niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 23.

Od ostatnich wydarzeń minęło kilka dni. Teodor oraz Annabelle zaprzyjaźnili się. Spędzali ze sobą coraz więcej czasu. Chłopak opowiedział jej historię o swoim życiu. A ona? Ona okazała się być wspaniałą słuchaczką. Nie przerywała mu gdy mówił, potrafiła doradzić, a czasami po prostu przytuliła go. Okazywała mu swoją bliskość, a to im w zupełności wystarczało. Najdłuższa rozmowa odbyła się w poniedziałek. Nott opowiedział Belli o swoim dzieciństwie. Poruszył temat ojca, który notorycznie bił matkę a na niego rzucał czarno-magiczne klątwy. Tak bardzo wyczekiwał aż będzie mógł wyjechać do Hogwartu. 1 września 1991 roku był dla niego najszczęśliwszym dniem w całym życiu. Wtedy wreszcie uwolnił się spod żelaznej ręki tego tyrana. W Hogwarcie było zupełnie inaczej. Przestał się bać, zaczął się dobrze uczyć, swobodnie mógł  rozmawiać z kolegami. Nie wracał do domu na święta i ferie, zmuszony był pojechać tam tylko w wakacje. Jakoś wytrzymywał te dwa miesiące.  No i wtedy wydarzyło się coś czego nikt by nie przewidział. Czarny Pan odrodził się kiedy był w czwartej klasie. Wszystkie jego plany i marzenia posypały się jak domek z kart. Na początku nikt w to nie wierzył, ale on miał pewność, że to prawda. Ojciec znów znikał. Wychodził rano i wracał wieczorem. Matka płakała całymi nocami, a on znów odcięty był od przyjaciół. Nawet nie wiedział co dzieje się w domu Draco. Tam także musiało być nieciekawie, ponieważ blondyn wysłał mu pod koniec wakacji krótki list. Wyrażał on zaledwie kilka zdań, które on pamięta do teraz. Brzmiały jakoś tak;'' Znów mnie pobił, ale dam radę. Trzymaj się Teo.''. Tym razem naprawdę było źle. Na samym początku piątej klasy Draco wyglądał tragicznie. Działo się źle, to było pewne. Dopiero nieudana akcja w Departamencie Tajemnic go w tym utwierdziła.Właśnie tam został pojmany jego ojciec. Wsadzili go do Azkabanu podczas wykonywania misji dla Czarnego Pana. A najgorsze było to, że kara spotkała Teodora. Został zmuszony do wstąpienia do Śmierciożerców. Jedynym wsparciem w tamtych chwilach dla niego był Draco, który także został zmuszony do zajęcia miejsca swego ojca. Potem było już tylko gorzej. Uczono ich jak mają torturować a nawet zabijać. Draco zmuszony był do unicestwienia Dumbledore'a. Nie podołał zadaniu, więc jak zawsze musiał zostać ukaranym. Teodor pamięta, że wtedy był nieprzytomny przez jakieś dwa dni. Bał się o niego. W końcu byli przyjaciółmi. Na szczęście jakoś z tego wyszedł. Potem nie wrócili już od szkoły. I wtedy właśnie w jego życiu pojawiła się ona. Blond-włosa piękność o niebieskich oczach. Trafiła do Malfoy Manor jakoś w święta. Śmierciożercy porwali ją tylko dlatego, że jej ojciec wydawał gazetę 'Żongler', która popierała czyny sławnego Harry'ego Pottera. Testowali na niej najróżniejsze eliksiry, które wykańczały ją psychicznie oraz fizycznie. Czasami nawet dla zabawy rzucali na nią klątwę Cruciatus i patrzyli jak cierpi. Luna starała się być dzielna. Nie krzyczała, nie płakała. Była bierna. Tylko, że to jeszcze bardziej ich drażniło. Najgorszy był Augustus Rookwood. Tylko pod działaniem