wzrok na swoje buty.
-No tak.-powiedział smutno.-Patrz tam!-szturchnął ją szybko w ramię. Wskazywał na zakapturzoną postać sunącą szybko po błoniach. Zabini już raz ją widział, lecz całkowicie to zbagatelizował. 
-Kto to?-Ruda odruchowo przybliżyła się do chłopaka. 
-Nie mam pojęcia, ale coś mi tu nie gra.-przygarnął ją ramieniem i oboje patrzyli jak owa zakapturzona postać znika między konarami Bijącej Wierzby.

                                    *                                                    *                                 *


Witajcie,
mamy rozdział :D Potem pojawią się jeszcze jakieś Drabułki, ale to zależy od czasu i chęci mojej jakże leniwej osoby :D Miłego czytania ;*
~~ Pozdrawiam Mopsicaa.

 

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Ehhh, ojej biieeeedny Ronuś, wszystko, co złe, trafia się właśnie jemu ;c ojejejej ;((( haha a masz :/ * to chyba jakaś klątwa, może przesadza z towarzystwem Nevilla, za naszymi plecami, hmmm?*
      Crabbe and Ron, Ron and Crabbe... hm... Robbe? Cran? Cran XD
      Oj, Hermiono nieładnie tak obserwować przyjaciółkę :/
      tylko... Hogsmeade* :)
      Ojeju uwielbiam Ginny i Blaise'a <3
      Ciekawe, co to za postać O.o
      Nie mogę się doczekać dalszych rozdziałów! Życzę Ci dużo weny na święta :D A jeśli już, to po prostu kopnij tego lenia w zadek, niech się ruszy! ;D
      Pozdrawiam ;* ~ http://no-rules-in-my-world.blogspot.com/

      Usuń
  2. Świetny !! Co to za postać na błoniach ?!?!?! O.o

    Weny !!

    Pozdrawiam
    Alvin

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział ;D tak jakoś nie szkoda mi Rona chociaż go lubię. Za to mam nadzieje że Luna będzie z Teo. Oj ty leniu ruszaj no się ;P ;* Pozdrowionka~ Tencza

    OdpowiedzUsuń