sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 18.

Szanowna Panno Granger,
proszę o stawienie się dzisiaj w moim gabinecie o 17;00. Została Pani zwolniona ze swojego szlabanu.
Hasło; Cytrynowe dropsy.
                                    Z wyrazami szacunku Minerva McGonagall.


Od ostatnich wydarzeń minęło kilka dni. Hermiona zaczęła unikać Terence'a od pamiętnego spotkania w łazience na trzecim piętrze. Mijał ją na korytarzach nie zaszczycając jej nawet spojrzeniem. Na posiłki chodził wcześniej niż wszyscy, aby uniknąć ciekawskich spojrzeń. Nawet na transmutacji siadał z kimś innym byleby nie mieć kontaktu z nią. Załamał się.
A ona? Ona nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy. Był dla niej kimś ważnym. Naprawdę się zaprzyjaźnili. Spędzali razem czas, śmiali się i rozmawiali jak równy z równym. On nie był nadęty jak inni Ślizgoni a ona była dawną Hermioną. Tą Hermioną sprzed wojny. Odważną, uśmiechniętą i szczęśliwą. Zupełnym przeciwieństwem teraźniejszej Hermiony. Zamkniętej w sobie, cichej i nieśmiałej.
No ale cóż czas pędzi dalej później z nim porozmawia. Dziś jest sobota więc weźmie się do pracy. Odrobi prace domowe na kolejny tydzień, posprząta dormitorium i spędzi trochę czasu ze znajomymi.


                                                            *                     *                   *


Szanowny Panie Malfoy,
proszę o stawienie się dzisiaj w moim gabinecie o 17;00. Została Pan zwolniony ze swojego szlabanu.
Hasło; Cytrynowe dropsy.
                                    Z wyrazami szacunku Minerva McGonagall.

-Co tam masz smoku?-zagadnął go wesoło Zabini. Co do chłopaków to u nich niewiele się zmieniło. Chodzili na zajęcia, odrabiali prace domowe, jedli posiłki w wielkiej sali i spędzali czas na różnych wygłupach.
-McCnotka każe stawić mi się dziś u niej.- mruknął gniotąc pergamin i wrzucając go do śmietnika.
-Prywatne zajęcia?-Diabeł poruszył sugestywnie brwiami za co oberwał od blondyna poduszką.
-Grabisz sobie Głupku.-bąknął patrząc na niego groźnie.
-Grabisz sobie Głupku, grabisz sobie Głupku..-zaczął go przedrzeźniać Zabini robiąc po tym śmieszne miny Draco chciał mu już coś powiedzieć lecz w tym samym momencie do ich dormitorium wpadła jak burza Pansy. Byłą w samym szlafroku, jej włosy były rozwiane na wszystkie strony a w dłoni trzymała gazetę.
-Smoku, Ty musisz to zobaczyć.-wyjąkała łamiącym się głosem. Podała mu egzemplarz, który okazał się być nowym numerem Proroka Codziennego. Draco wziął go i spojrzał na pierwszą stronę. Znajdowało się tam zdjęcie. Przedstawiało doszczętnie spaloną wioskę a nad nią unosił się mroczny znak. Poczuł jak jakaś niewidzialna siła zaciska mu się na gardle. Doskonale wiedział co to oznacza. Śmierciożercy zaczęli swoją zemste. Odszukał stronę na której zamieszczony był artykuł dotyczący tej fotografii. Zaczął czytać go na głos.
- Dzisiejszej nocy miał miejsce brutalny atak na jedną z mugolskich wiosek w północnej części Anglii. Wioskę tę doszczętnie spalono a mieszkańcy zostali przedtem wymordowani w jak najbardziej okrutny sposób.  Ministerstwo jest niemal pewne, że tego aktu dopuściła się grupa zbiegłych  z Azkabanu więźniów. Biuro aurorów już zajęło się tą sprawą. Zakon Feniksa włączył się w poszukiwania zbiegów. Minister jest wstrząśnięty tym co się dzieje. Czy sobie nie radzi z panującym chaosem? O wszystkim co będzie się działo będziemy państwa informować. Prosi się o zachowanie szczególnej ostrożności..-zakończył. Nerwowo przygryzł wargę i zwinął gazetę w rulon.
-Teodor wie?-zapytał. Pansy pokiwała głową na znak zaprzeczenia.
-Szukałam go, ale w ich dormitorium był tylko Terence, więc pomyślałam, że może tutaj go znajdę.-odpowiedziała. Draco potarł twarz. Z dobrego humoru Zabiniego nie pozostało już nic. Teraz siedział smętnie na łóżku i patrzył w odległy punkt na ścianie.
-Może jest na śniadaniu.-wzruszył ramionami brunet.
-Nie.-zaprzeczył Draco.-Teodor czeka zawsze na nas.
-Tym razem mógł zrobić wyjątek.-upierał się Diabeł.
-Nie.-ponowne zaprzeczenie ze strony blondyna.-On nigdy nie zmienia systematyczności.
-Tym razem mógł to zrobić.-warknął Diabeł.
-Wcale że nie.-Draco również uniósł głos.
-Nie kłóćcie się.-Pansy powstrzymała ich przed dalszą wymianą zdań.
-Sorry.-mruknęli oboje.
-Teodor jest rozsądny, nic mu się nie stanie. Niedługo pewnie wróci.-powiedziała łagodnie Czarna i położyła rękę na ramieniu.
-Wiem.-odpowiedział.-Idę się przejść.-oznajmił Dracze i wyszedł zostawiając przyjaciół samych.
                