jego czarów pokazywała swoje słabości. Kiedy już była tak wykończona, że mdlała kazali mu ją znosić do lochów. Więziono ją tam z Panem Ollivanderem. Gdy tylko udało mu się niepostrzeżenie zabrać coś z kuchni to przynosił im to aby mogli się najeść. Czasami nawet podawał Lunie eliksiry lecznicze. Był dla niej małą podporą w tym trudnym czasie. Naprawdę ucieszył się gdy w twierdzy zjawił się Harry Potter i jego przyjaciele. Uratowali ją. Była bezpieczna. No i po niecałym miesiącu doszło do ostatecznej bitwy o Hogwart. Zmuszony był stanąć po stronie zła. Jego egoistyczny ojciec niemal doprowadził go do śmierci. Gdyby nie profesor Slughorn zapewne by go dzisiaj to nie było. Mistrz eliksirów z zaskoczenia zaatakował Notta seniora i zarazem uratował Teodorowi życie. Tylko i wyłącznie dzięki jego pomocy może teraz siedzieć u siebie w dormitorium i uczyć się pleść warkocza na włosach Belli. Naprawdę ją polubił.
-Dlaczego nie możesz zostać dłużej?-spytał gdy już udało mu się upleść coś podobnego do kłosa.
-Jeśli zostanę moje lustro pęknie a ja zmienię się w ducha. Nie znam żadnej możliwości uniknięcia tego.-posmutniała znacząco. Przykra była wiadomość, że już jutro nie obudzi się wtulona w tors Teodora. Nie będzie miała możliwości przejścia się już tym zamkiem w jego obecności.
-Szkoda.-ujął jej rękę i delikatnie ją pocałował. Ona delikatnie wtuliła się w niego chcąc chociaż przez te ostatnie godziny pobyć z nim. W dormitorium zapanowała cisza, która o dziwo żadnemu z nich nie ciążyła. Oboje zajęli się myśleniem o tym co będzie jutro. Ona wróci do swojej twierdzy. Zapewne minie kolejne kilkanaście lat zanim zostanie znowu uwolniona choć na tydzień. Ponownie nauczy się żyć samotnie. Będzie się starała wyrzucić  z swojego umysłu Teodora. Tylko, że najgorsze dla niej jest  to, że jego oczy będzie pamiętać aż do końca. To takie banalne zakochać się w czyimś spojrzeniu. Mieli za dużo wspólnego aby nagle zacząć żyć osobno.
On także myślał co przyniesie jutro. Nadal nie docierała do niego myśl, że już o północy jej nie będzie, że zniknie z jego życia tak nagle. Po prostu bał się, że zabraknie mu kogoś z kim będzie mógł porozmawiać, tak od serca. Odkąd pokłócił się z Luną ona była dla niego wsparciem, nawet, gdy ją od siebie odtrącał.
-Annabelle?-zagadnął ją cicho.
-Mhhhhhhm?-mruknęła na znak, że go słucha.
-Znajdę jakiś sposób, aby Cię stamtąd wydostać.-pocałował ją w czoło.
-Nie znajdziesz.-pokręciła głową na boki.
-Ale mimo wszystko postaram się.-spojrzał jej głęboko w oczy.-Zrobię to dla Ciebie. Bo wiesz, podarowałaś mi coś, co nawet trudno nazwać. Poruszyłaś we mnie coś, o czego istnieniu nawet nie wiedziałem. Jesteś i zawsze pozostaniesz częścią mojego życia. Zawsze.-mówiąc to cały czas trzymał ją za rękę i kciukiem zakreślał na niej coś co przypominało serce. Po jej bladym policzku zaczęły spływać łzy, których nie mogła zatrzymać. Powoli zbliżyła się do niego i złożyła na jego ustach delikatny pocałunek.
-Obiecaj mi, że nigdy się nie poddasz. Jeśli upadniesz, wstań i walcz dalej. Zrób to dla siebie, dla mnie.-wyszeptała.
-Obiecuję.-pocałował ją i zamknął w uścisku swoich silnych ramion.

                                                   *                            *                           *

Rudowłosy chłopak szybkim krokiem zmierzał do swojego dormitorium. Cały czas szukał Neville'a ale nigdzie go nie było. Sprawdzał na błoniach, w Wielkiej Sali, w Skrzydle Szpitalnym, Sowiarni, Pokoju Wspólnym ale tam także go nie znalazł. Zostało jeszcze ich wspólne dormitorium. Jeśli tam go nie znajdzie to już nie ma pomysłów i się podda. Z nadzieją w oczach otworzył drzwi do pokoju, lecz zastał w nim tylko Harry'ego, który czytał Proroka Codziennego i zajadał się jakimiś łakociami. Westchnął i rzucił się na łóżko.
-Widziałeś Neville'a?-spytał ze zrezygnowaniem.
-Nie, ale mam dla Ciebie dobrą wiadomość.-Wybraniec odrzucił na bok gazetę i uniósł się na łokciach.
-Jaką?
-Chcę abyś w tym roku to Ty został kapitanem drużyny Qudditcha.-zielonooki uśmiechnął się do przyjaciela.
-Serio?-wykrzyknął Ron ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy, ale już po chwili się opanował. Przybrał na twarz maskę powagi i w tym momencie przypominał tak bardzo Percy'ego że Harry miał ochotę zaśmiać się.
-To znaczy serio.-kontynuował z dumą w głosie.-Wiedzę że nareszcie zrozumiałeś, że jestem od Ciebie lepszy.-dodał. Harry uniósł niezauważalnie brwi.
-Nie Ron, uważam, że skoro jesteś najgorszą ciamajdą z całej twojej rodziny to należy Ci się chociaż coś.-powiedział jak najsłodszym głosem i obserwował jak twarz Weasley'a momentalnie zmienia kolor na wściekle czerwony. Chyba trafił w jego czuły punkt. Rudy zacisnął dłonie tak mocno, że aż pobielały mu knykcie.
-Ty pasożycie! Przez tyle lat byłeś dla nas jak rodzina i teraz tak się odpłacasz?-warknął.
-Rozmyśliłem się, Ginny zostanie kapitanem drużyny.-powiedział od niechcenia i zaczął odpakowywać kolejną czekoladową żabę.
-Od teraz oficjalnie nie jesteś moim przyjacielem.-powiedział dumnie i wyszedł z dormitorium. Zbiegł szybko po kręconych schodach i w złym humorze opadł na czerwoną kanapę obok kominka.
-Cześć.-dobiegł go znajomy głos, dochodzący gdzieś zza jego pleców. Natychmiastowo się odwrócił i zobaczył pyzatą twarz Neville'a Longbottoma. Obiekt poszukiwań młodego Weasley'a usiadł obok niego i zapatrzył się w gazet leżące na podłodze.
-Neville masz jakieś plany na wieczór?-zapytał i sztucznie uśmiechnął się do niego.
-W sumie to chyba nie, a co?-spytał i spojrzał na niego marszcząc czoło.
-To pomożesz mi dzisiaj w czymś.-Rudy uśmiechnął się przebiegle i klasnął w dłonie.

*                                                                                *                                                    *

Hermiona swój wolny czas spędzała w bibliotece. Odrabiała zadania na kolejny tydzień i przeglądała ciekawe książki. Przez cały tydzień bardzo dużo myślało o Draco. Na jego widok serce galopowało jej jak oszalałe. Sama nie wiedziała czemu. Nigdy takiego czegoś nie czuła, nawet przy Ronie, ale to bardzo miłe uczucie. Delikatne mrowienie w palcach, motylki w brzuchu i to przyjemne ciepełko na serduszku. Ich stosunki powoli zaczęły się ocieplać. Nie wyzywał jej już, nawet potrafił delikatnie się uśmiechnąć i powiedzieć 'cześć, kiedy mijali się na korytarzach. Gdy tak myślała obiekt jej westchnień usiadł na przeciwko niej. zaczął przyglądać się nic nie świadomej dziewczynie. Miała przymknięte oczy, które okalał wachlarz długich ciemnych rzęs. Burza kasztanowych włosów zaczesana była do tyłu a pojedyncze pasma opadały na jej piegowate policzki. Cicho odchrząknął, czym wyrwał ją z letargu. Napotkała spojrzenie stalowoszarych oczu i delikatnie się zarumieniła.
-Cześć.-przywitał się i zaczął wypakowywać swoje książki, pergaminy i pióra na stolik.
-Cześć.-opowiedziała i spuściła wzrok na mapę nieba, którą miała zrobić na astronomię.Jakoś nigdy nie lubiła tego przedmiotu. Może i znała wszystkie regułki i opanowała teorię, to i tak ciężko  było jej zaznaczać gwiazdy i konstelacje na mapie.
-Granger?-Hermiona podniosłą wzrok na blondyna, który siedział i przyglądał jej się z dość kwaśną miną.
-Co?-spytała nietaktownie. Kolejną rzeczą, której nienawidziła, było to, że ktoś jej przeszkadza w najmniej odpowiednim momencie.
-Może się wymienimy?-wskazał palcem na podręcznik od transmutacji i czysty pergamin. Dziewczyna popatrzyła na niego z wysoko uniesionymi brwiami. Ciężko było jej się przyzwyczaić do takich rozmów z Malfoy'em. W końcu to jemu zawdzięczała życie. Gdyby ją wtedy wydał zapewne nie siedziałaby tu teraz. Poczuła się względem niego dłużna, więc zgodziła się na tę wymianę. Praca miała być na temat animagii, jednej z najtrudniejszych sztuk magicznych. Hermiona zawsze lubiła transmutację, więc nie miała problemu z odrobieniem tak prostego zadania. Zajrzała do książki leżącej na przeciw i chwyciła pióro. W bibliotece było dzisiaj bardzo spokojnie. Można było wychwycić każdy, nawet najcichszy dźwięk. Tylko, że teraz panowała tu kompletna cisza. Podniosła głowę i spojrzała na Draco, który ze znudzonym spojrzeniam bujał się na krześle. Kawałek dalej na stoliku leżała rzucona wypełniona mapka na astronomię. Dziewczyna nie kryła swojego zdziwienia. Mogła się domyślić że ten zdradziecki wąż ją oszuka i zrobi to byle jak. Wyprostowała się na krześle i gniewnie na niego spojrzała.
-Oszukałeś mnie!-krzyknęła szeptem. Twarz Malfoy'a nadal nie wyrażała żadnego zainteresowania tą sytuacją.
-O co Ci znowu chodzi Granger?-zapytał.
-Zrobiłeś tę mapkę byle jak!-sięgnęła po papier i zaczęła go przeglądać Jakież było jej zdziwienie, kiedy wszystkie gwiazdy zostały zamieszczone na niej poprawnie.
-Czekam na moją pracę do jutra, pa księżniczko.-wyszeptał jej tuż przy uchu i odszedł. A ona? Ona siedział jak sparaliżowana. Cały czas czuła zapach jego zniewalających perfum i ciepły oddech na karku. No i super. Teraz dodatkowo zobowiązała się zrobić zadanie za tego dupka. Wspaniałe zajęcie na wieczór, a potem musi mu jeszcze to oddać.


                                                *                                *                               *


Było kilka minut po 23;00. Teodor i Annabelle po raz ostatni spacerowali po Hogwardzkim zamku. O północy dziewczyna musi wskoczyć do jeziora, aby uniknąć losu potępionej. Szli w kompletnej ciszy. Oboje wiedzieli, że to może być ich ostatnie spotkanie. Nagle gdzieś z oddali usłyszeli głośne kroki, nim zdążyli się odwrócić pomiędzy nich wpadł....Teodor? Nie, to nie możliwe.
-Też Ci się wydawało, że to byłeś Ty?-Annabelle wskazała palcem na oddalającą się postać.
-Idź, sprawdź to. Ja sobie poradzę.-wyszeptała czując wewnętrzną walkę jaką prowadził umysł Ślizgona.
-Zaraz wrócę, idź powoli w stronę jeziora.-Cmoknął ją w czubek głowy i pobiegł za oddalającą się postacią. Bella powolnym krokiem ruszyła do wyjścia. To było nad wyraz dziwne. To mógł być podstęp. Miała nieodparte wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Nerwowo obejrzała się za siebie, ale niekogo tam nie było. Pomyślała, że jest przewrażliwiona i ruszyła ponownie w stronę wyjścia. Nagle poczuła, że czyjaś dłoń zasłania jej usta. Strach sparaliżował jej ciało. Została brutalnie pchnięta na ścianę i dopiero teraz zobaczyła kto jest jej oprawcą. Stał przed nią wysoki chłopak z rudą czupryną. Był to Ronald Weasley. Teodor dużo jej o nim opowiadał.
-No, no, no kogo my tutaj mamy? Dziwka Notta.-warknął i wzmocnił ucisk na ramiona dziewczyny. Bella poczuła straszliwy ból, lecz nie dała niczego po sobie poznać.
-Czego chcesz?-hardo patrzyła mu w oczy. Nauczyła się od Teodora jednej rzeczy. Nigdy nie okazuj swoich słabości, bo wtedy Cię zniszczą.
-Zabawimy się.-Młody Weasley już od dawna wodził wzrokiem za nową przyjaciółką Notta i potrafił wykorzystać okazję. Bez namysły wpił się w jej usta i zaczął całować. Dziewczyna zaczęła się wyrywać, lecz on był zbyt silny. Z braku jakiegokolwiek wyjścia ugryzła rudzielca w wargę. Chłopak syknął i odsunął się od niej. W jego oczach dostrzegła coś niepokojącego. Był to obłęd. Zamachnął się i z całej siły uderzył ją w twarz. Annabelle osunęła się po chłodnej ścianie, lecz Gryfon od razu podniósł ją. Jej łzy zaczęły się mieszać z krwią płynącą z wargi.
-Zostaw mnie proszę.-wyszeptała, lecz on był głuchy na jej błagania. Jednym, szybki ruchem zerwał z niej bluzę Teodora. Teraz stałą przed nim tylko w białej sukience.
-ZOSTAW JĄ WEASLEY!-dobiegł ich krzyk gdzieś z tyłu. I w tym momencie dziewczyna poczuła ogromną ulgę. Zbliżała się jakaś pomoc.

                             *                                                             *                                                  *

Biegł ile sił w nogach. Okazało się, że Longbottom na zlecenie Łasica zmienił się za za pomocą eliksiry wielosokowego w niego. Czuł, że Annabelle jest w niebezpieczeństwie. Jeśli tylko ten dupek Weasley ją dotknie to mu nogi z dupy powyrywa. Był coraz bliżej wyjścia, lecz zauważył tam tylko Pottera i Pansy.
-Widzieliście Belle?-krzyknął do nich.
-Uciekła w stronę jeziora.-odpowiedziała Pan z nietęgą miną. To mu wystarczyło. Wybiegł na błonia i czym prędzej udał się w stronę pomostu. Widział jej sylwetkę kucającą i patrzącą w głębiny.
-ANNABELLE!-wykrzyknął. Spojrzał na zegarek, lecz było już za późno. Za dwie minuty będzie północ. Nie zdążą należycie się pożegnać.
-Teodor.-wpadła w jego ramiona. Jej policzki lśniły od łez a na brodzie miała zaschnięte stróżki krwi.
-Co się stało?-spytał zmartwiony.
-Weasley...on...Harry mnie...uratował.-cały czas płakała. Chłopak  tulił ją do swojego torsu.
-Zabiję go i uratuję Cię z tego lustra, przysięgam.-pocałował ją po raz ostatni. Wielki dzwon na wieży Zegarowej wybił północ.
-Żegnaj Teodorze.-powiedziała i wskoczyła do lodowatej wody. A on czym prędzej wrócił do zamku i zaczął biec w stronę lustrzanego pokoju, by upewnić się, że wszystko poszło dobrze.


                                  *                                                    *                                               *

Witajcie,
z góry uprzedzam wszystkie fanki Ronalda, że w następnym rozdziale czeka go wiieeeeeeelka kara :D
Zapraszam do komentowania ;*
~~ Mopsicaa Pansy ;**


3 komentarze:

  1. Super rozdział! :)
    Zapraszam do siebie : ) http://paulaa-bloog.blogspot.com/ Nie piszę opowiadania, ale może ci się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział super!
    Szkoda mi Belli, za to co zrobił jej Ron i za to że musiała wracać do tego lustra :( Mam nadzieje ze Teo zajdzie jakiś sposób (jak dla mnie pasuja do siebie). Czekam na nastepny rozdział ;* Pozdrowionka ~Tencza

    OdpowiedzUsuń
  3. WOW WOW I TYLKO WOW! Jestem pod całkowitym wrażeniem, w jaki sposób ich przedstawiłaś! Zdarzają Ci się błędy, ale to normalne, pilnuj tego, by nie było tak, jak "Ona siedział jak sparaliżowana." bo nagła zmiana płci jest dziwna. poza tym świetne! zapiera dech! śledzę akcję z otwartymi oczami i wstrzymanym oddechem! :D
    z ogromną niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały, nie poddawaj się, masz genialny styl i niesamowite pomysły! <3

    jeśli zechcesz szukać, to znajdziesz mnie tu -> http://no-rules-in-my-world.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń