piątek, 25 października 2013

#Patronus.

Witajcie,
chciałabym was tylko poinformować, że w najbliższym czasie nie pojawi się rozdział. Zmarł mi dziadek więc jakoś to się teraz przedłuży. Zostawiam wam piękne zdjęcie które zdobi moje tło na pulpicie.
~~ Pozdrawiam Mopsica.

sobota, 19 października 2013

Rozdział 17.

Po pewnym dormitorium roznosił się głośnym echem płacz pewnej brązowowłosej Gryfonki o pięknych bursztynowych oczach. Było bardzo wcześnie rano, mimo to ona nie spała tylko wylewała kryształowe łzy w poduszkę. Była sama, całkiem sama w ogromnym pokoju. Przynajmniej nie musiała się obawiać, że ktoś ją usłyszy. Ginny nie wróciła na noc. Chyba obraziła się na dobre. Hermiona po wczorajszym szlabanie nie mogła zmrużyć powiek ani na chwilę. Oczy zmęczone od łez nie mogły zapaść w sen. Nie mogła sobie wybaczyć tego pocałunku z Malfoy'em. Odkąd położyła się w łóżku przeklinała go na wszystkie znane jej sposoby a zarazem tak bardzo chciała znów poczuć jego zimne wargi na swoich. Dlaczego to musi być aż takie trudne? Może dlatego, że oboje są z dwóch innych światów. Ona jest zwykłą mugolską dziewczyną, w której żyłach nie płynie ani krzta krwi magicznej, a on zaś, jest zimnym i cynicznym arystokratą, któremu od dziecka wpajano, aby nie miał litości do takich osób jak ona i żeby od razu je eliminował z magicznego świata. A może on faktycznie się zmienił? Przecież po wojnie przeprosił Harry'ego, ją, Rona i innych którym wyrządził tyle krzywdy. Mimo to nadal go nic nie usprawiedliwiało. Mógł po prostu grać. Malfoy był zawsze dobrym aktorem, a przede wszystkim jest Ślizgonem, a oni zawsze coś knują. A po za tym Malfoy'owie nigdy nie przepraszają, no chyba, że chodzi tu o ich zycie. Tak, wtedy była właśnie taka sytuacja. Draco miał zostać zamknięty w Azkabanie na dobre kilka lat. Przecież to jasne, że nie mógł do tego dopuścić, bo nie wytrzymałby tam nawet kilku dni. Musiał coś wymyślić, a to było jedne wyjście. Harry mu wybaczył a on znowu stał się zarozumiały i złośliwy. Może nie dla wszystkich, ale się stał. Hermiona w ogóle  go nie rozumiała. Zastanawiała się czy on czasami nie ma rozdwojenia jaźni, albo po prostu w pewnych momentach ktoś się pod niego podszywa używając eliksiru wielosokowego. Kto mu tam wie, Malfoy jest przecież dziwny, nawet bardzo dziwny. Usłyszała jak drzwi dormitorium otwierają się. Usiosła głowę do góry i spojrzała w brązowe tęczówki Ginny. Dziewczyna stanęła  w półkroku a delikatny uśmiech błąkający się po jej piegowatej twarzyczce zniknął. Hermiona zagryzła wargę i z powrotem ukryła twarz w poduszce, nie chcąc jej pokazać jaka jest słaba. Od pamiętnych wydarzeń podczas bitwy o Hogwart jej życie uległo diametralnej zmianie. Stałą się cicha, nieśmiała i samotna. Wyparowała z niej cała jej gryfońska odwaga, a gdy już wracała, to tylko na chwile, po to aby opuścić ją w najmniej oczekiwanym momencie. Usłyszała pojedyncze skrzypnięcia starej podłogi co oznaczało, że Ginevra zmienia swoje położenie. Po chwili poczuła ciężar drugiego ciała na swoim łóżku. Drobna rączka Rudej odgarnęła jej włosy z policzków, ukazując tym samym rzeczki łez, które na nich były. Hermiona z ociąganiem spojrzała na nią.
-Mionka co się stało?-spytała troskliwie Wiewiórka. Jej mina wyrażała skruchę i żal. Ginny tez było przykro, że przez jedną nic nie wartą kłótnie straciła przyjaciółkę.
-Ginn, ja chciałabym cię przeprosić.-Hermiona złapała ją niepewnie za rękę.-Głupio wyszło, nie chciałam Cię zaniedbywać.-dodała cicho.
-To ja przepraszam Hermi, poniosło mnie.- Ruda  przytuliła przyjaciółkę i delikatnie się uśmiechnęła.
-Gdzie byłaś przez całą noc?-spytała zaciekawiona brązowowłosa. Wiewiórka na te słowa ogniście się zarumieniła.
-W skrzydle szpitalnym.-wymamrotała niezrozumiale.
 -Po co?-Miona dalej pytała.
-Bo Zabini miał przeze mnie wypadek.- powiedziała na jednym wydechu.
-Jak to?- Hermiona już nie płakała, teraz za to była bardzo zaciekawiona tego co się stało na szlabanie Rudej i Zabini'ego.
-No wiesz mieliśmy ten cholerny szlaban w składziku na przyrządy do wróżbiarstwa i no tak jakoś wyszło, że jedna z kul kryształowych tej starej wariatki spadła mu na głowę.-opowiedziała zmieszana i spuściła głowę.
-Samo wyszło?-Hermiona uniosła do góry brwi wyraźnie rozbawiona cała tą sytuacją.
 -No dobra! Przez przypadek strąciłam tą kule na niego.- uniosła głos poirytowana Wiewiórka.
-Ej spokojnie, wiesz dobrze, że tylko się z Tobą droczę.- starsza gryfonka szturchnęła ją lekko w ramię.
- To wcale nie jest zabawne, ten palant naprawdę mnie wystraszył.- westchnęła i opadła na łóżko.
-Mamy jeszcze godzinę do śniadania.-Hermiona spojrzała na zegarek.-Musimy się ogarnąć i psychicznie przygotować, bo pierwsze są eliksiry z tą wredną jędzą.-mruknęła przypominając sobie wczorajsze spotkanie z Morticią.
-Tak, tak, tylko piętnaście minut.- ziewnęła Ruda i wtuliła twarz w czerwoną poduszkę z wyszytym na przedzie lwem Gryffindoru.

                                          *                                        *                                  *

Zabini żwawym krokiem wszedł do dormitorium które dzielił z Draco. Nucił pod nosem wesołą piosenkę a uśmiech rozjaśniał jego przystojną twarz. Zerknął na łóżko blondyna i uśmiechnął się przebiegle pocierając ręce jak złoczyńcy z mugolskich filmach. Na palcach zbliżył się do zielonych kotar i lekko uchylił je. Malfoy spał niczym małe dziecko. Jego platynowa grzywka delikatnie unosił się na skutek płytkich oddechów chłopaka. Wyciągnął z kieszeni spodni czarny mazak i ściągnął z niego zakrętkę. Jak najdelikatniej tylko mógł obrysował wokół oczu blondyna dwa kółka oraz pod nosem zakręconego wąsika. Na widok swojego dzieła wykrzywił usta w szatańskim uśmiechu i jak najbardziej poważnym i lodowatym głosem, którego nie powstydziłby się nawet sam Severus Snape powiedział. 
-Jakieś ostatnie życzenie Malfoy?-reakcja niemal była natychmiastowa. Draco spadł z łóżka i wturlał się pod nie. Blaise wszedł na łóżko i zaczął po nim skakać śmiejąc się na cały głos. Pomiędzy skrzypnięciami i krzykami Zabiniego dało się usłyszeć siarczyste przekleństwa Smoka. W końcu brunet postanowił mu odpuścić i spokojnie usiadł na brzegu materaca pozwalając współlokatorowi się otrząsnąć. 
-Ty idioto!-wykrzyknął blondyn i zaczął rozmasowywać sobie obolały kark.
-Też Cię kocham ty mój zielony książę.-brunet zamrugał do niego zalotnie. Ten tylko pokazał mu środkowy palec i podszedł do dużej mahoniowej szafy. Wyciągnął z niej czyste ubrania  i udał się do łazienki.
-Trzy, dwa, jeden.-mruczał pod nosem Zabini uśmiechając się złośliwie.
-ZABINI!-blondyn wrzasnął ile sił w płucach widząc dzieło swojego przyjaciela. Tyle razy zastanawiał się już, dlaczego nadal koleguje się z tym palantem. Zawsze dochodził do wniosku, że jest on jedną z tych osób w których towarzystwie dobrze się czuje. Ale czasami naprawdę miał ochotę trzasnąć go w ten głupi łeb i wrzucić do jakiegoś składziku na miotły skąd nie miałby jak uciec.
-Tak żabciu?-odpowiedział mu przesłodzony głos Blaise'a. Chłopak świetnie naśladuje nim Astorię.
-Wpierdolę Ci jak to się nie zmyje!-odkrzyknął mu zezłoszczony Draco.
-Poważnie myślisz, że dałbyś radę ze mną?-brunet uniósł jedną brew a blondyn wychylił się z framugi łazienki. Naprawdę wyglądał przekomicznie.
-Chcesz się przekonać?-uśmiechnął się kpiąco.
-Wiem, że chcesz się na mnie rzucić, ale spokojnie to dopiero wieczorem.-Diabeł puścił mu oczko a Draco skrzywił się nieznacznie na samą myśl o Blaisie w roli jego kochanka.
-A idź się pałuj Zabini.-powiedział chłodno i zatrzasnął drzwi łazienki.
-A Ty znów tylko o jednym.-Jak on uwielbiał tak drażnić się z Draco. To jedna z jego ulubionych rozrywek. No ale teraz jego ulubiona rozrywka poszła się kąpać więc musi znaleźć sobie jakieś inne twórcze zajęcie.
-Hmm. Smoku się pierze, Terence i Teo pewnie śpią, Pansy mal... zaraz zaraz, Terence i Teo pewnie śpią.-Zabini uśmiechnął się złośliwie, wziął różdżkę i wyszedł na korytarz. Przeszedł kilka kroków i już po chwili stanął na przeciw drewnianych drzwi z inicjałami T.H i T.N.
-Alohomora.-szepnął a w panującej tutaj ciszy wydawałoby się jakby mówił to na cały głos. Zamek cichutko kliknął i drzwi ustąpiły. Ślizgon jak najciszej otworzył je i wszedł. Na dwóch łóżkach spali jego koledzy. Nawet się nie obudzili, spali twardym snem. Nie, spokojnie Blaise wymyślił coś bardziej kreatywnego, niż ten głupi żart którym potraktował Draco. Wszedł do ich łazienki i przetransmutował jakąś butelkę po szamponie w duże wiadro. Potem rzucił na nie proste zaklęcie dublujące i oto w taki sposób był posiadaczem dwóch kubełków, które wykorzysta do swojego planu.
-Aquamenti.-z jego różdżki wydobył się strumień wody który powoli zaczął napełniać dwa pojemniki. Gdy już były pełne za pomocą zaklęcia przeniósł je do pokoju. Wyciągnął sznurówki z butów Terence'a i zmienił je w grube liny. Jedną przerzucił przez baldachim łóżka Higgsa. Jeden koniec delikatnie przywiązał mu do stopy a na drugim zawiesił wiadro pełne płynnej cieczy. Tą samą czynność powtórzył przy łóżku Teodora. Zadowolony z siebie, nie wydając żadnych odgłosów podszedł do drzwi i cicho je otworzył.
Uśmiechnął się szeroko i z całej siły którą posiadał trzasnął nimi  w futrynę. Teren i Teo zerwali się z łóżka ale uniemożliwiły im to liny. Wiadra z wodą przechyliły się i ich zawartość wylała się na niczego nie oczekujących chłopaków. Zimna woda ochlapała ich twarze i zmoczyła zielone, aksamitne pościele w których spali.
-No to kąpie macie z głowy.-zaśmiał się Blaise zadowolony ze swojego żartu. Teo i Teren dopiero teraz go zauważyli. Stał nonszalancko opierając się o ścianę z założonymi na torsie rękoma. Tak, Blaise Diabeł Zabini był dzisiaj w wyśmienitym humorze. A co go w owy nastrój tak wprowadziło? Niejaka rudowłosa Gryfonka z którą spędził niemal całą noc. Do teraz pamięta jej minę kiedy udawał, że jest nieprzytomny. Pamięta troskę i strach jaki malował się na jej twarzy. Słowa które wypowiedziała, cały czas krążą po jego umyśle.
-WYNOŚ SIĘ ZABINI!-w stronę chłopaka poleciał jaskrawo żółty promień który wypchnął go za drzwi.
-TEŻ WAS KOCHAM!-zdążył tylko krzyknąć. Uśmiechnął się szeroko pod nosem i swoje kroki skierował na śniadanie.

                                                                *                                             *                                *

Siedziała przy swoim stole podpierając głowę na lewej ręce. Drugą zaś zawzięcie grzebała w swojej owsiance. Katem oka zauważyła jak wchodził do Wielkiej Sali w asyście Pansy i Astorii, która, O zgrozo!  szeptała mu coś do ucha. Poczuła jakieś nieprzyjemne ukłucie w klatce piersiowej ale od razu je zlekceważyła, przecież to tylko Malfoy.
-Proszę o chwilę spokoju!-echem po Wielkiej Sali rozniósł się głos dyrektorki, natychmiast wszystkie rozmowy umilkły. Hermiona niechętnie przeniosła wzrok na nauczycielkę transmutacji.- 1 Października odbędzie się anonimowy bal maskowy. Gdy wszystko dokładnie zostanie ustalone podamy więcej informacji. Dziękuję za uwagę.-powiedziała sztywno McGonagall i usiadła na swoim miejscu.
-Mionka, to niesamowite prawda?-dobiegł ją głos rozentuzjazmowanej Parvati.
-Jasne.-mruknęła.-Przepraszam ale śpieszę się na eliksiry. Parvati zrobiła tylko naburmuszoną minę i wróciłą do swojego posiłku. Odkąd Lavender zginęła w bitwie o Hogwart została sama. Nikt już praktycznie z nią nie rozmawia, dlatego ona na siłę poszukuje znajomych.


                                    *                                        *                                      *

Lekcje minęły jej nad wyraz szybko.  Teraz właśnie biegła przez korytarze by nie spóźnić się na swój drugi szlaban.  Toaleta męska na 3 piętrze, czy może być coś gorszego? Chyba nie, ale gdy zobaczyła osobę która stała koło Filcha mimowolnie się uśmiechnęła. Stał tam. Kłócił się z woźnym wyraźnie rozbawiony tą sytuacją. Jego blond włosy były niesfornie rozwiane a lekkie rumieńce na polikach dodawały mu uroku. Szeroki uśmiech wpłynął na jej twarz. Przyśpieszyła bieg aby jak najszybciej znaleźć się blisko niego. On też ją zauważył. Wyglądała zjawiskowo. Jej długie brązowe loki opadały na ramiona, na ustach gościł szczery uśmiech a w oczach skakały wesołe ogniki. Nie słuchał już Filcha, który marudził mu nad uchem jakieś głupoty. Biegła wprost do niego.
-Dzień dobry.-przywitała się grzecznie i stanęła koło Terenca.
-Oddajcie swoje różdżki.-mruknął ochryple stary woźny. Posłusznie podali mu swoje magiczne patyki i bez zbędnych słów weszli do łazienki w której czekały już na nich środki czystości i wiadra z wodą.
-Mionka.-odezwał się chłopak i rozłożył szeroko ramiona. Dziewczyna przytuliła go. Był od niej o wiele wyższy więc ledwo sięgała mu do brody. Słyszała rytmiczne bicie jego serca. A więc Ślizgoni jednak mają serce.
-Czemu ty nie jesteś w Ravenclawie?-wyszeptała gdy już ją od siebie odsunął.
-Bo jestem w Slytherinie.-uśmiechnął się i wzruszył ramionami. Dziewczyna prychnęła i zabrała się do pracy. Chłopak już po chwili udał się w jej ślady. Ona myła podłogę a on wszystkie lustra. Rozmawiali i co jakiś czas wybuchali szczerym śmiechem. Ale zawsze każda rzecz musi się znudzić i tak też było w tym przypadku. Znudzony chłopak dla urozmaicenia sobie pracy wziął gąbkę zamoczył ją w wodzie i pianie. Podszedł do Herm która stała do niego tyłem i wydrzemnął jej ją nas głową. Zaskoczona dziewczyna pisnęła i zaczęła przed nim uciekać. W pomieszczeniu słychać było jego gardłowy śmiech. Przez jej głowę przeszła myśl, że mogłaby słuchać go przez całe życie. Chciała wbiec do jednej z kabin ale poślizgnęła się na mokrej posadzce i gdyby nie szybka interwencja chłopaka upadłaby z łoskotem na podłogę. Spojrzała w jego niebieskie oczy. Były takie ciepłe, pełne emocji. Takie inne niż te które ma ten dupek Malfoy.
Chciał ją pocałować ale ona odwróciła twarz tak, że musnął wargami tylko jej policzek.
-Przepraszam, nie potrafię.-wyszeptała, zabrała torbę i uciekła.
Terence stał jeszcze tak przez chwilę patrząc w drzwi za którymi zniknęła.
 Nie mogła go pocałować, po prostu nie potrafiła. Sama nie wiedziała czy ma to coś wspólnego z Malfoy'em. Czuła się jakoś z nim powiązana. Musi się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi.





Witajcie,
jest rozdział, ale uważam go za swoją osobista porażkę. Nie miałam czasu go wczoraj tutaj wklepać ale dzisiaj już jest.
Proszę o wasze szczere komentarze ;*
~~ Pozdrawiam Mopsicaa ;*

środa, 9 października 2013

Rozdział 16.

Bose stopy Terence'a uderzyły w zimną posadzkę. Zaczynało już świtać. Chłopak tej nocy nie mógł zmrużyć oka ani na chwilę. W jego obecnej sytuacji każdy by tak miał. Po wczorajszych wydarzeniach w Pokoju Życzeń będzie miał traumę do końca życia. Dlaczego zgodził się na propozycję Pansy i poszedł tam. Już nigdy więcej nie da jej się namówić na takie szaleństwo. Ślizgon westchnął. Zrobił to trochę za głośno, bo śpiący na łóżku obok Teodor obudził się. Podniósł głowę i spojrzał na przyjaciela.
-Przepraszam.-mruknął smutno Teren. Teo zmarszczył brwi.
-Co jest Stary?-spytał siadając naprzeciw współlokatora.
-Nic.-Bestia silil się na lekki uśmiech ale wyszedł mu szpetny grymas. Teraz to już na pewno Nott wiedział, że coś go trapi.
-Accio paczka fajek.- czarnowłosy przywołał zaklęciem papierosy i poczęstował przyjaciela. Blondyn z westchnieniem wziął jednego i zapalił.
-No mów.-ponaglił go a Teren potarł twarz dłonią.
-Wczoraj z Pansy...
WSPOMNIENIE.
Terence i Pansy przemykali się ciemnymi korytarzami Hogwartu. Było kilka minut przed 22;00. Po długich namowach ze strony dziewczyny chłopak zgodził się na spotkanie z tajemniczą osobą od której dostał wiadomość. W końcu czego nie robi się dla przyjaciół? Nareszcie znaleźli się na korytarzu siódmego piętra. Na samym jego końcu znaleźli lewitującą karteczkę w kształcie serca.
-Pomyśl o swoim dormitorium.-przeczytał na głos chłopak.
-Pamiętasz jaki jest plan?-zapytała go jeszcze Pansy.
-Ja wchodzę pierwszy a Ty po kilku minutach za mną.-wyrecytował perfekcyjnie.
-Powodzenia.-dziewczyna wysłała mu pokrzepiający uśmiech. Terence niepewnie stanął pod gładką ścianą i głośno przełknął ślinę. Pomyślał o swoim pokoju i już po chwili zmaterializowały się przed nim ogromne drzwi które prowadziły do pokoju przychodź-wychodź. Wziął głęboki oddech i pchnął je. Pierwszą rzeczą którą ujrzały jego niebieskie oczy były płatki róż porozsypywane na podłodze. Potem uderzył w niego charakterystyczny zapach mleczka kokosowego i kadzidełek. W pomieszczeniu panował półmrok.
-Już myślałem, że nie przyjdziesz.-i wtedy doznał szoku. Wielbicielka okazała się być mężczyzną i to takim z którym Teren przebywał na co dzień. Mianowicie był to Vincent Crabble, były goryl Malfoy'a. Tępo wpatrywał się w niego nie mogąc uwierzyć, że to dzieje się naprawdę.
-Kochanie odjęło Ci mowę?-wyciągnął różdżkę i zaczął obracać ją w palcach.
-Nie nie, ja stąd wychodzę.-oznajmił i obrócił się w kierunku wyjścia. Niestety nie zrobił ani jednego kroku, bo upadł na puchowy dywan. Skrępowały go niewidzialne liny, które wystrzeliły z różdżki Crabble'a.
-Nigdzie nie wychodzisz.-powiedział słodko i przelewitował go na ogromne zielone łoże które spokojnie mogłoby pomieścić z cztery osoby.
-Kurwa, zostaw mnie pedale.-warknął Terence.
-Cicho, za godzinę Cię wypuszczę i uwierz spodoba Ci się.-mówiąc to oblizał lubieżnie usta i usiadł koło niego. Bestia szarpał się, krzyczał ale było to na nic, liny ani drgnęły.
-Błagam wypuść mnie.-wyjęknął kiedy Vincent zaczął gładzić ręką jego krocze.
-Oj, bo użyję Silencio a tego byśmy obaj nie chcieli.-mówiąc to zaczął odpinać rozporek jego spodni. Jedyne co Terence mógł teraz zrobić to cierpliwie czekać na Pansy.
-Przewidywalny Ślizgon.-wymruczał oprawca widząc zielone bokserki swojej ofiary. Przejechał swoim grubym paluchem po ich materiale a Terence miał ochotę rozpłakać się z bezsilności i wstrętu.
-Zobaczymy co tu masz.- Vincent jednym ruchem zerwał śnieżnobiałą koszulkę którą Bestia dostał an urodziny od Dracze. Bardzo lubił ten element garderoby więc już planował zemstę na tym grubym bez
mózgu. Crabble zamruczał widząc umięśniony tors a na nim czarny tatuaż w kształcie serca. Zaczął masować ciało Higgsa pojękując i sapiąc. I wtedy kilka rzeczy stało się naraz. Drzwi do Pokoju Życzeń otworzyły się i stanęła w nich Pansy. Machnęła różdżką i zaklęcie ugodziło w byłego goryla Malfoy'a. Kolejny błysk i niewidzialne liny oplatające ciało blondyna zniknęły. Chłopak zerwał się z miejsca i podbiegł do czarnowłosej. Przytulił ją z całych sił chcąc przez to pokazać jak bardzo się cieszy, że nareszcie przyszła.
-Hej, już dobrze.-uśmiechnęła się delikatnie i wyswobodziła z uścisku przyjaciela.
-Już nic nie będzie dobrze.-mruknął i zaczął zbierać resztki swoich ubrań z podłogi.
KONIEC WSPOMNIENIA.
 Teodor wypuścił dym z płuc.
-Wymazaliście mu pamięć?-zapytał
-No.-mruknął tylko w odpowiedzi i zgasił niedopałek
-Przynajmniej Pan nie będzie musiała mieć z nim dzieci.-Nott westchnął i spojrzał na magiczną fotografię przedstawiającą jego, Pansy, Draco, Terena i Blaise'a.
-Ale i tak jej współczuję, że akurat jemu została pisana.-dodał Higgs.
-Zawsze może zginąć.-brunet poruszył sugestywnie brwiami.
-Dobrze wiesz, że nie możemy.-ziewnął przeciągle blondyn.
-Wiem, ale zemścimy się przyjacielu, nie bój nic.uśmiechnął się szeroko po czym padł na swoje łóżko i przykrył się kołdrą aż po same uszy.

                        *                                        *                                                 *

Głośny krzyk przerwał senną ciszę panującą w dormitorium dwóch Gryfonek. Brzdęk tłuczonego szkła i huk towarzyszący upadającemu ciału. Hermiona momentalnie zerwała sie z łóżka, złapała różdżkę i pognała do łazienki. Na podłodze leżała Ginny. Na około niej porozrzucane były potłuczone kawałki szkła i urwane drzwiczki od szafy. Ruda widząc zdziwioną minę przyjaciółki zaczęła się perliście śmiać. Brązowowłosa pokręciła głową na boki i wypuściła ze świstem powietrze. Machnęła różdżką i popsute rzeczy znów wyglądały ja nowe. Wyciągnęła rękę w stronę Wiewiórki a ta po chwili stała na przeciw niej.
-Przepraszam, że Cię obudziłam.-uśmiechnęła się zakłopotana. W takich momentach tak bardzo przypominała jej Rona. Zrobiło jej się przykro. Relacje między nią a rudzielcem znacznie się pogorszyły. Ostatnio zaczął jej unikać, już nie widuje go tak często jak kiedyś.
-Nic nie szkodzi.-bąknęła.
-Coś się stało?-spytała troskliwie Ruda.
-Oczywiście, że nie.-wysiliła się na lekki uśmiech. czy tak naprawdę wszystko było w porządku? Oczywiście, że nie! Nic nie było w porządku. Nic nie było, nie jest i nie będzie. Ona ma ochotę krzyczeć, płakać, śmiać się i smucić w tym samym czasie. Takie kłębowiska uczuć do normalnych nie należą.
-To dobrze.-uśmiechnęła się wesoło Ginny nie zauważając, że Miona kłamie.-Prawie zapomniałam Hermes wczoraj przyniósł nam list.-złapała przyjaciółkę i wybiegła do pokoju. Podeszła do komody i sięgnęła z niej charakterystyczną dla Harry'ego karmazynową kopertę. Wyciągnęła z niej dwie takie same karteczki i jedną z nich rzuciła Hermie. Gryfonka rozłożyła papier i zaczęła czytać tekst znajdujący się na niej.



                                           ROZKŁAD SZLABANÓW.
8-IX-17;00- składzik na eliksiry.
9-IX-17;00-toaleta męska 3 piętro.
10-IX-17;00-biblioteka.
11-IX-17;00-Zakazany Las.
12-IX-17;00-Sala Pamięci.
13-IX-17;00-składzik na miotły 5 piętro.
14-IX-17;00-lochy.
15-IX-17;00-łazienka na 2 pietrze.


-Tygodniowy plan.-mruknęła do siebie. Spojrzała na Ginny, która w milczeniu przeglądała swoje zapiski.
-Pokaż.-wzięła od niej kartkę i zatrzymała na chwilę na niej wzrok.
-Żadne szlabany się nam nie zgadzają.-szepnęła zaskoczona podając przyjaciółce obie notatki.
-Idziemy do Harry'ego.-wykrzyczała Ruda i jak strzała wybiegła z dormitorium ciągnąc Hermionę za sobą. Herm dobrze wiedziała, że te szlabany to tylko pretekst by Wiewiórka mogła zobaczyć Wybrańca. Zapominając, że obie są w piżamach przemknęły się przez Pokój Wspólny. Po spiralnych schodach do góry i wprost do sypialni chłopców z siódmego roku. Bez pukania wpakowały się do środka i popatrzyły na śpiących Gryfonów.
-Potter.-Ginny była naprawdę zła. W takim momencie tak bardzo przypomniała Molly. Wszyscy mężczyźni jak na zawołanie obudzili się.
-Ginn?-zaspany Ron uniósł się na łokciach i popatrzył po nowo przybyłych.
-dajcie ludziom się wyspać.-mruknął Seamus i przewrócił się na lewy bok uprzednio nakrywając głowę poduszką.
-Idziemy Potter.-warknęła Ginevra i wyszła do łazienki chłopaków a za nią podreptali Hermiona i Harry.
-Co wy chcecie o szóstej rano?!-spytał podenerwowany Wybraniec nieudolnie próbując zakryć swoje miejsce intymne, które było odziane w skąpe, bordowe slipki.
-Przestań!-wrzasnęła Ruda.-Widziałam lepsze rzeczy. O co chodzi z tymi szlabanami?-zapytała starając się by jej głos zabrzmiał spokojnie, mimo tego, że wewnątrz gotowała się ze złości, i czekać tylko aż wybuchnie.
-O co Ci znowu chodzi? Nic nie wiem o żadnych szlabanach. Wynocha już bo chcę się wyspać.-odparł sucho.
-Ty nigdy nic nie wiesz.-Weasley'ówna wyminęła go i z ruszyła do wyjścia. Hermiona z niedowierzaniem przyglądała się całej tej sytuacji. Co to miała być za akcja?
-Mionka?-chłopak pomachał jej ręką przed oczyma Gryfonka potrząsnęła głową i lekko się uśmiechnęła. Podeszła do Harry'ego i szepnęła mu coś na ucho, czym spowodowała rumieniec zawstydzenia na jego policzkach.
-Cześć.-pożegnała się wesoło i pobiegła szukać przyjaciółki. Szczerze, to nie tak trudno było ją znaleźć. Siedziała na kanapie przed kominkiem w Pokoju Wspólnym i płakała. Ostatnimi czasy bardzo często to robiła. Czuła się bardzo samotna. Rozstała się z Harrym, Hermiona coraz częściej gdzieś znika, Luna zabawia się z Ronem a ona całymi dniami samotnie włóczy się po zamku. Taka pustka zaczynała jej już ciążyć.
-Co jest Mała?-Hermiona usiadła koło niej i objęła ją ramieniem.
-Tak cholernie mi go brakuje.-wychlipała wtulając się w przyjaciółkę.
-Mi też nie jest łatwo.-mruknęła smutno Herma.
-A Ty znowy zaczynasz! Znowu zmieniasz temat! Znowu liczysz się tylko Ty i nikt więcej!-wykrzyczała jej prosto w twarz Wiewióra. Te słowa ją zabolały. Nigdy by nie pomyślała że, kiedykolwiek usłyszy od niej takie coś. Tyle razy dostała już Crucio ale tak naprawdę dopiero teraz zrozumiała, że to i tak mniej bolało niż te kilka zdań które usłyszała chwilę temu.
-Jaa..-nie wiedziała co powiedzieć. Chyba pierwszy raz w życiu coś takiego jej się zdarzyło.
-Nie ważne.-prychnęła Ruda i wstała z sofy.
-Ginn poczekaj..-próbowała ją zatrzymać.
-Nie oddzywaj się do mnie.- powiedziała głosem wypartym z wszelkich emocji i oddaliła się do swojego dormitorium.

                                   *                                  *                                   *



-Draco.-szept Pansy docierał do niego jakby przez mgłę.-Smoku proszę, to dla mnie ważne.-miała tak błagalny ton, że postanowił użyć sały woli jaką miał i zmusić się do otwarcia oczu. Jego stalowe tęczówki zatrzymały się na jej twarzy. Jej policzki były całe od łez, które żłobiły dróżki od jej oczu aż po jamą szyję. Coś musiało się stać.
-Codź.-dziewczyna usiadła koło niego na łóżku a on przyciągnął ją do siebie i przytulił. O dziwo Pansy była jedyną jego byłą dziewczyną do której nie czuł obrzydzenia.
-Co się stało?-szepnął kiedy Pan troszeczkę się uspokoiła.
-Zakochałam się.-odpowiedziała łamliwym głosem.
-I w czym problem?-spytał rozbawionym tonem Smok.
-On nie jest czystej krwi, jest Gryfonem a po za tym ja już od dziecka jestem przydzielona innemu, który okazał się być gejem.-kolejna fala łez wylała się spod kurtyny jej czarnych, gęstych rzęs.
-Cii, jakoś się ułozy.- próbował ją pocieszyć.
-Nie Draco, nie ułoży się i sam o tym dobrze wiesz.-chłopak podał jej pudełko chusteczek, którymi otarła łzy z policzków.
-Coś się wymyśli, a teraz wszystko mi wyjaśnij.-zażądał.
-Ale co?-Pansy już nie płakała, uspokoiła się.
-Crabble jest pedałem?-spytał spokojnie unosząc jedną brew do góry.
-No.-historii z wczorajszego wieczoru nie da się wyrzucić z umysłów kilku Ślizgonów już chyba do końca życia.
-Ty tak poważnie?-zapytał rozbawiony Dracze łapiąc się za brzuch.
-Zamknij się idioto, obudzisz Diabła.-skarciła go.
-Diabeł nie śpi.-czerwony na twarzy Blaise zaczął dusić się ze śmiechu.
-Podsłuchiwałeś nas?-spytała z niedowierzaniem czarnowłosa.
-Jestem Ślizgonem.-wzruszył tylko ramionami i zaczął wygrzebywać się z fałd satynowej pościeli.
-I ojcem piekieł.-dodał Smok i uśmiechnął si lekko.
-Oczywiście.-dumnie wypiął pierś.-A teraz przepraszam państwa ale szykuję się na śniadanie.-dodał uroczystym tonem i podszedł do szafy. Wyciągnął z niej komplet czystych ubrań i podążył do łazienki.
-Żegnam.-rzucił tylko przez ramię i zostawił przyjaciół samych.
-Ja też już pójdę.-Pan wstała i poprawiła swój szlafrok, który zsunął jej się z piersi.
-Ułoży się.-Smok podszedł do niej i otarł kciukiem łzę, której udało schować się przed chusteczką.
-Oby.-delikatnie się uśmiechnęła czując jego ciepłą dłoń na swojej twarzy. Kto by pomyślał, że podczas wakacji uda jej się uwolnić od tej chorej obsesji związanej z Draconem.
-Idź już.-chłopak poprawił jej koronkowy biustonosz, który był prezentem od niego i pocałował ją w czubek głowy.
-Do zobaczenia.-odwróciła się i już po chwili jej nie było.
-Idziemy na śniadanko.-zza pleców dobiegł go radosny głos Zabiniego.
-Czekaj moment.-powiedział blondyn i pobiegł do łazienki.

                                                              *                     *                           *



Dzień minął jej w bardzo przygnębiającej atmosferze. Poranna kłótnia z Ginny wprowadziła ją w jeszcze gorszy nastrój. Na dodatek podczas śniadania i obiadu czuła na sobie palący wzrok Malfoy'a co nie pomagało jej w żaden sposób. Do tego dochodzi jeszcze dzisiejszy szlaban, który zapewne jeszcze bardziej pogorszy jej stan emocjonalny. Długo zastanawiała się nad tym z kim będzie odbywać ten nieszczęsny areszt i doszła do wniosku, że chciała aby był to Terence. W sumie to stęskniła się za nim. Ostatni raz widzieli się jakieś dwa dni temu, a ona już poczuła brak jego obecności. czasami zastanawiała się czy z ich znajomości może wyjść coś więcej ale od razu dochodziła do wniosku, że to niemożliwe. Spojrzała na zegarek, który wskazywał godzinę 16;45. czas aby udała się do miejsca gdzie ma odbyć się jej pierwszy szlaban. Dziesięć minut później stała już pod składzikiem na składniki gdzie czekała już na nią nauczycielka eliksirów.
-Dzień dobry.-przywitała się.
-Dla kogo dobry dla tego dobry.-odpowiedziała jej chłodno. Hermiona zastanawiała się czy każdy nauczyciel tego przedmiotu musi być aż tak oziębły, ale od razu zaprzeczyła, przypominając sobie Horacego Slughorna. Miły dziadek z grubym brzuchem i wąsami morska, który był lekko świrnięty ale wielu uczniów go lubiło. Usłyszała stukot butów rozchodzących się echem po korytarzu. Zobaczyła blond czuprynę ale niestety nie tą którą chciała zobaczyć. W jej stronę pewnym siebie krokiem podążał Draco Malfoy we własnej osobie.
-Dzień Dobry.-powitał się chłodno.
-Oddajcie różdżki-odezwała się profesorka. Uczniowie posłusznie podali jej swoje magiczne patyki.-Posprzątajcie tam. Wszystko ma być zgodnie z literami w alfabecie.-dodała i oddaliła się zamiatając podłogę połami swojej czarnej szaty. Ślizgon i Gryfonka w milczeniu weszli do magazynu w którym znajdowały się składniki potrzebne do eliksirów. Panował tam istny chaos. Porozbijane słoiki, kotki z kurzu a nawet męskie stringi. Gdy tylko Draco to przyuważył wyburzł śmiechem, a dziewczyna zmroziła go wzrokiem, ale widząc, że chłopak wskazuje palcem czarne majtki sama zachichotała. Smok przeciągnął się i ziewnął. Dostrzegł krzesło i wygodnie się na nim rozsiadł.
-Co Ty wyprawiasz Malfoy?-brązowowłosa skrzyżowała ręce na piersiach i zmróżyła gniewnie oczy.
-Siedzę.-odparł spokojnie. Nastała chwila ciszy w której dziewczyna zaczęła zbierać porozsypywane, suszone pająki z podłogi.
-To wstań i mi pomóż.-rzuciła przez ramię.
-Przestań, jutro i tak nie mam tu dyżuru, więc nie ja będę te świństwa zbierał.
-No tak, bo jak coś zrobisz to korona z głowy Ci spadnie.-mruknęła niechcący zrzucając karton z górnej półki. Zawartość znajdująca się w nim wysypała się na Draco, niszcząc tym samym jego białą koszulę. Jeden z niedokręconych słoików wylał się na materiał pozostawiając na nim dużą, czerwoną plamę.
-Granger!-wrzasnął zdenerwowany.
-Ja przepraszam.-wyjąkała zaistniałą sytuacją. Zniszczyła Malfoy'owi koszule, do końca życia nie wypłaci się za jej odkupienie. W głowie Draco wykiełkował genialny pomysł. Przybrał na twarz szeroki usmiech i rozłożył ręce.
-Przytulmy się na dopełnienie zgody.-zaproponował i zaczął zbliżać się do niej.
-Najpierw to musisz mnie złapać.-dziewczyna umiejętnie wymknęła mu się i zaczęła biegać między regałami. Draco tylko pokręcił głową na boki. Czy ta dziewczyna naprawdę myśli, że uda jej się uciec? Nie ma z nim żadnych szans. Zauważył jak chowa się za jedną z szaf. Cichutko podszedł z drugiej strony i złapał ją za dłoń.
-Złapałem.-szepnął tak cicho, że Hermiona ledwo go usłyszała.
-Tak, złapałeś.-powiedziała tak samo zatapiając się w oceanie jego oczu. Za to on zagłębiał się w krainie gorącej czekolady, którą tworzyły jej tęczówki. To takie banalne, zakochać się w kogoś oczach.
Ich dłonie nadal były splecione a oddechy przyśpieszone. Atmosfera w składziku zaczęła się zagęszczać. Malfoy wymownie spojrzał na malinowe usta dziewczyny. Powoli zaczął zbliżać swoją twarz aż w końcu ich wargi połączyły się w subtelnym pocałunku. Teraz nikt nie przejmował się obecną sytuacją, która zaszła między nimi. Oboje dobrze wiedzieli, że gdy to wszystko się skończy będą sobie to wypominać przez długi czas. Całują się już trzeci raz, mimo to ich pocałunek jest tak samo piękny jak pierwszy. Po raz kolejny przeciwne żywioły połączyły się w jedno. Biel i czerń, ogień i woda, deszcz i słońce scaliły się w jedno tworząc ekspresową mieszankę wybuchową. Kto by pomyślał arystokrata i szlama, niemożliwe a jednak tak realne.

Witajcie,
huuura wygrałam internety. Posłuchałam się waszej rady i zostawiam bloga. Mam nadzieję, że spodoba wam się ta notka i zostawicie po sobie jakąś pamiątkę w postaci komentarza.
~~ Pozdrawiam Mopsicaa. ;*
PS; Jeśli macie chwilę czasu zajrzyjcie do zakładki bohaterowie. Zmieniłam wygląd niektórych postaci.

sobota, 5 października 2013

Usuwam blogaa.

Witajcie,
dostałam wiele maili na temat ostatniego posta. Duża ilość osób chce abym usunęła bloga, więc ma  zamiar to zrobić. Jeśli was to usatysfakcjonuje to proszę bardzo.
~~Mopsicaa.

Przepraszam.

Witajcie,
z całego serca chciałabym przeprosić Emersonn i moje czytelniczki. To nie tak, że ja ukradłam świadomie tą miniaturkę, gdybym wiedziała, że tą miniaturkę napisała Emersonn nigdy bym jej nie wstawiła. Jak już niektórzy zdążyli zauważyć wystrój bloga się zmienił. Dziewczyna która pomogła mi zamontować szablon w zamian chciała abym wstawiła tą miniaturkę. Najpierw ją przeczytałam, a że nigdy nie widziałam jej no to wstawiła. Mam ogromną nadzieję, że Emersonn i inne czytelniczki mi wybaczą. Na prawdę nie miałam pojęcia,  że ona nie jest tej dziewczyny.
~~ Pozdrawiam Mopsicaa.