wtorek, 6 sierpnia 2013

Rozdział 1.



  Blade promienie słońca wdzierały się do sypialni na pierwszym piętrze.
 Było to  bardzo ładne i przytulne pomieszczenie. Z dużego okna był widok na ogród. Dwa małe łóżka ustawione były pod ścianą. Właścicielka jednego z nich właśnie przecierała oczy po długim śnie. Po chwili ociążale poczłapała do łazienki. Gdy dziewczyna zamknęła drzwi, jej przyjaciółka właśnie otwierała powieki. Leniwie wstała z łóżka i podeszła do okna. Odsłoniła zasłony i otworzyła je. Ciepły letni wiatr rozwiał burze jej brązowych loków. 
-To będzie cudowny, ostatni dzień wakacji.- szepnęła Hermiona po czym wymijając Ginn weszła do łazienki.                          
Ruda nie czekając na przyjaciółkę zeszła na dół do kuchni. W pomieszczeniu jej rodzina i Harry jedli już śniadanie. Dziewczyna podeszła do Wybrańca i ucałowała go w policzek, po czym usiadła do stołu. Po kilku chwilach do kuchni weszła Hermi.
-Dzień Dobry wszytkim.-powiedziała i uśmiechnęła się promiennie. Dziewczyna przysiadła do stołu koło Rona, po czym pocałowała go w policzek. W jej związku powodziło się coraz to lepiej. Chłopak był dla niej wszystkim, kochała go. Wszyscy w spokoju jedli posiłek. Tę spokojną atmosferę przerwała im czarna płomykówka, która wylądowała obok Pani Weasley. Sówka wystawiła nóżkę w stronę kobiety. Molly delikatnie odczepiła mały zwinek papieru i zaczęła czytać na głos :

Kochani Mamo i Tato,
Razem z Fleur chcemy was zaprosić  na kolację, dzisiaj o 18;00 w Muszelce.
Bardzo nam zależy abyście przybyli bo mamy dla was wspaniałą informację.
                                                          Bill.
PS; Pozdrówcie dzieciaki.

-Jakie dzieciaki? On sam jest dzieciakiem!- Oburzył się George.
-No dokładnie, my już mu pokażemy bracie!-przytaknął Fred*
-Oj spokojnie, on nie miał na pewno nic złego na myśli.-oznajmiła Pani Weasley i zaczęła sprzątać po posiłku.
  -W takim razie będę musiał dzisiaj wcześniej wyjść z pracy.- dodał Pan Weasley, wychodząc z Nory.
-Mamo a co z nami?-spytała Ginny.
-A no tak Kochani, dzisiaj będziecie musieli sami zrobić sobie kolacje i jakoś poradzić.-powiedziała Molly uśmiechając się promiennie, na wieść, że będzie miała jeden wieczór odpoczynku.


                                                   ************************ 

 -No dobrze mam nadzieję, że sobie poradzicie.-powiedziała Molly, po czym uściskała ich i razem z mężem teleportowała się pod Muszelkę.
-No to czas na imprezę!-wykrzyczeli chórem bliźniacy.
-Pfff, Wy Sobie róbcie tu co chcecie, a my razem z Herm wybieramy się do Londynu. No to paa. - od niechcenia rzuciła Ginny, po czym razem z przyjaciółką aportowały się na jedną z londyńskich uliczek.
Okolica była dość spokojna, gdzie nie gdzie przechadzali się jacyś mugole głośno o czymś rozmawiając. Herm i Gin udały się do jakiejś kawiarni po czym usiadły i zaczęły rozmawiać o wszystkim i o niczym. Po długiej rozmowie wreszcie wyszły na pustą uliczkę, zbyt pustą.
I właśnie wtedy zza rogu starej kamienicy wyskoczyły trzy zakapturzone postaci. okazali sie oni być czarodziejami, i to nie byle jakimi. Obie dziewczyny ogarnął ogromy strach. Chciały już wyciągnąć różdżki, lecz w tym samym, momencie zostały rozbrojone. Stały i w skupieniu obserwowały co się stanie dalej. Hermionie do głowy przyszły same najczarniejsze wspomnienia dotyczące wojny. Była przekonana, że po upadku Voldemorta nic już im nie grozi, jak widać się myliły. Jedna z postaci powoli zaczęła iść w ich kierunku, reszta nadal stała kilka metrów dalej. Gdy postać się do nich już zbliżyła niespodziewanie obok jej głowy śmignął czerwony promień. Na ulicy pojawił się inny zamaskowany osobnik w granatowej szacie. Herm na pierwszy rzut oka wydał się on dziwnie znajomy ale jeżeli miał im pomóc to nie miała nic przeciwko. I tak rozpętał się pojedynek. Zaklęcia błyskały na całej ulicy, aż w końcu owy osobnik w grafitowej szacie zaczął biec w ich stronę. Dziewczyny stały jak zaklęte nie mogąc się ruszyć. Cała ich gryfońska odwaga je opuściła. Mężczyzna podbiegł wręczając im różdżki po czym  szybkim ruchem złapał je za nadgarstki i aportował na jakimś małym wzgórzu, gdy już byli bezpieczni owy mężczyzna po prostu odwrócił się i odszedł nie patrząc nawet na nie. 
-Dziękujemy.- zdążyła tylko krzyknąć za nim Hermiona, lecz on nie zaszczycił jej nawet jednym spojrzeniem, zniknął. Aportował się.
- Co to było??!- wykrzyknęła Giin.
-Nie mam pojęcia.-szepnęła Herm po czym złapała przyjaciółkę i w mgnieniu oka znalazły się przed Norą, jeśli to w ogóle można było nazwać Norą. W ogrodzie krzątało się pełno ludzi. Całe niebo jarzyło się od tysiąca petard rozpryskujących się w różne kształty. Panował ogólny chaos, ze wsząd słychać było głośną muzykę. Dwaj rudzi chłopacy biegali w tą i z powrotem rozdając najróżniejsze alkohole zebranym gościom. 
-Co oni zrobili?- bardziej stwierdziła, niż zapytała Ginevra. Obie dziewczyny biegiem rzuciły się w stronę domu, zupełnie już zapomniały co się stało kilka minut temu. Wpadły do kuchni gdzie Harry w najlepsze rozmawiał sobie z Cho, która siedziała mu na kolanach i popijała jakiegoś drinka. Gdy wybraniec ujrzał Ginny natychmiast wstał nie zważając na siedzącą mu na kolanach dziewczynę, co w efekcie skończyło sie jej upadkiem na zimną posadzkę.
-Co ona...- szepnęła Ginn patrząc na Chłopca-Który-Przeżył.
- Ginny Kochanie ja Ci wszystko wyjaśnię..- próbował się bronić Harry.
-Nie chcę twoich wyjaśnień.!- Wrzasnęła Dziewczyna po czym z płaczem wybiegła na pierwsze piętro zamykając się w swojej sypialni.
- Brawo Harry- Pokręciła głową Hermiona, po czym wyszła poszukać przyjaciółki.
Gdy weszła do pokoju zobaczyła że Gryfonka leży na swoim łóżku. Po cichu podeszła i usiadła na jego krańcu.
- Ginn, chesz pogadać?- zapytała spokojnie.
-Nie teraz Hermm, chcę to przemyśleć.- szepnęła łamiącym się głosem, po czym podniosła się do pozycji siedzącej i wtuliła w przyjaciółkę. Wyglądała strasznie, po jej policzkach spływały ogromne łzy, które żłobiły dróżki w jej delikatnych policzkach. Miała zapuchnięte, czerwone od płaczu oczy, a pod nimi czarne smugi od rozmazanego tuszu do rzęs. Jej włosy z pięknych rudych fal zamieniły się w wielki chaos. Po kilku minutach Ruda zapadła w sen. Był on spokojny, oddychała lekko. Przestała płakać, wyglądała tak niewinnie. Hermiona delikatnie odłożyła ją na łóżko po czym przykryła ją do połowy kocem. Sama zaś zeszła na dół gdzie w najlepsze trwała impreza. Jednym machnięciem różdżki wyłączyła muzykę mimo protestów. Przyłożyła drewienko do swojego gardła i zaczęła mówić.
-Koniec imprezy, zabierać się stąd!- każdy niechętnie wyszedł z domu. Ona sama machnęła magicznym patyczkiem i Nora wyglądała jak poprzednio gorzej było z ogrodem i osobami w salonie. Nie zwracając nawet na nich uwagi, powłóczyła się do kuchni skąd wzięła szklankę wody i zaczęła pić opierając się o stół przodem do okna. Nawet nie zauważyła jak po cichu wszedł do niej Fred.
- Ładnie to tak?- zapytał podchodząc do niej. Na jego twarzy jaśniał szeroki uśmiech. Gryfonka zawsze lubiła jak się tak uśmiechał.
-Jak?-spytała rumieniąc się, kiedy odgarnął jej niesforny kosmyk włosów za ucho.
- Dobrze wiesz, wyrzuciłaś naszych gości.- powiedział i zaśmiał się.
-Ktoś musiał.- odpowiedziała również się śmiejąc.
-No tak, ale wiesz liczyłem na to że chociaż uda mi się raz zatańczyć z moją przyszłą bratową.- Uśmiechnął się szeroko po czym machnął różdżką i zaczęła lecieć jakaś wolna piosenka.
-Zgodzi się Pani ze mną zatańczyć?- zagadnął, podając jej dłoń. Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie po czym ujęła ją. Zawsze lubiła Freda, kiedyś nawet jej się podobał. Tylko, że on uznawał ją tylko za młodszą przyjaciółkę jego brata i nic z tego nie wyszło. Może i nawet dobrze, że tak się stało. W pewnej chwili chłopak pogłaskał ją po policzku. Zobaczyła jak się do niej przybliża, spanikowała. Wyślizgnęła mu się z uścisku po czym biegiem ruszyła na górę. Tam oparła się o drzwi i myślała co dalej. Co to za sytuacja? To wszystko było dla niej takie dziwne. Stała tak chwilę rozmyślając. Później wytłumaczyła sobie to tym że miał za dużo wypite i udała się pod prysznic.
Po jakiś dwudziestu minutach wyszła już ubrana w piżamę i położyła się do łóżka. Dużo myślała o dzisiejszym dniu. Nie dawał jej spokoju ten napad w Londynie. Co to byli za ludzie? Czy to możliwe, że byli to Śmierciożercy? I właściwie kim był ten chłopak który im pomógł? Jedyne co zapamiętała to to, że miał takie piękne oczy. Wyłoniły się spod kaptura, kiedy oddał im różdżki. 
Duże stalowoszare tęczówki patrzyły na nią a w nich malował się strach.O nią? Kim był ten chłopak? Z takimi myślami zasnęła. A przez całą noc śnił jej się stalowoszary wzrok pewnego mężczyzny.


* W moim opowiadaniu Fred przeżył wojnę, jako jeden z nielicznych.

I oto mam pierwszy rozdział ;)
Mam nadzieję że się wam spodoba.
Jeśli ktokolwiek tutaj jest to proszę się ujawnić w komentarzu. :)
~~ Pozdrawiam Mopsicaa.


7 komentarzy:

  1. ja zaczyna, czytac opowiadanie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurde, to romione, fremione, dramione, czy coo? Jak dobrze, że nie muszę pisac, że czekam na kolejny rozdział, bk już jest <3 super !

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo fajnie się zapowiada, lecę czytać dalej:P
    szaneyka

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak jak obiecałam, jestem.
    Trudno powiedzieć, czy to romione, fremione, cy dramione, ale obstawiam na to ostatnie. Dobrze, że nie zaczyna się tak jak większość blogów; peron&pociąg&Hogwart.
    em.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niby dopiero pierwszy rozdział a już się dzieje :D
    Czad! Żałuję, że dopiero teraz Cię znalazłam, jednak wszystko obiecuję nadrobić :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Po prostu wspaniałe! Lecę czytać dalej!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiepskie. Bardzo kiepskie. Akcja dzieje się zbyt szybko. Za dużo się dzieje.

    OdpowiedzUsuń