piątek, 13 grudnia 2013

Rozdział 24.

-Teodor.-Draco wszedł do dormitorium przyjaciela i zamknął za sobą drzwi. Nott siedział na parapecie podokiennym i palił kolejnego papierosa. Annabelle znów wróciła do swojego lustra a Teodor stał się jeszcze bardziej markotny, niż zawsze. Nie chciał z nikim rozmawiać, ani nikogo widzieć, więc młody Malfoy stwierdził, że musi mu jakoś pomóc. Tak postępują przyjaciele.
-Długo jeszcze będziesz się tu ukrywał?-spytał i usiadł naprzeciw niego. Brunet wzruszył tylko ramionami i ponownie zaciągnął się duszącym dymem.
-Nadal nie mogę uwierzyć, że jej tu nie ma.-odezwał się po chwili.-Na dodatek ten rudy Wieprz chciał ją zgwałcić.-kontynuował.
-Że co?-zdziwił się blondyn.- Teraz to już mu się nazbierało.-zacisnął dłonie w pięści.
-Już nawet wymyśliłem dla niego dzień małych niespodzianek.-wargi Teodora lekko drgnęły.
-Pomóc Ci?-Draco mimo tego, że zmienił się, nadal lubił dokuczać gryfonom, a w szczególności temu jednemu.
-Jeśli mógłbyś załatwić mi włosy Granger i odciągnąć ją od Wielkiej Sali w czasie obiadu, to byłoby super.-Nott zgasił papierosa.
-Zrobi się.-w głębi duszy Draco ucieszył się, że ma możliwość spędzenia całego popołudnia z Hermioną.
Nastała chwila ciszy, w której oboje myśleli o kimś, kto w ich życiu jest bardzo ważny. Tylko, że w  życiu Teodora były dwie kobiety, które chciał mieć przy sobie. Jedną z nich była Luna, lekko zakręcona blondynka, a drugą Annabelle, stateczna szatynka. Obie znaczyły dla niego dużo, zbyt dużo. Jedną może wybrać. Wybór należy tylko do niego.
-Idziesz ze mną na obiad?-zagadnął go Draco. Teodor wybuchnął śmiechem i dopiero wtedy blondyn domyślił się jak dwuznaczne było to pytanie.
-Dziękuję ale nie skorzystam, Ty moja mała blondyneczko.-Nott też czasami potrafił być złośliwy.
 -Pierdol się.-powiedział Smok, ale mimo tego z jego twarzy nie schodził uśmiech. Dziś miał naprawdę dobry humor.
-Skombinuj mi te włosy Granger, jak najszybciej.-upomniał się Teo, kiedy Dracze już wstał z miejsca.
-Dobra, dobra, nie spinaj.-rzucił tylko na odchodne i wyszedł z dormitorium. 

                                       *                                       *                               *

Siedziała w Wielkiej Sali i przeglądała stronice Proroka Codziennego. Już od jakiejś godziny siedziała i czekała na Malfoy'a, tylko po to aby oddać mu pracę z transmutacji. Mogła się nie zgodzić. W sumie chciała to zrobić. Ale gdy tak patrzyła w te głębokie platynowoniebieskie oczy Draco, uległa. A po za tym to miała jeszcze na tyle honoru, aby się wywiązać z umowy.
Pokiwała głową, patrząc się na wejście do pomieszczenia.Właśnie wchodził a razem z nim Astoria Greengrass. Coraz bardziej zaczynała nie lubić tej Ślizgonki. Sama nawet nie wiedziała czemu. Przecież nigdy niczego złego jej nie zrobiła. Ale samo to, że kręciła się koło Draco, jakoś jej się nie podobało. Przeniosła wzrok na Draco. Sam jego widok przyprawiał ją o przyjemne dreszcze. Potargane blond włosy, niebieskie spojrzenie i łobuzerski uśmiech – był niczym Grecki Bóg.
Jeszcze chwila, nie będzie nachalna i da mu się najeść w spokoju, żeby nie pomyślał, że jest jakąś wariatką, czy coś. Odprowadziła go jeszcze spojrzeniem i powróciła do czytania gazety. Nie trwało to jednak długo, ponieważ przerwała jej profesor McGonagall, która podeszła do mównicy, by ogłosić jakiś komunikat.
-Proszę o uwagę!-powiedziała z mocą i natychmiast wszystkie szmery ucichły a głowy uczniów powędrowały w stronę dyrektorki.
-Jak już wiadomo, w Hogwarcie odbędzie się anonimowy bal. Dokładna data to 20 grudnia, czyli dzień przed wyjazdem uczniów do domów na święta. Dziękuję za uwagę.- w Wielkiej Sali ponownie rozbrzmiały rozmowy. Każdy zaczął dyskutować na temat balu, który Hermione w sumie mało interesował. Jakoś nie miała ochoty siedzieć samotnie przy stoliku i patrzeć na te wszystkie pary wirujące na parkiecie. Zapewne będzie tam także Ron razem z Luną co jakoś nie odpowiadało jej. Oczywiście nie miała do nich żalu, tylko było jej trochę przykro, że rudzielec ją tak potraktował. Przecież mogli rozstać się w normalny sposób.  Westchnęła i złożyła gazetę. Przeniosła wzrok i gdzieś między grupką ludzi wchodzących do Wielkiej Sali mignęła jej znajoma czupryna Dracona.
-Malfoy!-zawołała za nim i chłopak się odwrócił. Poprawiając torbę na ramieniu ruszyła w jego stronę.
-Cześć.-przywitała się, gdy z lekką zadyszką stanęła naprzeciw niego.-Mam coś dla Ciebie.-gorączkowo zaczęła przeszukiwać swoją torbę.
-Hej spokojnie, nigdzie się nie spieszę.-zaśmiał się cicho. Hermiona odetchnęła z ulgą, kiedy w końcu udało jej się znaleźć pracę domową dla Dracona.
-Proszę.-wręczyła mu rolkę pergaminu zapisaną schludnym pismem.
-Dzięki Granger, o czekaj coś tu masz.-wyciągnął rękę w stronę burzy jej kasztanowych loków. Hermiona stała jak spertyfikowana patrząc jak jego dłoń wędruje w jej kierunku. Poczuła jak po wsunięciu jego długich palców we włosy, po jej plecach przebiega stado dreszczy.
-To kawałek grzanki.-skłamał udając, że wyrzuca coś na podłogę.
-Dracuuuuuuuuuuuuusiuu!-oboje gwałtownie obrócili głowy w kierunku nawoływania. Zarumieniona Astoria w wysokich szpilkach biegła w ich stronę. Blondyn mocniej ścisnął włosy, które trzymał w dłoni.
-Czekaj załatwię to.-bąknął do Hermiony i odszedł kawałek na bok. Już po chwili koło niego stała lekko zdyszana Astoria.
-Masz, wiesz co robić.-szybko wręczył jej pęczek kasztanowych kłaczków i pchnął w stronę drzwi. Uradowana dziewczyna w podskokach wybiegła z Wielkiej Sali a Draco wrócił do Hermiony.
-Chodź ze mną na błonia.-pociągnął ją za rękaw szaty i razem wyszli z Wielkiej Sali.


                             *                                                *                                        *

Draco przydzielił jej bardzo ważne zadanie, które musi wykonać jak najlepiej. W sumie to nie za bardzo podobało jej się to, że musi zmienić się w Granger. Robiła to tylko i wyłącznie dla Dracona. Unikając ciekawskich spojrzeń wślizgnęła się do opuszczonej, damskiej toalety znajdującej się najbliżej Wielkiej Sali. Tam czekał już na nią Teodor z butelką brązowego płynu w dłoni.
-Masz?-spytał krótko, a ona kiwnęła głową na potwierdzenie jego słów.-Wrzuć.-dziewczyna wrzuciła do bulgoczącej mikstury włosy, które Draco zabrał Granger.
-Masz, przebierz się.-kolejny chłodny rozkaz wypowiedziany przez Notta. Dziewczyna tylko prychnęła, ale posłusznie wzięła od niego torbę z ubraniami.
-Odwróć się.-zażądała a chłopak pokręcił tylko z politowaniem głową.
-Dziewczyno, nago widziała Cię połowa Hogwartu i w tym dwa razy ja, co Ci robi to za różnice?-mimo kąśliwej uwagi spełnił jej prośbę. Nic nie odpowiedziała. Zaczęła powoli zmieniać ubrania, usilnie starając nie rozpłakać się. To co powiedział Teodor było szczerą prawdą. Przez ostatnie dwa lata starała się na wszystkie możliwe sposoby wzbudzić zazdrość w Draco. Nie ważne jaka była tego cena. Mimo jej wysiłków nie udało się osiągnąć zamierzonych celów. Smok nic sobie z tego nie robił. W końcu się poddała i teraz stara mu się przypodobać choćby przez taką rzecz jak pomoc w jakiejś głupiej akcji. Wypuściła ze świstem powietrze i powachlowała dłońmi przed twarzą, chcąc odpędzić ostatnie gorzkie łzy napływające do oczu.
-Już.-odpowiedziała słabym głosem. Nott odwrócił się i podał jej eliksir.
-Do dna.-zachęcił ją gestem dłoni. Przełknęła ciężko ślinę i przechyliła buteleczkę wypijając całą jej zawartość. Smakował jak rozgotowana kapusta. 
Nagle wnętrzności skręciły jej się, jakby połknęła żywe węże. Zgięła się wpół, oczekując ataku mdłości, ale zamiast niech poczuła przebiegającą od żołądka po czubki palców rąk i nóg falę ostrego, piekącego bólu. Zaraz potem coś strasznego powaliło ją na kolana, jakby skóra na całym ciele roztopiła się jak gorący wosk. Wstała i na drżących nogach podeszła do lustra wiszącego nad umywalką. Spojrzała na dziewczynę, która się w nim odbijała. Długie, kręcone, kasztanowe włosy były jeszcze w większym nieładzie niż zawsze. Duże, bursztynowe oczy otulone wachlarzem czarnych rzęs były tak niepodobne do błękitnych oczu Astorii. 
-Wspaniale.-Teodor niemal podskoczył z zachwytu.-Masz, tylko zrób to niepostrzeżenie.-wcisnął jej w dłoń zakorkowaną ampułkę z wściekle różowym płynem. 
-Powodzenia.-krzyknął jak już wychodziła z toalety. Powolnym krokiem skierowała się ponownie do Wielkiej Sali. Spojrzała jeszcze na zegarek i zdała sobie sprawę, że jest spóźniona o jakieś pięć minut. Przyspieszyła odrobinę i już po chwili znalazła się w jadalni. Siedział przy stole Gryffindoru i objadał się zupą. Poprawiła nerwowo szatę i usiadła obok niego.
-Cześć Ron.-niemal wypluła te słowa.
-Hej Herm, wszystko dobrze?-zapytał jak gdyby nigdy nic się nie stało. Zadziwiające jak bardzo człowiek może być dwulicowy.
-Jasne.-uśmiechnęła się słabo.-Podałbyś mi tamtą wazę.-wskazała palcem na przeciwległy koniec stołu. Chłopak w odpowiedzi uśmiechnął się tylko i odwrócił z zamiarem podania jej naczynia z zupą. Dziewczyna wykorzystując ten moment wlała do jego pucharka zawartość fiolki. Płyn lekko zasyczał.
-Proszę.-Ronald nalał jej zupy do miski. 
-Dziękuję.-sięgnęła po łyżkę i niemrawo zaczęła merdać nią w zupie. -Przepraszam ale muszę już iść.-wstała od stołu.
-Ale niczego nie zjadłaś.-zawołał za nią rudzielec.
-To nic.-machnęła ręką i ruszyła biegiem w stronę wyjścia. Chłopak tylko wzruszył ramionami i ponownie wrócił do konsumowania swojego posiłku. Coś w jego pobliżu cudownie pachniało. Kusiło swoim zapachem i przyćmiewało zmysły. Do nozdrzy Rona, dobiegła charakterystyczna woń drewnianej rączki miotły, zapach chleba i cynamonu. Wdychał ją powoli, głęboko i wydawało mu się, że ten zapach rozchodzi się po jego całym ciele. Ogarnęło go uczucie błogości. Zrobiło mu się nagle bardzo sucho w gardle, więc sięgnął po pucharek z sokiem dyniowym i pociągnął z niego spory łyk. Przez jego ciało przeszedł bardzo dziwny dreszcz. Jego oczy zaszły delikatną mgiełką. Chłopak wydał z siebie długie westchnienie i oparł brodę na rękach. Nagle naszła go nieodparta ochota przytulenia do Vincenta Crabbe'a. Jego twarz rozbłysła tęsknym uśmiechem. Błyskawicznie podniósł się z ławki i szybkim krokiem podszedł do stołu Slytherinu, gdzie siedział obiekt jego westchnień. 
Kocham cię! – krzyknął na cały głos i po chwili przytulił mocno chłopaka i wbił się bezceremonialnie w jego otwarte ze dziwienia usta. Wszyscy obecni w Wielkiej Sali  zamarli z szoku. Ta scena była dla uczniów zbyt wstrząsająca. W końcu nie na co dzień można spotkać się z pocałunkiem chłopaków i to jeszcze w takim miejscu. Mimo to Vincent nie miał nic przeciwko takiemu zachowaniu Rona.  Jak powszechnie było wiadomo Ślizgon miał inne upodobania, niż reszta męskiej populacji Hogwartu. Jego grube paluchy mimowolnie powędrowały w rude  włosy Rona.  Trwali tak złączeni, aż wydawało się, że można usłyszeć syk unoszącej się z ich ciał pary.  Trwali tak złączeni, aż wydawało się, że można usłyszeć syk unoszącej się z ich ciał pary. Uczniowie zgromadzeni w Wielkiej Sali wznieśli głośne wiwaty i brawa. Teodor oparty nonszalancko o framugę drzwi wejściowych przyglądał się całej tej sytuacji z triumfem wymalowanym na twarzy. Współczuł mu tylko tego, że jego zemsta dopiero się zaczęła. 


                                *                                                          *                                         *




Spacerowali po błoniach, chyba pierwszy raz normalnie ze sobą rozmawiając. On starał się być miły i uprzejmy a ona poznawała tego nowego Dracona Malfoy'a.
-I wtedy przez przypadek podpaliłem jej spódnicę, i dlatego wołają na mnie Smok.-dziewczyna zaśmiała się perliście. Draco opowiadał jej właśnie jedną ze swoich dziecięcych przygód. 
-Hermiona!-dobiegł ich znajomy głos gdzieś z oddali. Odwrócili się i zobaczyli, że w ich stronę biegnie zdyszany Terence. 
-Tu jesteś, szukałem Cię cały dzień.-cmoknął ją krótko w policzek. Na ten widok Draco zacisnął mocno pięści. 
-Jak widzisz nic jej nie jest,  zjeżdżaj już.-warknął nietaktownie. Chciał chociaż trochę czasu pobyć z Hermioną a tu znów ktoś im przerywa, jak nie Potter to on. O zgrozo! 
-Malfoy.-syknęła na niego Gryfonka.
-No co?-wzniósł oczy do nieba.
-Dobrze nie będę wam przeszkadzał, cześć. Do jutra Mionko.-mimo zawodu w oczach blondyn uśmiechnął się delikatnie i odszedł w stronę zamku. Draco za to wykrzywił usta w złośliwym grymasie i zaczął iść dalej przed siebie, uprzednio ciągnąc Hermionę za nim.
-Jesteś bezczelny!-warknęła ze złością i stanęła w miejscu. Blondyn uniósł tylko do góry brwi. 
-Nie warcz na mnie.-powiedział spokojnie.-Nic takiego przecież nie zrobiłem.-dodał widząc jej spojrzenie.
- Ja wcale nie warczę.-zaperzyła się.
Och, warczysz, warczysz, i dobrze o tym wiesz, tylko duma nie pozwala ci się do tego przyznać.-odpowiedział kąśliwie.
Co ty masz z tą dumą?! Odkąd wyszliśmy z zamku cały czas się czepiasz o nią.-krzyknęła.
O, a teraz krzyczysz. Nie ładnie.-pogroził jej palcem.
Malfoy..-jej policzki poróżowiały ze złości. Powoli zaczynał ją już denerwować.
Znowu robisz się czerwona.-zauważył błyskotliwie. 
Malfoy!  
Wiesz, że jak się denerwujesz, to puszą ci się włosy? O, tutaj masz taki kędziorek odstający.-wskazał palcem na jeden z jej loków. Zapanowała między nimi chwila ciszy w której oboje patrzyli prosto w swoje oczy. No i właśnie w tym samym momencie szczerze się roześmiali z uwagi Dracze dotyczącej jej włosów. 
-Wracamy już?-zaproponował, kiedy oboje się uspokoili. 
-Jasne.-odparła z uśmiechem i ruszyli powolnym krokiem, zupełnie zapominając o wcześniejszej kłótni.