                                                     *                                  *

-Cześć Teodorze.-znów ten melodyjny głos przeciął ciszę na jednym z opuszczonych korytarzy niedaleko sowiarni.
-Cześć.-odpowiedział i odwrócił się w jej stronę. Wyglądała pięknie. Z resztą ona zawsze tak wygląda.
-Wiesz, że palenie jest niezdrowe?-zapytała a on uśmiechnął się szczerze.  Rzadko kiedy otwierał się przy kimś z innego domu niż Slytherin. Zawsze byli tylko Draco, Pansy, Terence i Blaise, nikt więcej. A teraz jest ona. Zjawiskowo piękna, mądra i ciągle ciekawa świata. Była po prostu sobą. Delikatną osobą o niewinnych rysach twarzy, długich, kręconych włosach, pięknym uśmiechu i o szczerych, ciepłych oczach.
-Wiem.-odparł i zaciągnął się poraz kolejny.-Chcesz?-podstawił jej pod nos na wpół wypalonego papierosa. Dziewczyna popatrzyła na niego niepewnie ale wyciągnęła po niego swoją małą dłoń. Teodor spoglądał jak przykłada go do ust i wciąga dym do płuc. Zaśmiał się kiedy zaczęła głośno kaszleć.
-To aż takie śmieszne?-Luna popatrzyła na niego groźnie, ale mimo wszystko delikatny uśmiech błąkał się na jej ustach.
-Ależ skądże.-zrobił poważną minę i tym razem to ona się zaśmiała.
-Nie mogę być długo.-
-Dlaczego?-spytał. Zawsze tak było. Spotykali się albo wcześnie rano, albo późno wieczorem.
-Ron zabiera mnie na śniadanie.-podeszła do parapetu i nieudolnie chciała się na niego wspiąć. Była niska więc jej starania poszły na marne.
-Poczekaj.-chłopak podszedł do niej i wziął na ręce. Zaskoczona dziewczyna zmieszała się trochę. Teodor  podsadził ją i już po chwili wygodnie siedziała.
-Luna..-zaczął.
-Mhmm?-mruknęła na znak, że go słucha.
-Czy ty go kochasz?-spytał. Nogi, którymi jeszcze przed chwilą energicznie machała momentalnie zatrzymały się. Powoli uniosła głowę by spojrzeć na chłopaka. Stał oparty o ścianę, jego ręce były w kieszeniach a ciemna grzywka niesfornie opadała mu na oczy. Teodor był inny niż Ron, to było pewne. Inny wygląd a przede wszystkim charakter. Ron był strasznie wybuchowy, czasami nie panował nad emocjami, gdyby nie Harry już raz by ją uderzył. Nie zostawiła go, bo przeprosił, widać było wtedy w nim skruchę co jest rzadkością. No a Teodor? Jaki jest Teodor? Przede wszystkim jest bardzo opanowany. Nigdy nie podniósł na nią głosu a co dopiero uderzył. Ma specyficzne poczucie humoru ale jej to nie przeszkadza. No ale on jest Ślizgonem. Im się nie ufa. Może zostać jego kolejną zabawką, która mu sie znudzi i ją zostawi. Zorientowała się, że musiała długo milczeć bo chłopak znacząco odchrząknął. Potrząsnęła głową.
-Ja, tak myślę, że go kocham.- bum! Gdyby było to możliwe Luna usłyszałaby brzdęk tłuczonego  serca Teodora, które właśnie pękło.
-Aha.-odpowiedział. Dziewczynie przez moment wydawało się jakby widziała zawód w jego oczach, ale już po chwili zniknął i zastąpiła go chłodna obojętność. Wyciągnął z paczki kolejnego papierosa i zapalił go różdżką.
-Muszę iść, spotkamy się jutro?-zeskoczyła z parapetu i podeszła bliżej niego.
-Jeśli uciekniesz złemu chłopakowi Łasicowi to tak.-odpowiedział. Blondynka uśmiechnęła się lekko.
-Spróbuję.-chciał przyłożyć papierosa do ust ale ona mu go umiejętnie zabrała. Sama wzięła go i zaciągnęła się, co wywołało nieprzyjemne drapanie w gardle.
-Paa.-pożegnała się i krótko cmoknęła go w policzek.
-Cześć.-widział jak odchodzi. Jeszcze na końcu korytarza obróciła się i pomachała mu. Potem już zniknęła za rogiem.


