wtorek, 31 grudnia 2013

Miniaturka.

Siedziałam na dachu Nory obserwując oddaloną o kilka kilometrów mugolską wioskę.  Cicha muzyka docierała do moich uszu. Na dole odbywało się małe przyjęcie. No może nie takie małe. Państwo Weasley'owie zaprosili kilkunastu gości, aby razem z nimi świętować nadejście nowego roku. Pewnie dziwi was to, dlaczego tutaj siedzę, zupełnie sama. Otóż niecałe pół godziny temu pokłóciłam się z Ronem. Ginny stanęła po stronie brata a Harry ani razu się nie odezwał. Nie mając ochoty na dalszą zabawę przyszłam tutaj, i mam zamiar czekać na przepiękny widok jaki niesie ze sobą pokaz mugolskich fajerwerków.
-Napijesz się?-drgnęłam na dźwięk męskiego głosu. Odwróciłam się i zauważyłam jednego z bliźniaków z butelką szampana i dwoma kieliszkami.
-Cześć Fred.-uniosłam lekko kąciki ust w górę, lecz chłopak się skrzywił.
-Jestem George.-odpowiedział oburzony i powoli, uważając aby nie uszkodzić starych dachówek podszedł do mnie.
-Przepraszam.-zarumieniłam się nieznośnie.
-Tak naprawdę jestem Fred.-zaśmiał się radośnie i usiadł obok mnie. Niemal wepchnął mi w dłoń szkło i odstawił butelkę na bok. Potargał swoje włosy, które i tak były w nieładzie.
-Czemu tu siedzisz?-zagadnął spoglądając na mnie. No tak, bliźniaków jeszcze nie było, gdy zaszedł ten mały incydent w którym niemal Ron stracił oko. W przypływie gniewu rzuciłam w niego pierwszą rzeczą, którą złapałam w dłoń. To już nie moja wina, że był to akurat widelec.
-Pokłóciłam się z Ronem.-bąknęłam cicho. Mimo, że znałam Freda już od dłuższego czasu to i tak krępowałam się jego obecnością. Trudno było nie zauważyć, że młody Weasley jest przystojny. Nie byłam ślepa. Mimo, że był bratem Ronalda, był zupełnie inny. Wysoki, tak, jeszcze wyższy od niego, ciemne, brązowe oczy były takie ciepłe i zarazem tajemnicze, piegi na nosie wydawały się być ułożone w idealnej harmonii a uśmiech nie schodził z jego twarzy prawie nigdy. Nawet gdy wszyscy byli poważni, on i George nie potrafili tak.
-Ron to debil.-powiedział jak gdyby była to najzwyklejsza rzecz na świecie i zabrał się za odkorkowanie szampana. Parsknęłam śmiechem. Na jego twarzy również pojawił się uśmiech. Nalał do naszych kieliszków jasnożółtego płynu.
-O co poszło tym razem?-zagadnął. Zarumieniłam się po cebulki włosów i spuściłam głowę, uparcie wpatrując się w pęknięcie na czerwonej dachówce.
-W takim razie zdrowie.-musiał zauważyć, że nie miałam ochoty o tym rozmawiać, więc uniósł kieliszek w górę, by po chwili zamoczyć w nim usta. Z dziwną fascynacją patrzyłam na każdy jego ruch. Moje oczy jakby same rejestrowały najmniejsze drgnienia jego ciała. Ciągły mnie do spoglądania na jego oczy, dłonie, piegi i usta.
-Zdrowie.-ja również upiłam łyk płynu procentowego. Był wyśmienity. Nawet wydawało mi się, że był najlepszy jaki kiedykolwiek piłam.
-Czemu nie spędzasz sylwestra z Angeliną?-spytałam cicho, gdy odpiął górny guzik swojej śnieżnobiałej koszuli. Uniósł do góry brwi.
-Bo spędzam go z kimś innym.-uśmiechnął się łobuzersko ukazując rząd równych, białych zębów. Poczułam się nad wyraz zakłopotana. Nie powinnam go w ogóle pytać o tak prywatne sprawy. Odwróciłam wzrok wpatrując się w odległe gwiazdy.

-Nie jest Ci zimno?-spytał troskliwie a ja szybko zaprzeczyłam ruchem głowy. Ciszę, która zapanowała między nami przerywały jedynie radosne krzyki balujących gości. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 23;15. Czułam na sobie wzrok Freda, lecz nie miałam odwagi na niego spojrzeć. Uporczywie go ignorowałam. Cisza najwidoczniej zaczęła mu ciążyć, ponieważ odezwał się.
-Wiesz dlaczego dementorzy nie rozmnażają się?-kiwnęłam głową na znak niewiedzy.
-Bo wszystko kończy się tylko na pocałunku.-odpowiedział. Szczerze musiałam przyznać, że ten żart był śmieszny.  Roześmiałam się a on przyglądał mi się jakby widział mnie poraz pierwszy w życiu. Tak bardzo chciałabym wyczytać z jego umysłu o czym myśli w tej chwili. Otarłam łzę z policzka i zaczęłam rozmasowywać swój obolały od śmiechu brzuch.
-Pięknie dzisiaj wyglądasz.-szepnął i pod pretekstem nalania mi szampana przybliżył się. Poczułam woń jego perfum, które z resztą musiały być bardzo drogie. Mój żołądek wykonał dziki obrót. Skarciłam się w myślach. Przecież to brat Rona a do tego ma dziewczynę. Odsunął się odrobinkę a ja poczułam jak przyjemny dreszcz na plecach znikł.
-Zdrowie.-stuknęliśmy się kieliszkami i upiliśmy po łyku płynu, który mimowolnie schłodził się. Na zewnątrz był przecież lekki przymrozek.
Spojrzałam na zegarek wskazujący 23;50.
-Jeszcze tylko dziesięć minut.-uśmiechnęłam się i popatrzyłam w dal. Wioska tętniła życiem.
-Mhmm.-Fred ostrożnie wstał uprzednio odkładając butelkę, która była już na wpół pusta.
-Zatańczymy?-wyciągnął w moją stronę swoją rękę. Uśmiechnęłam się delikatnie. Ujęłam jego dłoń, która o dziwo była przyjemnie ciepła. Był ode mnie o wiele, wiele wyższy. Oparłam głowę o jego klatkę piersiową. Wsłuchiwałam się w jego miarowy oddech i spokojne bicie serca. Kołysaliśmy się w rytm muzyki, która leciała w salonie Weasley'ów. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak dziwnie musimy wyglądać na samym środku dachu rozwalającego się domu.
-Miona, ufasz mi?-zagadnął. Zdrobnienie mojego imienia w jego ustach było takie piękne. Uniosłam delikatnie głowę i spojrzałam w jego ciepłe tęczówki.
-Ufam.-powiedziałam bezgłośnie. Na dole zaczęli odliczać sekundy do Nowego Roku.  Fred przytulił mnie do swojego torsu i jak gdyby nigdy nic zekoczył ze mną w ramionach  z dachu.
-7, 6, 5..-odszukał moje usta i wpił się w nie. Jego wargi były, delikatne, miekkie i rozkosznie gorzko smakowały. Poczułam znajome szarpnięcie w pępku. Aportowaliśmy się. Nasze ciała opadły w gorący piasek na jednej z brytyjskich plaż.
-2, 1, 0..-na niebie rozbłysły miliony kolorowych fajerwerków. Dokładnie to samo działo się w mojej głowie, brzuchu, sercu w każdej części mojego ciała.
-Szczęśliwego Nowego Roku.-wyszeptał między pocałunkami, które składał na moich ustach, policzkach, powiekach i nosie. Nie liczyło się już nic, kompletnie nic. Pewne granice przestały istnieć. Niebo nad nami iskrzyło się kolorowymi światłami.
-Będzie Szczęśliwy.-wyszeptałam przytulając się do niego. To był najlepiej zakończony i rozpoczęty rok w moim życiu. Wracając do Nory byłam już dziewczyną Freda Weasley'a. Zaczęliśmy razem zupełnie Nowy Rok, który miał przynieść nam więcej szczęścia, niż ktoś kiedykolwiek by się teko spodziewał.


Witajcie,
miało już nic nie być, noo ale jednak jest. SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

~~ Całuję Mopsicaa ;*

PS; Jutro nowy rozdział.

1 komentarz:

  1. Awww Fremione ; 3 a ten żart o dementorach mnie rozbroił xD
    Takie słodkie to było ♡ już pomijając tą niezbieżność czasu między hawajami, a Anglią :D
    Czekam, czekam na ten rozdział :3
    Weny!

    OdpowiedzUsuń