sobota, 21 września 2013

Rozdział 14.

Draco i Teodor za pomocą proszku Fiuu zmaterializowali się w kominku u blondyna w dormitorium. Chcieli być niezauważeni, ale pech chciał tak, że zaspany Blaise nagle się obudził. Dobył swej różdżki i pierwszym zaklęciem jakie przyszło mu do głowy został potraktowany Malfoy. Kreatywność i wyobraźnia Zabiniego jak zawsze była nienaganna. Draco pąsał po całym pokoju i wyginał się na wszystkie strony.Nott za to tarzał się po podłodze. Nie było to wcale spowodowane żadnym zaklęciem tylko tym, że chłopak na widok poczynać blondyna zaczął się dźwięcznie śmiać i po prostu upadł.
-Przepraszam Stary.--przeprosił Zabini przyjaciela, kiedy ten już uspokoił kończyny.
-Zaklęcie galaretowatych nóg poważnie?-prychnął Smok.
-Nie moja wina, że jest rano a wy bez uprzedzenia pakujecie mi się do łóżka.-zaśmiał się.- A tak ogólnie to gdzie wy byliście?!-momentalnie spoważniał. Nott wymienił porozumiewawcze spojrzenie z Draco, a kiedy ten kiwnął głową zaczął mówić.
-Diable, wyślij sowę do Terena i Pan niech tu szybko przyjdą.- Tak jak rozkazał Teo tak poczynił Zabini. Już po pięciu minutach w ich dormitorium zjawiła się Pan w samym szlafroku i Terence w bokserkach, tylko w bokserkach. Widać, że biegli, ponieważ ich oddechy były przyśpieszone.
-Co się stało, że o piątej rano wysyłasz takie wiadomości?!-oburzyła się czarnowłosa Ślizgonka.
-To!- tu Diabeł wskazał im palcem Malfoy'a i Notta.
-Gdzie wy byliście znowu?-zapytał spokojnie Terry podchodząc do szfy Diabła i wyciągając z niej czystą parę dresów.
-Nie, no spoko, czuj się jak u siebie.-bąknął pod nosem Zabini patrząc na poczynania przyjaciela.
-Musimy poważnie pogadać, więc bądźcie cicho.-oznajmił Nott siadając na jednej z czarnych puf. Wszyscy posłusznie zamilkli i usiedli w około niego czekając na to co powie. Na sam początek wyciągnął z kieszeni spodni Proroka w którym ukazał się artykuł dotyczący ucieczki więźniów z Azkabanu. Puścił go w obieg i czekał aż wszyscy uważnie go przejrzą.
-Odwiedziliśmy moją ciotkę.-zaczął Teodor.- ukryliśmy Ciotkę Cyzię u niej. Tam nikt nie będzie jej szukał, a po za tym to nie jest najgorsze.-podwinął lewy rękaw bluzy ukazują tym samym swój mroczny znak. Skóra w koło niego była spuchnięta i czerwona. Wąż w czaszce niespokojnie się poruszał w przód i w tył.
-Oni zbierają armię.-wtrącił się Smok.- Zastanawialiśmy się z Teo ilu ich może być. Naliczyliśmy z dwudziestu, ale mógł dojść ktoś nowy i szmalcownicy.- dokończył. W pomieszczeniu zapadła grobowa cisza. Każdy pogrążył się w swoich myślach dotyczących tej dziwnej sprawy.
-Wiem gdzie są.- Teren wpatrzony był w jakiś punkt na ścianie.
-Gdzie?- zaciekawiła się Parkinson.
-W Walpurii.-odrzekł jakby było to oczywiste.-Tam są bezpieczni, Zakon ich nie złapie, bo nie ma jak.
-To takie oczywiste.-Draco stuknął się otwartą dłonią w czoło.
-To co z tym robimy?- zagadnął Zabini.
-Nie wiem, mamy dwa wyjścia. Pierwsze; iść do McCnotkiNiewydymki, drugie; siedzieć cicho i czekać, jak się dalej sprawa potoczy.
-Jestem za tym drugim.-oznajmiła Pan.
-Ja też.-dodał Terence.
-I ta właśnie zrobimy.-sprawę przegłosował Smok.


                           *            *               *                   *               *           *                 *



Pierwsze promienie jesiennego słońca pieściły twarz pewnej brązowowłosej Gryfonki. Leniwie podniosła powieki ukazując swoje ciepłe, czekoladowe tęczówki. Potarła ręką twarz i usiadła. Usłyszała cichutkie chichotanie dochodzące gdzieś z prawej strony. Odwróciła się i zobaczyła rudą czuprynę należącą do Ginny.
Wiewiórka miała na sobie czarną spódnicę, białą bluzkę z kołnierzykiem pod którym zawiązany miała czerwono-złoty krawat. Uśmiechała się promiennie przeczesują ręką długie, rude włosy.
-Cześć Mionka.-powitała się.
-Cześć.-mruknęła po czym powrotem upadła na stos czerwonych poduszek.
-I jak? Wyspałaś się po wczorajszym?-roześmiała się ponownie Wiewióra.
-Co? O czym Ty mówisz?-spytała Herm kompletnie nie wiedząc o czym ona mówi. Wtedy Ruda pomachała jej przed nosem zieloną karteczką, na której coś było napisane. Brązowowłosa wyrwała jej ją z rrąk i zaczęła czytać.

                      Lwico,
         pęka mi głowa. Kompletnie się nie wyspałem. A jak Ty trzymasz się po wczorajszym?
                                                                            Bestia.

Te kilka słów wprawiły Hermionę w o wiele lepszy nastój. Na samą myśl o nadawcy listu uśmiechnęła się nie zważając na podejrzliwy wzrok Ginny.
-To jak? Powiesz mi kim jest Bestia?-zagadnęła ją.
-To Terence.-odpowiedziała Herm za nim zdążyła ugryźć się w język. Pogładziła zagięty róg karteczki po której wesoło skakały zgrabne literki układające się w napis 'Bestiaa'.
-HIGGS?!- wrzasnęła Ruda zeskakując z łóżka.
-Co Higgs?- spytała mało inteligentnie Miona, która była zajęta myśleniem o Bestii.
-Ten list jest od niego! Od kiedy się z nim spotykasz co? Wiesz, że zdradzasz w ten sposób Rona?-bardziej stwierdziła niż spytała Ruda wskazując oskarżycielsko palcem w pierś Miony.
-Jakbyś chciała wiedzieć to ja już dawno nie jestem z Ronem!-wrzasnęła Hermiona zrywając się z łóżka i hardo patrząc na rudą.
-Jak to?-spytała zdziwiona Ginn.
-Tak to, Ron zdradził mnie z Luną i to on to zakończył.-powiedziała smutno znów przysiadając na łożu.- Ale to nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że ja nadal go kocham.-dokończyła.
-Przepraszam Hermi, że tak na Ciebie naskoczyłam.-skruszona rudowłosa przysiadła koło przyjaciółki i objęła ją ramieniem.
-Nic nie szkodzi Ginni, nie wiedziałaś. Nie miałyśmy kiedy pogadać.-uśmiechnęła się smutno.
-No właśnie, to teraz gadaj jak to było z Higgsem.-rozpromieniła się ruda z wyczekiwaniem czekając na opowieść.
-No bo to było tak...

WSPOMNIENIE.
Hermiona biegła przez rozpadające się mury Hogwartu. Nad jej głową błyskały różnokolorowe zaklęcia. Pędziła właśnie w kierunku Wieży Astronomicznej by powiadomić Artura o wypadku Freda. Była już na siódmym piętrze kiedy zauważyła Aleco Carrow, która go torturowała. Terence leżał pod jej stopami wyjąc z bólu. Nie czekając Hermiona dobyła swej różdżki i wycelowała w śmierciożerczynię. Kobieta upadła na ziemię tracąc przytomność. Podbiegła do niego, lecz zobaczyła tylko jak domyka powieki ukrywając swoje głęboki, niebieskie tęczówki.

KONIEC WSPOMNIENIA.

-..no i wtedy gdy przed transmutacją byłam na błoniach on przyszedł i mnie pocieszył no i tak jakoś zaczęliśmy się dogadywać. On jest całkiem inny niż reszta Ślizgonów. Dokończyła swoją opowieść.
-Mionka pamiętaj, że to zawsze będzie Ślizgon.-Ginny jak zawsze doszukiwała się wad.
-A może on po prostu się zmienił?-próbowała go bronić Herma.
-Może.-wzruszyła ramionami Wiewiórka.-Idź się ubierz i pójdziemy na śniadanie bo głodna jestem.- pomasowała się po brzuchu a Hermiona tylko pokręciła głową w geście rezygnacji. Zwlokła się z łóżka i pomaszerowała do łazienki. Ubrała białą bluzkę, czarne spodnie i na to wszystko zarzuciła czarną szatę szkolną. Gdy wyszła Ginny w najlepsze zajadała się jej czekoladowym prezentem od Bestii.
-Chodź już.-pociągnęła ją za rękę czym spowodowała upadek jednych z najdroższych czekoladek z Miodowego Królestwa.
-No ej, ja to jadłam.-oburzyła się Ruda.
-No właśnie, 'jadłaś'.- nie zważając na jej protestu Miona ciągła ją już po spiralnych schodach do pokoju wspólnego Gryffindoru. W pomieszczeniu jak zawsze było gwarno. Wszyscy uczniowie szykowali się na śniadanie. Gryfonki przeszły przez dziurę w portrecie i już po chwili szły przez korytarze Hogwartu. Co jakiś czas witały się z innymi uczniami szkoły. Do Wielkiej Sali weszły w wyśmienitych humorach. Od razu skierowały się do swojego stołu i zaczęły nakładać smakołyki na talerz. Hermiona właśnie nięgała po dżem, gdy go zobaczyła. Szedł pewnym siebie krokiem z uwieszoną na jego ramieniu Astorią.


                                 *                            *                           *                         *

-Dalej Smoku, rusz dupę.-pieklił się Diabeł.
-Idę już!- powiedział Draco i wyszedł ze swojego dormitorium.Miał na sobię szatę szkolną spod której wystawała biała koszula. Wyszli z pokoju Wspólnego i skierowali się do Wielkiej sali na śniadanie.
-Dracusiu, Draciusiu zaczekaj!-w lochach poniósł się echcem prrzesłodzony głos Astorii. Dziewczyna podbiegła, jeśli to w ogóle było możliwe w piętnastocentymetrowych szpilkach i rzuciła się Dracze na szyję. Zaskoczony chłopak mało co a nie stracił by równowagi.
-Dracusiu, tak bardzo za Tobą tęskniła.- zaszczebiotała gładząc jego ramie.
-Ile razy Ci powtarzałem, że nie masz do mnie mówić Dracusiu?- spytał sucho Smok.
-Nie gniewaj się na mnie.-zrobiła maślane oczka a Draco tylko prychnął.
-Ten krawat podkreśla kolor twoich oczu.-uśmiechnęła się przymilnie a Draco mało co a nie zwymiotowałby z tej słodkości.
-Moje oczy są niebieskie a nie zielone.-powiedział poirytowany i ruszył w dalszą drogę z uwieszoną na ramieniu blondynką.
-Współczuję Ci Stary.-szepnął mu na ucho tak aby Astoria nie usłyszała. Wreszcie dotarli do Wielkiej Sali. Mimowilnie Draco spojrzał na stół Gryffindoru. Uchwycił jej spojrzenie. Patrzyła na niego tymi swoimi ciepłymi czekoladowymi oczami w których odczytał niesmak najprawdopodobniej spowodowany dziewczyną z którą przyszedł. Przybrał na twarz jeden z tych swoich ironicznych uśmieszków i udał, że nie obchodzi go to co ona o nim myśli. Szkoda, że to wcale nie była prawda. Obchodziło go, i to od dłuższego czasu. To głupie, pamiętne wydarzenie podczas bitwy uświadomiło go w tym przekonaniu. Chciał już usiąść do swojego stoły, ale powstrzymał go przed tym surowy głos dyrektor McGonagall.
-Panie Malfoy!-kobieta w spiczastej tiarze podążała w jego stronę.-Musimy porozmawiać. Panie Nott, Pana też zapraszam.-kiwnęła na Teodora który w spokoju konsumował swoje śniadanie. Obaj uczniowie wymienili porozumiewawcze spojrzenia i udali się za McGonagall.



Witajcie,
mam nadzieję, że wam się spodoba rozdział. Co do epilogu to trochę się w nim będzie działo. Niestety albo stety, zależy dla kogo, opowiadanie skończy się smutno, przynajmniej dla niektórych bohaterów. Miłego czytania!
~~ Pozdrawiam Mopsicaa ;*


2 komentarze:

  1. Świetny rozdział ;)
    Bestia ;* <3 Uwielbiam go :D haha ;)
    Znalazłam kilka literówek i gdzieniegdzie brak przecinków ;) No, ale każdemu może się zdarzyć. ;)
    Weny ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale ja nielubie smutnych zakończeń!! Niebądz taka. Co do rozdziału to świetny!!!! Pozdrawiam.~Tencza ;**

    OdpowiedzUsuń