środa, 6 listopada 2013

Rozdział 19.

-Jaką masz odpowiedź w drugim?-zapytał przeczesując swoją swoją blond grzywkę.
-Skrzeloziele.-mruknęła i zamknęła książkę.
-Dzięki.-Ślizgon również zamknął podręcznik i zwinął pergamin w rulonik.
-Terence, mogę Cię o coś zapytać?-spojrzała na niego niepewnie.
-Jasne Hermiono.-uśmiechnął się promiennie. Między nim a Gryfonką wszystko znów wróciło do normy.  Teraz właśnie siedział u niej w dormitorium i spoglądał w te śliczne, bursztynowe oczy których jest posiadaczką.
-Wiesz, ostatnio zastanawiałam się czy jest jakaś możliwość aby być z kimś powiązanym uczuciami, myślami i tak dalej, co o tym myślisz?-oparła głowę na lewej ręce.
-Czasami zdarzały się takie przypadki, ale osoby te musiały być ze sobą złączone więzami krwi.-odpowiedział i oparł się plecami o czerwoną kanapę.
-To znaczy?-bardzo ją to interesowało.
-To znaczy, że te osoby musiały w jakiś sposób  zmieszać swoją krew. Mogły też zrobić to nieświadomie, czasami nawet mogą o tym nie wiedzieć. A co Cię to tak interesuje co?-lekko szturchnął ją w ramie co wywołało cichy chichot z jej strony.
-Bo to ciekawy rodzaj magii.- odpowiedziała tajemniczo.-Idziemy na Błonia?-dodała patrząc na niego z miną małego szczeniaczka.
-No nie wiem.-droczył się z nią.
-No Terence no.-dźgła go palcem w ramię.
-No dobra, chodź mała.-wstał i wyciągnął w jej stronę dłoń.
-Idę Olbrzymie.-nie skorzystała z jego oferty pomocy i wstała sama. Nie oglądając się za nim ruszyła do drzwi. Usłyszała chrząknięcie. Odwróciła głowę i zauważyła, że Bestia trzyma w dłoni jej różdżkę.
-Zapominalska.-podszedł do niej i podał jej przedmiot. Zaproponował dziewczynie swoje ramię, które bez wahania ujęła. Otworzył przed nimi drzwi i wyszli kierując się do wyjścia z zamku.

*            *               *

-Ładna dziś pogoda, nie tak jak Ty, Draco.-nabijał się z niego Zabini. Niedzielne popołudnie spędzali razem wygrzewając się na błoniach pod ich ulubionym drzewem.
-Biorę z Ciebie przykład, Diable.-odbił piłeczkę blondyn.
-Ej, szybko patrz tam.-wykrzyknął z entuzjazmem Zab.
-Po pierwsze na ej reaguje gej, a po za tym co znowu?-blondyn spojrzał leniwie na przeciwległy brzeg jeziora. Ciężko było mu cokolwiek tam zobaczyć, bo słońce odbijało się od gładkiej tafli wody tworząc przy tym złotawą poświte.
-No i co Ty tam widzisz takiego?-zmrużył oczy i przyłożył ręke do czoła robiąc nad oczami mały daszek tak aby móc cokolwiek ujrzeć.
-No jak co, Granger i Terena!-wskazał palcem na dwie postaci biegające po polance.
-Skąd masz pewność, że to oni?-blondyn uniósł lewą brew do góry. 
-Chcesz się przekonać?-zapytał brunet wyciągając z kieszeni różdżkę.
-Diable wpadł mi do głowy idealny plan, chodź!-wykrzyknął rozradowany zrywając się z miejsca. Blaise spojrzał na niego jak na idiotę. Westchnął głęboko ale podniósł z ziemi swoje arystokratyczne pośladki i pognał za Draco, który biegł w stronę Hogwartu z zawrotną prędkością. Jedno dobre, że nie wiedział co ten blondyn wymyślił.

*              *              *

-Nott?-dobiegł go cichy głos Pansy, która siedziała na parapecie w jednym ze szkolnych korytarzy.
-Pan, co tu robisz?-spytał zaskoczony, nie spodziewał się jej tutaj.
-Mogłabym spytać Cię o to samo. Dziwne że chodzisz samotnie po korytarzach, które już dawno są zapomniane.-spojrzała na niego podejrzliwie zeskakując z siedziska.
-Czasami trzeba pobyć samemu.-jego głos stał się chłodny a twarz nie wyrażała nic.
-Uważaj, bo Ci uwierzę, i nie zachowuj się tak.-założyła ręce na piersiach.:
-Tak czyli jak?-spytał.
-Jakbyś był twoim ojcem.-uraziła go tym. Nikt, absolutnie nikt nie miał prawa porównywać go do jego ojca. Wiedziała, że nie powinna tego mówić. Odrobinę przegięła. Widziała jak w oczach Teodora coś się zmienia. Obojętność zastąpił smutek. Zrobiło mu się przykro, że inni postrzegają  go w taki sposób.
-Przepraszam.-wydukała spuszczając głowę na dół. Nie usłyszała nic prócz szybkich kroków Notta, który ruszył biegiem w przeciwnym kierunku korytarza. Biegł, biegł, biegł tak długo aż zabrakło mu sił. Przypomniały mu się ostatnie słowa, które usłyszał z ust swojego ojca. Przystanął i otworzył drzwi przed którymi się zatrzymał. Wszedł do środka i ujrzał setki a może tysiące luster. Każde było takie same. Duże lustra w złotych ramach. Podszedł do jednego  i odczytał napis zapisany runami.
-Potrzeba, och cóż to za głupota.-pokręcił głową na boki i już chciał odejść kiedy w odbiciu zauważył piękną dziewczynę. Miała białą jak kreda karnację, ciemne jak węgiel oczy i krótkie włosy w kolorze wiśni.  Przyłożyła dłoń do szkła po drugiej stronie.
-Witaj Teodorze.-przywitała się łagodnie.
-Skąd wiesz jak mam na imię?.-warknął i odruchowo cofnął się krok do tyłu. W odpowiedzi wzruszyła tylko ramionami.
-Wiem o Tobie wszystko.-dodała.
-Ja stąd wychodzę.-oznajmił i ruszył do wyjścia, którego już nie było. Zaczął biegać między setkami szkieł, lecz nie znalazł drzwi. Wrócił do dziewczyny, która śmiała się, najwyraźniej z niego.
-Wypuść mnie!-krzyknął.
-Sam musisz to zrobić.-odpowiedziała.
-Jak? Do jasnej cholery tu nie ma drzwi.-usiadł na podłodze przed lustrem a dziewczyna powtórzyła jego czynność.
-Spokojnie pojawią się jeśli się oczyścisz.-rzekła tajemniczo. Chłopak tylko prychnął.
-Więc czego potrzebujesz?-kontynuowała niezrażona.
-Niczego nie potrzebuję.-oczywiście, że kłamał. Potrzebował i to bardzo. Jednego jej uśmiechu, cichego szeptu, dotyku,  spojrzenia i tego szczerego śmiechu.  Prosto w siebie zapatrzeni, tak blisko siebie a jednak tak daleko. To nie uda się, bo kiedy nie ma w nich miłości to i w sercu czegoś brak. Zawsze liczył, że znajdą drogę, która ich poprowadzi. Przechodząc na korytarzach obojętnie, w duchu prosił Merlina aby mógł  tak po prostu do niej podejść i pocałować na środku korytarza nie martwiąc się o to co będzie później.  Jej blask, Jego gniew, Jej strach, Jego odwaga.
Dłoń w dłoń, przed siebie, wszystko czego dzisiaj chciał. Tylko, że on chciał więcej niż ona na razie mogła mu dać.
-Egoista.-usłyszał cichy głos.
-Nie masz prawa wdzierać się do mojego umysłu.-warknął.
-Sam mnie do niego zaprosiłeś wypowiadając na głos napis widniejący na ramie.-uśmiechnęła się promiennie i wskazała runy obok siebie.
-Więc jak mam stąd się wydostać?-zapytał z nadzieją w głosie.
-Wystarczy, że powiesz na głos co jest twoją potrzebą a pojawią się drzwi.-znów ten ciepły uśmiech z jej strony, za co miał ochotę stłuc ten badziew.
-Moją potrzebą jest Luna Lovegood starczy?-bąknął poirytowany.
-Żegnaj Teodorze.-dziewczyna pokiwała mu i rozpłynęła się całkowicie znikając z odbicia. Obrócił się w tył i zobaczył stare drewniane drzwi. Dłużej się nie zastanawiając ruszył do nich i wyszedł.
-Co jest grane?-zdziwił się widząc, że znajduje się na korytarzu prowadzącym do pokoju życzeń.
-Kocham Cię.-usłyszał gdzieś z oddali męski głos.
-Ja Ciebie też.-usłyszał kobiecy szept. Jej szept. Podszedł cicho do końca korytarza i wychylił się zza róg. Kolejna rysa na krysztale jakim było jego serce. Ona, jego Luna i Rudy Wiewiór całujący się koło jakiejś zbroi.

*                  *                     *

-Naprawdę sądzisz, że Potter się zgodzi?-zapytał Zabini przyjaciela.
-Masz do tego jakieś wątpliwości?-blondyn uniósł jedną brew do góry.
-Mam, i jeśli się sprawdzą to zamknę Cię w tym schowku na tydzień.-brunet zmrużył gniewnie oczy i zabił pająka który chodził mu po ręce.
-Spokojnie, mam na dzisiaj inne plany.-Draco uśmiechnął się jak mały chłopczyk któremu mama obiecała kupić czekoladową żabę.
-Cicho, słyszę kroki.-obaj zamilkli i wsłuchiwali się w odgłosy za drzwiami.
-Trzy, dwa, jeden.-szepnął Draco i obaj w tej samej chwili wychylili się i złapali nic nie świadomego chłopaka.
-Potter?-szepnął Zab.
-Zabini?-odezwał się nowo przybyły.
-Nie, Święty Mikołaj.-prychnął brunet.
-Słuchaj Potter, mam dla Ciebie ciekawą propozycję.-szepnął Smok.
-Jaką?-zainteresował się  Wybraniec.
-McCnotka dała nam tę niedzielę wolną, więc co powiesz na małą rozrywkę?-Zabini odnalazł jakąś starą lampę naftową i zapalił ją.
-Do rzeczy.-ponaglał ich zielonooki.
-Wyścigi na miotłach.-wyjaśnił w końcu blondyn. Patrzył jak blask ognia odbija się w okularach Złotego Chłopca. Nastąpiła chwila ciszy po której Harry zabrał głos.
-Jak to ma wyglądać?
-Każdy kto chce się ścigać musi mieć swoją miotłę i dziewczynę, która z nim poleci, robimy kilka rundek wokół jeziora.-wytłumaczył Draco. W oczach Gryfona zabłysły ogniki, których nie można było rozszyfrować.
-Zgoda, pod warunkiem, że nic się nie wyda.-powiedział.
-Spoko, tylko zbierz kilku ludzi.-Zabini głośno kichnął co spowodowało zgaśnięcie lampy. Malfoy westchnął.
-Dobra, dzisiaj o 19;00 koło jeziora?.-zapytał Harry.
-Będziemy czekać.-odpowiedział blond-włosy Ślizgon i razem z Blaisem wyszli na korytarz.

*                      *                 *                *

-Ron co dzisiaj robisz?-zapytał Harry opadając na kanapę w Pokoju Wspólnym.
-Chyba nic a co?-przyjaciel spojrzał na niego i potężnie ziewnął.
-W takim razie bierz Lunę i o 18;45 czekajcie pod portretem. Spytajcie Ginny, Cho i Herm czy też chcą iść na spacer.-Wybraniec spróbował małego podstępu.
-No jak chcesz, my z Luną będziemy na pewno.-uśmiechnął się krzywo Ronald.
-To dobrze, muszę już iść, nara.-Potter klepnął przyjaciela w ramie i poszedł do dormitorium. Ron po dłuższej chwili również wstał i podszedł do schodów po lewej stronie.
-Ginny!-krzyknął na cały głos. Już po kilku sekundach usłyszał trzask drzwi i tupot kroków.
-Czego?-na samej górze schodów pojawiła się niska, ruda osóbka.
-Weź Mionkę i pogadajmy.-powiedział. Ginny cofnęła się do dormitorium i chwile później wróciła z Hermioną. Podeszli do kanapy i usiedli na niej.
-Harry wymyślił jakąś niespodziankę dla nas na wieczór, kazał was zaprosić.-opowiedział im. Hermiona zmarszczyła brwi. Nie pamiętała sytuacji w której Harry z własnej inicjatywy by coś wymyślił, a tym bardziej przyjacielski wypad.
-Kiedy?-uprzedziła ją z pytaniem Ginn.
-Dzisiaj około 19;00.-powiedział.
-W sumie ja mogę iść.-odezwała się Hermiona. W końcu będą mogli spędzić razem trochę czasu, tak jak za dawnych lat.
-Ja też idę.-zawołała wesoło Wiewiórka. Niespodziewanie pojawił się Harry i stanął obok kanapy na której siedzieli.
-To super, ubierzcie się ciepło i wygodnie, bo idziemy nad jezioro.-poinformował.
-Okej, chodź Mionka.-Ruda złapała brunetkę za rękę i pociągnęła w stronę schodów.
-Bądźcie punktualnie o 18;50 pod portretem.-zawołał jeszcze za nimi Wybraniec.-A Ty Stary przygotuj się na lot miotłą.-zwrócił się do Rona, który zdążył już zająć się jedzeniem fasolek wszystkich smaków, co jakiś czas krzywiąc się nieznacznie.
-Harry co Ty kombinujesz?-wyciągnął do niego dłoń w której trzymał opakowanie z chęcią poczęstowania go, lecz ten odmówił. Wybraniec westchnął i opadł na kanapę obok przyjaciela.
-Nie powiesz dziewczynom?-zapytał ostrożnie. Niemrawe kiwnięcie głową co miało oznaczać zaprzeczenie.-Umówiłem nas do wyścigów mioteł.-zagryzł nerwowo wargę. Ron w pewnej chwili wyglądał jak spertyfikowany. Jego usta uformowały się w mały okrąg a twarz przybrała nienaturalny odcień bieli. Piegi zdobiące jego policzki zdawały się wyglądać na ciemniejsze niż zazwyczaj. 
-To jest nielegalne.-wymamrotał.
-Wiem ale to może być ciekawy wyścig.-Ogólny pomysł, który usłyszał od Malfoy'a wydawał mu się być bardzo ciekawy. Podkręcał go sam fakt, iż może wygrać te zawody. Miał przecież Błyskawicę, czyli jedną z najszybszych mioteł dotychczas stworzonych przez firmy miotlarskie. No i w grę wchodził jeszcze lot z Pansy.
-Kto organizuje te zawody?-przez pryzmat jego myśli przedarł się głos Ronalda. Harry wzruszył ramionami. Nie powie mu przecież, że to Zabini i Malfoy, bo się nie zgodzi.
-No dobra pójdę a na jakich zasadach to jest?-zapytał.
-Lecisz kilka kółek nad jeziorem z dziewczyną z tyłu.-wytłumaczył mu.
-Okej, będę czekał.-Rudy wstał z kanapy i ruszył do wyjścia z Pokoju Wspólnego.

*                       *                         *

-To wszyscy?-zapytał Wybraniec gdy zobaczył grupkę ludzi pod portretem Grubej Damy. Luna ubrana w ciepłą kurtkę i górskie buty na stopach stała obok Rona, który odziany był w swój nieśmiertelny bordowy sweter od Molly. Kawałek dalej Herm i Ginny w identycznych karmazynowych płaszczyki i szalikach w barwach swojego domu niespokojnie przedeptywały z nogi na nogę. Cho wraz z Nevillem stali pod ścianą i w milczeniu obserwowali Złotego Chłopca.
-No to idziemy.-oznajmił i wszyscy ruszyli schodami na dół. No dobrze, to teraz przyjrzyjmy się Hermionie, która szła na samym końcu z milionem wątpliwości w głowie. Coś jej mówiło w głębi duszy, że to nie był najlepszy pomysł aby udać się z nimi. Czuła, że dzisiaj wydarzy się coś nieoczekiwanego. Terence obiecał, że wyśle jej sowę a nie zrobił tego. To zły znak. On zawsze dotrzymywał obietnic, a teraz nic. Kompletnie nic. Nie spodziewała się tego po nim. No i oczywiście jest jeszcze ta dziwna sprawa z Malfoy'em. Gdzieś w odległym kącie jej umysłu narastało takie dziwne przeczucie, że oni mogą być połączeni tymi więzami uczuciowymi. Tylko, że ona nie mogła sobie przypomnieć kiedy mogło to nastąpić. Nasuwał jej się obraz bitwy o Hogwart. Jedynie wtedy mogło to nastąpić, bo i ona miała wiele ran i on także nie był bez szwanku. No i wtedy na dodatek mieli ze sobą kontakt fizyczny.
-O czym tak myślisz?-zagadnęła ją Wiewiórka. Hermiona dopiero teraz zauważyła że wyszli już na zewnątrz i kierują się nad jezioro.
-O niczym.-skłamała gładko. A może to nawet i lepiej? No co niby miała jej powiedzieć, że podejrzewa więź z Malfoy'em? Tak było łatwiej.
-Też Ci się wydaje, że ktoś jest tam?-Ginevra wskazała palcem na osobę chodzącą obok dużego dębu.
-Chyba więcej niż ktoś.-brązowooka wskazała gestem dłoni grupę ludzi debatujących o czymś z ożywieniem.
-Harry, kto to?-zapytała Cho, która też dostrzegła owych osobników.
-Dalsza część niespodzianki.-odpowiedział i poczuł jak coś ciężkiego opada mu na dno żołądka.  Wielkie proporce  z godłami Hogwardzkich domów pobłyskiwały w ostatnich promieniach zachodzącego słońca. Robiło się coraz ciemniej.
-Już myślałem, że nie przyjdziesz Potter.-odezwał się głos za nimi, który Hermiona tak dobrze znała. Odwróciła się powolnie i natrafiła na postać Księcia Slytherinu. Niesforna grzywka opadała mu na czoło, a na policzki wstąpił delikatny rumieniec spowodowany chłodnym wiatrem. Miał na sobie ciemną bluzę z naszytym na niej wężem na zielonym tle. Leniwie przeniósł na nią wzrok. Spojrzała w jego zimne, stalowo-szare oczy w których błądził jakiś dziwny błysk.
-Nie myśl nie wychodzi Ci to Malfoy.-odgryzł się Złoty Chłopiec wychodząc na przód.
-Macie własne miotły?-puścił uwagę Gryfona mimo uszu.
-Mamy.-odpowiedział tym razem Ron. Gdzieś z tłumu wyszli Teren, Teodor, Blaise i Pansy, dołączając do grupy.
-No to z kim lecicie?-uśmiechnął się kpiąco blondyn.
-Czekajcie o co tu chodzi?-wyrwało się z ust Hermiony. Wszyscy spojrzeli na nią a lewa brew Dracona powędrowała w górę.
-Nie powiedzieliście im?-odpowiedziało mu milczenie. Zaśmiał się gardłowo.-Inaczej by tu w ogóle nie przyszły no tak.-pokręcił głową i spojrzał wprost na Hermionę.
-Czyli ich dom się wycofuje?-wtrącił się Zabini. Terence wpatrzony był w jakąś kępkę trawy. Teodor ukradkiem spoglądał na Lunę, która wyglądała dziś zjawiskowo. Pansy stała nieruchomo i przysłuchiwała się całej tej rozmowie.
-Do jasnej cholery wytłumaczy ktoś w końcu o co chodzi?!-krzyknęła Ginny wychylając się zza pleców Rona. Draco po krotce opowiedział o wyścigu i o tym co zwycięzca dostanie w nagrodę. Mianowicie miały być to dwie skrzynki Ognistej i zaproszenie na prywatną imprezę w Pokoju Życzeń.
-To jak tchórzycie czy lecicie?-Zabini trafił w czuły punkt każdego wychowanka Domu Lwa. Nigdy, ale to nigdy nie wolno zarzucić żadnemu Gryfonowi, że tchórzy.
-Chciałbyś.-warknął Weasley.
-No to wszystko gra.-klasnął w dłonie Malfoy.-To z kim lecicie?-dodał. Harry wymienił porozumiewawcze spojrzenie z Pansy a Ron z Luną.
-Ja lecę z Parkinson a Ron z Luną.-powiedział oficjalnie.
-Hermiono polecisz ze mną?-odezwał się Terence patrząc z nadzieją na brązowowłosą.
-Ja nie latam.-mruknęła cicho.
-No tak Granger tchórzy.-prowokował ją Malfoy.
-Tak, polecę z Tobą.-spojrzała mu hardo w oczy i podeszła do Ślizgona, który się uśmiechnął. Ginny zakryła usta dłonią. Draco pokręcił głową.
-Astoria!-krzyknął ile sił w płucach i już po chwili w ich stronę biegła wspomniana blondynka. Miała krótką czerwoną spódniczkę, czarne kozaki na koturnach, które sięgały aż do połowy ud i czarną skórzaną kurtkę.
-Lecisz ze mną.-powiedział sucho i zarzucił miotłę na ramie.
-Oczywiście Dracusiu.-zaszczebiotała słodko. Smok wywrócił oczami.
-Ryża chodź polecisz ze mną.-zawołał Diabeł ochoczo poklepując swojego Nimbusa.
-Nigdzie z Tobą nie lecę!-krzyknęła zakładając ręce na piersi.
-No właśnie.-wtrącił się Ron. Momentalnie zaczerwienił się co raczej nie było spowodowane podmuchami zimnego wiatru. 
-Bo co mi zrobisz?-Ginny nienawidziła kiedy jej brat wtrącał się w nie swoje sprawy.
-Bo ja tak mówię.-warknął. Luna odruchowo złapała swojego chłopaka za rękę ale on ją odepchnął tak, że niemal upadła. W Teodorze zagotowało się ale przemilczał tą sytuacje. Neville i Cho cicho cofnęli się w tłum i zniknęli pomiędzy ludźmi.
-Zabini z miłą chęcią polecę z Tobą.-zrobiła mu na przekór i chwyciła go za dłoń ciągnąc w stronę startu. Harry złapał Rona za rękaw i odciągnął na bok.
-Chcesz im dopiec to wygraj.-powiedział tylko i poszedł za resztą. Hermiona nerwowo szła za Bestią zaciskając ręce na swojej szacie. Zaczynało kręcić jej się w głowie a serce kołatać w piersi. Widziała wiwatujący tłum. Hałas który wydawali był niemal taki sam jak ten towarzyszący  meczom Quidditcha. Ustawili się na starcie.  Terence przygotował miotłę i zasiadł na niej. Ona mimo ogólnego strach dołączyła do niego mocno obłapiając go ramionami w pasie. Chłopak obrócił głowę i spojrzał na nią zaskoczony.
-Mionka nie tak.-powiedział. Ona spojrzała na niego nic nie rozumiejąc a on tylko kiwnął głową wskazując Astorię i Draco. Nie siedzieli tak jak oni. Draco siedział jak należy ale Greengraas siedziała obrócona, tak aby stykali się plecami. Poczuła jak jakaś niewidzialna siła zaciska jej się na gardle. Jeśli jeszcze więcej będzie takich atrakcji to przyprawi ją to palpitacji serca. Posłusznie obróciła się tyłem i spojrzała na Draco który lekko uśmiechał się do niej jakby czując, że coś jest nie tak i w ten sposób chcąc dodać jej otuchy. Spojrzała po uczestnikach ustawionych na mecie. Jako pierwszy stał Blaise razem z Ginny, Harry z Pansy, Ron z Luną, kawałek dalej Terry Boot z Hanną  Abbott, jakiś ciemnowłosy Krukon z Amandą, Ona i Terence i na końcu Dracon z Greengraas. Zdziwiło ją to, że udziału nie bierze Nott jeden z najlepszych graczy Quidditcha drużyny Węży, ale już po chwili wszystko się wyjaśniło.
-Panie i Panowie-po błoniach rozniósł się magiczny głos Teodora.-zaraz rozpocznie się pierwszy w dziejach Hogwartu wyścig mioteł.-tłum za wiwatował. Minęła chwila zanim się uspokoili.-Zawodnicy muszą wykonać trzy okrążenia w okół jeziora. Kto będzie pierwszy ten wygra. Ustawcie się na miejsca.-Hermiona zacisnęła mocno dłonie na miotle Terence'a.-Gotowi? START!-krzyknął i poczuła gwałtowne szarpnięcie. Pęd wiatru porywał jej loki. Kątem oka zauważyła że już nie lecą blisko Draco. Zrobiło się już dość ciemno. Jedynymi  źródłami światła były zapalone różdżki zawodników oraz obserwatorów. 
-Jeszcze tylko dwa.-usłyszała głos Bestii i jęknęła. 'Tylko'. Dla niego to tylko a dla niej aż. Obróciła głowę w prawo i zauważyła że Blaise i Ginny chcą ich wyprzedzić ale Terence był na tyle dobry, że nie udało im się to.
Wiewiórka nie wyglądała na spiętą wręcz przeciwnie. Hermiona czuła jak drży na całym ciele, więc ostrożnie zabrała jedną rękę z miotły i poprawiła szalik.
-OSTATNIE OKRĄŻENIE.-dobiegł ją z oddali głos Notta. Nagle coś w nich uderzyło. Krzyknęła przerażona i zobaczyła Rona i Lunę. Blondynka była spanikowana. Po jej porcelanowych policzkach płynęły łzy które strącane były niemal od razu przez silny wiatr.
-Herm trzymaj się.-kolejne uderzenie. Domyśliła się, że Ronald najwyraźniej wpadł na pomysł aby strącić ich z miotły.
Usłyszała głośny krzyk. Otworzyła oczy które aktualnie miała zamknięte. Zauważyła blond włosy Luny znikające w ciemności. Dziewczyna podczas zderzenia zsunęła się z miotły i zaczęła spadać wprost do zimnej i głębokiej toni jeziora.
*            *


Witajcie,
rozdział wyszedł mi dłuższy niż się spodziewałam. Życzę miłego czytania!
~~ Pozdrawiam Mopsicaa ;*

3 komentarze:

  1. Umieram!!!!! Gdzie ty skończyłaś?! JAK MOGŁAŚ!!! Niech zgadne ogladałaś 3 metry nad niebem ;D Super rozdziała czekam na kolejny;* ~Tencza

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądałam, oglądałam i tak na pomysł wpadław więc jest :D;*

    OdpowiedzUsuń