                            *                       *                           *

Przechadzał się między regałami jak mniemał pustej biblioteki. Był niedzielny wieczór, więc mało kto miał ochotę tutaj być. Postanowił po drodze wstąpić tu i poszukać jakiś informacji na temat zaczarowanych zwierciadeł. Przechodził właśnie koło działu z księgami dotyczącymi magicznych roślin i zwierząt, gdy ją zobaczył. Usilnie próbowała ściągnąć jakiś opasły tom z górnej półki, ale marnie jej to szło. Westchnął i postanowił jednak jej pomóc, mimo, że od kilkunastu dni nie zamienili ze sobą słowa. Jak najciszej tylko mógł podszedł i ściągnął książkę z półki. Wręczył ją jej w dłoń i bez słowa odszedł w stronę działu ksiąg zakazanych. Luna stała patrząc jak odchodzi. Sama przed sobą musiała przyznać, że zaczynało jej go brakować. Oddalili się od siebie ostatnio. Ron od tego wypadku zakazał jej spotykania się z Teodorem. Ostro się wtedy ze sobą pokłócili i uderzył ją po raz pierwszy. Sama nie mogła w to uwierzyć ale wybaczyła mu. Ponownie. 
-Teodor zaczekaj.-podbiegła i zacisnęła palce na jego nadgarstku. Zatrzymał się, ale nie odwrócił.
-Chcę tylko porozmawiać.-wyszeptała cicho, nie chcą aby Pani Prince wyrzuciła ich stąd.
-Nie mamy o czym.-odparł chłodno. Wiedział jak mocno ją rani. Bardzo tego nie chciał ale to było tylko i wyłącznie dla jej dobra. Wiedział, że przez niego i tak miała już zbyt wiele kłopotów. Widział ten siny policzek, który nieustanie próbowała ukryć.
-Nie bądź taki.-odwróciła go w swoją stronę. Była od niego o wiele niższa, więc musiała zadrzeć wysoko głowę, aby spojrzeć mu w oczy. 
-Taki czyli jaki?-spytał.
-Dlaczego odsuwasz mnie od siebie?-zignorowała jego pytanie.
-Czekaj, czekaj, bo chyba czegoś nie rozumiem.-Teodor syknął a jego twarz poczerwieniała od gniewu.-Ja Cię odsuwam? Nie dość, że Łasić Cię ode mnie odseparował to na dodatek Cię bije!-wykrzyczał szeptem. Dłoń Luny mimowolnie powędrowała do lewego policzka na, którym widniał prawie zagojony ślad po uderzeniu.
-Przestań Teodor.-szepnęła czując jak słone łzy napływają jej do oczu. To był impuls. Przytulił ją. Przegrał sam z sobą. Ponownie.

               *                         *                      *                        *

 Witajcie,
rozdział z opóźnieniem. Miałam w tym tygodniu egzaminy próbne, więc mam nadzieję, że mi wybaczycie :)) Czekam na jakiekolwiek komentarze, miłego czytania.
~~ Pozdrawiam Mopsicaa ;*

 

7 komentarzy:

  1. Fajnyyyy *_* Czekam na następny :D
    Weny i czasu i chęci i wszystkiego czego potrzebujesz aktualnie :D

    Alvin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszaaaaaaaaa :* :** Kocham i pozdrawiam :D

      Usuń
  2. Wyobraziłam sobie scene w WS... dalej nie moge przestać się śmiać :D Mówią, że 15 minut śmiechu to ileśtam życia dłużej. Dzięki tobie będe nieśmiertelna! Ciekawi mnie jak będzie wyglądała dalsza część odwetu Teo :3 No i oczywiście co będzie z Draco i Hermioną <3 Dużo weny, czekam na rozdział jak zawsze :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział!!!! Tą scenę w WS przeczytałam już 5 razy i ciągle się śmieje ;D Jestem już tak uzależniona, że rodzice już nawet chcą mnie zapisać do psychologa, ale nawet on nie pomoże. Czekam na następny, kocham cie i twojego bloga <3 Pozdrowienia~Tencza

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahahhahah beka <3 Świetna notka! :3
    Tylko, że przed i po myślniku powinna być spacja :) tak lepiej się czyta i wszystko jest wyraźniejsze
    O i "Dziękuję za uwagę.- w Wielkiej Sali ponownie rozbrzmiały rozmowy." po "uwagę" nie powinno być kropki, ona jest po "rozmowy", a tak, to się nie stawia ;3
    a także powtórzyło ci się to samo zdanie: "Trwali tak złączeni, aż wydawało się, że można usłyszeć syk unoszącej się z ich ciał pary. Trwali tak złączeni, aż wydawało się, że można usłyszeć syk unoszącej się z ich ciał pary. " O.o
    Wow, po raz pierwszy spotkałam się na blogu z objaśnieniem, czemu przezywają Dracona "Smok"! :D
    Hahahha, kocham te kłótnie między Draco, a Hermioną <3
    Nienawidzę Rona za to, że uderzył Lunę -.- A Luna głupia, bo dalej się w tym związku męczy, eh miłość, co ty robisz :/
    Ja miałam próbne pod koniec listopada ;___; istna masakra.
    Rozdział świetny! Przyjemnie się czytało! Więcej takich :3
    Czekam z niecierpliwością na kolejny :3

    ~ http://no-rules-in-my-world.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam twoje dotychczasowe rozdziały i jestem zachwycona ;)
    uwielbiam Twoja literówkę ;p "Ale gdy tak patrzyła w te głębokie platynowoniebieskie oczy Draco, uległa." tak sie z niej uśmiałam ,ze prawie spadłam z krzesła ;)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak dla mnie cudo! Fajnie, że piszesz z perspektywy kilku osób - tak jest o wiele ciekawiej :D

    OdpowiedzUsuń