piątek, 27 września 2013

Rozdział 15.

-Pamiętacie co mi obiecaliście?-westchnęła McGonagall obierając ręce o blat swojego biurka.
-Tak, pamiętamy.-odpowiedział Nott patrząc na nauczycielkę.
-No właśnie chłopcy, obiecaliście, że nie będziecie sprawiać kłopotów.-ponownie westchnęła.-A ten ostatni wybryk był powyżej waszych oczekiwań. Nie spodziewałam się tego po Tobie Teodorze.-popatrzyła surowo na Notta, nie zwracając w ogóle uwagi na Draco, który hamował nagły atak kaszlu.
-Wiem Pani Profesor.-udał skruszonego przy okazji kopiąc Dracona w piszczel. Blondyn cicho jęknął w duchu planując zemstę na przyjacielu.
-A Pan, Panie Malfoy- tu skierowała swoje przenikliwe spojrzenie na blondyna. Zostaje zawieszony w wykonywaniu obowiązku Prefekta Naczelnego.-oznajmiła surowo.
-COO?!-wykrzyknął Smok zrywając się z miejsca.
-Panie Malfoy, proszę się uspokoić.-powiedziała spokojnie a on spełnił jej polecenie, mimo że nie miało trwać to długo.
-Tak się składa, że według reguł panujących w tej szkole taka jest kara za wybryk którego się dopuściliście. Powinniście się cieszyć, że nie wyrzucę was ze szkoły.
-A co z Granger?-ponownie się oburzył.
-Panna Granger to co innego..
-Co innego? No tak bo ja jestem śmierciożercą a ona uratowała Świat!-prychnął.-Niech mi Pani nie przerywa!-ostrzegł zatrzymując ją ruchem ręki.-Ona dostała tylko szlaban a mnie najchętniej byście wywalili na zbity pysk!-odwrócił się w stronę wygasłego kominka i poirytowany pokręcił głową na boki.
-Panie Malfoy! Proszę się uspokoić!-podniosła głos nauczycielka pokazując palcem fotel. Teodor tylko wbił się bardziej w oparcie siedzenia z postanowieniem nie wtrącania się. Natomiast Draco odpiął ze swojej szaty odznakę prefekta i cisnął nią wprost pod biurko dyrektorki.
-Żegnam.-powiedział ze stoickim spokojem i ruszył ku wyjściu.
-Malfoy gdzie ty się wybierasz?-zapytała zdziwiona McGonagall podnosząc się z miejsca.
-Odchodzę ze szkoły nie widać?-spytał nie oczekując odpowiedzi. Ponownie nacisnął klamkę kiedy usłyszał głos dyrektorki.
-Wróć, dogadamy się. Starsza kobieta z westchnieniem opadła na siedzenie przykładając palce do skroni. Draco na te słowa uśmiechnął się chytrze ale już po chwili się opanował. Spokojnym krokiem ruszył w stronę biurka i usiadł tam gdzie poprzednio. Kątem oka zauważył, że Nott mu się przygląda ale zignorował to.
-Będziecie Panowie odbywać szlaban aż do odwołania a zaczniecie już od jutra.- głos dyrektorki znów był opanowany.-A Ty Draco możesz nadal; pełnić obowiązki prefekta.-kobieta westchnęła a Smok w duchu zaśmiał się na samą myśl o naiwności tej staruchy.
-Tak Pani Profesor.-przytaknął potulnie Teodor z ledwością powstrzymując nutkę triumfu w głosie.
Proszę rozdajcie to innym osobom które razem z wami były poza Hogwartem i możecie już iść.Dyrektorka oddała w ręce Notta plik kremowych karteczek na których zapisane były godzinny i miejsca odbywanie się poszczególnych szlabanów.
-Do widzenia.-pożegnał się czarnowłosy ślizgon i pociągnął Dracona za skraj szaty tym samym wyprowadzając go na zewnątrz.
-Nieźle Stary.- skwitował brunet klepiąc przyjaciela po plecach. Blondyn w odpowiedzi zaśmiał się tylko i zaczął biec przed siebie.
-Kto pierwszy.-krzyknął tylko na odchodne.
-Nie tym razem Smoku, muszę to jeszcze rozdać.Teodor pomachał karteczkami ale Draco już tego nie zauważył, bo zniknął za rogiem korytarza. Teo westchnął i udał się pod Portret Grubej Damy. Kobieta ta strzegła wejścia do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Problem był tylko jeden. Mianowicie była to nieznajomość hasła, które potrzebne było do wejścia. Chłopak westchnął i nonszalancko oparł się o barierkę. Poczochrał ręką swoje czarne kosmyki i przygryzł warkę. Teodor był wspaniałym aktorem. Już z daleka zauważył jakąś samotną gryfoneczkę która zmierzała do wieży. Postanowił więc użyć swojego uroku osobistego i zdobyć informację która go interesowała. Osiągnął zamierzony efekt, bo dziewczyna z zachwytu aż westchnęła.
-Cześć, mam taki problem pomogłabyś mi?-spytał powolnym krokiem podchodząc do niej.
-J-jasne.-wyjąkała.
-Muszę rozdać do u was ale niestety nie znam hasła.-stanął naprzeciw niej i w geście rezygnacji spuścił głowę.
-Wiesz, to nie problem.-dziewczyna odzyskała pewność siebie i od niechcenia zaczęła bawić się swoim blond puklem.-zawsze możemy się dogadać.-przejechała palcem wskazującym po jego torsie.
-Możemy ale nie musimy.szepnął utrzymując z nią kontakt wzrokowy. Blondynka przybliżyła się do niego na odległość minimum. Kiedy zbliżyła swoje wargi do jego ust on po prostu się odsunął i odszedł do portretu Grubej Damy.
-Pałka Lukrecjowa.-powiedział hasło i przelazł przez otwór w ścianie, zostawiając osłupiałą Gryfonkę na środku schodów. Gdy stanął w Pokoju Wspólnym Gryffindoru zapanowała w nim cisza. Teodor nie krępował się tego, że wszyscy na niego patrzą. Odszukał wzrokiem jakieś krzesło i wzedł na nie.
-Przyprowadźcie mi tu Pottera, Weasley'ów, Longbottoma i Granger.-rozkazał beznamiętnym tonem.
-Nie panosz się tak Nott.- z szeregu wyszedł McLaggen. Był to umięśniony blondyn który przez większość uczniów postrzegany był jako tępy osiłek.
-Słuchaj Wypłoszu, albo zrobisz to co mówię z własnej woli, albo ja Ci w tym pomogę.-odparł spokojnie podwijając prawy rękaw swojej zielonej bluzy. Cormac rozejrzał się po innych, lecz widząc że unikają jego spojrzenia wstąpił w tłum i już po chwili zniknął na schodach prowadzących do dormitorium chłopców z siódmego roku.
-I tak ma być.-skomentował Teo wygodnie rozsiadając się na krześle, które służyło mu za mównicę. Mimo tego, że dziesiątki par oczu patrzyły na niego nie mrugając, on się tym nie przejął i hardo patrzył po twarzach Gryfonów. Jego wzrok spoczął na blondynce którą spotkał pod portretem. Dobrze wiedział że nieprzyjemnie jest jak ktoś grzebie mu w myślach ale nie miał innego wyboru. Wykrzywił usta w drwiącym uśmiechu i puścił jej oczko. Tłum rozstąpił się ponownie i stanął przed nim Harry.
-Nott.- skinął mu głową.
-Potter.-Teodor niemrawo odwzajemnił ten gest i wstał. Wyciągnął w jego stronę pięć równych kartek. Wybraniec zabrał je od niego i przejrzał. Teodor miał już zamiar wyjść, ale Okularnik zatrzymał go i pociągnął w kierunku jednego z kątów.
-Mógłbyś przekazać to Pansy?-spytał błagalnie Potter wyciągając w jego stronę karmazynową kopertę.
-Cóż ja będę z tego miał.- zastanawiał się Ślizgon oglądając swoje równo przycięte paznokcie.
-A co chcesz?-spytał bez ceregieli.
-Teraz niż, ale pamiętaj, że masz u mnie dług.-wziął od Wybrańca list i wyszedł zostawiając po sobie otoczkę tajemnicy. Swoje kroki skierował do Wieży Zachodniej. Postanowił wstąpić jeszcze do pokoju Krukonów. Doskonale znał każdy kawałek zamku, więc nie miał problemu z odszukaniem go. Po dobrych dziesięciu minutach marszu znalazł się przed gładką ścianą. Zapukał w nią i moment później pojawiła się w niej głowa wielkiego orła.
-Nie je, nie pije a chodzi i bije?-melodyjny głos rozdarł ciszę na korytarzu. Chłopak uderzył pięścią w ścianę. W duchu przeklinał wszystkich Krukonów i ich wybujałe pytania. Z rezygnacją poczochrał swoje włosy i zmarszczył nos.
-To zegar.-rozmarzony głos odpowiedział za niego. Obrócił się i zobaczył Lunę Lovegood. Dziewczyna miała na sobie czarną sukienkę z wyszytym na piersi krukiem. Długie, blond włosy spięte miała w warkocz, a czerwone jak krew usta kontrastowały z jej mleczną cerą.
-Teodorze?- jej głos był ciepły i czuły, ale nie to zdziwiło go najbardziej. Zaintrygował go fakt, że zwróciła się do niego po imieniu.
-Mam coś dla Ciebie i Chang, jak ona się w ogóle czuje?- sam nie wiedział dlaczego o to zapytał, może dlatego żeby móc jeszcze pobyć w jej towarzystwie? No ale cóż, udało mu się. Razem z Krukonką spędził dobre kilka godzin spacerując po najrzadziej uczęszczanych korytarzach Hogwartu.

* * *

-Widziałeś dziś Draco i Notta?-Pansy wraz z Terenem rozgrywała wieczorną partyjkę w szachy czarodziejów.
-Koń na G5, nie wiem gdzie oni się szlajają, rano wyszli i już nie wrócili. Westchnął Terence uważnie obserwując szachownicę.
-Martwię się o nich. Królowa na E4.-pionek Pansy przemierzył kilka pól i jednym, zgrabnym ruchem strącił gońca Higgsa.
-Nie masz o co, poradzą sobie.-chłopak jak zawsze był spokojny. Nagle do przyjaciół podszedł jakiś pierwszoroczny chłopiec i wręczył Terenowi różową kopertę. Brwi młodego czarodzieja automatycznie podjechały do góry. Wziął do ręki przesyłkę i otworzył ją. W środku było zdjęcie. Fotografia przedstawiała Terence'a który w samych bokserkach przechodził przez pokój Wspólny. Odwrócił ją i przeczytał notatkę od nadawcy.
''Czekam na Ciebie dzisiaj w pokoju życzeń. 22;00, nie spóźnij się''
Chłopak poczochrał włosy i zaklął szpetnie. Spojrzał na Pan, której wyraz twarzy był nieodgadniony. Podał jej zdjęcie i czekał aż coś powie. Teren był szczerze przekonany, że już gdzieś widział ten charakter pisma, ale nie mógł sobie przypomnieć gdzie.
-Oczywiście, że tam idziemy.-oznajmiła Mopsica składając szachy.
-Nie chcę oglądać jakiejś napalonej idiotki.-mruknął.
-Ale ja chcę.- uśmiechnęła się złośliwie.-Słuchaj zrobimy tak..

* * *



Draco przechadzał się właśnie pustymi korytarzami Hogwartu. Cały dzień spędził na błoniach rozmyślając o swoim ojcu. Kompletnie nie wiedział co ten stary tchórz zdziała tym, że uciekł. Prędzej, czy później i tak złapią go i będzie gorzej potraktowany niż wcześniej. Tym razem może skończyć się to pocałunkiem dementora. W sumie Draco nie miałby nic przeciwko takiemu zwrotu akcji. Koniec końców już od dawna nie ma ani jednego pozytywnego uczucia którym mógłby darzyć Starego Malfoy'a. Chociaż jest jeszcze możliwość że nie zostanie złapany. Lucjusz jest sprytny. Draco dobrze o tym wie. Od wczesnego dzieciństwa kształtowane były u niego takie cechy. No ale był także inne, ale lecz o nich wiedzieli tylko nieliczni. Sam Draco rzadko się do tego przyznawał i ukazywał swoje talenty nawet przed samym sobą.
Chciał już wracać do lochów, kiedy usłyszał szloch. Najprawdopodobniej dochodził on z opuszczonej klasy przy której drzwiach się zatrzymał. Zaciekawiło go to kto może o tej godzinie siedzieć i beczeć gdzieś w środku opuszczonej części zamku. Postanowił to sprawdzić. Pchnął drzwi i jego oczom ukazała się klasa, najprawdopodobniej transmutacji. Na jednej z ławek siedziała dziewczyna, którą poznałby wszędzie. Była to Granger. Szczerze mówiąc już dawno chciał z nią porozmawiać. Chciał trafić na nią kiedy będzie sama a teraz los tak chciał, że mu się to udało. Nie mógł zmarnować takiej okazji. Bezszelestnie podszedł i usiadł kawałek od niej na jednym z krzeseł. Uważnie jej się przyjrzał. Miała na sobie szatę szkolną do której przypięła odznakę Prefekta Naczelnego. Włosy spięte w luźny koczek odsłaniały jej zgrabną szyję. Pociągnęła nosem i otarła łzy ręką. Uniosła różdżkę w górę i drżącym głosem powiedziała.
-Expecto Patronum.- z jej magicznego patyka wystrzelił srebrny słup światła by już po chwili rozpłynąć się w powietrzu. Hermiona załkała głośno ponownie opuszczając rękę. Draco pokręcił głową na boki. Wyciągnął swoje drewienko i niewerbalnie wypowiedział regułkę. Z jego różdżki wypłynęła świetlista kula która uformowała się w pięknego smoka. Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na patronusa który krążył nad nią i energicznie machał skrzydłami.
-Dlaczego smok?-szepnęła spoglądając na niego ze zdziwieniem. On tylko zaśmiał się szczerze i przeczesał włosy. Myślał, że nakrzyczy na niego, rzuci jakąś klątwą albo po prostu wyjdzie, a ona zadała najnormalniejsze w świecie pytanie. Ta dziewczyna go coraz bardziej zadziwia. Wstał i podszedł do okna.
-Podejdź, nie gryzę.- zwrócił się do niej a ona niepewnie wykonała jego polecenie. Stanęła niedaleko i podążyła wzrokiem za jego palcem.
-To jest konstelacja smoka czyli po łacinie Draco, stąd mój patronus.-wyjaśnił.-A jaki jest twój?-spytał patrząc na nią kątem oka.
-Żaden.-mruknęła i usiadła na krzesło koło okna.
-Jakiś musi być, no więc?-był nieugięty, nadal drążył temat.
-To wydra, ale chyba się na mnie obraziła.-uśmiechnęła się smutno. W tym czasie blondyn pozapalał wszystkie świece znajdujące się w sali. Wrócił do okna i nonszalancko oparł się o parapet.
-Nie ona stawia opór tylko twoje serce.-zaskoczył ją. Prawie tak samo, jak fakt że Draco Malfoy rozmawia z nią, ponownie i z własnej nieprzymuszonej woli.
-Co to znaczy?-spytała cicho. Dobrze wiedziała, że stąpa po bardzo kruchym lodzie, który lada chwila a może pęknąć. Od tamtej pamiętnej chwili, kiedy spotkali się podczas bitwy wywrócił jej całym życiem. Ona sama rzadko wracała do tamtego wspomnienia tłumacząc sobie, że była to jego chwila słabości. W końcu każdy takie miewa.
-To znaczy, że twoje serce jest rozdarte.-odparł spokojnie bawiąc się płomieniem jednej ze świec. Unikał jej spojrzenia, jak widać on znowu stchórzył i nie chce powiedzieć jej co czuje. No właśnie co on do niej czuje? Czuje więcej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Nikomu o tym nie mówi. Nawet Teodor, jego najlepszy przyjaciel o niczym nie wie. Nigdy mu tego nie powiedział, bo po prostu nie miał na to odwagi. On Draco Malfoy, naczelny tępiciel szlam żywi jakiekolwiek pozytywne uczucie do jednej z nich. Cały Slytherin wyśmiałby go. Wytykaliby go palcami przy każdej możliwej okazji. Właśnie dlatego musi grać. Przy każdej możliwej okazji obraża ją wiedząc, że te słowa wbijają się w jej serce jak nów i powoli rozkrawają je. Przez całe wakacje miał złudne nadzieje, że mu przejdzie i zapomni o niej. Liczył na to, że Granger odpuści sobie i nie wróci do Hogwartu wybierając karierę aurora, magomedyka lub kogokolwiek innego byle by nie musiał jej oglądać. Jakież było jego zdziwienie, gdy zobaczył ją w pociągu. Przechodziła szukając przedziału i przypadkowo na niego wpadła. Od razu wszystkie wspomnienia powróciły a jej widok był dlla niego czymś czego od tak dawna potrzebował. Usłyszał jej westchnienie i wyrwał się z letargu.
-Ja już pójdę.-szepnęła nieśmiało i wziąwszy torbę skierowała się do wyjścia.
_Jasne.-usłyszała na odchodne jego głos w którym dało usłyszeć rozczarowanie. Nie zwarzając na to wyszła zamykając za sobą drzwi. Draco potarł dłonią twarz, jednym zaklęciem pogasił świece i ruszył jej śladami. Gdy stanął na korytarzu zobaczył oddalającą się sylwetkę, która znikła za rogiem. Spojrzał tęsknym wzrokiem za dziewczyną i ruszył w przeciwnym kierunku.





