wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 10.

Przekraczając próg salonu natknęli się na niemałą niespodziankę. Dotychczas śpiąca Cho teraz siedziała na kanapie i bredziła coś do Alex. Blondynka spoczywała na dużym fotelu spory kawałek od niej. Wyglądała na przestraszoną.
-Hermiono, ja naprawdę nie chciałam jej obudzić, ona samaa.- zaczęła panna Tomlinson.
-Spokojnie Al.- Gryfonka ruszyła w stronę Chang a w jej ślady udał się Teren.
-Jak się czujesz?-spytała Hermiona przysiadając obok Krukonki. Dziewczyna rzuciła jej się na szyję i zaczęła rzewnie płakać. Panna Granger była zszokowana zachowaniem dziewczyny, przecież nigdy za sobą nie przepadały a tu taki śmiały gest w jej kierunku. Mimo to nie odepchnęła jej.
-Tam było strasznie.. Oni mnie torturowali a potem bili.- ponowny potok łez wylał się spod powiek czarnowłosej.
-Spokojnie już, jesteśmy bezpieczni, połóż się i odpocznij.- zaproponowała Hermi. Cho wykonała jej polecenie i z powrotem ułożyła się na wygodnej kanapie patrząc w jeden punkt gdzieś na ścianie.
- O czym ona gada?-spytała przestraszona i zarazem zaintrygowana Alex.
-Nie ważne.- mruknął oschle Terence. Chłopak siedział na oparciu kanapy i trzymał rękę na ramieniu Hermiony. Nagle z małego korytarzyka który znajdował się obok salonu doszły rozbawione głosy Harry'ego i Pansy. Ślizgonka była owinięta białym puchowym ręcznikiem i miała duże wypieki na twarzy. Harry za to był w samych spodniach od dresu. Jego włosy sterczały we wszystkich kierunkach i miał lekko przyśpieszony oddech. Wszystkie pary oczu zwróciły się w ich stronę. Terence znacząco podniósł brwi do góry i uśmiechnął się szelmowsko.
-Cho, jak się czujesz?- szepnął Wybraniec zwracając swoją uwagę na Czarnowłosą.. Krukonka lekko się uśmiechnęła.
-Dobrze.- odpowiedziała słabym głosem.
-To wspaniale. Będziemy mogli dostać się do szkoły jak najszybciej.-ucieszył się Złoty Chłopiec- Hermiono masz może jakieś opatrunki w domu? Pansy się pogorszyło.-dodał zwracając się do przyjaciółki.
-Nie dziwię się.- Zaśmiał się Terence. Mopsica zgromiła go wzrokiem.
-Jasne, zaraz przyniosę.-powiedziała Hermiona po czym ruszyła do kuchni.
-Cześć, jestem Alex.- powiedziała donośnie blondynka na którą nikt do tej pory nie zwrócił uwagi.
-Cześć.-mruknęła Pansy wygodnie rozsiadając się na kolanach Wybrańca.
-Nie wiedziałam, że Hermiona ma aż tylu znajomych w tej szkole. Zawsze opowiadała mi tylko o dwóch. Szczerze zawsze chciałam poznać Harry'ego.- Blondynka uśmiechnęła się promiennie i usiadła koło Terence'a. Chłopak uniósł brwi do góry i zmierzył dziewczynę zdziwionym spojrzeniem. Nie przepadał za nachalnymi dziewczynami a jak widać Alex do takich należała.
-Oo a dlaczego akurat Harry'ego?- zainteresowała się Parkinson, uśmiechając się kpiąco.
-Z tego co mi Hermiona opowiadała, to on jest fantastyczny. Miły, uprzejmy, stanowczy, spokojny a w dodatku przystojny. Nie widziałam go nigdy na zdjęciach u Hermi, powiedziała że nie ma żadnego, ale z tego co mówiła spodobałby mi się.- Blondynka jeszcze bardziej rozpromieniła się, a Pansy odruchowo złapała Harry'ego za rękę.
-Harry, nasz Złoty Chłopiec ma nawet fanów w świecie mugoli.-Zaśmiała się Parkinson gładząc rękę Gryfona. Wybraniec tylko prychnął i  przewrócił oczami.
-Harry, znalazłam tylko to.- Niespodziewanie w stronę Pottera poleciał mały, biały pakunek.Chłopak jednym sprawnym ruchem złapał go. Lata bycia szukającym jednak się opłacają. Pansy odwróciła głowę w stronę Alex i uśmiechnęła się złośliwie. Blondynka zrobiła się cała czerwona na twarzy i spuściła wzrok. Terence siedzący obok niej nagle dostał niepohamowanego ataku kaszlu.
-Dziękuję Hermiono.- powiedział rozbawiony Bliznowaty.
-Nie ma sprawy.-machnęła ręką.- Teren mógłbyś mi pomóc z przygotowaniem czegoś do jedzenia?- spytała Gryfonka uśmiechając się do Ślizgona. Relacje między nimi znacznie się ociepliły i zaczęli się do siebie coraz bardziej zbliżać.
-Oczywiście.- Chłopak wstał z kanapy i z wyrazem ulgi na twarzy pomaszerował za Gryfonką. Gdy już zniknęli z pola widoku, w salonie nastała krępująca cisza. Wybraniec delikatnie opatrywał kostkę dziewczyny a ta muskała opuszkami palców jego policzek. Cho leżała nadal w takiej samej pozycji i czasami przerywała ciszę swoim westchnięciem. Alex z zaciekawieniem przyglądała się swoim dłonią nie patrząc na nikogo. W myślach obwiniała się że nie spytała jak mają na imię. Przecież wypadałoby. A tak tylko zrobiła z siebie kretynkę na oczach nowo poznanych ludzi.Po dłuższej chwili uniosła wzrok i rozejrzała się. Zauważyła że nikt na nią nie patrzy więc wygodnie rozsiadła się. Spojrzała na szczyt schodów z których właśnie schodził przystojny brunet. Miał on rozwiane włosy i głębokie szare oczy. Swoim kolorem przypominały pochmurnne niebo w jesienne dni. Ubraną miał czarną bokserkę na którą narzucił dużą, ciemnozieloną bluzę i czarne jeansy. Podniósł swoje popielate tęczówki i natrafił na spojrzenie Alex. Momentalnie zatrzymał się w półkroku na schodach.
-Kim jesteś?-warknął.
-Jestem Alex Tomlinson, a Ty?- uśmiechnęła się do niego uroczo.
-Jestem Nott.- rzucił od niechcenia i udał się do dużego purpurowego fotela. Wziął z małej szafki pierwszą lepszą gazetę i błagał w myślach wszystkie bóstwa, żeby dziewczyna nie odezwała się do niego. Merlin był dzisiaj dla niego łaskawy. Dziewczyna  zrezygnowana opadła na kanapę uprzednio podpierając głowę na łokciach. Znudzonym wzrokiem zaczęła wpatrywać się w szczyt schodów. Długo nie musiała czekać, bo już po chwili pojawiła się na nim para uczniów Hogwartu. Dziewczyna schodząca po stopniach miała długie blond włosy i duże niebieskie oczy. Lekko się uśmiechała. Biała sukienka przed kolano odsłaniała jej zgrabne nogi. Luna trzymała z rękę wysokiego, rudego chłopaka. Jego oczy barwy błękitu były ciepłe i wesołe. Nos i policzki zdobiły mu różnej wielkości piegi. Miał na sobie, zwykłą białą koszulkę i szare dresy.
-Cho, kochana jak się czujesz?- wykrzyczała blond Krukonka puszczając się biegiem w stronę kanapy.
-Lepiej.- uśmiechnęła się do niej czarnowłosa. Nadal miała podkrążone oczy ale jej głos wrócił do normy.
-Jak się cieszę nie masz nawet pojęcia. Strasznie się bałam że to może być coś poważnego.- mówiła Luna z wyrazem ulgi na twarzy. Cho w odpowiedzi tylko się uśmiechnęła.
-Jestem Alex.-wtrąciła się blondynka zwracając na siebie uwagę. Wszystkie pary oczu ponownie skierowały się na nią. Nawet wzrok Teodora można było wyłapać znad gazety.
-Cześć jestem Luna, a to Ron.- blondynka powitała serdecznie Alex i wyciągnęła do niej swoją małą dłoń.  Ron w przeciwieństwie do niej nie był taki wylewny. Złapał Lunę za rękę i odprowadził w stronę kominka. Usiadł na podłodze i posadził blondynkę obok siebie, mówiąc coś do niej czule.
-Zabini odczep się!- nagle na samej górze schodów pojawiła się Rudowłosa dziewczyna. Miała na sobie tylko ręcznik związany na piersiach. Wszyscy zainteresowani zwrócili głowy w tamtym kierunku. Nawet Chang która leżała podniosła się teraz do pozycji siedzącej i spoglądała na dalsze poczynania.
-Ale Wiewióreczko, poczekaj na mnie.!- Za nią zaczął zbiec chłopak w białej koszuli i szarych spodniach. Był on dość wysoki i dobrze zbudowany. Jego ciemne włosy były rozwiane a brązowe oczy rozbawione.
Ron widząc całą sytuację, momentalnie poczerwieniał na twarzy i wstał z miejsca podbiegając do Blaise'a.
Złapał go za kołnierz koszuli i przygniótł do ściany.
-Czy on Ci się naprzykrza Ginny?- zapytał siostrę rudzielec.
-Nie Ronald, masz go zostawić. NATYCHMIAST!.- ryknęła Ginevra. Podziałało, chłopak puścił Ślizgona i oddalił się na swoje miejsce mrucząc coś pod nosem. Zabini spojrzał na młodą Weasley i uśmiechnął się figlarnie. Dziewczyna tylko prychnęła pod nosem i udała się z powrotem po schodach w górę. Ślizgon zrezygnowany opadł na kanapie obok Alex. Obrócił głowę w jej kierunku i zdziwiony podniósł brwi do góry.
-Jestem Alex.-wyjaśniła pośpiesznie dziewczyna. Chłopak westchnął i potarł dłonią twarz.
-To ja może zobaczę co u Terena i Hermiony.- Blondynka wstała z miejsca i udała się do kuchni. Gdy już za nią zniknęła pierwszy odezwał się Nott.
-Co tu kurwa jest grane?!- Teodor rzadko kiedy przeklinał i był taki wybuchowy. Zazwyczaj był bardzo spokojnym i opanowanym człowiekiem. Przyczynami jego nagłych ataków złości musiała być tylko wyjątkowa sytuacja. Jak widać teraz taka była.
-To ja wychodzę.-oznajmiła Pansy i czmychnęła do łazienki. Nieliczni wiedzieli jak wygląda zdenerwowany Nott, i wtedy po prostu woleli usunąć mu się z drogi.
-Uspokój się! To się da wyjaśnić! Jeszcze trochę a wrócimy do Hogwartu.- sytuacje postanowił załagodzić Wybraniec.
-Najpierw to musimy się jej pozbyć!- Ślizgon zaczął nerwowo chodzić w tę i z powrotem po salonie.
-Co wy tak się drzecie? Słychać was aż  u góry.- Po schodach schodziła właśnie Ginny przy boku Neville'a. Chłopak ujrzawszy Cho, od razu nabrał tempa i zbiegł wprost pod stolik potykając się o ostatni stopień. W pokoju dało się usłyszeć dźwięczy śmiech Zabiniego i Malfoy'a. Ten drugi właśnie pojawił się na szczycie schodów. Platynowe włosy były ułożone w artystyczny nieład i można by powiedzieć że jego oczy choć na chwilę straciły dawny lód, który zamieszkiwał w nich od kilkunastu lat. Ubrany był w elegancką, białą koszulę z kołnierzem pod którym związany był krawat w barwach Slytherinu. Czarne spodnie wyprasowane na kancik idealnie do niej pasowały.
-Longbottom ofermo nawet po schodach nie umiesz zejść.-zaśmiał się pogardliwie blondyn. Policzki Neville'a zaczęły robić się coraz bardziej czerwone. Zawstydzony z pomocą Ginny podniósł się z podłogi i ze spuszczoną głową podszedł do miejsca gdzie siedziała Cho.
-Jak się czujesz?-wyjąkał.
-Mogłabym Cię spytać o to samo.- uśmiechnęła się Krukonka poprawiając mu kosmyk ciemnych włosów. Chłopak uśmiechnął się delikatnie i usiadł na podłokietniku kanapy. Razem z Cho pogrążył się w rozmowie. Teodor  odrobinkę się uspokoił  już nie drążył tematu Alex. Usiadł z powrotem na fotelu i czekał na posiłek. Po chwili Teren, Hermiona i Alex wnieśli do salonu talerze, sztućce i jedzenie. Zapanował odgłos nakładanych dań i gwar rozmów. Uwagę Malfoy'a przyciągnęła Hermiona która była pogrążona w rozmowie z jakąś blondynką. Draco nie miał okazji jej poznać, więc domyślił się, że to mugolka. Hermiona uśmiechała się promiennie i miała  takie ciepłe czekoladowe tęczówki. Jej twarz w kształcie serca zdobiły ciemne loki. Była naprawdę piękna. Sam Draco musiał to przyznać. Ślizgon przez chwilę przyglądał się Granger po czym jego uwagę przyciągnęła mała sówka siedząca na parapecie. Niezauważalnie wstał od stołu i podążył do okna. Ostrożnie otworzył je i wziął od sowy pakunek. Był to Prorok codzienny prenumerowany przez Hermionę. Gdy już ptak odleciał Smok ponownie skierował się do stołu. Nadal trzymając w ręce gazetę sięgnął po kubek z kawą. Rozwinął Proroka na pierwszej stronie i pogrążył się w lekturze. Nie trwało to jednak zbyt długo, ponieważ upuścił szklankę trzymaną w ręce. Napój rozlał się po całym stole niszcząc obrus. Wszystkie głowy siedzące w pobliżu skierowały się na blondyna.
-O kurwa, nie dobrze.- jęknął przełykając ślinę. Jak widać nie miał zbyt dobrych wieści.

Witam ;)
Kolejny rozdział, trochę długo musiałyście  na niego czekać, ale jest :D
Miłego czytania.
~~ Buziaki Mopsica ;*


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 9.

Była to dość obskurna uliczka. Na ścianach było pełno graffiti i wulgarnych napisów. Pod ścianami rozsypane były śmieci i poprzewracane kosze. Gdzie nie gdzie biegały szczury.
-Obrzydliwe.-skomentował Zabini.
-Chodźcie i starajcie nie rzucać się w oczy.-szepnęła Hermiona.
-Haha chyba sobie żartujesz! Zobacz dwunastka czarodziejów którzy wyglądają jakby walczyli na wojnie.I my mamy niby nie rzucać się w oczy? -prychnął Draco.
-Zamknij się pieprzony Śmierciożerco.- Warknął na niego Ron.
-Zamknij ryj Łasicu, bo ja Ci go zamknę.-zagroził Draco, podwijając prawy rękaw.
-Zachowujcie się! Chociaż raz.! Ron odpuść. -Krzyknęła Ginny. Młodzi czarodzieje niechętnie odwrócili od siebie wzrok.
-Chodźcie.-rzuciła Hermiona. Cała grupa skierowała się do wyjścia z zaułku. Bezwładne ciało Cho podążało w ramionach Neville'a. Chłopak niósł ją pewnie a zarazem delikatnie. Przypatrywał się jej śpiącemu ciału. Wyszli na dość tłoczną ulicę. Przechodnie przyglądali im się jak jakimś narkomanom.Cóż się im dziwić. Byli brudni ich włosy były potargane a ubrania podarte. No może z wyjątkiem Rona, bo on w ogóle nie miał górnej części stroju. Hermionie było strasznie głupio, ponieważ w każdej chwili mógł ich zobaczyć jakiś jej mugolski znajomy.
-Co się tak kurwa patrzysz?!-Blaise już nie wytrzymał. W pewnej chwili zatrzymał się i krzyknął do jakiegoś przechodnia. Chłopiec ten miał może około 12lat. Dziecko rozpłakało się i uciekło.
-Zachowuj się Diable.- upomniał go Terence.- Mieliśmy nie zwracać na siebie uwagi.-dodał. Zabini tylko prychnął i ruszył dalej. Dochodzili właśnie do rogu ulicy i już mieli skręcać na osiedle domków jednorodzinnych gdy nagle usłyszeli głos.
-Proszę się zatrzymać.- w ich kierunku biegło dwóch funkcjonariuszy mugolskiej policji.
-Uciekajcie.!-krzyknęła Hermiona.
-Co to?-spytał zaintrygowany Nott.
-To mugolska policja, jeśli nas złapią nie będzie z nami dobrze.-dodała i zaczęła biec. Reszta ruszyła pędem z nią. Słyszeli za sobą krzyki funkcjonariusza ,jednak nie myśleli by się zatrzymać. Śmiali się z obecnej sytuacji. Skręcili w jedną z bocznych uliczek, zupełnie gubiąc mężczyznę.
-I co teraz?- spytała Pansy siadając na jednym z koszy na śmieci.
-Teraz musimy dostać się do mojego domu. To nie jest daleko. No dalej idziemy, im szybciej tym lepiej.- Nie oglądając się na nikogo ruszyła dalej.
-Wariatka.- krzyknęła za nią Ginny śmiejąc się. Ślizgoni tylko prychnęli. Szli dobre pięć minut. Mijali najróżniejsze domki jednorodzinne. Już po chwili stanęli na przeciwko dużego, kremowego budynku. Otoczony on był drobnym, drewnianym płotkiem. Hermiona ruszyła w kierunku dużych drewnianych drzwi. Upewniwszy się, że nikt ich nie obserwuje, wyciągnęła różdżkę i stuknęła nią we wrota. Zamek kliknął i odpuścił.
-Zapraszam.- powiedziała Gryfonka robiąc zgrabny gest ręką. Pierwsza próg przekroczyła Ginny. Kiedyś już była u Hermiony i ode tego czasu niewiele się zmienił. Mały, skromny ale gustownie umeblowany korytarz prowadził do salonu. Ściany o kawowym odcieniu idealnie komponowały się z ciemną podłogą która przykryta była białym puchowym dywanem. Na samym środku stałą duża biała kanapa z której był idealny widok na telewizor. Obok kanapy stała mała szafka a na niej czerwona lampka nocna. Kawałek dalej stałą duża drewniana komoda na której była masa fotografii. Każde przedstawiało rodziców Hermiony. Niestety na żadnym nie było jej. Neville położył Chang na dużej kanapie.
-Schody na górę prowadzą do łazienek i pokoi, rozgośćcie się a ja pójdę do sklepu po coś do jedzenia.-oznajmiła Hermiona i skierowała się do drzwi.- Proszę pilnuj ich.-szepnąła gdy przechodziła obok Harry'ego.Gdy zamknęły się za nią drzwi wszyscy wybuchli. Zaczęli na siebie krzyczeć i kłócić się o łazienkę. Wybraniec zaczął ich uspokajać ale nic to nie dało. Nie zwracali na niego najmniejszej uwagi.
-Zamknąć się!- ryknęła Pansy, która z zbolałą miną siedziała na oparciu fotela i masowała swoją stopę.
-Dziękuję.-szepnął do niej Harry. Dziewczyna posłała mu delikatny uśmiech.-  Jak już wiecie w domu są dwie duże łazienki u góry i jedna mniejsza na dole.-kontynuował.- Jedną u góry zajmą dziewczyny a drugą faceci. Tą na dole udostępnicie Pansy, ponieważ jest w niej wanna a ona pod prysznicem z tą nogą nie ustoi. W jakiej kolejności skorzystacie z łazienki to już wasza sprawa.-dokończył i pomógł Ślizgonce wstać. Po chwili znikli w małym korytarzu prowadzącym do łazienki na dole.
-Super.-mruknął niezadowolony Zabb.
-Ja pierwszy!- usłyszeli krzyk na samej górze schodów i zobaczyli jak Terence znika na ich końcu.
-No i chuj.-skomentował Draco. Wszyscy pomaszerowali za nim na górę. W tym samym czasie Hermiona zbliżała się do najbliższego sklepu spożywczego w okolicy. Właśnie miała do niego wchodzić gdy usłyszała, że ktoś woła jej imię. Odwróciła się i ujrzała uśmiechniętą twarz Alex. Była to jedna z jej koleżanek z mugolskiej podstawówki. Była to ładna blondynka o dużych zielonych oczach. Miała piękny promienny uśmiech i lekko zadarty nosek. Ubrana była w białą sukienkę z małymi kwiatkami w różnych kolorach. Na ramię miała zarzuconą dużą torbę wypełnioną książkami.
-Hermiona, co Ty tutaj robisz? I jak Ty wyglądasz coś się stało?- zapytała blondynka lustrując ją wzrokiem.
-Cześć Alex, mi też miło Cię widzieć.-zaśmiała się Herma. Już po chwili Al do niej dołączyła.
-Mieliśmy mały wypadek i musieliśmy zatrzymać się u mnie na chwilę zanim wrócimy do
szkoły.-odpowiedziała Panna Granger jak już skończyły się śmiać.
-'Mieliśmy'?-uniosła znacząco brwi do góry uśmiechając się tajemniczo.
-Eh, moi znajomi są ze mną.-dodała trochę ciszej mając nadzieję że blondynka nie będzie chciała poznać jej czarodziejskich znajomych. Myliła się.
-Ohh Hermi, przedstawisz mnie? Proszęęę.-zrobiła maślane oczka.
-Nie wiem czy to dobry pomysł. Wiesz oni nie są stąd.-chciała się wykręcić ale uległa pod spojrzeniem oczu koleżanki. Miały one zupełnie inne odcień  niż te Harry'ego. Były one bardziej  zakręcone, i czaiły się w nich ogniki szaleństwa. Harry zaś miał bardzo spokojne i poważne spojrzenie.- No dobrze.-zgodziła się.  Przechodnie zaczęły się na nie dziwnie patrzeć gdy zielonooka zaczęła skakać z radości po całym chodniku. Z takich małych rzeczy potrafiła cieszyć się z jak najwspanialszego prezentu.
-Ej Alex a Ty nie powinnaś być w szkole?-spojrzała na jej torbę wypełnioną szkolnymi przyborami. Dziewczyna tylko machnęła lekceważąco ręką.
-Szkoła nie ucieknie. To co idziemy do tego sklepu a potem do Ciebie?- uśmiechając i wskazując głową drzwi sklepu.
-Ahh, tak.-zgodziła się Gryfonka, i obie skierowały się do wejścia. Gdy dziewczyny robiły zakupy Teren zdążył już wykąpać się i włożyć nowe ubrania. Swoje stare oczyścił i przetransmutował na zupełnie coś innego. Wyszedł z łazienki i wpuścił do niej Rona który złośliwe po przepychał innych i z impetem zamknął za sobą drzwi. Oczywiście to zachowanie nie obeszło się bez złośliwych uwag i przekleństw względem Rudego. Higgs pokręcił głową i udał się w głąb korytarzem. Po chwili stanął na przeciw dużych, białych drzwi. Delikatnie położył dłoń na klamce o pchnął je. Wszedł do średniej wielkości pokoju o fioletowych ścianach. Zorientował się, że to pokój Hermiony. Na środku stało duże białe łóżko a na nim zielony pluszak kształtem przypominający żabę. Na przeciw posłania stała jasno brązowa komoda a na niej ramka ze zdjęciem. Chłopak ostrożnie wziął ją do rąk. Fotografia przedstawiała Hermionę, Ginny, Rona, Harry'ego i bliźniaków Weasley. Fotka była magiczna więc postacie na niej mrugały i kiwały do widza. Starsza Gryfonka przytulała się do Freda a Ginny do Harry'ego. George czochrał włosy Rona a ten chciał od niego uciec. Przyjaciele stali przed Norą. Na twarzy każdego z nich widniał piękny, szczery uśmiech.Gdy już odłożył ramkę na poprzednie zdjęcie jego uwagę przyciągnął duży regał z książkami. Podszedł do niego i wyciągnął pierwszą lepszą książkę z brzegu. Trafił na jakiś mugolski wolumin. Przejrzał kilka kartek po czym odłożył go, nic z tego nie rozumiejąc.  Ostatni raz omiótł spojrzeniem wnętrze pomieszczenia i wyszedł z niego zamykając drzwi za sobą. Zszedł schodami na dół. W salonie było pusto, jedynie ciało Cho nadal leżało w takiej samej pozycji jak je zostawili. Nie wnosił wielkich nadziei, że jeszcze dzisiaj się wybudzi. Poszedł i usiadł na fotelu obok. Jego uwagę przykuła mała płytka z kolorowymi guzikami. Był to pilot do telewizora. Chłopak sięgnął po niego i zaczął dusić różne przyciski. Nagle zauważył że duży ekran ożywił się. Na kanale który aktualnie się włączył transmitowano jakiś program rozrywkowy.  Chłopak tak zafascynował się tym mugolskim sprzętem, że nie zauważył jak drzwi domu się otworzyły a w nich stanęła Hermiona i Alex z siatkami pełnymi zakupów.
-Terence?- zagadnęła go Gryfonka uśmiechając się pod nosem.
-Nie teraz, ten mugolski sprzęt jest bardzo interesujący. Muszę spytać Hermionę jak on się nazywa.- powiedział, nie zwracając uwagi na osoby które stoją za nim. Hermiona zaniepokojona spojrzała na Alex która nie miała pojęcia o co chodzi. Żeby rozładować atmosferę zaczęła się śmiać.
- Teren co Ty wygadujesz, przecież to telewizor, ty zawsze te żart w głowie.- Chłopak obrócił się i ujrzał ją. Od razu wstał z kanapy i pobiegł odebrać od niej zakupy. Przelotnie spojrzał na Blondynkę, która pożerała go wzrokiem. No tak przecież Ślizgon był jednym z najprzystojniejszych chłopaków w całym Hogwarcie. Dobrze o tym wiedział ale nie specjalnie to wykorzystywał.
-Oo Hermi, nie widziałem Cię. Kto to?- spojrzał na Zielonooką która mrugała do niego zalotnie. Cłopak uśmiechnął się do niej z politowaniem, mimo wszystko nadal zostawał wychowankiem domu Węża.
-To jest Alex Tomlinson. Alex to jest Terence Higgs.- Blondynka ochoczo wyciągnęła dłoń do Terence'a. Chłopak delikatnie uścisnął ją.
-Pokażesz mi gdzie kuchnia odniosę to.?- swoje pytanie skierował do Hermiony.
-Jasne. Alex mogłabyś tu chwilkę zaczekać. Nie przejmuj się Cho. Ona śpi, nie martw się nie obudzisz jej.- powiedziała koleżance i razem z Terencem udała się do kuchni. Gdy już przekroszyli jej próg głos zabrał Teren.
-Mogłabyś mi powiedzieć co ona tu robi? Przecież w domu jest dwunastka czarodziejów. Cho zapadłą w jakiś cholerny sen, Pansy jest w fatalnym stanie, łasic nie ma odpowiedniego ubrania no i Draco. Dobrze wiesz, że to go przerośnie.
-Co go przerośnie?-spytała Hermiona, zwracając uwagę tylko na wzmiankę o blondynie.
-Co go przerośnie? Ona!-w tym momencie wskazał palcem na drzwi.- Ona jest muglem. Wiesz że Smok nie za bardzo lubi takie towarzystwo, a po za tym nie powstrzymamy niektórych przed używaniem czarów i zadawaniem takich pytań jak ja na przykład wtedy w salonie.
-Głupia ja! Zupełnie o tym nie pomyślałam.- Spuściła wzrok na swoje buty, ponieważ zrobiło jej się strasznie głupio. Ślizgon widząc to przyciągnął ją do siebie i przytulił. Ku jego ździwieniu nie odepchnęła g. Wręcz przeciwnie, wtuliła się w jego umięśniony tors.
-Coś się wymyśli, chodźmy tam lepiej.-szepnął i odsunął ją od siebie. Skinęła tylko głową i oboje wyszli do salonu.


