sobota, 23 listopada 2013

Rozdział 22.

Stali naprzeciw siebie patrząc sobie głęboko w oczy. Jego stalowo-szare, niczym dwie góry lodowe. Nie wyrażające żadnych uczuć. Puste, jakby były martwe. Jej Bursztynowo-brązowe, niczym jedna z najdroższych Ognistych Whiskey, które młody Malfoy tak bardzo kocha. Ciepłe, pełne uczuć i wszelkich emocji. Zawsze żywe. Wesołe ogniki błyskały w nich jak latarnia wskazująca statkom drogę do portu.
-Już myślałem, że nie przyjdziesz.-wyszeptał chłopak przerywając ciszę panującą na Wieży Astronomicznej.
-I to był mój błąd.-odezwała się i nie czekając na jego odpowiedz puściła się biegiem w stronę zejścia. Zbiegła po kręconych schodach aż na sam dół i ruszyła pustym korytarzem w stronę pokoju Wspólnego Gryffindoru. Usłyszała szybkie kroki odbijające się echem po pustym korytarzu na siódmym piętrze. Jęknęła w duchu. Blondyn tak łatwo nie odpuści, to było wiadome. Poczuła lekkie szarpnięcie za nadgarstek i została odwrócona o 180 stopni.
-Czego Ty znowu chcesz?-spytała unikając jego spojrzenia.
-Porozmawiać.-odpowiedział i pociągnął ją w stronę drzwi, które pojawiły się jakby znikąd.  No tak Pokój Życzeń. Tym razem zamienił się w Wieże Astronomiczną. To jest ulubione miejsce Malfoy'a w całym zamku.
-O czym chcesz pogadać?-zapytała bez ceregieli nadal na niego nie patrząc.
-O nas.- odpowiedział i podszedł do barierki. Stąd był naprawdę piękny widok.
-Nie ma żadnych nas, więc z łaski swojej mnie stąd wypuść.-splotła ręce na piersiach.
-Nie zauważyłaś, że dzieje się coś dziwnego?-spytał nie zważając na odpowiedz dziewczyny. Nic na to nie odpowiedziała, więc kontynuował.
-Czuję co się dzieje z Tobą, kiedy jesteś smutna, wesoła, kiedy coś Cię trapi.-ona doskonale wiedziała o czym mówi. Przecież z nią było dokładnie tak samo. Może jeśli będą współpracować to uda im się zwalczyć to połączenie. Tylko, że zostaje jeszcze ta jej przeklęta duma, która nie pozwala na to, aby ona brała jakąkolwiek pomoc od Malfoy'a. Usłyszała, że śmieje się cicho. Spojrzała na niego.
-Znowu to samo. Ale wiesz co Granger? Ja wiem jak to odkręcić.-uśmiechnął się dumnie.
-Jak?-wyrwało jej się z ust.
-Trzeba wykonać pewien rytuał, tylko, że jesteś mi do tego potrzebna.-intensywnie się jej przypatrywał. Była naprawdę piękna. Szczupła, niziutka osóbka, ubrana w zwykłą białą bluzkę i czarne spodnie.Włosy spięte w luźnego warkocza delikatnie opadały na jej plecy. Porcelanowe policzki zdobiły malutkie piegi, pełne malinowe usta kusiły a dodatkowym jej atutem były oczy.
-Zgadzam się.-usłyszał odpowiedz na którą czekał. Uśmiechnął się do niej. Chciał pokazać się z jak najlepszej strony. Udowodnić, że naprawdę się zmienił. Pokazać, że nie jest już tym szczeniakiem, który wszystkich obrażał, wyzywał i nie miał litości.
Ona także wpatrywała się w jego postać. Musiała przyznać, że wyprzystojniał. Stał się mężczyzną w każdym tego słowa znaczeniu. Już dawno zmieniła o nim zdanie, tylko bała się o tym przyznać sama przed sobą. Przypomniało jej się kiedy to było.

Wspomnienie.
Biegła jednym z korytarzy. Nawet już nie pamiętała którym. Dawno już pozapominała wszystko. Trwała bitwa, nie miała czasu na rozmyślania o takich błahostkach. Musiała teraz załatwić eskortę aby wszystko poszło po myśli Artura Weasley'a. Fred musi przeżyć, a co się z tym wiąże ona także. Zewsząd słychać było wybuchy. Mury Hogwartu kruszyły się. Zaklęcia zniszczyły kompletnie wszystko. Czuła się teraz taka bezbronna. Ta wojna wyniszczała także ją. Skierowała się schodami w dół. Kazali odszukać jej Tonks albo Lupina. Pan Weasley mówił, że powinni być gdzieś w lochach. Zza rogu wyskoczył Rookwood mierząc w nią różdżką i pogwizdując cicho pod nosem. Nienawidziła go za to co zrobił Lunie. Co za chamski człowiek. Człowiek? On był potworem. Zebrała w sobie wszystkie siły i stanęła z nim do pojedynku. Zaklęcia śmigały wszędzie. Poczuła jak coś ciężkiego uderza ją w ramie. Była to wielka kryształowa kula, którą zrzuciła nauczycielka Wróżbiarstwa. Drugą oberwał Augustus i na chwil straci orientację. Wykorzystała sytuacje i pobiegła przed siebie. Usłyszała jeszcze tylko za sobą siarczyste przekleństwa śmierciożercy, ale nie zwracała na to uwagi. Zjawiła się w lochach i właśnie tam przeżyła szok. Martwe ciała Remusa i Nimfadory leżały przytulone do siebie niedaleko wejścia do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Nie umiała już powstrzymać łez. Wszystko zaczęło dziać się zbyt szybko. To wszystko zaczęło ją już przytłaczać. Usłyszała kroki gdzieś w pobliżu. Uciekła i schowała się w jednym z ocalałych schowków. Ten akurat był pusty. 
-Malfoy sprawdź tam, wydaje mi się, że coś słyszałem.-dobiegł ją czyiś głos. Wstrzymała powietrze i czekała na to co ma się stać. Drzwi do jej schowka otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Czuła jak z jej twarzy odpływają wszystkie kolory. Zrobiła się biała jak kartka papieru. Przed nią w całej okazałości stał Dracon Malfoy. Wyglądał strasznie. Cały w kurzu, z rozciętą wargą. Stróżka krwi płynęła po jego brodzie a resztki skapywały mocząc szaty. Widziała strach, który zagościł w jego oczach. Ściągnął maskę obojętności. Pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. Otarł ją kciukiem a ona poczuła jak robi jej się gorąco. Chłopak chwycił jej twarz w dłonie i złożył na jej ustach delikatny pocałunek. Nie opierała się. Było to tak przyjemne doświadczenie. Przepiękna magiczna chwila. Taka jak opisywali to w mugolskich książkach. Motylki w brzuchu, mokre dłonie i przyjemne ciepło w okolicy serca. 
-Nie daj się zabić Granger.-cmoknął ją szybko w krwawiący policzek i zamknął drzwi do schowka. Ona osunęła się po chłodnej ścianie i przetwarzała wszystko od nowa.
Koniec wspomnienia.

-Dlaczego to zrobiłeś?-spytała, ale dopiero po chwili doszło do niej to, że on nie ma pojęcia o co jej chodziło. Uderzyła się ręką w czoło. Przez chwilę trwała cisza w której patrzyli prosto w swoje oczy. 
-Wtedy myślałem, że nie przeżyje do końca wieczoru. Tak jakoś wyszło.-odpowiedział. Do tego stopnia opanował legilimencje, że nie było dla niego problemem pogrzebać w umyśle Hermiony.
-Chciałem Cię jeszcze przeprosić. Wiem, że brzmi to cholernie głupio, ale ja naprawdę dużo zrozumiałem.-dodał. Zaskoczył ją tymi słowami. Teraz to już na pewno wiedziała, że się zmienił.
-I teraz tak po prostu mamy zacząć rozmawiać?-powolnym krokiem podeszła do barierki i oparła się o nią.
-Jeśli tylko zechcesz.-jego głos był spokojny i taki zmysłowy, że czuła jak po jej plecach przechodzi przyjemny dreszcz.
-Chcę.-wyszeptała i spojrzała na niego. W jego tęczówkach dostrzegła coś typu małej nadziei.
-Mogę Cię o coś poprosić?-zapytał a ona delikatnie skinęła głową.-Nie rób nic głupiego.-nie miała pojęcia o co mu chodzi, ale już po chwili się przekonała.Wszedł na barierkę i stanął na niej. Odwrócił się do niej przodem i patrzył prosto w jej oczy. Uśmiechał się tak pięknie. Był to najwspanialszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziała.
-Malfoy zejdź.-podeszła do niego odrobinę bliżej. Nie miała pojęcia co on może zrobić. Ten chłopak przecież jest nieobliczalny.
-Obiecałaś mi coś.-powiedziawszy to rzucił się w dół, tak jakby chciał położyć się na łóżko. Dziewczyna krzyknęła i czym prędzej podbiegła do barierki. Nie widziała go, pochłonęła go bezgraniczna ciemność. Po jej policzku popłynęła jedna samotna łza. Czyżby bała się o tego dupka? Możliwe, ale przecież mu tego nie powie.
 Sceneria zaczęła się natychmiastowo zmieniać. Zamiast Wieży Astronomicznej stała teraz w pokoju wypełnionym po brzegi poduszkami.
-Boisz się o mnie?-dobiegł ją rozbawiony głos tuż koło ucha. Mimowolnie zadrżała. Ta jego bliskość tak na nią działała.
-Wcale nie.-zaprzeczyła szybko.-Muszę już iść, wypuść mnie.-dodała.
-Dobranoc.-powiedział i wskazał jej drzwi. Sala znów zmieniła się w Wieżę Astronomiczną.
-Dobranoc Malfoy.-odpowiedziała i wyszła pozostawiając go w samotności.

                                           *                                   *                                          *

-Długo będziesz się jeszcze dąsał?- Bella była już naprawdę poirytowana. Teodor od dłuższego czasu chodził obrażony. Ile on ma lat żeby tak się zachowywać? Przecież to nie jej wina, że Luna z nim nie rozmawia. Ciągle się wkurza, bo twierdzi, że powinna mu pomóc.Ona bardzo chce mu pomóc ale on nie da sobie nic powiedzieć. Co za uparty człowiek.
-Może.-odburknął i zapalił kolejnego papierosa. W ogóle co za tupet nawet jej nie zaproponował aby się poczęstowała.
-Ty jesteś żałosny!-nie wytrzymała. Musiała porządnie nim wstrząsnąć, żeby się ogarnął. On celowo odsuwa od siebie innych. Chowa się za ta potworną skorupą, którą sam sobie stworzył. Powoli zaczyna odizolowywać się od świata.
-Ach tak? To się wynoś jak tak bardzo Ci przeszkadzam.-warknął nawet na nią nie spojrzawszy. Musiała przyznać, że zabolało. Chciała coś powiedzieć ale się powstrzymała. Czasami trzeba zamilknąć, aby zostać wysłuchanym. Podeszła powoli do niego i dotknęła dłonią jego policzka. Podniosła dumnie głowę i spojrzała w jego oczy. Były koloru zachmurzonego nieba. Tym razem, aż huczały od emocji. Wyrażały złość, bezsilność i pewien rodzaj pasji. Nie czekała dłużej. Pocałowała go a on odwzajemnił ten gest. Miał takie ciepłe usta. Miękkie, delikatne i kuszące. Zatracała się w nim. Wiedziała, że to jedyne wyjście aby zrozumiał. Wiedziała jakie emocje nim targają. Jednocześnie chciał ją odepchnąć i kochać się z nią. Była bardzo ciekawa, która część wygra. Już po chwili znała odpowiedz. Chłopak wziął ją na ręce i posadził na biurku z którego uprzednio zrzucił kałamarze, pióra i pergaminy. Oderwał się od niej, odgarnął kruczoczarne włosy z szyi i zaczął ją po niej całować. Ona zaczęła rozpinać guziki jego błękitnej koszuli. Po chwili górna część jego drogiego ubrania brutalnie została rzucona na podłogę.
-Jesteś tego pewna?-spytał między pocałunkami.
-Tak.-wyszeptała. To mu wystarczyło. Rzucił na pokój odpowiednie zaklęcia i przeniósł Anabelle na duże łóżko z butelkowozieloną pościelą, które należało do niego.

                                      *                                             *                                *



Za oknami zaczynało powoli się przejaśniać. Nastawał kolejny dzień. Terence leniwie przeciągnął się na kanapie, ale już niemal natychmiast tego pożałował. Kark bolał go niemiłosiernie. Całą noc spędził w Pokoju Wspólnym. Teodor rzucił na ich dormitorium jakieś zaklęcia przez co nie mógł się do niego dostać. Co on sobie w ogóle myślał? Przecież dzielą pokój razem. A tak po za tym to z Nottem ostatnio działo się coś dziwnego. Rano wychodził zanim Terence się obudził a wracał późną nocą, gdy już spał. Jedynie widywali się na zajęciach i niektórych posiłkach. Blondyn westchnął i potarł twarz dłońmi. Zaraz pójdzie i wygarnie mu to co o nim myśli. Teodor nie ma prawa wyczyniać takich rzeczy. Wstał i żwawym krokiem ruszył w stronę swojego dormitorium. Po chwili już tam był i głośno zapukał. Usłyszał zbliżające się kroki i drzwi otworzyły. Gdyby było to możliwe szczęka Bestii upadłaby teraz na posadzę z głośnych hukiem. W wejściu stanęła ciemnowłosa, naga dziewczyna. Owinięta była tylko w tą samą błękitną koszulę, którą Nott był wczoraj ubrany.
-Jest Teodor?-zdołał tylko wydukać. Jego zielone tęczówki błądziły po jej zgrabnym ciele.
-Jeszcze śpi.-odpowiedziała zgodnie z prawdą.
-Ja przyjdę kiedy indziej, cześć.-powiedział na odchodne i puścił się biegiem w stronę dormitorium Draco i Bleise'a. Bez pukania wtargnął do pomieszczenia. Ślizgoni właśnie grali w szachy czarodziejów. Nie zważając na ich pytające spojrzenie ruszył do barku, gdzie trzymali alkohole. Wyciągnął z niego szklaną butelkę Ognistej Whiskey i pociągnął z gwinta.
-Miło, że się rozgościłeś.-bąknął Zabini robiąc obrażoną minę. Terence poluzował krawat i westchnął.
-Co jest?-Draco wyglądał jakby ta cała sytuacja go bawiła.. Rzadko kiedy Smok był w tak dobrym nastroju. Tym razem przynajmniej wiadomo dlaczego.
-Rozumiecie, on przyprowadził jakąś dziewczynę do naszego dormitorium.-Higgs tępo wpatrywał się w jakiś punkt na podłodze.
-Kto?-spytał Diabeł składając szachy.
-Teodor.-odpowiedział ledwo dosłyszalnie.-On, który przez te wszystkie lata powtarzał nam, że nie można wykorzystywać kobiet, ten, który zawsze był taki spokojny. Teraz zabawia się z jakąś w moim pokoju.-dodał.
-Może w końcu przekonał się do Sophie.-Malfoy wzruszył ramionami.
-Nie, to nie ona. Chodźcie zobaczyć.-zachęcił ich gestem dłoni i już po chwili wszyscy trzej szli korytarzem w stronę pokoju Bestii i Notta.
-Patrzcie to ona! Idzie do Pokoju Wspólnego.-niemal wykrzyknął Terence za co oberwał w tył głowy.
-Zamknij się.-uciszyli go szeptem przyjaciele i podążyli wzrokiem za dziewczyną.
-Szczęściarz z niego.-skomentował Zabini. Draco pokręcił głową na znak zgody a Terence uderzył się ręką w czoło.

                                     *                                        *                                          *



Witajcie,
kolejny rozdział już jest! Chcę go zadedykować Dragon Eye, która zawsze przy mnie jest i sumiennie komentuje! Mam nadzieję, że troche wam wszystko objaśniłam.
~~ Pozdrawiam Mopsicaa. ;*


 

5 komentarzy:

  1. Nie spodziewałam się dedykacji. Bardzo, bardzo dziękuję ;* Rozdział jak zwykle.. (ech, kończą mi się słowa :p) po prostu EPICKI! czekam na następny ♥ Dużo weny!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chcemy więcej, chcemy więcej.....................!!! <3


    didi

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały rozdział,też chcę więcej,masz niesamowity talent ♥
    tylko jedno mi nie pasowało,w opisie Hermiony jest-"niziutka osóbka"-a nigdy nie uważałam Hermionki za najniższą.To tak tylko piszę,sorki
    april-aapril.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział super, mega, bajeczny ,ekstra, piękny, wspaniały po prostu nie wiem co mam napisać, no brak mi słów, wiec mam nadzieje, że to wystarczy ;D ale wiesz że kocham twojego bloga prawda :* czekam na next~Tencza

    OdpowiedzUsuń
  5. Popieram Tencze! Masz talent <3
    Weny :*
    ~Ginny

    OdpowiedzUsuń