Miłego czytania! Przeczytałeś zostaw komentarz. Dla Ciebie to krótka chwila a dla mnie godziny radości ;* 
~~ Pozdrawiam Mopsicaa ;*

sobota, 21 września 2013

Rozdział 14.

Draco i Teodor za pomocą proszku Fiuu zmaterializowali się w kominku u blondyna w dormitorium. Chcieli być niezauważeni, ale pech chciał tak, że zaspany Blaise nagle się obudził. Dobył swej różdżki i pierwszym zaklęciem jakie przyszło mu do głowy został potraktowany Malfoy. Kreatywność i wyobraźnia Zabiniego jak zawsze była nienaganna. Draco pąsał po całym pokoju i wyginał się na wszystkie strony.Nott za to tarzał się po podłodze. Nie było to wcale spowodowane żadnym zaklęciem tylko tym, że chłopak na widok poczynać blondyna zaczął się dźwięcznie śmiać i po prostu upadł.
-Przepraszam Stary.--przeprosił Zabini przyjaciela, kiedy ten już uspokoił kończyny.
-Zaklęcie galaretowatych nóg poważnie?-prychnął Smok.
-Nie moja wina, że jest rano a wy bez uprzedzenia pakujecie mi się do łóżka.-zaśmiał się.- A tak ogólnie to gdzie wy byliście?!-momentalnie spoważniał. Nott wymienił porozumiewawcze spojrzenie z Draco, a kiedy ten kiwnął głową zaczął mówić.
-Diable, wyślij sowę do Terena i Pan niech tu szybko przyjdą.- Tak jak rozkazał Teo tak poczynił Zabini. Już po pięciu minutach w ich dormitorium zjawiła się Pan w samym szlafroku i Terence w bokserkach, tylko w bokserkach. Widać, że biegli, ponieważ ich oddechy były przyśpieszone.
-Co się stało, że o piątej rano wysyłasz takie wiadomości?!-oburzyła się czarnowłosa Ślizgonka.
-To!- tu Diabeł wskazał im palcem Malfoy'a i Notta.
-Gdzie wy byliście znowu?-zapytał spokojnie Terry podchodząc do szfy Diabła i wyciągając z niej czystą parę dresów.
-Nie, no spoko, czuj się jak u siebie.-bąknął pod nosem Zabini patrząc na poczynania przyjaciela.
-Musimy poważnie pogadać, więc bądźcie cicho.-oznajmił Nott siadając na jednej z czarnych puf. Wszyscy posłusznie zamilkli i usiedli w około niego czekając na to co powie. Na sam początek wyciągnął z kieszeni spodni Proroka w którym ukazał się artykuł dotyczący ucieczki więźniów z Azkabanu. Puścił go w obieg i czekał aż wszyscy uważnie go przejrzą.
-Odwiedziliśmy moją ciotkę.-zaczął Teodor.- ukryliśmy Ciotkę Cyzię u niej. Tam nikt nie będzie jej szukał, a po za tym to nie jest najgorsze.-podwinął lewy rękaw bluzy ukazują tym samym swój mroczny znak. Skóra w koło niego była spuchnięta i czerwona. Wąż w czaszce niespokojnie się poruszał w przód i w tył.
-Oni zbierają armię.-wtrącił się Smok.- Zastanawialiśmy się z Teo ilu ich może być. Naliczyliśmy z dwudziestu, ale mógł dojść ktoś nowy i szmalcownicy.- dokończył. W pomieszczeniu zapadła grobowa cisza. Każdy pogrążył się w swoich myślach dotyczących tej dziwnej sprawy.
-Wiem gdzie są.- Teren wpatrzony był w jakiś punkt na ścianie.
-Gdzie?- zaciekawiła się Parkinson.
-W Walpurii.-odrzekł jakby było to oczywiste.-Tam są bezpieczni, Zakon ich nie złapie, bo nie ma jak.
-To takie oczywiste.-Draco stuknął się otwartą dłonią w czoło.
-To co z tym robimy?- zagadnął Zabini.
-Nie wiem, mamy dwa wyjścia. Pierwsze; iść do McCnotkiNiewydymki, drugie; siedzieć cicho i czekać, jak się dalej sprawa potoczy.
-Jestem za tym drugim.-oznajmiła Pan.
-Ja też.-dodał Terence.
-I ta właśnie zrobimy.-sprawę przegłosował Smok.


                           *            *               *                   *               *           *                 *



Pierwsze promienie jesiennego słońca pieściły twarz pewnej brązowowłosej Gryfonki. Leniwie podniosła powieki ukazując swoje ciepłe, czekoladowe tęczówki. Potarła ręką twarz i usiadła. Usłyszała cichutkie chichotanie dochodzące gdzieś z prawej strony. Odwróciła się i zobaczyła rudą czuprynę należącą do Ginny.
Wiewiórka miała na sobie czarną spódnicę, białą bluzkę z kołnierzykiem pod którym zawiązany miała czerwono-złoty krawat. Uśmiechała się promiennie przeczesują ręką długie, rude włosy.
-Cześć Mionka.-powitała się.
-Cześć.-mruknęła po czym powrotem upadła na stos czerwonych poduszek.
-I jak? Wyspałaś się po wczorajszym?-roześmiała się ponownie Wiewióra.
-Co? O czym Ty mówisz?-spytała Herm kompletnie nie wiedząc o czym ona mówi. Wtedy Ruda pomachała jej przed nosem zieloną karteczką, na której coś było napisane. Brązowowłosa wyrwała jej ją z rrąk i zaczęła czytać.

                      Lwico,
         pęka mi głowa. Kompletnie się nie wyspałem. A jak Ty trzymasz się po wczorajszym?
                                                                            Bestia.

Te kilka słów wprawiły Hermionę w o wiele lepszy nastój. Na samą myśl o nadawcy listu uśmiechnęła się nie zważając na podejrzliwy wzrok Ginny.
-To jak? Powiesz mi kim jest Bestia?-zagadnęła ją.
-To Terence.-odpowiedziała Herm za nim zdążyła ugryźć się w język. Pogładziła zagięty róg karteczki po której wesoło skakały zgrabne literki układające się w napis 'Bestiaa'.
-HIGGS?!- wrzasnęła Ruda zeskakując z łóżka.
-Co Higgs?- spytała mało inteligentnie Miona, która była zajęta myśleniem o Bestii.
-Ten list jest od niego! Od kiedy się z nim spotykasz co? Wiesz, że zdradzasz w ten sposób Rona?-bardziej stwierdziła niż spytała Ruda wskazując oskarżycielsko palcem w pierś Miony.
-Jakbyś chciała wiedzieć to ja już dawno nie jestem z Ronem!-wrzasnęła Hermiona zrywając się z łóżka i hardo patrząc na rudą.
-Jak to?-spytała zdziwiona Ginn.
-Tak to, Ron zdradził mnie z Luną i to on to zakończył.-powiedziała smutno znów przysiadając na łożu.- Ale to nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że ja nadal go kocham.-dokończyła.
-Przepraszam Hermi, że tak na Ciebie naskoczyłam.-skruszona rudowłosa przysiadła koło przyjaciółki i objęła ją ramieniem.
-Nic nie szkodzi Ginni, nie wiedziałaś. Nie miałyśmy kiedy pogadać.-uśmiechnęła się smutno.
-No właśnie, to teraz gadaj jak to było z Higgsem.-rozpromieniła się ruda z wyczekiwaniem czekając na opowieść.
-No bo to było tak...

WSPOMNIENIE.
Hermiona biegła przez rozpadające się mury Hogwartu. Nad jej głową błyskały różnokolorowe zaklęcia. Pędziła właśnie w kierunku Wieży Astronomicznej by powiadomić Artura o wypadku Freda. Była już na siódmym piętrze kiedy zauważyła Aleco Carrow, która go torturowała. Terence leżał pod jej stopami wyjąc z bólu. Nie czekając Hermiona dobyła swej różdżki i wycelowała w śmierciożerczynię. Kobieta upadła na ziemię tracąc przytomność. Podbiegła do niego, lecz zobaczyła tylko jak domyka powieki ukrywając swoje głęboki, niebieskie tęczówki.

KONIEC WSPOMNIENIA.

-..no i wtedy gdy przed transmutacją byłam na błoniach on przyszedł i mnie pocieszył no i tak jakoś zaczęliśmy się dogadywać. On jest całkiem inny niż reszta Ślizgonów. Dokończyła swoją opowieść.
-Mionka pamiętaj, że to zawsze będzie Ślizgon.-Ginny jak zawsze doszukiwała się wad.
-A może on po prostu się zmienił?-próbowała go bronić Herma.
-Może.-wzruszyła ramionami Wiewiórka.-Idź się ubierz i pójdziemy na śniadanie bo głodna jestem.- pomasowała się po brzuchu a Hermiona tylko pokręciła głową w geście rezygnacji. Zwlokła się z łóżka i pomaszerowała do łazienki. Ubrała białą bluzkę, czarne spodnie i na to wszystko zarzuciła czarną szatę szkolną. Gdy wyszła Ginny w najlepsze zajadała się jej czekoladowym prezentem od Bestii.
-Chodź już.-pociągnęła ją za rękę czym spowodowała upadek jednych z najdroższych czekoladek z Miodowego Królestwa.
-No ej, ja to jadłam.-oburzyła się Ruda.
-No właśnie, 'jadłaś'.- nie zważając na jej protestu Miona ciągła ją już po spiralnych schodach do pokoju wspólnego Gryffindoru. W pomieszczeniu jak zawsze było gwarno. Wszyscy uczniowie szykowali się na śniadanie. Gryfonki przeszły przez dziurę w portrecie i już po chwili szły przez korytarze Hogwartu. Co jakiś czas witały się z innymi uczniami szkoły. Do Wielkiej Sali weszły w wyśmienitych humorach. Od razu skierowały się do swojego stołu i zaczęły nakładać smakołyki na talerz. Hermiona właśnie nięgała po dżem, gdy go zobaczyła. Szedł pewnym siebie krokiem z uwieszoną na jego ramieniu Astorią.


                                 *                            *                           *                         *

-Dalej Smoku, rusz dupę.-pieklił się Diabeł.
-Idę już!- powiedział Draco i wyszedł ze swojego dormitorium.Miał na sobię szatę szkolną spod której wystawała biała koszula. Wyszli z pokoju Wspólnego i skierowali się do Wielkiej sali na śniadanie.
-Dracusiu, Draciusiu zaczekaj!-w lochach poniósł się echcem prrzesłodzony głos Astorii. Dziewczyna podbiegła, jeśli to w ogóle było możliwe w piętnastocentymetrowych szpilkach i rzuciła się Dracze na szyję. Zaskoczony chłopak mało co a nie stracił by równowagi.
-Dracusiu, tak bardzo za Tobą tęskniła.- zaszczebiotała gładząc jego ramie.
-Ile razy Ci powtarzałem, że nie masz do mnie mówić Dracusiu?- spytał sucho Smok.
-Nie gniewaj się na mnie.-zrobiła maślane oczka a Draco tylko prychnął.
-Ten krawat podkreśla kolor twoich oczu.-uśmiechnęła się przymilnie a Draco mało co a nie zwymiotowałby z tej słodkości.
-Moje oczy są niebieskie a nie zielone.-powiedział poirytowany i ruszył w dalszą drogę z uwieszoną na ramieniu blondynką.
-Współczuję Ci Stary.-szepnął mu na ucho tak aby Astoria nie usłyszała. Wreszcie dotarli do Wielkiej Sali. Mimowilnie Draco spojrzał na stół Gryffindoru. Uchwycił jej spojrzenie. Patrzyła na niego tymi swoimi ciepłymi czekoladowymi oczami w których odczytał niesmak najprawdopodobniej spowodowany dziewczyną z którą przyszedł. Przybrał na twarz jeden z tych swoich ironicznych uśmieszków i udał, że nie obchodzi go to co ona o nim myśli. Szkoda, że to wcale nie była prawda. Obchodziło go, i to od dłuższego czasu. To głupie, pamiętne wydarzenie podczas bitwy uświadomiło go w tym przekonaniu. Chciał już usiąść do swojego stoły, ale powstrzymał go przed tym surowy głos dyrektor McGonagall.
-Panie Malfoy!-kobieta w spiczastej tiarze podążała w jego stronę.-Musimy porozmawiać. Panie Nott, Pana też zapraszam.-kiwnęła na Teodora który w spokoju konsumował swoje śniadanie. Obaj uczniowie wymienili porozumiewawcze spojrzenia i udali się za McGonagall.



Witajcie,
mam nadzieję, że wam się spodoba rozdział. Co do epilogu to trochę się w nim będzie działo. Niestety albo stety, zależy dla kogo, opowiadanie skończy się smutno, przynajmniej dla niektórych bohaterów. Miłego czytania!
~~ Pozdrawiam Mopsicaa ;*


niedziela, 15 września 2013

Rozdział 13.

W gabinecie dyrektor McGonagall panowała nieprzenikniona cisza. Szczupła kobieta siedziała za swoim biurkiem i nerwowo stukała paznokciami w jego blat. Jej ciemne włosy upięte były w ciasny kok a oczy znad okularów bacznie obserwowały osoby w pomieszczeniu. Przed nią stała dwunastka uczniów ze spuszczonymi głowami. Ich twarze wyrażały skruchę i żal. Minerva westchnęła.
-No dobrze, najważniejsze, że wam nic się nie stało. Tylko nie myślcie sobie, że ujdzie wam to bez kary. Od jutra każde  z was będzie odrabiało swój szlaban, który będzie polegał na sprzątaniu, remontowaniu i renowacji poszczególnych miejsc w szkole.- oznajmiła surowo.- Aż do odwołania.- dodała. Miny młodych czarodziejów jeszcze bardziej sposępniały.
-A teraz proszę wracać do swoich dormitoriów.- powiedziała chłodno pokazując im drzwi. Gęsiego wysypali się na pusty korytarz na siódmym piętrze. W milczeniu rozstali się i każdy poszedł w swoją stronę.
-Jak myślicie Draco i Teo też dostali szlaban?-spytała niepewnie Pansy spoglądając na Blaise'a. Pokonali już dwa piętra więc spokojnie mogli porozmawiać.
-Ich przecież nie ma w zamku.- oznajmił Terence jakby to było oczywiste.
- Skąd to niby wiesz geniuszu?-zironizował Zabini.
-Nie zapominaj kto miał Wybitnego z wróżbiarstwa.- uśmiechnął się złośliwie blondyn.
- Z Ciebie taka wróżka jak ze mnie baletnica.- prychnął Blaise.
-Nie wiedziałem, że trenujesz balet, mógłbyś nam chociaż powiedzieć balerinko.- roześmiał się Teren a Pansy mimowolnie się do niego przyłączyła.
-Zabawne.-pokręcił głową brunet.- Wracając do tematu Draco i Teo to jak myślicie gdzie teraz są?- na nowo podjął temat Zabini.
-To wie tylko sam Merlin.-oznajmiła Pansy stając przed dużą, kamienną ścianą w lochach.

                                   *           *            *             *           *             *

-Nott przyznaj się wreszcie, że się zgubiliśmy!-wykrzyknął mocno już podenerwowany blondyn. Od prawie siedmiu godzin dwóch młodych Ślizgonów błąkało się po jednym z mugolskich osiedli w Londynie.
-Zamknij się Smoku! Myślisz, że to takie proste?! Dobrze wiesz, że nie byłem tu chyba z dziesięć lat!-oburzył się Teodor zatrzymując na chwilę. Uważnie lustrował swoim szarym spojrzeniem każdy z domów stojących w okolicy.
-Dalej, zimno się robi!-marudził dalej Draco.
-To chyba ten.-oznajmił Teo wskazując palcem jedn z rezydencji. Dom był ogromny i pomalowany w kolorze bladego różu. Miał bardzo wiele dużych okien z których był dobry widok na okolicę. Stalowy płot ogradzał każdy cal posesji. Do niego prowadziła wąska polna dróżka kończąca się przed białymi, marmurowymi schodami.
-Idziemy.- Teodor ruszył w stronę furtki i pchnął ją. Bez jakichkolwiek oporów otworzyła się. Malfoy poszedł w jego ślady i już po chwili stali przed złoto-białymi drzwiami. Nott zastukał kołatką i czekał aż ktoś otworzy wrota. Po kilku minutach pojawiła się niska, pulchna kobieta w różowym szlafroku.
-Dobry Wieczór.-odezwał się sucho Teodor.
-Dobry Wieczór a Panowie w jakiej sprawie?-spytała przyglądając im się uważnie.
-Ciociu przecież to ja Teodor, syn twojej siostry.
-Ah tak, oczywiście. Wejdźcie chłopcy.- uśmiechnęła się delikatnie i wpuściła ich do środka. Korytarz prowadził do wielkiego, okrągłego holu w którym wisiał kryształowy żyrandol. Do o koła stały stoliki i komody wykonane z ciemnego drewna. Na przeciwko wejścia głównego stały schody prowadzące na górę. Pokój wymalowany był na ciemną, butelkową zieleń. Ciotka Teodora usiadła na przeciw kominka w wygodnym, czarnym fotelu a chłopcy zajęli miejsce na kanapie w takim samym odcieniu co fotel.
-Dawno cię nie widziałam.-kobieta zwróciła się do siostrzeńca ciepłym tonem.
-Sama wiesz jak było.-odezwał się smętnie Teodor.
-Tak wiem, ale co was do mnie sprowadza o takiej porze?-spytała.
-Potrzebujemy pomocy.
-No to mów kochanie o co chodzi.-kobieta usiadła wygodniej w fotelu i zaczęła słuchać swojego jedynego siostrzeńca.

                                         *                      *                     *                *
Hermiona wyszła z łazienki i skierowała się do łóżka. Ginny w najlepsze już spała. Hermiona już miała wchodzić pod ciepłą kołdrę gdy zauważyła jak przed nią materializuje się mały zwitek pergaminu. Pomyślała, że ktoś na prawdę musi być wybitnym czarodziejem skoro umie tak zaawansowaną magię. Rozwinęła papierek i omiotła go spojrzeniem.

 Hermiono,
mam nadzieję, że jeszcze nie śpisz, proszę spotkaj się ze mną w pokoju życzeń.
                                                                         Terence.

Dziewczyna westchnęła i ze zrezygnowaniem narzuciła na siebie szlafrok. Po cichu wyszła do pokoju wspólnego domu Lwa w nadziei, że nikogo tam nie będzie. Jakież wielkie było jej zaskoczenie gdy zobaczyła na kanapie Rona. Chłopak siedział i wpatrywał się w kominek naprzeciwko. Wyglądał na zamyślonego. Jak najciszej tylko mogła skierowała się do portretu.
-Hermiona?-usłyszała jego ciepły głos, który tak bardzo kochała. Odwróciła się w jego stronę i spojrzała w jego bursztynowe oczy.
-Co ty tutaj robisz?- spytał. Przez chwilę zastanawiała się co ma mu powiedzieć. Skłamać czy może powiedzieć prawdę?
-Muszę się przewietrzyć.-odpowiedziała mając nadzieję że to kupi.
-Wracaj szybko.-uśmiechnął się a ona podziękowała w duchu Merlinowi za to, że nie postanowił jej towarzyszyć. Jak najszybciej wyszła na korytarze i biegiem puściła się pod pokój życzeń. Gdy już tam się znalazła zupełnie zapomniała, że chłopak nie powiedział jej o czym ma pomyśleć. Zrezygnowana oparła się o ścianę i ukryła twarz w dłoniach.Nie spodziewała się, że Teren może ją wystawić. Zawsze myślała, że jest inny niż wszyscy Ślizgoni, jak widać znowu się pomyliła. Już wstawała z zamiarem odejścia, kiedy usłyszała na korytarzu kroki. Zza rogu wybiegł zdyszany Higgs podbiegł szybko do Hermiony, złapał ją za rękę i już po chwili byli w Pokoju Życzeń.
-Przepraszam..-wydyszał.-Filch gonił mnie od czwartego piętra ale udało mi się zwiać.
-Już się bałam, że mnie zostawiłeś.-powiedziała nieśmiało. Rozejrzała się dokładniej po pomieszczeniu. Ściany były w kolorze butelkowej zieleni. Na środku stała duża czarna kanapa a koło niej zwykły mahoniowy stolik. Spojrzała do góry. Zamiast sufitu było zwykłe okno z którego był widok na jezioro. Przyjrzała  się uważnie stworzeniom w nim pływającym, wiele o nim czytała. Zawsze chciała zobaczyć je na żywo ale panicznie bała się głębin.
-Słuchasz mnie Mionka?-spytał Teren rozbawiony jej letargiem.
-Wybacz, zapatrzyłam się, tu jest pięknie.-odpowiedziała dalej patrząc w górę.
-Więc zapraszam do mojego dormitorium.-zaśmiał się poruszając sugestywnie brwiami. Miona zaczerwieniła się delikatnie. Nie odpowiadając Terence'owi udała się na kanapę i usiadła.
-Więc o co chodzi? Co jest tak ważne, że musiałeś ściągać mnie tu tak późno?-spytała.
-Nic ważnego, po prostu chciałem się z Tobą spotkać.- uśmiechnął się czarująco przysiadając się obok.
-I to nie mogło poczekać do jutra?-ona również uśmiechnęła się do niego.
-Niestety.- spuścił głowę, po czym szczerze się roześmiał. I tak zaczęli rozmawiać, o najróżniejszych rzeczach. Począwszy od obrażania nauczycieli skończywszy na swoim dzieciństwie.
-no i wtedy...ta doniczka spadła jej na głowę.-powiedział ledwo Higgs poprzez salwy śmiechu wydobywające się z niego i Gryfonki.- A jak Było z Tobą?
-Ja byłam kiedyś w supermarkecie no i nie mogłam sięgnąć paczuszki z makaronem no i wtedy jakoś tak się dowiedziałam że posiadam magiczne zdolności, nic ciekawego, Twoje lepsze.-uśmiechnęła się do niego promiennie.
-Ja to zawsze mam takie przygody. Może wracajmy już, jest późno.- Terence spojrzał na zegarek którego wskazówki wskazywały już grubo po trzeciej w nocy. Chłopak odprowadził ją aż pod samą wieżę Gryffindoru i odszedł do lochów. Hermiona niezauważalnie przeszła do swojego dormitorium tak aby nie obudzić Rona który nie wiadomo dlaczego spał w pokoju wspólnym. Wślizgnęła się do łóżka i już po chwili oddała się w ramiona Morfeusza.


Witajcie,
ten rozdział chciałabym zadedykować Lumos i Tenczy, dziękuję wam z całego serducha, że jesteście ze mną <3 Muszę wam także powiedzieć, że udało mi się już napisać epilog tego opowiadania. Teraz tylko trzeba wstukać go na kompa *-* Jeśli jesteście ciekawe, to pod następnym postem mogę wam zdradzić, czy opowiadanie skończy się szczęśliwie czy nie ;3
Pozdrawiam Mopsicaa ;*

piątek, 13 września 2013

Rozdział 12.

-Do zobaczenia Alex.- uśmiechnęła się promiennie Hermiona przytulają przyjaciółkę na pożegnanie.
-Miło mi było was wszystkich poznać, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.- uśmiechnięta blondynka pomachała wszystkim i już po chwili zniknęła za drzwiami wyjściowymi.
-Nareszcie!- wykrzyknął Zabini klaskając w dłonie. Gryfoni zmrozili go wzrokiem a Ginny miała ochotę wydrapać mu oczy.
-Wracajmy już.- odezwał się Terence otwierając drzwi i wychodząc na zewnątrz. Reszta gęsiego ruszyła za nim. Hermiona zaklęciami zabezpieczyła dom i ustawiła się koło Terence'a.  Złapała go za rękę i już po chwili poczuła znajome szarpnięcie w pępku towarzyszące teleportacji. Zmaterializowali się na jednej z uliczek w Hogsmead. Było tutaj cicho i pusto, można by  nawet rzec, że  zbyt cicho i zbyt pusto. Powoli zaczynało się już ciemnieć. Słońce chyliło się ku zachodowi a na niebie zbierały się same ciemne chmury. Uczniowie wyszli na główną ulicę i skierowali się do Hogwartu. Szli w milczeniu otoczeni kręgiem niepokoju. Niespokojny wiatr targał opadniętymi  liśćmi w tę i z powrotem.
-Dziwnie tu jakoś.- odezwała się Cho swoim słabym głosem.
-Dziwnie to mało powiedziane.- przytaknęła Ginny, uważnie lustrując wzrokiem każdy zakamarek drogi. Wyszli właśnie na wolną przestrzeń. Dało się tam odczuć coraz chłodniejszy klimat. Drzewa niespokojnie poruszały się rytmem wiatru zrzucając przy tym masę zbędnych liści. Z każdym krokiem coraz bliżej byli bezpiecznych, szkolnych bram. Nagle poczuli dziwny chłód. Znajome, lodowate zimno przeniknęło ich aż do szpiku kości a mgła zaczęło przesłaniać oczy.  W oparach mgły Harry dojrzał pięć zakapturzonych postaci sunących w  ich stronę.
-To Dementorzy.- oznajmił.- Myślcie o czymś szczęśliwym!- rozkazał. Swoim ciałem osłonił Pansy i wyciągnął różdżkę. Hermiona zaczęła gorączkowo myśleć o szczęśliwych chwilach. Przez jej głowę zaczęły przetaczać się najróżniejsze wspomnienia.
-Expecto Patronum!- wykrzyczała. Wątły strzęp srebrzystej mgiełki wystrzelił z jej różdżki i zawisł przed nią jak opar. Przetarła jedną ręką twarz. Osunęła się na kolana w zimną trawę. Oczy zaszkliły jej się od łez, z powodu kolejnego powiewu chłodu. W oddali zauważyła dostojnego patronusa Harry'ego który bronił jego i Pansy. Z rozpaczliwym wysiłkiem wygrzebała z pamięci jedno z najszczęśliwszych wspomnień. Dzień w którym dowiedziała się że jest czarownicą.
-EXPECTO PATRONUM.- ryknęła. W nikłym świetle swojego bezkształtnego patronusa zobaczyła że jakiś dementor zatrzymał się tuż przed nim. Nie mógł przedrzeć się przez obłok srebrnej pary którą wyczarowała. Trupia, obślizgła ręka wysunęła się spod płaszcza jakby chciała odsunąć na bok patronusa wyczarowanego przez nią.
-Błagam niee..- wyszeptała unosząc wzrok w górę. Czułą że ją obserwują, słyszała ich chrapliwe oddechy, świszczące w okół jak upiorny wiatr. Najbliżej stojący Dementor chyba obrał sobie ja za cel. Uniósł gnijące ręce i odrzucił kaptur.  Tam gdzie powinny być oczy była tylko cienka, szara błona wypełniająca puste oczodoły. Były jednak usta, lub coś na kształt ich. Bezkształtna, czarna dziura wciągająca ze swistem powietrze. Strach sparaliżował brązowowłosą tak, że nie mogła się poruszyć ani przemówić choć jednym słowem.  Jej patronus zamigotał i znikł w ciemności. Myślała, że to już jej koniec. Wokół nastała nieprzenikniona cisza a przez jej głowę przelatywały najsmutniejsze wspomnienia; Widok martwego ciała Lavender, wymazywanie pamięci rodzicom, rozstanie z Ronem i zniszczony Hogwart. I wtedy wydawało jej się, że przez mgłę w której się pogrążała zobaczyła srebrzyste światło, rozdzierające sie coraz mocniej i mocniej. Trawa wokół niej tonęła w oślepiającym blasku. Jęki w uszach urwały się a utracone ciepło zaczęło powracać. Coś odciągnęło Dementorów, coś krążyło wokół niej. Zebrała w sobie ostatnie resztki siły i usiadła. Podniosła głowę i wytężyła wzrok chcąc ujrzeć co i kto był jej wybawieniem. Był to piękny, świetlisty wilk którego właścicielem był Terence. Chłopak biegiem pognał w jej stronę i upadł na kolana, tuląc ją do swojego torsu.
-Dziękuję.-wyszeptała z wdzięcznością odsuwając się od jego klatki piersiowej.
-Nie ma za co.- uśmiechnął się czarująco.- Dasz radę wstać?-spytał.
-Myślę że tak, co z resztą?- spojrzała w jego ciepłe oczy, takie inne niż te które nawiedzały ją w każdym śnie.
-Bliznowaty i Pansy są cali, Blaise ochronił Rudą bo zaliczyła glebę, Wiewiór i Pomyluna chyba też mają się dobrze no ale z Longbottom'em i Chang nie jest tak dobrze, żadne z nich nie umiało wyczarować patronusa, ale spokojnie pomogłem im i teraz dochodzą do siebie.- powiedział poważnym tonem, pomagając Hermionie wstać z ziemi.
-Jesteś wspaniały wiesz?- kąciki ust dziewczyny mimowolnie podjechały do góry układając się w lekki uśmiech. Chłopak odpowiedział jej tym samymi i oboje ruszyli do reszty grupy.
-Dobra  gazem do Hogwartu bo oni mogą wrócić.- oznajmił Harry i wszyscy szybkim krokiem ruszyli do wrót zamku. Tam czekało ich wielkie rozczarowanie, ponieważ wielka, mosiężna  brama była zamknięta na trzy spusty uniemożliwiając każdemu wejście.
-Genialnie.- rozdarł się Zabini waląc pięścią w pręty, co spowodowało jej rozcięcie. Stróżka krwi spłynęła z rozcięć na wierzchu jego dłoni.
- I co teraz?- spytał Neville.
-Wracamy.- oznajmił Harry odwracając się i z powrotem maszerując w stronę wioski.
-Go chyba posrało, nigdzie się stąd nie ruszam.- powiedział buntowniczo Blaise.
-W takim razie zostaniesz tutaj sam.- Ginny poklepała bruneta po plecach i ze złośliwym uśmieszkiem poszła za resztą. Ślizgon westchnął, chcąc czy nie chcąc i tak ruszył za innymi. Krętą dróżką podążali w stronę dużego, starego domu. Była to ogromna drewniana chata ogrodzona potężnym płotem.
-Chyba nie zamierzasz spać w Wrzeszczącej Chacie?- spytała Pansy Harry'ego z lękiem patrząc na upiorny budynek. Wybraniec tylko uśmiechnął się i pchnął furtkę, która otworzyła się z potężnym skrzypnięciem. Odważnie stąpał po piaszczystej ścieżce, która otoczona była mnóstwem krzaków i cierni. Wszyscy uważnie rozglądali się po bokach jakby czekali aż coś wyskoczy i ich zaatakuje. Hermiona szła ramie w ramię z Terenem. Myślami cały czas błądziła gdzie indziej. Wreszcie dotarli do dużych drewnianych drzwi. One również otworzyły się z upiornym skrzypnięciem.
-Lumos.-mruknął Wybraniec i jego różdżka rozświetliła pomieszczenie w którym się znajdowali. Spojrzał na Pansy która miała przerażoną minę, odruchowo mocniej złapał ją za rękę dając tym samym znak, że jest blisko. Rozejrzał się w około. Drzwi na prawo były otwarte, wiodły do jakiegoś mrocznego korytarza. Spojrzał na spróchniałe schody. Przypomniał sobie jak poznał wtedy Syriusza, jego ojca chrzestnego. Na samą myśl o nim znacząco posmutniał. Kolejne wspomnienie, które przewinęło mu się przez umysł ukazywało martwe ciało Profesora Snape'a. Mimo iż nienawidził go przez tyle lat, teraz czuł się jakby utracił jedną z najważniejszych osób w swoim życiu. Pansy nagle chwyciła go za ramię,aż się wzdrygnął wyrwany z zamyśleń. Jej oczy były szeroko otwarte i błądziły po zabitych deskami oknach.
-Nie bój się, tu nie straszy.- chwycił ręką jej podbródek i uniósł go do góry zmuszając aby spojrzała mu w oczy. Pokiwała głową, nerwowo się uśmiechając.
-Tędy.-szepnął i wskazał wielką dziurę w ścianie. Ześlizgnęli się  po wilgotnej ziemi na dno bardzo niskiego tunelu. Zgięci  w pół przesuwali się tak szybko jak zdołali. Hermiona przypomniała sobie jak wchodzili tutaj w trzeciej klasie. Było jej teraz o wiele ciaśniej niż wtedy. Tunel był bardzo niski, im bliżej Hogwartu tym bardziej zwężał się i zniżał. Na samym końcu musieli wręcz się czołgać aby przejść dalej. Raz po raz było słychać siarczyste przekleństwa Zabiniego, kiedy uderzył głową w niskie sklepienie. Wreszcie wydostali się na powierzchnię. W oddali jarzyły się oświetlone okna zamku. Bez słowa skierowali się w jego stronę. Słychać było tylko ich nieregularne oddechy. Zbliżyli się do wielkich dębowych drzwi szkoły. Na szczęście woźny Filch jeszcze ich nie zamknął i swobodnie mogli wejść do środka. Przeszli kilka metrów i dotarli do rozwidlenia. Na górę prowadziły schody w kierunku Wieży Gryffindoru a na dół do Lochów zamieszkiwanych przez wychowanków Salazara Slytherina. Już mieli się pożegnać kiedy zza rogu wyskoczyła wychudła kotka Pani Noris i jej właściciel.
-No to ktoś tu będzie miał kłopoty.- powiedział swym ochrypłym głosem Filch.- Za mną.- rozkazał władczo kierując się do gabinetu Dyrektora. Uczniowie niechętnie powlekli się za nim.

Witajcie,
Miałam chwilkę czasu więc napisałam nowy rozdział, myślę że wam się spodoba :)
~~ Pozdrawiam Mopsicaa ;*

poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział 11.

Draco wychylił się znad Proroka i spojrzał na innych. Próbował wyłapać wzrok Teodora, lecz chłopak sięgał właśnie coś z pod stołu.
-Nott, chodź ze mną do kuchni natychmiast..-rozkazał i wziąwszy gazetę ruszył do kuchennych drzwi. Odprowadzony został przez pytające spojrzenia innych lecz nie zwrócił na nie najmniejszej uwagi. Wszedł do pomieszczenia i rzucił Proroka na blat. sam oparł się o szafkę i czekał na przyjaciela. Teo pojawił się już po chwili i z wyczekiwaniem spojrzał na Draco.
-Przeczytaj.- Ślizgon wskazał mu gazetę. Chłopak niepewnie chwycił ją i otworzył na fragmencie który go interesował. Spojrzał na osiem czarno-białych fotografii, które wypełniały całą trzecią stronę. Wszystkie zdjęcia przedstawiały twarze czarodziejów. niektórzy z ludzi widniejących na nim drwili cicho, a jeszcze inny mieli odsłonięty swój mroczny znak i stukali w niego palcem. Każde z nich wyglądało przy tym bezczelnie. Pod każdym z tych zdjęci była krótka notatka dotycząca zbrodni za którą ta osoba została zesłana do Azkabanu.
                                        MASOWA UCIECZKA Z AZKABANU.

Ministerstwo Magii ogłosiło, że wczorajszej nocy miejsce miała masowa ucieczka z więzienia dla Czarodziejów. Sam Minister Magii Kingsley Shacklebolt potwierdził, że wczoraj w godzinach wieczornych ośmiu najlepiej strzeżonym więźniom udało się zbiec. Aurorzy uważają, że pomoc musiała przyjść z zewnątrz. Podejrzani są inni poplecznicy Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Wnosi się o ogólną ostrożność.
Oto nazwiska zbiegłych więźniów, jeżeli ktoś ma z nimi kontakt lub widział uciekinierów, prosi się o natychmiastowe poinformowanie Biura Aurorów. 
Lucjusz Malfoy, Anthony Nott, Stan Shunpike, Antonin Dołohow, Rudolfus Lestrange, Ferir Greyback, Augustus Rookwood, Amycus Carrow.

-Faktycznie nie jest dobrze.- mruknął Teodor.
-To jeszcze nie wszystko, przewróć dalej.- ponaglił go Smok.


                                                  ZAGINĘŁA GRUPA UCZNIÓW.

  Dwa dni temu, dyrektor Hogwartu Minerva McGonagall poinformowała Ministerstwo, iż zaginęło dwanaścioro uczniów siódmych klas. Nie są to zwykli uczniowie, ponieważ mieli oni swój duży wkład w II bitwie o Hogwart. Harry Potter, Hermiona Granger, Ronald Weasley, Ginevra Weasley, Neville Longbottom, Luna Lovegood, Cho Chang, Dracon Malfoy, Teodor Nott, Pansy Parkinson, Terence Higgs, Blaise Zabini, oto nazwiska osób które zaginęły. Ministerstwo uważa, że może być to spisek przeciwko Chłopcu Który Przeżył. Jak wiadomo w osobach zaginionych jest rodzina zbiegłych więźniów z Azkabanu. Niewykluczone jest iż Śmierciożercy planują zemstę. W takich okolicznościach ponownie zacznie działać Zakon Feniksa..


 Teodor wychylił wzrok znad gazety i spojrzał na Draco. Chwile spoglądali na siebie po czym Ślizgon złozył gazetę i przyjrzał się ósemce zbiegłych więźniów.
-Co robimy? Oni będą chcieli się na nas zemścić za to.- mruknął Teodor odkładając gazetę na kuchenny blat.
-Pod koniec wakacji Aleco i Rabastan zaatakowali Granger i tą małą Rudą. Ja już wtedy wiedziałem, że oni planują powrót, musiałem ukryć matkę przed nim.-wskazał palcem zdjęcie swojego ojca, który z kpiącym uśmieszkiem gładził swój mroczny znak palcem.
-Nic jej nie będzie, to dobra Czarownica.- uspokoił go Nott.- Wiesz, bardziej boję się o nas. Teraz jak wydali w gazecie ten artykuł oni będą nas szukać.-dodał.
-Racja.-zamyślił się Smok. Kilka chwil spędzili w milczeniu. Draco nonszalancko opierał się o szafkę i wyglądał przez okno. Teodor niespokojnie wystukiwał palcami jakiś nieznany rytm.
-Już wiem co zrobimy.- powiedział Teodor z triumfem.

                                                          *  *  *  *  *  *  *  *  *



W salonie panowała nieprzenikniona cisza. Każdy ze spokojem konsumował swoje śniadanie. Co jakiś czas spojrzenia niektórych padały na drzwi kuchenne za którymi zniknęli Draco i Teodor.Terence odstawił pusty kubek po kawie i wstał od stołu. Podszedł do okna i odchylił firankę. Spojrzał na niebo. Wielka kula słońca leniwie sunęła po niebie w asyście kłębiących się chmur. Było już po południu, niedługo mięli wrócić do Hogwartu. Na samą myśl o szkolę chłopak uśmiechnął się pod nosem. Spojrzał na róg ulicy gdzie stały jakieś dwie postacie. Wydawały mu się dziwnie znajome.Wytężył wzrok by im się bliżej przyjrzeć.
- Na brodę Merlina.- wykrzyknął gdy obie postacie w równoczesnym czasie zniknęły. Nie oglądając się na nikogo pognał w stronę kuchni. Rozejrzał się lecz nikogo w niej nie było. Uwagę zwróciła kartka papieru leżąca na kuchennym blacie. Chłopak chwycił ją i szybko przeczytał. Westchnął.
-Hermiona, Blaise możecie przyjść tutaj na chwilę?- spytał wychylając głowę przez drzwi. Po chwili jego ciemnowłosy przyjaciel i Hermiona pojawili się w pomieszczeniu. teren podał im kartkę i oparł się o blat kuchenny. Hermiona wzięła kartkę w dłonie i prześledziła treść listu.
      
               Do tego który to przeczyta,
 Ja i Draco wróciliśmy do Hogwartu, nie martwcie się o nas.
                                                        Teodor. 

-My też lepiej już wracajmy.- stwierdził Blaise po przeczytaniu tych kilku słów.


Witajcie,
długo nie było rozdziału i jest megaa krótki ale szkoła i te sprawy.
Nie chcę na razie zawieszać bloga, bo wiem, że już do niego nie wrócę. Notatki będą pojawiać się trochę rzadziej i będą krótsze niż zawsze ale mam na dzieję, że to nie problem.
Pozdrawiam Mopsicaa ;*