piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 5.

       Na środku korytarza do góry nogami wisiał Neville. Chłopak szamotał się w powietrzu wywijając nogami, a w okół niego stała grupka Ślizgonów, który wyli ze śmiechu.
-DOŚĆ TEGO!- krzyknęła Hermiona i pognała w stronę całego zgromadzenia.
-Uhhuhu nasza Szlamcia.- uśmiechnął się kpiąco Malfoy, który winny był całemu temu zajściu.
-W tej chwili masz go odstawić na ziemię!-krzyknęła.
-Bo co mi zrobisz?-prychnął blondyn.
-Bo.bo ja odejmę wam punkty i..i.- coś nią wstrząsnęło. Zaczęła się jąkać i po chwili odebrało jej mowę. Stała tak patrząc mu prosto w oczy i zrozumiała coś. Wtedy gdy zaatakowano ją i Ginny widziała te same stalowe spojrzenie.
-To nie możliwe..-pomyślała. Straciła zupełne poczucie czasu. Nie wiedziała jak długo wpatruję się w niego.
-No co? Zachłysnęłaś się Szlamem?- te słowa sprowadziły ją do rzeczywistości.Wszyscy Ślizgoni ponowie wybuchli gromkim śmiechem, prawie wszyscy.Jeden chłopak opierał się o ścianę i spokojnie przyglądał się całemu zajści. Co jakiś czas pokręcił głową w niedowierzaniu. Hermiona  nie wytrzymała. Gorące łzy napłynęły jej pod powieki. Puściła się biegiem w przeciwnym kierunku i już po chwili zniknęła im z oczu.
-A Ty nic nie zrobisz?-spytał Harry Rona.
-A co ja mam niby zrobić.?-spytał patrząc na swoje dłonie.
-Jesteś Prefektem nie.?-wykrzyczał mu do ucha Harry. Ron tylko westchnął i powolnym krokiem podszedł do młodego Malfoy'a.
-Ehh no dobra weź Malfoy opuść Neville'a na ziemię. A po za tym odbieram Ci pięć punktów za używanie zaklęć na korytarzach i hmm..? pięć punktów za obrażanie Hermiony.- powiedział po czym odwrócił się w stronę przyjaciół.-Starczy?-dodał od niechcenia i podszedł pod klasę.Jego przyjaciele byli zszokowani. Harry już otwierał buzię aby coś powiedzieć ale przerwał mu surowy ton Profesorki która nakazała wejść im do klasy. W milczeniu przekroczyli próg pomieszczenia.
            Szatynka biegła ile sił w nogach. Dopiero gdy wybiegła na błonie uspokoiła się trochę. Usiadła pod rozłożystym dębem i skryła twarz w dłoniach. Nie była zupełnie świadoma, że pewien blondyn powolnym krokiem zbliża się w jej stronę. Ostrożnie i cicho usiadł na przeciwko niej i zaczął ją obserwować.
-Kimkolwiek jesteś zostaw mnie w spokoju..-wydukała łamiącym się głosem, nawet nie patrząc na osobę która jest przed nią. Chłopak ani drgnął. Nadal siedział i się jej przyglądał. Leniwie podniosła wzrok i spojrzała na niego.Gdy to uczyniła dostała małego szoku.
-Higgs?- zamrugała kilka razy aby upewnić się, że nie ma halucynacji.
-Możesz mi mówić Teren.- chłopak uśmiechnął się delikatnie po czym zmierzwił swoje blond kosmyki.
-Czego chcesz?- prychnęła niczym napuszona kotka.
-A dlaczego Ty jesteś taka niemiła? Ja tu przychodzę z dobrymi intencjami a Ty od razu się na mnie wyżywasz.- udał poważną minę. Hermiona mimowolnie zarumieniła się i spuściła głowę. Zrobiło jej się głupio, że tak się zachowała. Widząc to chłopak wybuchł szczerym niepohamowanym śmiechem.
-Przecież żartuję.-szturchnął ją łokciem.-Długo masz zamiar tu siedzieć i użalać się nad sobą?-spytał spoglądając na nią.
-Nie wiem.-mruknęła cichutko bawiąc się źdźbłem trawy.
-No więc chodź, lekcja już się zaczęła a wątpię, że chcesz opuścić ją już pierwszego dnia.-wstał wyciągając do niej dłoń.Dziewczyna spojrzała na niego podejrzliwie mrużąc oczy.
-A od kiedy Cię to obchodzi?
-A od kiedy skończyła się wojna. A teraz chodź mam plan. Dziewczyna niepewnie złapała się jego ręki i podniosła z ziemi.
-Teraz słuchaj mnie uważnie. Ty wejdziesz pierwsza do klasy i powiesz McStarejCnotce, że musiałaś odprowadzić jakiegoś dzieciaka do Skrzydła Szpitalnego.- dziewczyna na to określenie mimowolnie zachichotała. Chłopak widząc jej reakcję kontynuował.- A ja przyjdę po jakiś pięciu minutach i powiem, że Irytek wylał na mnie jakieś mazidło. Znając ją kupi to.- uśmiechnął się szelmowsko wzruszając przy tym ramionami.
-Dziękuję.- szepnęła dziewczyna spuszczając wzrok na swoje trampki. Dziwiło ją to, że Teren przyszeł z nią porozmawiać. Przecież takie zadanie leży po stronie jej przyjaciół  a nie jakiegoś Ślizgona. Chłopak popatrzył na nią i zatrzymał się.
- dalej idź już sama. Widzimy się za parę minut.- mrugnął do niej po czym usiadł na ławce koło jakiejś starej zbroi. Dziewczyna posłała mu piękny uśmiech po czym ruszyła żwawym krokiem w kierunku sali transmutacji. Myślała o tym czy plan Higgsa się uda. Doszła do drzwi. Delikatnie w nie zapukała a gdy już usłyszała zaproszenie to weszła do pomieszczenia.
-Dzień dobry.- przywitała się pokornie.
-Dzień dobry panno Granger, dlaczego się Panienka spóźniła.?-zapytała starsza kobieta spoglądając surowo na dziewczynę. Hermiona opowiedziała historię którą wymyślił Terence i jakoś podziałało. Profesorka kazała jej usiąść bez żadnych konsekwencji. Z przykrością stwierdziła, że miejsce koło jej przyjaciół jest zajęte więc udała się do jednej z pustych ławek pod ścianą. Po kilku minutach wpadł zdyszany blond Ślizgon.
-Pani Profesor....yhh.. Przepraszam za spóźnienie.. w drodze na lekcje.. Irytek wylał na mnie.. jakieś klejące mazidło i musiałem.. iść się przebrać.. z pokorą przyjmę zasłużoną.. karę.-Ledwo co wydyszał łapiąc z trudem oddech. Jak każdy Ślizgon chłopak był dobrym aktorem.
- Panie Higgs, proszę usiąść, tym razem obejdzie się tylko na upomnieniu.- Zadowolony chłopak pomaszerował na miejsce obok Hermiony. Wyciągnął swoje przybory i różdżkę. Zaczarował mały skrawek pergaminu na którym coś napisał i podał go Gryfonce. Dziewczyna rozwinęła karteczkę Porozrzucane literki złożyły się w zdanie.
'Kupiła to?'
Dziewczyna odpisała na pytanie i podała karteczkę Terence'owi. Chłopak chciał otworzyć karteczkę ale w tej samej chwili przechwyciła ją Profesor McGonagall. Rozwinęła papierek i przejechała po nim wzrokiem. Gdy skończyła jej spojrzenie padło na dwójkę uczniów siedzącą przed nimi.
-Każde z was traci po 2 punkty.- oznajmiła i odłożyła karteczkę na stole. Ślizgon zaczął niepohamowanie chichotać. Gryfonka wzięła do rąk karteczkę na której literki ułożyły napis.
'Też Cię kocham Teren.'
Dziewczyna spłonęła rumieńcem i schowała kartkę do kieszeni szaty. Spojrzała gniewnie na chłopaka który posłał jej przeprosinowy uśmiech. Całą lekcję siedzieli w ciszy, tylko co jakiś czas spoglądali na siebie ukradkowo. Po skończonej lekcji każde z nich ruszyło do wyjścia. Hermiona poczekała na swoich przyjaciół którzy dołączyli do niej po chwili.
-Hermi co się stało?-spytała troskliwie Ginny.
-Nie ważne, chodźmy na kolejną lekcje.- mruknęła po czym ruszyła korytarzem. Niestety nie dane było im ruszyć się nawet dwóch kroków, bo za nimi rozległ się arogancki głos Malfoy'a.
- Ejj Gryfiaki czekajcie.!- krzyknął po czym cała Grupa Ślizgonów ruszyła w ich kierunku.
-Czego Malfoy?- warknął Harry.
-Grzeczniej Bliznowaty. Mamy dla was propozycję.- uśmiechnął się chytrze.
-Jaką?- tym razem odezwał się Ron.
-No wiecie pomyślałem sobie abyśmy sprawdzili kto jest lepszy i zrobilibyśmy pojedynek. Ja, Diabeł, Pansy, Teren i Teo przeciwko jakimś pięciu Gryfonom, co wy na to? Chyba nie tchórzycie co?- Malfoy trafił w czuły punkt każdego podopiecznego domu Lwa. Nikt nie mógł przecież zarzucić Gryfonom, że tchórzą.
-Kiedy i gdzie?- zapytał Harry.
-Dzisiaj o północy na błoniach, za chatką tego przygłupa Hagrida.- odparł Tleniony.
-Skąd mamy mieć pewność że przyjdziecie a nie wystawicie nas tak jak w pierwszej klasie.?-Zapytał Ron.
-Możemy złożyć przysięgę.- odpowiedział Zabini.
- Na jakich zasadach?- spytała Hermiona która cały czas milczała.
- Jeżeli któraś z grup nie dotrzyma obietnicy każda osoba wchodząca w jej skład zostanie potraktowana zaklęciem Furnuncuus*.- zaproponowała Pansy spoglądając na Harry'ego.
-Zgoda. Kto u was składa?- zapytała Ginny. Na przód wyszedł Malfoy. Z drugiej strony podszedł do niego Harry chwytając jego dłoń.
-Ja zostanę gwarantem.- Zaproponował Zabini i podszedł do chłopaków.
-Czy Ty Draconie Lucjuszu Malfoy'u przysięgasz, że przyjdziesz dzisiaj o północy na skraj zakazanego lasu w towarzystwie pięciu uczniów domu Węża?
-Przysięgam.-jedna złota niteczka oplotła dłonie Harry'ego i Draco.
-Czy Ty Harry James'ie Potterze przysięgasz, że przyjdziesz na skraj Zakazanego lasu o pólnocy w towarzystwie piątki uczniów domu Lwa?- zapytał ponownie Diabeł.
-Przysięgam.-druga złota niteczka oplotła ich dłonie.
-Złamanie tej przysięgi grozi rzuceniem zaklęcia  Fununculus na każdą osobę z grupy która się nie wywiązała z przyrzeczenia.- dokończył Blaise. Złote niteczki zniknęły. Harry odwrócił się i razem z przyjaciółmi ruszyli w stronę cieplarni.Całą drogę pokonali w ciszy. Każdy zastanawiał się jak to wszystko się potoczy.  Gdy wyszli już na błonia i skierowali się do cieplarni Ronowi od razu poprawił się humor. Z oddali machała do nich szczupła Blondynka, która wesołym krokiem podążała w ich stronę.
-Heej, a Wy co w takich ponurych humorach?- spytała rozmarzonym głosem.
-No wiesz Luno czeka nas bardzo ciężki dzień.- mruknęła Ginn nie starając się na uprzejmy ton.
-Przestań się na niej wyżywać ona nie jest niczemu winna!-krzyknął na siostrę Ron.-Chodź Luna pójdziemy na lekcje.-dodał i złapał blondynkę za rękę prowadząc ją na zielarstwo.
-A jemu co?-zapytał Harry. Każdy tylko wzruszył ramionami i ruszyli w ich ślady. Zajęci ciągnęły im się niemiłosiernie. Wszyscy pomarkotnieli i posmutnieli. Nikt się nie udzielał. Nawet Hermiona nie miała ochoty się wykazać. Tłumaczył to sobie chęcią dania szansy innym, ale sama w to nie wierzyła. Po zajęciach w kiepskich humorach poszli na obiad. Gdy weszli do Wielkiej Sali odruchowo spojrzeli na stół Slytherinu. Osoby siedzące przy nim zupełnie nie wyglądały jakby miały odnieść porażkę. Wręcz przeciwnie. Byli uśmiechnięci i pewni siebie. Gryfoni powolnym krokiem ruszyli do swojego stołu. Ociężale usiedli na miejscach i nałożyli sobie coś na talerz.
-Musimy wybrać kto pójdzie na pojedynek.-zaproponował Harry.
-Ja idę.-podniosła rękę Ginny.
-Ja też.-dołączyła do niej Hermiona.
-No i ja.-dodał Ron.
-No tak ja też, ale zauważcie, że brakuje nam jednego Gryfona.- westchnął Harry.
-Jednego Gryfona do czego?-zapytał nieśmiało Nieville. Cała czwórka spojrzała na niego z lekkim uśmiechem. W skrócie Harry wytłumaczył mu o co chodzi.
-No o ja pójdę.- oznajmił Neville.- Nie damy tym oślizgłym Wężom powodów do śmiechu.- dodał wypinając dumnie pierś. Po skończonym  obiedzie wszyscy udali się razem na Obronę Przed Czarną Magią.Tego przedmiotu także miał uczyć nowy nauczyciel. Pomieszczenie które miało służyć za klasę do tego przedmiotu było duże i przestronne. Wysokie okna wpuszczały ciepłe promienie słońca do środka. Najwidoczniej osoba która miała uczyć tego przedmiotu nie lubiła ciasnych i ponurych pomieszczeń. Nagle drzwi do sali otworzyły się. Stanął w nich wysoki, wysportowany mężczyzna o czarnych włosach. Wyglądał na bardzo młodego. Mógł on mieć około dwudziestu lat.
- Louis Payne.- przedstawił się mężczyzna.- Jestem waszym nowym nauczycielem. Na dzisiejszej lekcji przedstawię wam zasady panujące w tej klasie i u mnie na lekcjach.- dodał i zaczął dyktować im podpunkty.
Cała lekcja bardzo szybko im minęła. Była ona ich ostatnią więc od razu potem udali się do Dormitorium. Gdy już tam dotarli usiedli przed kominkiem i zaczęli omawiać taktykę.Po kilkugodzinnych naradach Hermionie się znudziło. Postanowiła więc pójść do swojego dormitorium i zająć czymś się. Najpierw udała się do łazienki. Nalała pełną wannę wody i dodała do niej płynu o zapachu kokosów. Ściągnęła z siebie szaty i zanurzyła się w przyjemnie ciepłej wodzie. Po półgodzinnej kąpieli wyszła i okryła się puchowym ręcznikiem. Podeszła do lustra i osuszyła włosy zaklęciem. Potem związała je w ciasnego warkocza i zaczęła się ubierać. Założyła na siebie białą podkoszulkę i wrzuciła na to ciepły, niebieski, wełniany sweter od Pani Weasley. Do tego założyła czarne leginsy i niebieskie buty za kostkę. Wyszła z łazienki z zamiarem pouczenia się. Poszła do regału i wzięła pierwszą lepszą książkę na jaką trafiła. Ruszyła w stronę łóżka. To co na nim zobaczyła bardzo ją zaskoczyło. Na poduszce leżało różowe pudełeczko czekoladek i mała zielona koperta. Z początku dziewczyna myślała że dostała ten  prezent od Rona ale szybko się rozmyśliła. Przecież chłopak w ogóle nie dawał jej żadnych prezentów. Usiadła na łożu i wzięła do rąk kopertę. Ostrożnie ją otworzyła i wyciągnęła list. Zgrabne literki zaczęły skakać po pergaminie układając się w zdania. List był tak zaczarowany, że tylko osoba do której był on zaadresowany mogła go odczytać.
                Hermiono, 
                  nie masz się o co bać, Ślizgoni ustawili już z kim będziecie walczyć. Ja wybrałem Ciebie, nie martw się nie zrobię Ci krzywdy. Proszę zachowaj ten list dla siebie, albo go zniszcz.
                                                                                     Teren.
                      Ps; nie bój się czekoladki nie są zatrute.
Dziewczyna schowała pospiesznie liścik, bo w tym samym czasie do pomieszczenia weszła Ginny. Uśmiechnęła się do przyjaciółki pokrzepiająco i bez słowa udała się do łazienki. Hermiona wrzuciła czekoladki do kufra i zabrała się za czytanie książki. Po długim czasie przyszedł po nią Harry, zaraz mieli wychodzić. Leniwie zaznaczyła książkę zakładkę i ją odłożyła z postanowienie wrócenia do niej później. Zeszła do pokoju wspólnego gdzie czwórka jej przyjaciół już była gotowa. Stali pod portretem i wyczekiwali jej. Kiedy już dołączyła do nich Harry zabrał głos.
-Będzie dobrze- uśmiechnął się pokrzepiająco i wyszedł jako pierwszy z pokoju wspólnego. Przemierzai po cichu korytarze. Gdy przechodzili  jednym z korytarzy wpadli na dwie dziewczyny. W oczach Ronalda zapaliły się wesołe iskierki.
-Co wy tutaj robicie?- spytała szeptem Cho. Była to niska dziewczyna o długich kruczoczarnych włosach sięgających do pasa. Trzymała w ręce dużą miskę.
-Również możemy was o to spytać warknęła Ginny.
-My byłyśmy w kuchni, po budyń.- Uśmiechnęła się promiennie Luna.
-A my idziemy na pojedynek ze Ślizgonami.
-Ron!- krzyknęli wszyscy. Nagle za sobą usłyszeli ciche miałczenie. Zza rogu wyszła Pani Noris która wlepiała swoje czerwone oczy w grupkę na korytarzu.Nic innego wszyscy biegiem wyruszyli na błonia. Pod Zakazanym Lasem stało pięć osób. Gryfoni i dwie Krukonki ruszyli w ich kierunku.
-Do Lasu! Filch tu idzie!- Krzyknął Harry i teraz zupełnie wszyscy wbiegli do ciemnego boru. Przebiegli kawałek zatrzymując się gdzieś za krzakami i nasłuchując. W pewnej chwili jakaś maź spadła na Draco. Chłopak spojrzał w do góry. To co tam zobaczył zmroziło mu krew w żyłach.


* powoduje pojawienie się na twarzy białych krost i piekących bąbli.

No i mam piąty. Jeżeli nie będzie żadnej aktywności po prostu zawieszę bloga. ;c
Pozdrawiam Mopsicaa. ;*


5 komentarzy:

  1. Pisz dalej, robi się coraz ciekawiej. :) Nie można doczekać się następnej części :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pisajta. Jest jeszcze ciekawsze od prawdziwego Harrego. Uwielbiam to ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to żadnej aktywności?! Wypraszam to sobie! No! :D jestem ciekawa, co bd dalej, zaobserwuje cie :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Nielegalny pojedynek ^^
    Już lubię Terence'a
    em.

    OdpowiedzUsuń