                                                                   *  *  *   *


Szybkim krokiem podążała do Wielkiej Sali na śniadanie. Tym razem musiała zadowolić się tylko obecnością osób znajdujących się na obrazach wiszących na ścianach korytarzy, którymi szła.  Nie przeszkadzało jej to, ona także musiała przemyśleć kilka rzeczy. Usłyszała ciche skrzypnięcie drzy, więc przystanęła na moment. To właśnie był jej błąd, ponieważ napastnik zakrył jej ista dłonią i wciągnał do jakiejś pustej klasy. Próbowała się szarpać ale to na nic, ten ktoś był zbyt silny. Po chwili została puszczona. Niepewnie odwróciła i natrafiła na soczyście zielone tęczówki Harry'ego Pottera.
-Głupku przestraszyłeś mnie.-Pansy dźgnęła go palcem w tors.
-A gdzie buziak na powitanie?-uniósł do góry jedną brew i odwrócił głowę tak, że dziewczyna widziała tylko jego profil. Pokiwała z dezaprobatą głową i zbliżyła usta aby musnąć nimi jego policzek. Kiedy była już wystarczająco blisko, on szybko odwrócił głowę i ich usta połączyły się. Nie odepchnęła go tak jak się spodziewał, wręcz przeciwnie, pogłębiła pocałunek. Wziął ją na ręce i posadził na ławce. Wplątał swoje palce w jej ciemne kosmyki.  Dziewczyna przerwała pocałunek i odchyliła głowę do tyłu tak aby spojrzeć mu w oczy.  Wzięła jego drugą dłoń i splotła ich palce razem.
-Dlaczego?-spytała.
-Dlatego, że zawróciłaś mi w głowie.-odpowiedział i nie czekając na to co powie ponownie ją pocałował. 


                                                 ***********


-Czekałem na Ciebie. Gdzie tak długo byłaś?-rudy chłopak opierał się o ścianę przed Wielą Salą nieudolnie próbując  wyglądać jak model z okładek znanych czasopism dla nastoletnich czarownic.
-Musiałam wrócić się do wieży, bo zapomniałam różdżki.-okłamała go blondynka. Podeszła do niego i cmoknęła go w piegowaty polik.
-Luna czy Ty do jasnej cholery paliłaś?- wykrzyknął i spojrzał na nią spod wpół  przymrużonych powiek.
-Oczywiście, że nie. Skąd Ci to przyszło do głowy Ron?-znów kłamstwo.  Teodor zaczyna mieć na nią zły wpływ.
-Czuję od Ciebie smród papierosów.-nadal nie odpuszczał.
-Przecież wiesz, że Amanda pali.-kłamstwo. Chłopak zmarszczył brwi.
-No dobrze, chodź.-skapitulował i ciągnąc ją za rękę wkroczył do Wielkiej Sali, w której jak zawsze panował gwar. Blondynka kątem oka zauważyła, że Teodor siedzi oddalony od reszty ślizgonów i czyta jakąś książkę, która leży przed nim na stole.W jednej dłoni trzymał nóż, a drugą na oślep próbował poszukać  dżemu brzoskwiniowego, stojącego niemal pod jego nosem. Zrezygnowany podniósł wzrok i zamiast rozejrzeć się za słoikiem, on spojrzał na nią.  A ona ciągnięta niczym skrzat domowy podążała za Ronaldem. Nawet nie zauważyła kiedy się zatrzymali przed stołem Gryffindoru. Niechętnie odwróciła wzrok od Notta i usiadła u boku Weasley'a, który już zaczął opychać się kanapkami.


                                                                           *****

W jednej ręce trzymał pudełko najlepszych czekoladek z Miodowego Królestwa, a w drugiej koszyk z kanapkami, różnymi owocami i dwiema butelkami soku dyniowego. Był w połowie drogi na siódme piętro.  Zrobi to, oni muszą się pogodzić, bo on już dłużej nie wytrzyma. Czuł się taki pusty w środku, jakby był czekoladką bez jakiegokolwiek nadzienia, która w każdej chwili może się pokruszyć, lub roztopić w dłoni małego dziecka.  Może i miał innych znajomych, ale to nie to samo co być z nią.  Zauważył że ruchome schody chcą mu spłatać figla więc zaczął biec i w ostatniej chwili wskoczył na stopień.  Siódme pientro, portret Grubej Damy i wejście wprost do paszczy wygłodniałych lwów.
-Kurde, Terence'ie David'zie Higgs'ie czy musisz być aż tak głupi.-powiedział i skrzywił się na samą myśl o tym, że nie zna hasła.
-No to będziemy zgadywać. Hmm, może lwie serce?-powiedział z nadzieją, lecz portret nawet nie drgnął.
-Nie. Galopujące jednorożce.-nic.
-Pieprzne diabełki, czekoladowe żaby, miecz Gryffindora, cytrynowe dropsy, fasolki wszystkich smaków, odważne lwy, pałka lukrecjowa, migdał...-nie dokończył, ponieważ Gruba Dama niechętnie ale otworzyła mu przejście.
-Geniusz..-mruknął pod nosem i wpakował się do środka. Pokój Wspólny Gryfonów był całkowicie pusty.
-Lepiej być nie może.-skomentował uradowany i w podskokach pomaszerował do schodów po lewej. Śmiało wszedł po nich ale nie przewidział jednego. Mianowicie tego, że chłopcom nie wolno wchodzić do dormitoriów dziewczyn bez ich zgody. Schody złożyły się i zastąpiła je pochyła zjeżdżalnia po której się sturlał. Wylądował na samym dole i jęknął z bólu. Usłyszał, że portret się otwiera i znów nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Do Pokoju Wspólnego weszła Ginny Weasley.
-Hej przepraszam mogłabyś mi pomóc dostać się do Hermiony?-zapytał wstając z podłogi i otrzepując szatę z niewidzialnego kurzu. Ginny spojrzała najpierw na niego, potem na koszyk walający się po podłodze, na czekoladki i potem znów na niego.
-Cześć, jasne chodź.-i ruszyła na górę. Chłopak niepewnie poszedł w jej ślady. Tym razem bez żadnych problemów wszedł po schodach. 
-Te drzwi.-Ruda wskazała mu odpowiednie wejście i odwróciła się by odejść.
-Dzięki.-blondyn uśmiechnął się i zapukał. Odpowiedziało mu ciche 'proszę', więc wszedł. W pokoju panował idealny porządek. Łóżka były pościelone, książki na półkach równo poukładane, story szeroko poodsłaniane dzięki czemu do środka przed okna wlewały się się ciepłe promienie słoneczne.
-Cześć.-powiedział głośno, kiedy zorientował się że w pokoju nie ma Hermiony.
-Tutaj.-dobiegł go jej głos z łazienki. Odłożył koszyk i czekoladki na biurko i ruszył w kierunku białych drzwi, które były lekko uchylone.
-Lepiej Ci w lokach.-uśmiechnął się i zagryzł delikatnie wargę.
-Terence, co tu robisz?-zapytała zaskoczona, lecz w duchu ucieszyła się na jego widok.
-Stoję.-wzruszył ramionami.-Chciałbym Cię przeprosić, no wiesz.-już się nie uśmiechał.
-Nic się przecież nie stało.-odpowiedziała. Ona też już dłużej nie mogła wytrzymać bez niego. Lubiła ich wspólne rozmowy nie opierające się tylko na Quidditchu.
-Chodź przyniosłem śniadanie.
-Idę.-jedno machnięcie różdżki i burza jej kasztanowych loków znów opadała na ramiona.
                                                       

                                                             *************

Od rana siedział na boisku. Lubił to miejsce. Było tutaj tak swojo, spokojnie i cicho. Oczywiście tylko wtedy gdy nie odbywały się tutaj mecze. Spojrzał na trzy pętle po drugiej stronie  długiego zielennika. Doskonale pamięta dzień w którym razem z Teodorem naprawiali je po wojnie.  Ścisnęło go za gardło. Nie chciał pamiętać chwil w których serce zaczyna pękać. Chciał zdmuchnąć te wspomnienia jak zaległy kurz. Po prostu nie pamiętać sytuacji w których zaczynał się łamać. Chciał wyrwać się już dawno, ale to nie zawsze tak łatwo przychodziło. Odwrócił wzrok i spojrzał na trybuny. Przypomniał  mu się mały chłopiec. Miał on jedenaście lat i jego największym problemem był fakt, że jego dom przegrał z Gryfonami. Uśmiechnął się lekko. Wtedy wszystko było takie proste. A teraz? Teraz jego ojciec chce zabić go i Teodora. Później będzie musiał o tym pomyśleć. Teraz musi się ruszyć i iść do dyrektorki. Niechętnie wstał i ruszył w stronę zamku. Mijał po drodze wielu ludzi, którzy patrzyli na niego jak na bohatera. Prychnął. Prawda była taka, że nie był bohaterem tylko piepszonym tchórzem. Gdyby nie Nott teraz zapewne siedziałby w Azkabanie grając z Teodorem w literówki. Cieszył się, że ma przy sobie kogoś takiego jak Teodor. Śmiało mógł powiedzieć, że on jest jego przyjacielem. Wszedł do Hogwartu przez wielkie, łukowate wrota przy których siedziała stara kotka Filcha. Swoje kroki skierował na siódme piętro. Po kilkunastu minutach był pod posągiem chimery. Wypowiedział hasło i wszedł po schodach. Zapukał w drewniane drzwi a gdy usłyszał 'proszę' wszedł. Gabinet dużo się nie zmienił. Okrągłe pomieszczenie, szafki na których stały błyszczące przyrządy i portrety byłych nauczycieli Hogwartu. Była tylko jedna zmiana. Na fotelu dyrektora siedziała McGonagall, a za nią powieszony był obraz z którego patrzył na niego miły staruszek z błękitnymi oczami, które przeszywały go na wskroś.
-Dzień dobry.-przywitał się.
-Dzień dobry, jest pan już, więc możemy zaczynać.-oznajmiła a Draco dopiero teraz zauważył, że w jednym z foteli siedzi Granger. Usiadł na miejscu które wskazała mu dyrektorka i zaczął jej się przyglądać z uwagą.
-No dobrze, ostatnio nie było czasu abyśmy mogli załatwić kilka spraw. Macie pełne prawo do korzystania z łazienki prefektów, hasło to 'Kraina bąbelków'. Patrolujecie korytarze w poniedziałki, środy, czwartki i piątki, więc w te dni nie będziecie mieć szlabanów. Na razie wam dziękuję, jeśli coś będzie ważnego do powiedzenia, wyślę wam sowę. Możecie iść.- Malfoy leniwie podniósł się z miejsca i ruszył do drzwi. Kątem oka zauważył że Granger za nim idzie więc jak na mężczyznę przystało przepuścił ją w drzwiach. Usłyszał jej ciche prychnięcie, lecz skorzystała z gestu i wyszła z gabinetu.
-Cześć Granger.-jest okazja to z nią porozmawia.
-Cześć.-mruknęła nie patrząc na niego.
-Co tam?-zapytał.
-Nic.- odpowiedziała. No i koniec ich miłej pogawędki.
-Jak tam patronus?-spytał po chwili milczenia.
-Dobrze.-znów to samo.
-Popatrz tam.-złapał ją za ramiona i odwrócił w stronę okna koło którego właśnie szli. Zaskczona nie zdążyła nic zrobić. Wyjrzała za szybę i zobaczyła stado testrali lecących w stronę zachodzącego słońca. Przepiękny widok urzekł ją tak, że nawet nie zauważyła jak chłopak po cichu oddalił się zostawiając ją samą z kolejnymi pytaniami bez odpowiedzi.
                                                                        
                                                                          ********

Witajcie,
po długim czasie przybywam do was z nową notką. Z góry was proszę o jakiekolwiek komentarze, aby wiedziała, że ktoś jeszcze to czyta.
~~ Pozdrawiam Mopsicaa ;*

4 komentarze: