niedziela, 15 września 2013

Rozdział 13.

W gabinecie dyrektor McGonagall panowała nieprzenikniona cisza. Szczupła kobieta siedziała za swoim biurkiem i nerwowo stukała paznokciami w jego blat. Jej ciemne włosy upięte były w ciasny kok a oczy znad okularów bacznie obserwowały osoby w pomieszczeniu. Przed nią stała dwunastka uczniów ze spuszczonymi głowami. Ich twarze wyrażały skruchę i żal. Minerva westchnęła.
-No dobrze, najważniejsze, że wam nic się nie stało. Tylko nie myślcie sobie, że ujdzie wam to bez kary. Od jutra każde  z was będzie odrabiało swój szlaban, który będzie polegał na sprzątaniu, remontowaniu i renowacji poszczególnych miejsc w szkole.- oznajmiła surowo.- Aż do odwołania.- dodała. Miny młodych czarodziejów jeszcze bardziej sposępniały.
-A teraz proszę wracać do swoich dormitoriów.- powiedziała chłodno pokazując im drzwi. Gęsiego wysypali się na pusty korytarz na siódmym piętrze. W milczeniu rozstali się i każdy poszedł w swoją stronę.
-Jak myślicie Draco i Teo też dostali szlaban?-spytała niepewnie Pansy spoglądając na Blaise'a. Pokonali już dwa piętra więc spokojnie mogli porozmawiać.
-Ich przecież nie ma w zamku.- oznajmił Terence jakby to było oczywiste.
- Skąd to niby wiesz geniuszu?-zironizował Zabini.
-Nie zapominaj kto miał Wybitnego z wróżbiarstwa.- uśmiechnął się złośliwie blondyn.
- Z Ciebie taka wróżka jak ze mnie baletnica.- prychnął Blaise.
-Nie wiedziałem, że trenujesz balet, mógłbyś nam chociaż powiedzieć balerinko.- roześmiał się Teren a Pansy mimowolnie się do niego przyłączyła.
-Zabawne.-pokręcił głową brunet.- Wracając do tematu Draco i Teo to jak myślicie gdzie teraz są?- na nowo podjął temat Zabini.
-To wie tylko sam Merlin.-oznajmiła Pansy stając przed dużą, kamienną ścianą w lochach.

                                   *           *            *             *           *             *

-Nott przyznaj się wreszcie, że się zgubiliśmy!-wykrzyknął mocno już podenerwowany blondyn. Od prawie siedmiu godzin dwóch młodych Ślizgonów błąkało się po jednym z mugolskich osiedli w Londynie.
-Zamknij się Smoku! Myślisz, że to takie proste?! Dobrze wiesz, że nie byłem tu chyba z dziesięć lat!-oburzył się Teodor zatrzymując na chwilę. Uważnie lustrował swoim szarym spojrzeniem każdy z domów stojących w okolicy.
-Dalej, zimno się robi!-marudził dalej Draco.
-To chyba ten.-oznajmił Teo wskazując palcem jedn z rezydencji. Dom był ogromny i pomalowany w kolorze bladego różu. Miał bardzo wiele dużych okien z których był dobry widok na okolicę. Stalowy płot ogradzał każdy cal posesji. Do niego prowadziła wąska polna dróżka kończąca się przed białymi, marmurowymi schodami.
-Idziemy.- Teodor ruszył w stronę furtki i pchnął ją. Bez jakichkolwiek oporów otworzyła się. Malfoy poszedł w jego ślady i już po chwili stali przed złoto-białymi drzwiami. Nott zastukał kołatką i czekał aż ktoś otworzy wrota. Po kilku minutach pojawiła się niska, pulchna kobieta w różowym szlafroku.
-Dobry Wieczór.-odezwał się sucho Teodor.
-Dobry Wieczór a Panowie w jakiej sprawie?-spytała przyglądając im się uważnie.
-Ciociu przecież to ja Teodor, syn twojej siostry.
-Ah tak, oczywiście. Wejdźcie chłopcy.- uśmiechnęła się delikatnie i wpuściła ich do środka. Korytarz prowadził do wielkiego, okrągłego holu w którym wisiał kryształowy żyrandol. Do o koła stały stoliki i komody wykonane z ciemnego drewna. Na przeciwko wejścia głównego stały schody prowadzące na górę. Pokój wymalowany był na ciemną, butelkową zieleń. Ciotka Teodora usiadła na przeciw kominka w wygodnym, czarnym fotelu a chłopcy zajęli miejsce na kanapie w takim samym odcieniu co fotel.
-Dawno cię nie widziałam.-kobieta zwróciła się do siostrzeńca ciepłym tonem.
-Sama wiesz jak było.-odezwał się smętnie Teodor.
-Tak wiem, ale co was do mnie sprowadza o takiej porze?-spytała.
-Potrzebujemy pomocy.
-No to mów kochanie o co chodzi.-kobieta usiadła wygodniej w fotelu i zaczęła słuchać swojego jedynego siostrzeńca.

                                         *                      *                     *                *
Hermiona wyszła z łazienki i skierowała się do łóżka. Ginny w najlepsze już spała. Hermiona już miała wchodzić pod ciepłą kołdrę gdy zauważyła jak przed nią materializuje się mały zwitek pergaminu. Pomyślała, że ktoś na prawdę musi być wybitnym czarodziejem skoro umie tak zaawansowaną magię. Rozwinęła papierek i omiotła go spojrzeniem.

 Hermiono,
mam nadzieję, że jeszcze nie śpisz, proszę spotkaj się ze mną w pokoju życzeń.
                                                                         Terence.

Dziewczyna westchnęła i ze zrezygnowaniem narzuciła na siebie szlafrok. Po cichu wyszła do pokoju wspólnego domu Lwa w nadziei, że nikogo tam nie będzie. Jakież wielkie było jej zaskoczenie gdy zobaczyła na kanapie Rona. Chłopak siedział i wpatrywał się w kominek naprzeciwko. Wyglądał na zamyślonego. Jak najciszej tylko mogła skierowała się do portretu.
-Hermiona?-usłyszała jego ciepły głos, który tak bardzo kochała. Odwróciła się w jego stronę i spojrzała w jego bursztynowe oczy.
-Co ty tutaj robisz?- spytał. Przez chwilę zastanawiała się co ma mu powiedzieć. Skłamać czy może powiedzieć prawdę?
-Muszę się przewietrzyć.-odpowiedziała mając nadzieję że to kupi.
-Wracaj szybko.-uśmiechnął się a ona podziękowała w duchu Merlinowi za to, że nie postanowił jej towarzyszyć. Jak najszybciej wyszła na korytarze i biegiem puściła się pod pokój życzeń. Gdy już tam się znalazła zupełnie zapomniała, że chłopak nie powiedział jej o czym ma pomyśleć. Zrezygnowana oparła się o ścianę i ukryła twarz w dłoniach.Nie spodziewała się, że Teren może ją wystawić. Zawsze myślała, że jest inny niż wszyscy Ślizgoni, jak widać znowu się pomyliła. Już wstawała z zamiarem odejścia, kiedy usłyszała na korytarzu kroki. Zza rogu wybiegł zdyszany Higgs podbiegł szybko do Hermiony, złapał ją za rękę i już po chwili byli w Pokoju Życzeń.
-Przepraszam..-wydyszał.-Filch gonił mnie od czwartego piętra ale udało mi się zwiać.
-Już się bałam, że mnie zostawiłeś.-powiedziała nieśmiało. Rozejrzała się dokładniej po pomieszczeniu. Ściany były w kolorze butelkowej zieleni. Na środku stała duża czarna kanapa a koło niej zwykły mahoniowy stolik. Spojrzała do góry. Zamiast sufitu było zwykłe okno z którego był widok na jezioro. Przyjrzała  się uważnie stworzeniom w nim pływającym, wiele o nim czytała. Zawsze chciała zobaczyć je na żywo ale panicznie bała się głębin.
-Słuchasz mnie Mionka?-spytał Teren rozbawiony jej letargiem.
-Wybacz, zapatrzyłam się, tu jest pięknie.-odpowiedziała dalej patrząc w górę.
-Więc zapraszam do mojego dormitorium.-zaśmiał się poruszając sugestywnie brwiami. Miona zaczerwieniła się delikatnie. Nie odpowiadając Terence'owi udała się na kanapę i usiadła.
-Więc o co chodzi? Co jest tak ważne, że musiałeś ściągać mnie tu tak późno?-spytała.
-Nic ważnego, po prostu chciałem się z Tobą spotkać.- uśmiechnął się czarująco przysiadając się obok.
-I to nie mogło poczekać do jutra?-ona również uśmiechnęła się do niego.
-Niestety.- spuścił głowę, po czym szczerze się roześmiał. I tak zaczęli rozmawiać, o najróżniejszych rzeczach. Począwszy od obrażania nauczycieli skończywszy na swoim dzieciństwie.
-no i wtedy...ta doniczka spadła jej na głowę.-powiedział ledwo Higgs poprzez salwy śmiechu wydobywające się z niego i Gryfonki.- A jak Było z Tobą?
-Ja byłam kiedyś w supermarkecie no i nie mogłam sięgnąć paczuszki z makaronem no i wtedy jakoś tak się dowiedziałam że posiadam magiczne zdolności, nic ciekawego, Twoje lepsze.-uśmiechnęła się do niego promiennie.
-Ja to zawsze mam takie przygody. Może wracajmy już, jest późno.- Terence spojrzał na zegarek którego wskazówki wskazywały już grubo po trzeciej w nocy. Chłopak odprowadził ją aż pod samą wieżę Gryffindoru i odszedł do lochów. Hermiona niezauważalnie przeszła do swojego dormitorium tak aby nie obudzić Rona który nie wiadomo dlaczego spał w pokoju wspólnym. Wślizgnęła się do łóżka i już po chwili oddała się w ramiona Morfeusza.


Witajcie,
ten rozdział chciałabym zadedykować Lumos i Tenczy, dziękuję wam z całego serducha, że jesteście ze mną <3 Muszę wam także powiedzieć, że udało mi się już napisać epilog tego opowiadania. Teraz tylko trzeba wstukać go na kompa *-* Jeśli jesteście ciekawe, to pod następnym postem mogę wam zdradzić, czy opowiadanie skończy się szczęśliwie czy nie ;3
Pozdrawiam Mopsicaa ;*

7 komentarzy:

  1. Dziękuję ;*
    Oczywiście, że jesteśmy ciekawe. ;)
    A co do rozdziału to jest świetny.;)
    Między Mioną a Terencem iskrzy ;p Super ;D
    Weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy można cię znaleźć na facebooku ? :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Aha szkoda bo na jakiejś grupie z fb znalazłem ten blog i twoje opowiadanie jest świetne trochę się różni od ,,oficjalnej" wersji ale dzięki temu może jest piękniejsze ? :3

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo fajne:) szczerze uwielbiam Terenca:(
    czekan na nn
    szaneyka

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziekuje, dziekuje,dziekuje!!! Nawet niewiesz jaką mi radoche zrobiłaś. TAK pisz błagam. Czekam na następny rozdzial.~Tencza

    OdpowiedzUsuń
  6. Super! :D
    Zapraszam na mojego bloga! Dopiero zaczynam! :3

    http://kocham-i-walcze-pani-weasley.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń