sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 6.

      Nad nimi na jednym z drzew coś siedziało. Był to jakiś stwór wielkości niedźwiedzia. Ciemne upierzenie stroszyło się pod każdym kątem. Złote oczy przyglądały im się jak kolejnemu posiłkowi. Draco przełknął ślinę nie spuszczając wzroku ze zwierzęcia.
-Słuchajcie mnie teraz uważnie. Nie ważcie się krzyczeć ani uciekać dopóki wam nie dam znaku. Spójrzcie w górę. Jak powiem już, każdy rzuca zaklęcie oszałamiające i uciekamy.-szepnął tak aby każdy mógł go usłyszeć. Każda osoba podniosła wzrok do góry. Hermiona już chciała pisnąć z przerażenia, ale Teren zakrył jej usta dłonią.
-Już!- ryknął Draco. W stronę stwora poleciało kilkanaście zaklęć. Cała grupa ruszyła pędem w głąb lasu. Biegli ile sił w nogach. Przedzierali się przez ogromne liście co jakiś czas potykając się o wystające korzenie. Rozcinali sobie ręce i nogi biegnąc przez krzaki i ciernie. Nikt nie zwracał na to uwagi. . Czuli, że zaczyna brakować im tchu, jednak wciąż biegli dalej, co sił w nogach mimo, że od dawna nie słyszeli za sobą kompletnie niczego. Nagle ciszę przerwał głośny krzyk. Ptaki z pobliskich drzew uniosły się w powietrze. Pansy potknęła się o konar i nie miała siły się podnieść. Harry zawrócił. Jako jedyny znalazł w sobie odwagę do tego czynu. Podbiegł do Ślizgonki i wziął ją na ręce. Po kilku minutach sprintu dotarli na małą polankę.Oświetlał ją blask księżyca więc nie było na niej aż tak ciemno.
-Co to kurwa było!?-Krzyknął Zabini.
-Zamknij się!- uciszyli go wszyscy. Dalej nasłuchiwali podejrzanych odgłosów dochodzących z oddali.
-Sami się zamknijcie! To wszystko wasza wina, że Filch powlókł za wami dupe! Nie umiecie nawet być ostrożni, od razu musicie cały zamek na nogi postawić!-ryknął Blaise.
-Ah My? To wy wybraliscie takie dziadowskie miejsce na ten pojedynek! Co wam przyszło do głowy żeby o tej porze tu przychodzić?! Przecież są w zamku o wiele bezpieczniejsze miejsaca takie jak pokój życzeń na przykład.- oburzyła się Ginny.
-Uspokójcie się wszyscy!-teraz głos zabrała Hermiona.
-Nikt Cię o nic nie pytał Szlamo!
-Draco zluzuj.- ostrzegł go Higgs.
-Wszyscy się uspokójcie. Musimy coś wymyślić.-Wydyszał zmachany Wybraniec. Harry dobiegł jako ostatni. Ostrożnie ułożył Pansy na ziemi.
-Mogę?-szepnął wskazując na jej nogę. Dziewczyna skinęła głową potwierdzająco. Wybraniec delikatnie podwinął jej nogawkę oraz ściągnął but i skarpetkę. Ukazała mu się drobna stópka dziewczyny. Była lekko podpuchnięta i sina.
-Skręcona.-ocenił. Podwinął swój sweter i oddarł kawałek swojej białej koszuli którą miał ubraną pod spodem. Jednym machnięciem różdżki przetransmutował go w biały miękki bandaż. Stopniowo zaczął owijać nim jej stopę. Po skończeniu tej czynności zaklęciem wyczyścił białą skarpetkę Pansy i umieścił ją na jej nodze. Ostrożnie wsunął na  jej stopkę but i zawiązał go. Podniósł wzrok który spoczął na zielonych oczach Ślizgonki. Obserwowała go w milczeniu. Każdą czynność i tą troskę wymalowaną na jego twarzy.
-Engorgio*-szepnął i jeden z małych kamieni powiększył się. Wziął w ramiona dziewczynę i posadził ją na nim.
-Dziękuję.-szepnęła tak żeby tylko on mógł to usłyszeć. Wybraniec uśmiechnął się i odwrócił do reszty. Zaczął mówić.
-Słuchajcie może zostaniemy tutaj a dopiero rano wyruszymy do Hogwartu? Niebezpiecznie jest tu szlajać się po nocy.
-Popieram. Nałożymy zaklęcia obronne tak aby nas ostrzegły, że coś się zbliża.- poparł go Teo i zaczął wymawiać zaklęcia.
-Dobrze by było gdybyśmy usiedli w kręgu tyłem do siebie i zaczęli obserwować ten las.- wtrąciła się Ginny siadając na ziemi. Z prawej jej strony usiadł Zabini a z lewej Hermiona. Koło niej usiadł Draco. Nie miała odwagi na niego spojrzeć. Siedziała z opuszczoną głową patrząc na swoje buty. Może minęła godzina a może dwie, a ona nadal siedziała w takiej samej pozycji. Słyszała szepty innych. Obok niej cichutko chichotała Ginny. Jak widać dobrze dogadywała się z Zabinim. Hermiona delikatnie odwróciła się do tyłu, aby spojrzeć na innych. Pansy miała opartą głowę na ramieniu Harry'ego. Najwidoczniej zasnęła. Teo i Terem o czymś dyskutowali. Cho i Neville rysowali coś na pisaku znajdującym się koło nich. Ron szeptał coś Lunie do ucha na co dziewczyna rumieniła się.
-Co?!- szepnęła cicho.
-Co co?-spytał blondyn siedzący obok niej.
-Nic.-burknęła nawet na niego nie patrząc.-Ron, możemy porozmawiać?-spytała trochę głośniej.Rudy spojrzał na nią i kiwnął potwierdzająco głową. Wstali z miejsca i oddalili się od grupy.
-Ron musimy poważnie porozmawiać. Co się z Tobą dzieje?
-Nic, a co ma się dziać?.- mówiąc to nawet na nią nie spojrzał.
- No ja nie wiem. Ty cały czas chodzisz, marudzisz i się do mnie nie odzywasz, tylko zabawiasz Lunę!-Krzyknęła szeptem.
-Ah to, no bo widzisz Hermiono, zauważyłem, że nam się nie układa. Ja nic do Ciebie nie czuję.- chłopak spuścił głowę i zaczął grzebać butem w ziemi. Oczy dziewczyny zaszkliły się.
-Ty..ty. zrywasz ze mną?- szepnęła. Pierwsza łza spłynęła jej po policzku.
-Chcę nadal być twoim przyjacielem.- opuszkiem palca starł kropelkę z jej lica. Ostatni raz spojrzała w jego ciepłe, brązowe oczy. Odwróciła się bez słowa i wróciła na swoje miejsce. Usiadła ze spuszczoną głową i dała upust łzą. Pozwoliła aby słone kropelki żłobiły jej zarumienione policzki.
-Granger, co jest?-spytał Draco gdy zobaczył w jakim jest stanie. Dziwne było to, że tylko on to zobaczył. Nawet jej przyjaciółka tego nie dostrzegła.
-Nie ważne.-burknęła. Chłopak chwilę na nią popatrzył po czym wstał i pociągnął ją za sobą.
-Malfoy! Do cholery co Ty wyprawiasz?!- krzyknęła.
-Zamknij się i chodź!-pociągnął ją w stronę dużego kamienia na którym poprzednio siedziała Pansy. Draco posadził zapłakaną dziewczynę na nim a sam ukucnął obok.
-Teraz mnie posłuchaj i przestań się mazać do cholery. Łasic nie jest wart twoich łez, zrozum to w końcu.!-krzyknął szeptem patrząc w jej zapłakane oczy.
-Co Cię to w ogóle obchodzi?! Przecież dla Ciebie jestem nic nie wartą szlamą!-syknęła i już miała zamiar odejść ale chłopak złapał ją za nadgarstek i obrócił w swoją stronę. Podniósł jej twarz tak aby mógł spojrzeć w jej oczy. Te ciepłe, brązowe tęczówki w których było tyle szczęścia, wypaliły się. Wygasły przez jakiegoś nic nie wartego Wiepszleja.
-Dziewczyno ogarnij się! Nie jesteśmy w Hogwarcie, zauważ że się zgubiliśmy! Tak, zgubiliśmy się! Ktoś w końcu musiał to powiedzieć! Nikt nie wie gdzie jest droga do szkoły, utknęliśmy tutaj. Więc schowaj swoją gryfońską dumę i weź współpracuj a nie becz!-krzyknął jej do ucha. Właśnie takiego czegoś było jej trzeba. Postawił ją na równe nogi. Ale dlaczego to zrobił? Może faktycznie to on pomógł jej wtedy. Ale to przecież absurd.
-Dziękuję.- szepnęła cichutko spuszczają wzrok na buty.
-Dobra nie wzruszaj się tu. Między nami nic się nie zmieniło. Teraz chodź idziemy musisz się trochę zdrzemnąć.- Hermiona mogła przysiąc że gdy mu podziękowała dostrzegła mały błysk w jego chłodnych oczach. Ale gdy się tylko pojawił on go zniszczył. Zachował swoje emocje dla siebie. Nikomu ich nie okazuje. Usiedli z powrotem w ciszy.  Po kilku minutach Gryfonka zasnęła oparta o ramię Dracona.

Kolejny ;>  3 komentarze=nowy rozdział ;)
~~ Pozdraiam Mopsicaa ;*


6 komentarzy: