sobota, 9 listopada 2013

Rozdział 20.

PERSPEKTYWA LUNY.

Poczuła, że zsuwa się z miotły. Próbowała jeszcze złapać się czegokolwiek ale to było na nic. Osunęła się  w ciemność, która zaczęła ją pochłaniać. Spadała. Mroźny wiatr targał jej blond włosami przysłaniając  oczy. Wydawało jej się jakby była za ogromną szybą. Głosy tłumu powoli cichły, jakby dobiegały gdzieś z oddali. Łzy płynące po jej porcelanowych policzkach spływały gdzieś w przestrzeń. Przez jej głowę zaczęły przewijać się projekcje najróżniejszych wspomnień.
Wielki wybuch. Mała blond włosa dziewczynka wbiegła do pokoju w którym unosiły się kłęby czarnego dymu. Podeszła bliżej i zauważyła ciało swojej rodzicielki uśmiechającej się do niej po raz ostatni.
Jedenastoletnia niebieskooka dziewczynka weszła właśnie do Wielkiej Sali w  której panował ogólny gwar. Stanęła na podwyższeniu i czekała  na swoją kolej. Kiedy starsza kobieta wyglądająca na surową wypowiedziała jej nazwisko ona na drżących nogach podeszła do stołka i usiadła na nim. Stara tiara musnęła czubek jej głowy i krzyknęła tylko jedno słowo; Ravenclaw.
Pokój Życzeń, który aktualnie był salą do pojedynków. Tym razem nastoletnia Krukonka biegająca wśród srebrnych patronusów; królika i jelenia. Śmiech jej najlepszego i wtedy jeszcze jedynego przyjaciela Harry'ego na którym mogła i może do teraz polegać.
Uśmiechnięta blondynka biegła w stronę lochów  w połyskującej sukience. Dopiero teraz zdała sobie sprawę jak dziwnie wtedy musiała wyglądać. Na drugim końcu korytarza czekał już na nią młodzieniec w eleganckiej szacie wyjściowej. Ogień pochodni wiszących na ścianach odbijał się w okrągłych szkłach jego okularów. Tak, właśnie z Harrym wybierała się na bal u Slughorna.
Lochy w Malfoy Mayor. Straszne miejsce, które do końca życia będzie źle wspominać. Nie zdawała sobie wcześniej sprawy jak w jednym miejscu może być tyle rozpaczy, smutku i cierpienia. Dokładnie pamięta każdą klątwę Cruciatus, którą została potraktowana. Jedynym wsparciem w tamtych chwilach był dla niej Teodor, który przynosił jej posiłki i zimne okłady po torturach.
Bitwa o Hogwart. Tysiące kolorowych zaklęć śmigających jej nad głową. Krwiożerczy bój o życie. Martwe ciała śmierciożerców, aurorów, osób które znała. I jakby znikąd pojawiła się Bellatrix Lestrange. Silny ból. Czuła jak całe jej wnętrze płonie. Szyderczy śmiech śmierciożerczyni. Opadała z sił, była na wykończeniu. Nagle wszystko ustało. Usłyszała odgłos upadającego ciała tuż obok siebie. Potem była już tylko ciemność, zupełnie tak jak teraz.
Kolejny rok szkolny, który obiecała sobie przeżyć bez jakichkolwiek niebezpieczeństw. A teraz? Teraz spada w dół, wprost do lodowatego jeziora. Jest już coraz bliżej. Zamknęła powieki i przygotowała się do zderzenia z spokojną taflą wody. Zaczerpnęła ostatni haust powietrza. Zanurzyła się. Przez jej ciało przeszedł ból wbijanych w ciało niewidzialnych żyletek lodowatej wody. Rozgrzane usta przestają oddychać, czują moment utraty tchu. Mało kto wiedział o tym, że nie umie pływać. Mokre ubrania ciągnęły ją coraz głębiej a ona z bezsilności poddała się temu bez jakiejkolwiek walki o życie.


*         *      *      *         *        *        *        *         *          *        *         *    *       *     *    *     *      *

PERSPEKTYWA TEODORA
.
Widział wszystko.  Każdy ruch tego Rudego Biedaka. Obserwował jak uderza w każdego koło którego przeleciał, aż trafił na lepszego od siebie. Wiedział, że Terence się nie da. Jak zawsze miał racje. No i wtedy to się stało. Ona zsunęła się z tej cholernej miotły i spadła. To była tylko chwila, nie zawahał się ani przez moment. Oderwał swojego Nimbusa od ziemi i poszybował w stronę spadającej blondynki. Przysiągł sobie w duchu, że zemści się na tej rudej Wszy. Popamięta go do końca życia. Ale teraz to nie ważne. On musi zdążyć zanim ona wpadnie do wody, bo wtedy może być o wiele gorzej. Był już tak blisko. Widział  jej twarz, która była nad wyraz spokojna. Taka jak u porcelanowej laleczki w kolekcji jego matki. Kobiety tak bardzo podobnej do Luny. Wyciągnął dłoń aby ją chwycić. Poczuł pod palcami muścięcie materiału jej kurteczki. Za późno. Za nużyła się a on nie zdążył.
-Nott czekaj!-usłyszał głos Draco.-Oddaj miotłę.-podleciał bliżej a na Nimbusa wskoczyła Astoria. Przełknął ślinę, nabrał powietrza do płuc i wkroczył w głębiny jeziora. Gwałtownie otworzył oczy ale nie widział nic. Wyciągnął różdżkę z tylnej kieszeni spodni i zapalił ją. Ujrzał ją opadającą na dno. Zaczął płynąć w jej stronę. Wiedział, że w tej grze liczy się każda sekunda. Była coraz dalej. Przedzierał się przez wodorosty, których wszędzie było pełno. Co jakiś czas strącał ze swojej nogi druzgotka, który się o nią zahaczał. Pierwszy raz był tak głęboko. Tu faktycznie było strasznie. Nie dziwi się Fleur, że zrezygnowała z tego zadania w turnieju. Wreszcie był na tyle blisko , że złapał ją za rękę, taką delikatną w dotyku i zaczął ciągnąć w stronę powierzchni. Powoli zaczynało brakować już mu tchu ale się nie podda, nie może. Zrobi to dla niej, musi przeżyć.


*   *     *      *        *      *      *      *     *      *         *       *     *        *     *       *

PERSPEKTYWA HERMIONY.


-Terence zatrzymaj się!-krzyczała przez pryzmat emocji, które ją opanowały. Złość, bezsilność, smutek.
-Leć za nią.-szarpnęła go za ramię, ale on nic nie zrobił. Spokojnym głosem odparł tylko coś o tym, że jest już za późno. Gorące łzy spłynęły jej po policzkach. Poczuła niepohamowaną wściekłość. Jak Ronald mógł się tak  zachować? Skończony dupek. Wydawało jej się, że on w ogóle nie zauważył, że Luny nie ma z nim. Wtuliła się mocniej w plecy Terence'a i pozwoliła łzom moczyć jego kurtkę. Obniżyli lot. Teraz doskonale widziała twarze ludzi tworzących na błoniach dość spory tłum. Zdwało jej się że musieli widzieć co się stało, bo panowała dość dziwna cisza. Proporce, flagi i wielkie, podświetlane balony z godłami domów Hogwartu zostały usunięte z widoku. Wylądowali. Na drżących nogach osunęła się w mokrą trawę. Poczuła na ramieniu ciepłą dłoń Terence'a. Pomógł jej się podnieść i odprowadził w stronę ławki na której siedziała Ginny. Przysiadła się obok i wtuliła w przyjaciółkę. Ruda też wyglądała nieswojo. Miała chorobliwie białą twarz i czerwone oczy, zapewne też płakała.
-Widziałam jak wpadła do jeziora.-odezwała się po chwili bardzo cichym głosem. Hermiona otarła ręką łzę z lewego policzka.
-Polecieliśmy tam z Zabinim, ale Malfoy kazał nam się wycofać.-dodała. Na te słowa brunetka lekko się uspokoiła. Może to było dziwne ale poczuła się spokojnie na wieść o tym, że Draco tam jest. On zawsze jest opanowany i wie co robić.
-Będzie dobrze.-wyszeptała, jakby chcąc przekonać samą siebie. Wiewiórka pokiwała lekko głową na znak zgody. Potem siedziały już w kompletnej ciszy czekając na jakieś informacje. Mijały sekundy, minuty ale nadal nikt nie przychodził. Cierpliwie czekały. Wątpliwości narastały z każdym powiewem chłodnego wiatru. No i w końcy po długich minutach niepewności zauważyły sylwetkę idącą w ich kierunku. Była to Pansy.
-Nic jej nie będzie.-te kilka słów sprawiło że Hermionie i Ginny kamień spadł z serca. Momentalnie wstały i nie panując nad emocjami rzuciły się na Czarną ściskając ją. Ślizgonkę zamurowało. Nawet ich nie odepchnęła. Szlama i Zdrajczyni krwi przytulają się do niej a ona nic. Ironia losu. Ale czy to ma teraz jakieś znaczenie. Harry też nie jest czystej krwi a pokochała go jeszcze mocniej niż kiedykolwiek Draco.
-Co mi tam.-pomyślała i odwzajemniła uścisk.
 

 *       *           *          *    *


-Rozejść się, ROZEJŚĆ SIĘ, kurwa nie rozumiecie co to znaczy?!-Zabini chodził między ludźmi, którzy mieli taką czelność i jeszcze zostali zaciekawieni  całą sytuacją. Dało się usłyszeć cichy pomruk niezadowolenia, ale wystarczyło jedno groźne spojrzenie bruneta i wszystko ucichło. Grupa posłusznie się rozeszła a Ślizgon ruszył w stronę szatni na boisku do Quiditcha. Właśnie tam, mięli się zebrać i wszystko wyjaśnić. Lovegood wcale nie jest w takim ciężkim stanie, gorzej jest z Teodorem, którego w ostatnim momencie zaatakował jakiś tryton mieszkający w jeziorze. Wieprzlej powinien dziękować Merlinowi, że nic jej nie jest bo wtedy miałby przesrane. On zawsze musi wszystko popsuć. Ma manie na punkcie bycia najlepszym, ale i tak zawsze jest najgorszy. Zwolnił zauważając pewną postać sunącą bezszelestnie po błoniach. Ubrana w czarną pelerynę z kapturem zarzuconym na głowę szybkim krokiem zmierzała w stronę Bijącej Wierzby. Brunet zatrzymał się. Owy osobnik rozejrzał się w około i zniknął między konarami drzewa, najwyraźniej nie zauważając Blaise'a. Chłopak zmarszczył brwi i popatrzył na okrągły księżyc wyłaniający się zza chmur. Cała ta sytuacja wydawała mu się podejrzana. Obejrzał się jeszcze za siebie i bez słowa ruszył na boisko. Po kilku minutach marszu był już w szatni Ślizgonów. Popatrzył po twarzach osób zgromadzonych tam. Momentalnie rozszerzyły mu się źrenice, szczęka zacisnęła się a pięści przygotowały się do ataku. Jak on nienawidzi takich fałszywych  gnid jaką jest Biedak Weasley. Ta ruda szuja siedziała obok Lovegood całując jej dłoń. Przecież ona na pierwszy rzut oka nie ma ochoty  nawet na niego patrzeć a co dopiero chcieć być przez niego dotykana. W pomieszczeniu panowała nienaturalna cisza. Atmosfera była tak gęsta, że można by kroić ją nożem. Blaise mierzył Rona zabójczym spojrzeniem co najwyraźniej zauważył Draco i podszedł do przyjaciela ciągnąc go kilka kroków w tył. Wszyscy z nieodgadnionymi wyrazami twarzy obserwowali Ślizgonów.
-Zostaw mnie.-powiedział chłodno brunet.
-Jak Cię zostawię, to go zabijesz.-odparł Malfoy spokojnym głosem. Natomiast Ronald gwałtownie podniósł się z miejsca i wyzywająco spojrzał im w oczy. Tego było już za wiele dla zwykle opanowanego Blaise'a. Podwinął rękawy ukazując swoje umięśnione ręce i ruszył w stronę Gryfona, lecz coś go powstrzymało. To coś a raczej ten ktoś to był Draco, która złapał go za ramiona i powstrzymał od rzucenia się na Rona.
-Masz mnie kurwa puścić rozumiesz?-Diabeł zaczął się szarpać. Blondyn z wielkim żalem w sercu zamachnął się ile sił i uderzył przyjaciela w brzuch. Żeńska część widowni pisnęła a sam Zabini osunął się na kolana sycząc z bólu.
-Musiałem.-Draco wzruszył ramionami i zostawiając przyjaciela usiadł na ławce.

 *        *          *        *        *


Witajcie,
No to mamy nowy rozdział z dedykacją dla Tenczy i Pauli. Dziękuję wam kochane, że jesteście ze mną ;*  Osoby, które czytają jeszcze mój blog proszę również o ujawnienie się. Zostawiajcie pamiątki w postaci komentarza, ponieważ sprawia mi to ogromną radość i dokarmia wenę. A chyba nie chcecie aby była głodna prawda? :3
~Pozdrawiam Mopsicaa ;*

4 komentarze:

  1. Jeju
    nie spodziewałam się, że Luna wpadnie do tego jeziora ;o Czuje chemię
    między nią a Teo i w sumie podoba mi się ten paring. Podobają mi się te
    delikatne myśli Miony o Malfoyu *-* Co to była za postać na błoniach!?
    O,o Draco uderzył Basiea no weź nie rób mi tego ;C Czekam NN :3 ~D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Brak mi słów! Poprostu mega. Dziekuje ;* czekam na następny. Weny!!~Tencza

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział <3 Ja na miejscu Blaise'a ukatrupiłabym Rona(w mugolski sposób żeby cierpiał za to co zrobił Lunie i Hermi)!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    WEEEENY!!!! ~Ginny

    OdpowiedzUsuń