Witajcie,
przepraszam że tak późno ale  nie miałam weny. Kompletnie nic. Rozdział też nie jest zbytnio ciekawy, ale jakoś muszę nawiązać do kolejnego.
~~ Pozdrawiam Mopsicaa ;*

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 8.

Powoli zaczynało świtać. Blade promienie przebijały się przez zgliszcza Zakazanego lasu. Nie dawały one dużo jasności, ale choć trochę rozjaśniały te ciemności. Poruszali się bezszelestnie. Starali się odnaleźć drogę powrotną do zamku. Hermiona zdała sobie sprawę, że teraz, gdy sunęła przez Zakazany Las to miała wiele czasu na namysły. Słyszała najlżejsze dźwięki, które ją odprężały. Chłodne, poranne powietrze i ten szum drzew poruszanych wiatrem. Odprężało ją to. Ta zmiana była w pewnym sensie niepokojąca, ale Hermionie się podobała. Jednak, co oczywiste nie wierzyła w żadne głębiwtryski i tego typu wymyślone przez Lunę rzeczy. Nagle zarośla stały się rzadsze, a drzewa nie były tak wielkie jak wcześniej. Po chwili wyszli na polankę. Nie była ona duża. Słońce oświetlało dwa duże kamienie znajdujące się na niej.
-Zróbmy przerwę.-powiedziała błagalnie Cho. 
-Nie dam rady iść dalej.- szepnęła Pansy opadając na jeden z kamieni. Nie wyglądała najlepiej. Z jej nogą nie było najlepiej. Po długiej ucieczce przez trollem pogorszyło jej się. Kostka ponownie zaczęła puchnąć i boleć. 
-Dobra odpocznijcie a ja przejdę zobaczyć co dalej..- rzekł Teo. On jako jedyny nie wyglądał na zmęczonego.Wszyscy podziwiali jego wytrzymałość i zapał. Zawsze zachowywał spokój wtedy gdy inni panikowali. Nim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć chłopak już zniknął.
-Świetnie.- burknął Zabini kopiąc mały kamień który leżał przed nim. Zaczął ze zdenerwowaniem chodzić w tą i z powrotem. Draco zaczęło bardzo to irytować więc odszedł spory kawałek od niego. Usiadł na ziemi i zaczął się rozglądać. Kawałek dalej ujrzał sylwetkę Hermiony przysiadającą na kamieniu obok Ginny.Była ewidentnie zmęczona. Blada, cienie pod oczami i same oczy. Były takie puste.W sumie to każdy z nich tak wyglądał. Masowała obolały kark rozmawiając z Rudą. Gdy Draco tak przyglądał się Gryfonce, koło niego usiadł Terence. Chwilę się mu przyglądał a potem rzekł.
-Jeszcze Ci nie przeszło?-Draco wzruszył ramionami.
-Nie wiem o czym mówisz.- odparł. Higgs tylko pokręcił głową.
-Smoku, przestań udawać. Ja wiem co się stało w trakcie bitwy.- Teren uśmiechnął się lekko. On był inny niż wszyscy Slizgoni. Tiara zastanawiała się czy nie przydzielić go do Ravenclawu ale ostatecznie wybrała Slytherin. Draco westchnął.
-Dobra Stary, ale nie musisz mi tego wypominać, jasne?
-Jasne.- potwierdził Teren. Przez chwile panowała cisza. W oddali było słychać szepty innych i chichot Luny. Młody Malfoy mimowolnie spojrzał na Rona. Automatycznie skrzywił się na widok Rudego który szczerzy się do tej wariatki Lovegood. Jak on mógł zostawić Hermione dla niej. Czasami miał ochotę potraktować go najsilniejszym cruciatusem na jakiego go było stać. Te złowieszcze rozmyślanie przerwał im Nott który właśnie przedzierał się przez krzaki w ich kierunku.
-Znalazłem strumień.-oznajmił dumnie wypinając pierś. 
-Gdzie!?-Krzyknęła Cho która była w strasznym stanie. Widać że była głodna i spragniona.
-Chodźcie to wam pokaże.- Oznajmił i ruszył z powrotem w stronę z której przyszedł. Powoli podnieśli się i ruszyli za nim. Chwile później  stwierdzili że nie był to zbyt dobry pomysł. Ron który szedł jako ostatni nie zauważył wystającego pnia i z impetem padł przed siebie w błotną kałużę. Pobrudził się przy tym okropnie. Gdy wszyscy się zorientowali co przydarzyło się Rudemu Draco wpadł w niepohamowany śmiech. Jego głośny rechot przeszył prawie całą puszczę. Ronald zrobił się cały czerwony na twarzy.Był już na skraju wybuchu. Ostrożnie podniósł się i wytarł dłonią oczy. Pierwsze co zobaczył to stojącą przed nim blondynkę. Wyraz jej twarzy był nieodgadniony. Wychylił się za jej ramię i zobaczył Malfoy'a który trzyma się za brzuch i wyje ze śmiechu.
-Zaraz nie będzie Ci do śmiechu Ty tleniona pokrako!- wydarł się i wyciągnął pośpiesznie różdżkę. Nim blondyn się zorientował wisiał już do góry nogami. Mimo to zachował dumę. Przybrał na twarz swój kpiący uśmieszek i pokręcił głową.
-Ron opuść go.- Hermiona złapała Rudzielca za szatę. Skrzywiła się na smród jaki od niego emanował. To raczej nie było zwykłe błoto. 
-Bronisz go tak?!- krzyknął prosto w jej twarz. Dziewczyna opuściła wzrok. Nie chciała patrzeć mu w oczy po tym jaki dla niej był. Zostawił ją dla Luny. I na dodatek miał czelność podnieść na nią głos. 
-Nie bronie go ale zachowujesz się jak dziecko!- warknęła odsuwając się od niego. W tym czasie młody Malfoy machnął różdżką i niepostrzeżenie osunął się na ziemię. Wykorzystał nieuwagę Weasley'a i już po chwili to on wisiał nogami do góry. Blondyn zabrał mu różdżkę i stał przed nim z założonymi na tors rękoma. 
-No, no no.- uśmiechał się kpiąco.
-Puszczaj mnie ty Tleniona Fretko.- Krzyknął szamocząc się. Ron nigdy nie umiał zachować spokoju. Ginny w tym czasie chciała rzucić jakimś zaklęciem w Smoka, ale Blaise złapał ją i mocno przytrzymał. Dziewczynę przeszyło ciepło po całym ciele. Opuściła różdżkę i przyglądała się co będzie dalej.
-Silencio*-mruknął Malfoy. Ron nie mógł wymówić ani słowa.- Od razu lepiej. Aguamenti**.- wyszeptał i już po chwili z jego różdżki wytrysnął strumień zimnej wody. Skierował go w Rudzielca. 
- Może ochłoniesz i przestaniesz śmierdzieć.- te słowa wywołały śmiech. Nawet Harry zaśmiał się cicho. Chłopak do tej pory nie wtrącał się. Luna która stała kawałek dale przyglądała się temu wszystkiemu z szeroko otwartymi oczami i zakrytymi dłonią ustami. 
-Starczy już.-wyszeptała. Malfoy powoli opuścił chłopaka i ten już po chwili stał na ziemi kaszląc. Blondyn nie za bardzo się tym przejął. Wziął swoją bluzę i poszedł przed siebie. Zanim ruszyła reszta. Luna wzięła pod rękę Rona, który ledwo łapał oddech. I skierowali się za innymi. Hermiona widziała kawałek przed sobą sylwetkę blondyna. Znów jest taki jak kiedyś. Cyniczny i bezczelny. No ale jakby patrzeć z innej strony przecież nic takiego nie zrobił. Całą drogę do strumienia po jej głowę zaprzątały myśli o pewnym Ślizgonie. Po dobrych pięciu minutach dotarli nad mały potok. Pierwsza do niego popędziła Cho. Nabrała wody w dłonie i zaczęła pić. Woda była chłodna i łagodziła pragnienie. Wszyscy skierowali się tuż za nią. Hermiona nabrała trochę cieczy w dłonie i nachyliła się. Nagle usłyszała krzyk Neville'a. Podniosła wzrok i ujrzała bezwładnie leżące ciało Cho na ziemi, obok niej kucał Longbottom. 
-Nie pijcie tego!.- krzyknął Terence. Grupa szybko odsunęła się od źródełka. Podeszli do Krukonki która bezwładnie leżała na glebie. 
-Żyje.- oświadczył beznamiętnie Nott. Znów był taki spokojny. Podszedł do strumyka i machnął nad nim różdżką. 
-Czarna magia. Ktoś zaczarował ten zbiornik..-mruknął pocierając skronie.-Jak najszybciej możemy się wydostać z tego lasu.-dodał.
-No co Ty nie powiesz? Geniusz normalnie.-prychnął Ron. Nott zastanowił się chwilkę. Po rozmyśleniach odwrócił się w stronę nieprzytomnej dziewczyny. Kucnął obok. Wyglądała tak spokojnie. Miała miarowy oddech i lekko rozchylone wargi. Jej cera była gładka jak porcelana, długie, czarne włosy rozrzucone były po całej trawie w okół jej twarzy. 
-Zapadła w jakiś rodzaj snu. Nie wiem ile może to potrwać.- rzekł po czym wstał.
- Chcę już do domu.- mruknęła Luna opierając się o nagi tors Rona. Chłopak ściągnął koszulkę kilka chwil wcześniej i przewiesił ją przez gałąź jednego z drzew. Była mokra i nie nadawała się do użytku.- Szkoda że się nie da stąd teleportować mruknęła smutno.
-No tak!- uderzył się w czoło Draco.- Teleportacja, deportujmy się stąd.!-krzyknął uradowany.
-Malfoy, gdybyś przeczytał Historię Hogwartu wiedziałbyś..-zaczęła Hermiona ale przerwali jej zgodną grupą Gryfoni.
-że nie można deportować się na terenie Hogwartu. taa..-mruknęli.
-No właśnie na terenie Hogwartu a my jesteśmy w Zakazanym Lesie, tu pole będzie osłabione.- do konwersacji dołączył się Nott.
- A jeśli się nie uda możemy przecież się rozszczepić.- zaperzyła się Hermiona.
-Granger uspokój się.-upomniał ją Malfoy.- Warto spróbować.-dodał.
-Niech wam będzie.-burknęła obojętnie. 
-To gdzie się wybieramy?-wyszczerzył się Zabini.-do Hogwartu nie możemy. Może deportujemy się najpierw gdzieś gdzie będziemy mogli się ogarnąć bo wujcio Blaise nie czuje się najlepiej.- dodał i powąchał się po czym się teatralnie skrzywił.- wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-A co z Cho.-spytała Ginny, patrząc na ciało Krukonki. 
-No a co ma być? Zabieramy ją. Miałem Cię za mądrzejszą od twojego brata.- mruknął Draco.
-Nie pozwalaj sobie Malfoy!-wydarł się Ron.
-Do cholery nie zaczynajcie znowu!-odezwał się Harry.
-Możemy deportować się do mnie do domu.-powiedziała cicho Hermiona. Wszystkie oczy skierowały się na nią.- No co? Nikt tam nie mieszka odkąd rodziców nie ma.-dziewczyna posmutniała na wspomnienie rodziny.
-No dobra. Longbottom pokrako weź tą lale i chodź tu.- rozkazał Draco. 
-Malfoy nie zachowuj się jak skończony dupek!-zażądała Ginny. Blondyn tylko prychnął. Neville wziął na ręce bezwładne ciało Krukonki i już po chwili wszyscy stali w kole trzymając się za ręce.
-No Granger dalej.- ponaglił ją Smok. Chwilę później okręcali się wokół własnej osi by po chwili wylądować w jakiejś brudnej mugolskiej uliczce Londynu. 

*- Zaklęcie uciszające przeciwnika.
**-zaklęcie wytwarzające strumień wody z różdżki.


Cześć Kochane.
Jednak nie zawieszę bloga, przekonałyście mnie.
Jeśli chodzi o wątek Terence'a z Hermioną będzie takie coś nie martwcie się.
Jest jeszcze jedna rzecz. Mianowicie zachowanie Hermiony względem Draco. Postanowiła, że na razie nie ujawnię tego. W kolejnych rozdziałach wszystko się wyjaśni :)

~~ Pozdrawiam Mopsicaa. ;*


niedziela, 11 sierpnia 2013

Rozdział 7.

Hermione obudziło delikatne potrząsanie w ramię. Otworzyła oczy i zobaczył twarz Draco.
-Wstawaj i bądź cicho. Coś się do nas zbliża.- szepnął i obrócił się w stronę lasu. Dziewczyna ostrożnie wyciągnęła różdżkę i uczyniła to samo. Harry stał kilka metrów od nich i uważnie przyglądał się każdemu drzewu z osobna.
-Nie wydaje mi się żeby to było..- Urwał i obrócił się trochę w prawo. Wyraźnie słyszał że ktoś, albo coś idzie prosto w ich stronę. Wyglądało na to że jest coraz bliżej i jest to coś wielkiego.
-Szybko, uciekamy!- krzyknął Terence. Wszyscy złapali swoje rzeczy i puścili się biegiem ile sił w nogach. Nie patrzyli już za siebie. Po prostu uciekali jak najdalej tego co podążało za nimi. I coraz bardziej się zbliżało. Ciężki tupot był coraz bliżej, a oni mieli coraz mniej siły. Nikt jednak ani myślał się zatrzymać dopóki las się nie skończył, a oni nie stanęli na przeciw wielkiego bagiennego jeziora.
-I co teraz?! To jest coraz bliżej!-krzyknęła Cho, która dobiegła na samym końcu.
Nie musieli długo czekać na odpowiedź, ponieważ poczuli smród, a chwilę później zza drzew wyłonił się ogromny, gruby i zielony troll. Ryknął i od razu ruszył w ich stronę wywijając maczugą na wszystkie możliwe strony. Harry machnął różdżką i kilka kamieni powiększyło się. Kolejne machnięcie i ułożyły się w powietrzu nad błotnistym oczkiem.
-Dalej!- ryknął i złapał Pansy za rękę i pobiegli po kamienistej dróżce. Reszta uczyniła to samo. Biegli i biegli ale nie widać było końca. Po dziesięciominutowym biegu wreszcie zeskoczyli z kamieni. Znaleźli się w jakiejś ciemnej stronie tego lasu. Drzewa tutaj rosły bardzo blisko siebie. Na ziemi leżało dużo konarów oplecionych kującymi cierniami. Wszystko było spowite przerażającą ciemnością. Nagle zrobiło się cicho, zbyt cicho.
-Lumos- mruknął Teo. Reszta uczyniła tak samo. Przyglądali się otoczeniu ale nie zauważyli nic podejrzanego. 
-Nigdy jeszcze nie byłem w tej części lasu.-mruknął Harry.
-Musimy się stąd wydostać i to jak najszybciej.- powiedziała Hermiona.
-Wiecie ja... wpadłem na pomysł...yy żebyśmy może.. wysłali patronusa.. do McGonagall.- powiedział nieśmiało Neville.
-To wspaniały pomysł! A ktoś umie wyczarować patronusa i umieścić w nim wiadomość?-spytała Hermiona. Wszyscy pokręcili przecząco głową.
-No to leżymy. Ja kiedyś próbowałam tej dziedziny magii, ale udawało mi się umieścić tylko w nim jedno słowo. A to nam nie pomoże.-dopowiedziała kręcąc głową.
-Ej a gdzie jest Ron?-spytała Luna. Wszyscy rozejrzeli się po sobie. Blondynka miała rację nigdzie nie było Gryfona.
-Kto go widział po raz ostatni?- spytała Ginny a łzy napłynęły jej do oczu.
-Ja widziałam  go przed tym jak Neville zaczął mówić o patronusie.- odpowiedziała Luna spuszczając głowę.
-Patrzcie tam leży jego bluza.-Krzyknął Harry. Pod jednym z drzew leżała bluza Rudego. Gdy podeszli bliżej z wnętrza drzewa dochodziły dziwne odgłosy, jakby ktoś był w środku.
-To drzewo go pożarło!-rozpaczała Ginny.
-Jak mamy go stamtąd wyciągnąć tak żeby go nie uszkodzić?-spytał Nott.
-A kto powiedział, że mamy go nie uszkodzić?-spytał Draco podnosząc znacząco brwi i uśmiechając się przebiegle.
 -Malfoy! Przestań! Chociaż raz zachowaj powagę, wtedy gdy wymaga tego sytuacja!-krzyknęła Hermiona.
-Dobra, już dobra.- wycofał się kilka kroków do tyłu.
-Rozetniemy tego krzaka.- Harry wyciągnął różdżkę i zaczął stopniowo przecinać pień. Powoli konar zaczął się rozpadać a z niego wyleciało ciało nastolatka.
-Ron, Ron nic Ci nie jest?-spytała z troską Hermi. Mimo, że już nie byli razem troszczyła się o niego. Malfoy jedynie wzruszył ramionami.
-Nie, tam było strasznie.-powiedział ciężko łapiąc powietrze.
-Strasznie to my mamy tutaj z Tobą.- zaśmiał się kpiąco blondyn.
-Draco.-upomniał go Teren.-Co robimy dalej?-spytał.
-Musimy gdzieś się na razie ukryć, w dzień może będzie lepsza widoczność i się stąd wydostaniemy. Co wy na to?-spytała Pansy szukając wsparcia w Harrym. Sama nie chciała się przyznać przed sobą, że spodobał jej się Wybraniec. Wszyscy zgodnie pokiwali głowami i zabezpieczyli okolice zaklęciami ochronnymi.
-Mam pomysł!-krzyknął Zabimi.-Może dla zabicia czasu bliżej się poznamy i zagramy w butelkę?-spytał szczerząc się.
-To nie jest zły pomysł.-wzruszyła rękami Ginny. Chwile później wszyscy siedzieli już w kole twarzami do siebie. 
-A skąd weźmiemy butelkę geniusze?-spytał Draco kręcąc głową na boki.
-To nie problem.-rzekł Teo. Złapał jakąś suchą gałązkę, machnął różdżką i już po chwili w ręce trzymał zieloną butelkę. Chłopak naprawdę był dobry z transmutacji.
-Ja zaczynam- zapiszczał Zabini co wywołało ciche chichoty. Chłopak zakręcił. Butelka kręciła się z zawrotną prędkością. Później zwolniła i zatrzymała się na Harrym.
-Prawda czy Wyzwanie.-spytał Zabini z chytrym uśmiechem. Wybraniec przełknął ślinę. Nie chciał wyznawać publicznie swoich tajemnic. Zupełnie nie miał pojęcia o co może spytać go Ślizgon.
-Prawda.-wydukał. W około kilka osób zagwizdało.
-Uhuhu, podoba Ci się Parkinson?.-chłopak otworzył oczy ze zdumienia. Spojrzał niepewnie na Pansy. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko. Chłopiec-Który-Przeżył-By-Wkurzać-Ludzi skinął głową i wyszczerzył się do Ślizgonki.
-Teraz ja kręcę.- butelka kręciła się aż zatrzymała na  Lunie.-Pytanie czy wyzwanie?- zapytał Potter.
-Pytanie.-odpowiedziała.
-Hmm.? Co robiłaś z Ronem w pustej klasie po uczcie powitalnej?-zapytał Wybraniec uśmiechając się pod nosem. Hermionie jedna łza spłynęła po policzku.
-Nie pokazuj swoich emocji.- szepnął do niej Draco widząc że zaraz się rozpłacze. Skinęła głową i otarła kropelkę wierzchem dłoni.
-No myy..- dziewczyna otwierała usta żeby coś powiedzieć ale nic jej nie wychodziło.
-A no tak, zapomniałem to jest zaczarowana butelka nie można kłamać.- Zabini klasnął w dłonie.-No słuchamy.- wyszczerzył się przebiegle.
-My całowaliśmy się.-wydukała spuszczając głowę na dół i nie starając się patrzeć na Hermionę.
-Kręć.- Potter podał dziewczynie butelkę która tym razem zatrzymała się na Hermionie.
-Pytanie czy wyzwanie.- spytała.
-Zaryzykuję, wyzwanie.- odpowiedziała hardo. Wszyscy wytrzeszczyli oczy ze zdumienia.
-Pocałuj Malfoy'a.- zaśmiała się Blondynka. Hermiona mogła się wszystkiego spodziewać ale tego nie. Z przerażeniem spojrzała na blondyna który uśmiechał się  szelmowsko. Przełknęła ślinę i ostrożnie zbliżyła się do blondyna .On jednym energicznym ruchem przyciągnął ją do siebie i pocałował. Ich usta scaliły się w namiętnym pocałunku, pozwalając językom swobodnie tańczyć. Hermiona po raz pierwszy poczuła jakby lawina rozwścieczonych motylków uwolniła się w jej brzuchu. Jej serce biło niemal do bólu i dziewczyna miała takie wrażenie, że blondyn to samo odczuwał.  Nie mogła za bardzo sprecyzować tego uczucia, którym go darzyła. Gdy już było po wszystkim dziewczyna zaczerwieniła się ogniście i spuściła wzrok uprzednio kręcąc butelką, która zatrzymała się na Cho. Dziewczyna wybrała pytanie.
-Nadal czujesz coś do Harry'ego?-spytała Gryfonka.
-Nie.-odpowiedziała pytana.
W tym samym czasie Draco myślał cały czas o pocałunku z Hermioną. Nie całowała jak każda dziewczyna z którą był. Jej pocałunki oddawane były z pasą a zarazem z delikatnością. Nie wiedział jakim uczuciem ją darzy. Powinien czuć do niej odrazę a nie pożądanie. Później jeszcze bardzo długo się zastanawiał dlaczego tak właśnie było.

Mam zamiar pisać kolejne notatki ale na razie nie będę ich publikować, bo nie ma dla kogo. Komentarze dodaje tylko moja przyjaciółka żeby poprawić mi humor. Jest mi bardzo z tego powodu przykro.
Zawieszam bloga.
~~ Pozdrawiam Mopsicaa. ;*


sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 6.

      Nad nimi na jednym z drzew coś siedziało. Był to jakiś stwór wielkości niedźwiedzia. Ciemne upierzenie stroszyło się pod każdym kątem. Złote oczy przyglądały im się jak kolejnemu posiłkowi. Draco przełknął ślinę nie spuszczając wzroku ze zwierzęcia.
-Słuchajcie mnie teraz uważnie. Nie ważcie się krzyczeć ani uciekać dopóki wam nie dam znaku. Spójrzcie w górę. Jak powiem już, każdy rzuca zaklęcie oszałamiające i uciekamy.-szepnął tak aby każdy mógł go usłyszeć. Każda osoba podniosła wzrok do góry. Hermiona już chciała pisnąć z przerażenia, ale Teren zakrył jej usta dłonią.
-Już!- ryknął Draco. W stronę stwora poleciało kilkanaście zaklęć. Cała grupa ruszyła pędem w głąb lasu. Biegli ile sił w nogach. Przedzierali się przez ogromne liście co jakiś czas potykając się o wystające korzenie. Rozcinali sobie ręce i nogi biegnąc przez krzaki i ciernie. Nikt nie zwracał na to uwagi. . Czuli, że zaczyna brakować im tchu, jednak wciąż biegli dalej, co sił w nogach mimo, że od dawna nie słyszeli za sobą kompletnie niczego. Nagle ciszę przerwał głośny krzyk. Ptaki z pobliskich drzew uniosły się w powietrze. Pansy potknęła się o konar i nie miała siły się podnieść. Harry zawrócił. Jako jedyny znalazł w sobie odwagę do tego czynu. Podbiegł do Ślizgonki i wziął ją na ręce. Po kilku minutach sprintu dotarli na małą polankę.Oświetlał ją blask księżyca więc nie było na niej aż tak ciemno.
-Co to kurwa było!?-Krzyknął Zabini.
-Zamknij się!- uciszyli go wszyscy. Dalej nasłuchiwali podejrzanych odgłosów dochodzących z oddali.
-Sami się zamknijcie! To wszystko wasza wina, że Filch powlókł za wami dupe! Nie umiecie nawet być ostrożni, od razu musicie cały zamek na nogi postawić!-ryknął Blaise.
-Ah My? To wy wybraliscie takie dziadowskie miejsce na ten pojedynek! Co wam przyszło do głowy żeby o tej porze tu przychodzić?! Przecież są w zamku o wiele bezpieczniejsze miejsaca takie jak pokój życzeń na przykład.- oburzyła się Ginny.
-Uspokójcie się wszyscy!-teraz głos zabrała Hermiona.
-Nikt Cię o nic nie pytał Szlamo!
-Draco zluzuj.- ostrzegł go Higgs.
-Wszyscy się uspokójcie. Musimy coś wymyślić.-Wydyszał zmachany Wybraniec. Harry dobiegł jako ostatni. Ostrożnie ułożył Pansy na ziemi.
-Mogę?-szepnął wskazując na jej nogę. Dziewczyna skinęła głową potwierdzająco. Wybraniec delikatnie podwinął jej nogawkę oraz ściągnął but i skarpetkę. Ukazała mu się drobna stópka dziewczyny. Była lekko podpuchnięta i sina.
-Skręcona.-ocenił. Podwinął swój sweter i oddarł kawałek swojej białej koszuli którą miał ubraną pod spodem. Jednym machnięciem różdżki przetransmutował go w biały miękki bandaż. Stopniowo zaczął owijać nim jej stopę. Po skończeniu tej czynności zaklęciem wyczyścił białą skarpetkę Pansy i umieścił ją na jej nodze. Ostrożnie wsunął na  jej stopkę but i zawiązał go. Podniósł wzrok który spoczął na zielonych oczach Ślizgonki. Obserwowała go w milczeniu. Każdą czynność i tą troskę wymalowaną na jego twarzy.
-Engorgio*-szepnął i jeden z małych kamieni powiększył się. Wziął w ramiona dziewczynę i posadził ją na nim.
-Dziękuję.-szepnęła tak żeby tylko on mógł to usłyszeć. Wybraniec uśmiechnął się i odwrócił do reszty. Zaczął mówić.
-Słuchajcie może zostaniemy tutaj a dopiero rano wyruszymy do Hogwartu? Niebezpiecznie jest tu szlajać się po nocy.
-Popieram. Nałożymy zaklęcia obronne tak aby nas ostrzegły, że coś się zbliża.- poparł go Teo i zaczął wymawiać zaklęcia.
-Dobrze by było gdybyśmy usiedli w kręgu tyłem do siebie i zaczęli obserwować ten las.- wtrąciła się Ginny siadając na ziemi. Z prawej jej strony usiadł Zabini a z lewej Hermiona. Koło niej usiadł Draco. Nie miała odwagi na niego spojrzeć. Siedziała z opuszczoną głową patrząc na swoje buty. Może minęła godzina a może dwie, a ona nadal siedziała w takiej samej pozycji. Słyszała szepty innych. Obok niej cichutko chichotała Ginny. Jak widać dobrze dogadywała się z Zabinim. Hermiona delikatnie odwróciła się do tyłu, aby spojrzeć na innych. Pansy miała opartą głowę na ramieniu Harry'ego. Najwidoczniej zasnęła. Teo i Terem o czymś dyskutowali. Cho i Neville rysowali coś na pisaku znajdującym się koło nich. Ron szeptał coś Lunie do ucha na co dziewczyna rumieniła się.
-Co?!- szepnęła cicho.
-Co co?-spytał blondyn siedzący obok niej.
-Nic.-burknęła nawet na niego nie patrząc.-Ron, możemy porozmawiać?-spytała trochę głośniej.Rudy spojrzał na nią i kiwnął potwierdzająco głową. Wstali z miejsca i oddalili się od grupy.
-Ron musimy poważnie porozmawiać. Co się z Tobą dzieje?
-Nic, a co ma się dziać?.- mówiąc to nawet na nią nie spojrzał.
- No ja nie wiem. Ty cały czas chodzisz, marudzisz i się do mnie nie odzywasz, tylko zabawiasz Lunę!-Krzyknęła szeptem.
-Ah to, no bo widzisz Hermiono, zauważyłem, że nam się nie układa. Ja nic do Ciebie nie czuję.- chłopak spuścił głowę i zaczął grzebać butem w ziemi. Oczy dziewczyny zaszkliły się.
-Ty..ty. zrywasz ze mną?- szepnęła. Pierwsza łza spłynęła jej po policzku.
-Chcę nadal być twoim przyjacielem.- opuszkiem palca starł kropelkę z jej lica. Ostatni raz spojrzała w jego ciepłe, brązowe oczy. Odwróciła się bez słowa i wróciła na swoje miejsce. Usiadła ze spuszczoną głową i dała upust łzą. Pozwoliła aby słone kropelki żłobiły jej zarumienione policzki.
-Granger, co jest?-spytał Draco gdy zobaczył w jakim jest stanie. Dziwne było to, że tylko on to zobaczył. Nawet jej przyjaciółka tego nie dostrzegła.
-Nie ważne.-burknęła. Chłopak chwilę na nią popatrzył po czym wstał i pociągnął ją za sobą.
-Malfoy! Do cholery co Ty wyprawiasz?!- krzyknęła.
-Zamknij się i chodź!-pociągnął ją w stronę dużego kamienia na którym poprzednio siedziała Pansy. Draco posadził zapłakaną dziewczynę na nim a sam ukucnął obok.
-Teraz mnie posłuchaj i przestań się mazać do cholery. Łasic nie jest wart twoich łez, zrozum to w końcu.!-krzyknął szeptem patrząc w jej zapłakane oczy.
-Co Cię to w ogóle obchodzi?! Przecież dla Ciebie jestem nic nie wartą szlamą!-syknęła i już miała zamiar odejść ale chłopak złapał ją za nadgarstek i obrócił w swoją stronę. Podniósł jej twarz tak aby mógł spojrzeć w jej oczy. Te ciepłe, brązowe tęczówki w których było tyle szczęścia, wypaliły się. Wygasły przez jakiegoś nic nie wartego Wiepszleja.
-Dziewczyno ogarnij się! Nie jesteśmy w Hogwarcie, zauważ że się zgubiliśmy! Tak, zgubiliśmy się! Ktoś w końcu musiał to powiedzieć! Nikt nie wie gdzie jest droga do szkoły, utknęliśmy tutaj. Więc schowaj swoją gryfońską dumę i weź współpracuj a nie becz!-krzyknął jej do ucha. Właśnie takiego czegoś było jej trzeba. Postawił ją na równe nogi. Ale dlaczego to zrobił? Może faktycznie to on pomógł jej wtedy. Ale to przecież absurd.
-Dziękuję.- szepnęła cichutko spuszczają wzrok na buty.
-Dobra nie wzruszaj się tu. Między nami nic się nie zmieniło. Teraz chodź idziemy musisz się trochę zdrzemnąć.- Hermiona mogła przysiąc że gdy mu podziękowała dostrzegła mały błysk w jego chłodnych oczach. Ale gdy się tylko pojawił on go zniszczył. Zachował swoje emocje dla siebie. Nikomu ich nie okazuje. Usiedli z powrotem w ciszy.  Po kilku minutach Gryfonka zasnęła oparta o ramię Dracona.

Kolejny ;>  3 komentarze=nowy rozdział ;)
~~ Pozdraiam Mopsicaa ;*


piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 5.

       Na środku korytarza do góry nogami wisiał Neville. Chłopak szamotał się w powietrzu wywijając nogami, a w okół niego stała grupka Ślizgonów, który wyli ze śmiechu.
-DOŚĆ TEGO!- krzyknęła Hermiona i pognała w stronę całego zgromadzenia.
-Uhhuhu nasza Szlamcia.- uśmiechnął się kpiąco Malfoy, który winny był całemu temu zajściu.
-W tej chwili masz go odstawić na ziemię!-krzyknęła.
-Bo co mi zrobisz?-prychnął blondyn.
-Bo.bo ja odejmę wam punkty i..i.- coś nią wstrząsnęło. Zaczęła się jąkać i po chwili odebrało jej mowę. Stała tak patrząc mu prosto w oczy i zrozumiała coś. Wtedy gdy zaatakowano ją i Ginny widziała te same stalowe spojrzenie.
-To nie możliwe..-pomyślała. Straciła zupełne poczucie czasu. Nie wiedziała jak długo wpatruję się w niego.
-No co? Zachłysnęłaś się Szlamem?- te słowa sprowadziły ją do rzeczywistości.Wszyscy Ślizgoni ponowie wybuchli gromkim śmiechem, prawie wszyscy.Jeden chłopak opierał się o ścianę i spokojnie przyglądał się całemu zajści. Co jakiś czas pokręcił głową w niedowierzaniu. Hermiona  nie wytrzymała. Gorące łzy napłynęły jej pod powieki. Puściła się biegiem w przeciwnym kierunku i już po chwili zniknęła im z oczu.
-A Ty nic nie zrobisz?-spytał Harry Rona.
-A co ja mam niby zrobić.?-spytał patrząc na swoje dłonie.
-Jesteś Prefektem nie.?-wykrzyczał mu do ucha Harry. Ron tylko westchnął i powolnym krokiem podszedł do młodego Malfoy'a.
-Ehh no dobra weź Malfoy opuść Neville'a na ziemię. A po za tym odbieram Ci pięć punktów za używanie zaklęć na korytarzach i hmm..? pięć punktów za obrażanie Hermiony.- powiedział po czym odwrócił się w stronę przyjaciół.-Starczy?-dodał od niechcenia i podszedł pod klasę.Jego przyjaciele byli zszokowani. Harry już otwierał buzię aby coś powiedzieć ale przerwał mu surowy ton Profesorki która nakazała wejść im do klasy. W milczeniu przekroczyli próg pomieszczenia.
            Szatynka biegła ile sił w nogach. Dopiero gdy wybiegła na błonie uspokoiła się trochę. Usiadła pod rozłożystym dębem i skryła twarz w dłoniach. Nie była zupełnie świadoma, że pewien blondyn powolnym krokiem zbliża się w jej stronę. Ostrożnie i cicho usiadł na przeciwko niej i zaczął ją obserwować.
-Kimkolwiek jesteś zostaw mnie w spokoju..-wydukała łamiącym się głosem, nawet nie patrząc na osobę która jest przed nią. Chłopak ani drgnął. Nadal siedział i się jej przyglądał. Leniwie podniosła wzrok i spojrzała na niego.Gdy to uczyniła dostała małego szoku.
-Higgs?- zamrugała kilka razy aby upewnić się, że nie ma halucynacji.
-Możesz mi mówić Teren.- chłopak uśmiechnął się delikatnie po czym zmierzwił swoje blond kosmyki.
-Czego chcesz?- prychnęła niczym napuszona kotka.
-A dlaczego Ty jesteś taka niemiła? Ja tu przychodzę z dobrymi intencjami a Ty od razu się na mnie wyżywasz.- udał poważną minę. Hermiona mimowolnie zarumieniła się i spuściła głowę. Zrobiło jej się głupio, że tak się zachowała. Widząc to chłopak wybuchł szczerym niepohamowanym śmiechem.
-Przecież żartuję.-szturchnął ją łokciem.-Długo masz zamiar tu siedzieć i użalać się nad sobą?-spytał spoglądając na nią.
-Nie wiem.-mruknęła cichutko bawiąc się źdźbłem trawy.
-No więc chodź, lekcja już się zaczęła a wątpię, że chcesz opuścić ją już pierwszego dnia.-wstał wyciągając do niej dłoń.Dziewczyna spojrzała na niego podejrzliwie mrużąc oczy.
-A od kiedy Cię to obchodzi?
-A od kiedy skończyła się wojna. A teraz chodź mam plan. Dziewczyna niepewnie złapała się jego ręki i podniosła z ziemi.
-Teraz słuchaj mnie uważnie. Ty wejdziesz pierwsza do klasy i powiesz McStarejCnotce, że musiałaś odprowadzić jakiegoś dzieciaka do Skrzydła Szpitalnego.- dziewczyna na to określenie mimowolnie zachichotała. Chłopak widząc jej reakcję kontynuował.- A ja przyjdę po jakiś pięciu minutach i powiem, że Irytek wylał na mnie jakieś mazidło. Znając ją kupi to.- uśmiechnął się szelmowsko wzruszając przy tym ramionami.
-Dziękuję.- szepnęła dziewczyna spuszczając wzrok na swoje trampki. Dziwiło ją to, że Teren przyszeł z nią porozmawiać. Przecież takie zadanie leży po stronie jej przyjaciół  a nie jakiegoś Ślizgona. Chłopak popatrzył na nią i zatrzymał się.
- dalej idź już sama. Widzimy się za parę minut.- mrugnął do niej po czym usiadł na ławce koło jakiejś starej zbroi. Dziewczyna posłała mu piękny uśmiech po czym ruszyła żwawym krokiem w kierunku sali transmutacji. Myślała o tym czy plan Higgsa się uda. Doszła do drzwi. Delikatnie w nie zapukała a gdy już usłyszała zaproszenie to weszła do pomieszczenia.
-Dzień dobry.- przywitała się pokornie.
-Dzień dobry panno Granger, dlaczego się Panienka spóźniła.?-zapytała starsza kobieta spoglądając surowo na dziewczynę. Hermiona opowiedziała historię którą wymyślił Terence i jakoś podziałało. Profesorka kazała jej usiąść bez żadnych konsekwencji. Z przykrością stwierdziła, że miejsce koło jej przyjaciół jest zajęte więc udała się do jednej z pustych ławek pod ścianą. Po kilku minutach wpadł zdyszany blond Ślizgon.
-Pani Profesor....yhh.. Przepraszam za spóźnienie.. w drodze na lekcje.. Irytek wylał na mnie.. jakieś klejące mazidło i musiałem.. iść się przebrać.. z pokorą przyjmę zasłużoną.. karę.-Ledwo co wydyszał łapiąc z trudem oddech. Jak każdy Ślizgon chłopak był dobrym aktorem.
- Panie Higgs, proszę usiąść, tym razem obejdzie się tylko na upomnieniu.- Zadowolony chłopak pomaszerował na miejsce obok Hermiony. Wyciągnął swoje przybory i różdżkę. Zaczarował mały skrawek pergaminu na którym coś napisał i podał go Gryfonce. Dziewczyna rozwinęła karteczkę Porozrzucane literki złożyły się w zdanie.
'Kupiła to?'
Dziewczyna odpisała na pytanie i podała karteczkę Terence'owi. Chłopak chciał otworzyć karteczkę ale w tej samej chwili przechwyciła ją Profesor McGonagall. Rozwinęła papierek i przejechała po nim wzrokiem. Gdy skończyła jej spojrzenie padło na dwójkę uczniów siedzącą przed nimi.
-Każde z was traci po 2 punkty.- oznajmiła i odłożyła karteczkę na stole. Ślizgon zaczął niepohamowanie chichotać. Gryfonka wzięła do rąk karteczkę na której literki ułożyły napis.
'Też Cię kocham Teren.'
Dziewczyna spłonęła rumieńcem i schowała kartkę do kieszeni szaty. Spojrzała gniewnie na chłopaka który posłał jej przeprosinowy uśmiech. Całą lekcję siedzieli w ciszy, tylko co jakiś czas spoglądali na siebie ukradkowo. Po skończonej lekcji każde z nich ruszyło do wyjścia. Hermiona poczekała na swoich przyjaciół którzy dołączyli do niej po chwili.
-Hermi co się stało?-spytała troskliwie Ginny.
-Nie ważne, chodźmy na kolejną lekcje.- mruknęła po czym ruszyła korytarzem. Niestety nie dane było im ruszyć się nawet dwóch kroków, bo za nimi rozległ się arogancki głos Malfoy'a.
- Ejj Gryfiaki czekajcie.!- krzyknął po czym cała Grupa Ślizgonów ruszyła w ich kierunku.
-Czego Malfoy?- warknął Harry.
-Grzeczniej Bliznowaty. Mamy dla was propozycję.- uśmiechnął się chytrze.
-Jaką?- tym razem odezwał się Ron.
-No wiecie pomyślałem sobie abyśmy sprawdzili kto jest lepszy i zrobilibyśmy pojedynek. Ja, Diabeł, Pansy, Teren i Teo przeciwko jakimś pięciu Gryfonom, co wy na to? Chyba nie tchórzycie co?- Malfoy trafił w czuły punkt każdego podopiecznego domu Lwa. Nikt nie mógł przecież zarzucić Gryfonom, że tchórzą.
-Kiedy i gdzie?- zapytał Harry.
-Dzisiaj o północy na błoniach, za chatką tego przygłupa Hagrida.- odparł Tleniony.
-Skąd mamy mieć pewność że przyjdziecie a nie wystawicie nas tak jak w pierwszej klasie.?-Zapytał Ron.
-Możemy złożyć przysięgę.- odpowiedział Zabini.
- Na jakich zasadach?- spytała Hermiona która cały czas milczała.
- Jeżeli któraś z grup nie dotrzyma obietnicy każda osoba wchodząca w jej skład zostanie potraktowana zaklęciem Furnuncuus*.- zaproponowała Pansy spoglądając na Harry'ego.
-Zgoda. Kto u was składa?- zapytała Ginny. Na przód wyszedł Malfoy. Z drugiej strony podszedł do niego Harry chwytając jego dłoń.
-Ja zostanę gwarantem.- Zaproponował Zabini i podszedł do chłopaków.
-Czy Ty Draconie Lucjuszu Malfoy'u przysięgasz, że przyjdziesz dzisiaj o północy na skraj zakazanego lasu w towarzystwie pięciu uczniów domu Węża?
-Przysięgam.-jedna złota niteczka oplotła dłonie Harry'ego i Draco.
-Czy Ty Harry James'ie Potterze przysięgasz, że przyjdziesz na skraj Zakazanego lasu o pólnocy w towarzystwie piątki uczniów domu Lwa?- zapytał ponownie Diabeł.
-Przysięgam.-druga złota niteczka oplotła ich dłonie.
-Złamanie tej przysięgi grozi rzuceniem zaklęcia  Fununculus na każdą osobę z grupy która się nie wywiązała z przyrzeczenia.- dokończył Blaise. Złote niteczki zniknęły. Harry odwrócił się i razem z przyjaciółmi ruszyli w stronę cieplarni.Całą drogę pokonali w ciszy. Każdy zastanawiał się jak to wszystko się potoczy.  Gdy wyszli już na błonia i skierowali się do cieplarni Ronowi od razu poprawił się humor. Z oddali machała do nich szczupła Blondynka, która wesołym krokiem podążała w ich stronę.
-Heej, a Wy co w takich ponurych humorach?- spytała rozmarzonym głosem.
-No wiesz Luno czeka nas bardzo ciężki dzień.- mruknęła Ginn nie starając się na uprzejmy ton.
-Przestań się na niej wyżywać ona nie jest niczemu winna!-krzyknął na siostrę Ron.-Chodź Luna pójdziemy na lekcje.-dodał i złapał blondynkę za rękę prowadząc ją na zielarstwo.
-A jemu co?-zapytał Harry. Każdy tylko wzruszył ramionami i ruszyli w ich ślady. Zajęci ciągnęły im się niemiłosiernie. Wszyscy pomarkotnieli i posmutnieli. Nikt się nie udzielał. Nawet Hermiona nie miała ochoty się wykazać. Tłumaczył to sobie chęcią dania szansy innym, ale sama w to nie wierzyła. Po zajęciach w kiepskich humorach poszli na obiad. Gdy weszli do Wielkiej Sali odruchowo spojrzeli na stół Slytherinu. Osoby siedzące przy nim zupełnie nie wyglądały jakby miały odnieść porażkę. Wręcz przeciwnie. Byli uśmiechnięci i pewni siebie. Gryfoni powolnym krokiem ruszyli do swojego stołu. Ociężale usiedli na miejscach i nałożyli sobie coś na talerz.
-Musimy wybrać kto pójdzie na pojedynek.-zaproponował Harry.
-Ja idę.-podniosła rękę Ginny.
-Ja też.-dołączyła do niej Hermiona.
-No i ja.-dodał Ron.
-No tak ja też, ale zauważcie, że brakuje nam jednego Gryfona.- westchnął Harry.
-Jednego Gryfona do czego?-zapytał nieśmiało Nieville. Cała czwórka spojrzała na niego z lekkim uśmiechem. W skrócie Harry wytłumaczył mu o co chodzi.
-No o ja pójdę.- oznajmił Neville.- Nie damy tym oślizgłym Wężom powodów do śmiechu.- dodał wypinając dumnie pierś. Po skończonym  obiedzie wszyscy udali się razem na Obronę Przed Czarną Magią.Tego przedmiotu także miał uczyć nowy nauczyciel. Pomieszczenie które miało służyć za klasę do tego przedmiotu było duże i przestronne. Wysokie okna wpuszczały ciepłe promienie słońca do środka. Najwidoczniej osoba która miała uczyć tego przedmiotu nie lubiła ciasnych i ponurych pomieszczeń. Nagle drzwi do sali otworzyły się. Stanął w nich wysoki, wysportowany mężczyzna o czarnych włosach. Wyglądał na bardzo młodego. Mógł on mieć około dwudziestu lat.
- Louis Payne.- przedstawił się mężczyzna.- Jestem waszym nowym nauczycielem. Na dzisiejszej lekcji przedstawię wam zasady panujące w tej klasie i u mnie na lekcjach.- dodał i zaczął dyktować im podpunkty.
Cała lekcja bardzo szybko im minęła. Była ona ich ostatnią więc od razu potem udali się do Dormitorium. Gdy już tam dotarli usiedli przed kominkiem i zaczęli omawiać taktykę.Po kilkugodzinnych naradach Hermionie się znudziło. Postanowiła więc pójść do swojego dormitorium i zająć czymś się. Najpierw udała się do łazienki. Nalała pełną wannę wody i dodała do niej płynu o zapachu kokosów. Ściągnęła z siebie szaty i zanurzyła się w przyjemnie ciepłej wodzie. Po półgodzinnej kąpieli wyszła i okryła się puchowym ręcznikiem. Podeszła do lustra i osuszyła włosy zaklęciem. Potem związała je w ciasnego warkocza i zaczęła się ubierać. Założyła na siebie białą podkoszulkę i wrzuciła na to ciepły, niebieski, wełniany sweter od Pani Weasley. Do tego założyła czarne leginsy i niebieskie buty za kostkę. Wyszła z łazienki z zamiarem pouczenia się. Poszła do regału i wzięła pierwszą lepszą książkę na jaką trafiła. Ruszyła w stronę łóżka. To co na nim zobaczyła bardzo ją zaskoczyło. Na poduszce leżało różowe pudełeczko czekoladek i mała zielona koperta. Z początku dziewczyna myślała że dostała ten  prezent od Rona ale szybko się rozmyśliła. Przecież chłopak w ogóle nie dawał jej żadnych prezentów. Usiadła na łożu i wzięła do rąk kopertę. Ostrożnie ją otworzyła i wyciągnęła list. Zgrabne literki zaczęły skakać po pergaminie układając się w zdania. List był tak zaczarowany, że tylko osoba do której był on zaadresowany mogła go odczytać.
                Hermiono, 
                  nie masz się o co bać, Ślizgoni ustawili już z kim będziecie walczyć. Ja wybrałem Ciebie, nie martw się nie zrobię Ci krzywdy. Proszę zachowaj ten list dla siebie, albo go zniszcz.
                                                                                     Teren.
                      Ps; nie bój się czekoladki nie są zatrute.
Dziewczyna schowała pospiesznie liścik, bo w tym samym czasie do pomieszczenia weszła Ginny. Uśmiechnęła się do przyjaciółki pokrzepiająco i bez słowa udała się do łazienki. Hermiona wrzuciła czekoladki do kufra i zabrała się za czytanie książki. Po długim czasie przyszedł po nią Harry, zaraz mieli wychodzić. Leniwie zaznaczyła książkę zakładkę i ją odłożyła z postanowienie wrócenia do niej później. Zeszła do pokoju wspólnego gdzie czwórka jej przyjaciół już była gotowa. Stali pod portretem i wyczekiwali jej. Kiedy już dołączyła do nich Harry zabrał głos.
-Będzie dobrze- uśmiechnął się pokrzepiająco i wyszedł jako pierwszy z pokoju wspólnego. Przemierzai po cichu korytarze. Gdy przechodzili  jednym z korytarzy wpadli na dwie dziewczyny. W oczach Ronalda zapaliły się wesołe iskierki.
-Co wy tutaj robicie?- spytała szeptem Cho. Była to niska dziewczyna o długich kruczoczarnych włosach sięgających do pasa. Trzymała w ręce dużą miskę.
-Również możemy was o to spytać warknęła Ginny.
-My byłyśmy w kuchni, po budyń.- Uśmiechnęła się promiennie Luna.
-A my idziemy na pojedynek ze Ślizgonami.
-Ron!- krzyknęli wszyscy. Nagle za sobą usłyszeli ciche miałczenie. Zza rogu wyszła Pani Noris która wlepiała swoje czerwone oczy w grupkę na korytarzu.Nic innego wszyscy biegiem wyruszyli na błonia. Pod Zakazanym Lasem stało pięć osób. Gryfoni i dwie Krukonki ruszyli w ich kierunku.
-Do Lasu! Filch tu idzie!- Krzyknął Harry i teraz zupełnie wszyscy wbiegli do ciemnego boru. Przebiegli kawałek zatrzymując się gdzieś za krzakami i nasłuchując. W pewnej chwili jakaś maź spadła na Draco. Chłopak spojrzał w do góry. To co tam zobaczył zmroziło mu krew w żyłach.


* powoduje pojawienie się na twarzy białych krost i piekących bąbli.

No i mam piąty. Jeżeli nie będzie żadnej aktywności po prostu zawieszę bloga. ;c
Pozdrawiam Mopsicaa. ;*


czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 4.

                 Dzisiejszy poranek był wyjątkowo przyjemny. Ptaki, jak co rano śpiewały swoją poranną pieśń. Hermiona otworzywszy  oczy, rozciągnęłam się w celu całkowitego przebudzenia. Po piętnastominutowych refleksjach postanowiła udać się do łazienki. Wykonała poranną toaletę i ubrała się. Założyła czarną spódnicę i białą koszulę z krawatem w barwach domu Lwa. Uczesała włosy w delikatnego kłosa i wyszła z łazienki. Było dość wcześnie więc postanowiła jeszcze nie budzić Ginny i zejść do Pokoju wspólnego Gryffindoru. Po cichu wyszła z dormitorium i zeszła po schodach na dół. W pokoju wspólnym nie było zupełnie nikogo. W kominku dopalały się ostatnie kawałki drewna. Ruszyła w kierunku jednego z czerwonych foteli i wygodnie się w nim rozsiadła.
                 Harry pierwszy obudził się w dormitorium następnego ranka. Leżał jeszcze przez moment obserwując kurz wirujący w promieniach słonecznych. Sądząc  po sennej ciszy i świeżym wyglądzie tego promyczka słońca było tuż po brzasku. Rozsunął kotary swojego łóżka, wstał i zaczął się ubierać. W pokoju było cicho. Jedynymi dźwiękami były głębokie i spokojne oddechy współlokatorów Harry'ego.  Otworzył swoją torbę, wyjął z niej pióro, kałamarz i pergamin i skierował się z dormitorium do pokoju wspólnego. Poszedł prosto to jednego z wielkich foteli znajdujących się obok wygasłego już kominka. Rozejrzał się i zobaczył Hermione siedzącą na fotelu obok. Dziewczyna miała zamknięte oczy i zmarszczone brwi. Widać że nad czymś ewidentnie rozmyślała. Wybraniec delikatnie potrząsnął jej ramieniem. Pierwszym co zaobaczyła gdy już otworzyła oczy było zielone spojrzenie jej przyjaciela.
-Cześć Harry, co Ty tak wcześnie dziś wstałeś?- Uśmiechnęła się do niego promiennie poprawiając się na miejscu.
-Mógłbym Cię o to samo spytać- odwzajemnił uśmiech i rozwinął swój pergamin.
-Nie mogłam spać, więc postanowiłam zejść tutaj i poczekać na Ciebie i Rona.- odpowiedziała bawiąc się palcami u dłoni.
-Coś Cie trapi?- Zapytał z troską Chłopiec-Który-Przeżył.
-Wiesz Harry od wczoraj z Ronem jest coś nie tak. Chodzi jakiś nieobecny, może coś mu się stało. Co o tym myślisz.?-podniosła wzrok spoglądając na chłopaka który skrobał piórem po pergaminie. Harry odłożył pióro i spojrzał na przyjaciółkę. Na jej twarzy malowała się troska o ukochanego.
- Hermiono myślę że z nim wszystko w porządku. W dormitorium zachowywał się normalnie. Wspomniał coś o Lunie, rozwiesił swoje plakaty a nawet potem pograł z Deanem w szachy czarodziejów. Myślę że nie powinnaś się martwić.- Odpowiedział po czym wrócił do poprzedniej czynności. Hermiona chciała jeszcze o coś spytać ale w tej samej chwili do pokoju  wspólnego weszła szczupła, ruda osóbka. Ginny ubrana była w zwykłą czarną szatę szkolną. Nawet w takim stroju była zadziwiająco piękna. Jej rude włosy spuszczone były po ramionach przypominając wodne kaskady. Lekki makijaż dodawał jej dziewczęcego uroku. Kierowała się w ich kierunku.
-Cześć, idziemy na śniadanie?- zapytała ziewając.- Jestem strasznie głodna.-dodała.
Hermiona lekko się uśmiechnęła na te słowa, a Harry nawet nie zaszczycił rudej spojrzeniem.Starsza Gryfonka wstała z fotela i udała się do wyjścia pod portretem. Za nią ruszyła Ruda. Dwie przyjaciółki szły pustymi korytarzami do Wielkiej Sali. Gdy dziewczyny przekroczyły próg Wielkiej Sali spotkał je niemiły widok. Natknęły się one bowiem na Dracona Malfoy'a który zabawiał jakąś grupkę Ślizgonów jedną ze swoich opowieści. Na ich widok udał, że mdleje co wywołało ryk wśród jego publiczności.
-Nie zwracaj na niego uwagi.-szepnęła Ginny która szła obok.- Nie jest tego warty.
-Hej Granger.- wrzasnęła Pansy, która przypominała wyglądem małego mopsa.- Nie poślizgnij się na szlamie.!- dodała na co ponownie wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem.
-Odezwała się dziewczyna, która wygląda jak mops.- dodała udając się do swojego stołu.
-Co za pajace.-odezwała się Luna która jadła śniadanie przy ich stole w towarzystwie Neville'a.
- Nie przejmuj się nimi.-dodał nieśmiało chłopak. Hermiona pokiwała tylko głową po czym nalała sobie kawy i zabrała się do robienia tostów. Po kilku minutach dołączyli do nich Harry i Ron. Rudzielec usiadł między Hermioną a Luną uśmiechając się szeroko. Ciągle zagadywał blondynkę na co ta cichutko chichotała. Oczywiście nie umknęło to uwadze pewnej brązowowłosej Gryfonce. Kilka minut później pewna Puchonka przyniosła im nowy plan zajęć dla uczniów siódmych klas.
-Co mamy pierwsze?-spytał Harry nakładając sobie dokładkę jajecznicy z boczkiem.
-Eliksiry.-odparła beznamiętnie Hermiona popijając kawę.- Aż dwie godziny, potem Transmutacja, Zielarstwo i Obrona przed Czarną Magią.- dodała odkładając plan.
- A szkim to namy.?- spytał Ron z ustami pełnymi kiełbasek.
- Ronaldzie ile razy ja mam Ci powtarzać, że nie je się z pełną buzią!?- oburzyła się Herm.- Z każdym domem, ale zależy to od grupy. My akurat trafiliśmy do zaawansowanej, czyli pewnie będziemy z uczniami na tym samym poziomie.- odpowiedziała przyglądając się każdemu ze stołów po kolei.
-Luno, a Ty do jakiej grupy należysz.?- spytał Rudy uśmiechając się zalotnie do Blondynki.
- Do zaawansowanej.- odpowiedziała rozmarzonym głosem po czym zabrała się za jedzenie budyniu. Ronald o mało co nie podskoczył z radości na słowa wypowiedziane przez Krukonkę. Sala zaczęła się powoli wyludniać.
-Musimy zejść do lochów. Więc się pośpieszmy.-ponagliła ich Ginny. Pośpiesznie dokończyli śniadanie i udali się do wyjścia. Kiedy przechodzili obok stołu Ślizgonów Malfoy znowu odegrał swoje przedstawienie. Nawet gdy już byli w Sali wyjściowej słyszeli ryki śmiechów. Długo wędrowali korytarzami zmierzając do Lochów. W milczeniu doszli przed klasę Eliksirów.
-Jak myślicie kto będzie uczył w tym roku.? Ktoś gorszy od Snape'a?- spytał Ron.
-Wydaje mi się, że w tym roku będzie uczyła kobieta. Widziałem jak rozmawiała z McGonagall na uczcie powitalnej.-odparł Harry.
-Zaraz się przekonamy.- szepnęła Hermiona. W tym samym momencie zza rogu w ich kierunku szła grupa Ślizgonów śmiejących się głośno.
-A więc oni też z nami mają lekcje, ohh tylko nie to.- szepnęła Ginny. Na samym czele szedł Draco Malfoy, ramie w ramie obok niego podążali Blaise Zabini i Pansy Parkinson. Kawałek za nimi szli Teodor Nott i Terence Higgs. Kiedy mijali Gryfonów i Krukonkę na ich twarze wpłynęły cyniczne uśmieszki. Zabini już chciał coś powiedzieć ale nie było im to dane, ponieważ drzwi klasy się otworzyły. Stanęła w nich wysoka kobieta w czarnej szacie i z czarnymi włosami. Ta sama kobieta której wczoraj przyglądał się Harry.
-Wejść.- wydała polecenie i uczniowie powoli zaczęli wsypywać się do klasy. Harry, Hermiona i Ginny, Ron i Luna usiedli w trzecim rzędzie. Niestety na ich nieszczęście tuż za nimi spoczęli znienawidzeni Ślizgoni.
-Morticia Kaufman. Będę was w tym roku uczyła eliksirów. Jesteście na poziomie zaawansowanym więc będę wymagała od was dużo więcej niż od innych klas.-lodowaty głos nauczycielki rozszedł się echem po zimnej klasie.- Najpierw dobiorę was w pary, a potem wylosujecie karteczkę z nazwą eliksiru który macie przygotować. Proszę aby ławki pierwsza i trzecia odwróciły się do drugiej i czwartej. Osoby siedzące za wami są waszą parą.-odpowiedziała lodowatym tonem mieszają karteczki w kubełku. Hermiona odwróciwszy się zobaczyła niebieskie tęczówki pewnego blondyna który uśmiechał się kpiąco.
-No proszę szlama Granger.- odezwał się do niej, po czym wstał i odszedł do osobnej ławki. Gryffonka zabrała swoje rzeczy i ruszyła za nim. Ron zmuszony był pracować z Terence'm, Harry z Pansy, Ginny z  Zabini'm a Luna z Teodorem. Jedna osoba z pary musiała iść wylosować z kubeczka karteczkę z nazwą eliksiru. Draco podszedł i zamieszał w kubeczku i wyciągnął jeden papierek. Podszedł do ławki i rzucił go Hermionie pod nos. Dziewczyna rozchyliła druczek i jej oczom ukazał się napis 'Eliksir Rozśmieszający.'.
Gryfonce zrobiło się lżej na sercu ponieważ Malfoy wylosował jeden z najprostszych eliksirów jakie znała.
-Malfoy,  potłucz skarabeusze a ja zajmę się resztą.- Powiedziała nieśmiało spoglądając na niego. Chłopak wzruszył tylko ramionami i zabrał się do pracy. Co jakiś czas rzucali sobie tylko ukradkowe spojrzenia. Ślizgon obserwował dziewczynę jak wykonywała swoją pracę.
-Zmieniła się.-pomyślał. Jej włosy nie były już napuszone tylko delikatnie spięte w luźny warkocz. Gdzie nie gdzie opadały jej na twarz zagubione kosmyki. Pełne, malinowe usta dziewczyny były lekko uchylone. Pochylała się nad kociołkiem mieszając jego zawartość. Cała ich praca przebiegła w miarę w ciszy. Nie odzywali się do siebie. Po dobrej pół godzinie pierwsze opary eliksiru doprowadziły do tego, że Hermiona i Draco po cichu zaczęli chichotać.
            W tym samym czasie Harry i Pansy szykowali eliksir Euforii. Ich wywar przybrał już kolor niebieski i unosiły się nad nim wirujące sprężynki. Młoda Ślizgonka zaimponowała Harry'emu swoją inteligencją. Wybraniec zawsze był przekonany, że jest ona jedną z tych pustych fanek Malfoy'a. Jak widać się pomylił.
            Obok nich na stanowisku pracowała Ginny z Blaise'm. Mieli oni przygotować eliksir Słodkiego snu. Chłopak nie okazał się aż taki zły. Ciągle rozbawiał Wiewiórkę, a ta cichutko chichotała. Zadanie które mięli wykonać poszło im bardzo szybko i sprawnie. Dobrze się dogadywali co przyniosło dobre efekty.
             Kawałek dalej Luna wraz z Nottem przygotowywali wywar żywej śmierci. Był to dość skomplikowany eliksir, ale Teodor był jednym z najlepszych uczniów więc z pomocą Krukonki uporali się z nim bez najmniejszych problemów.
              Ostatnią parą pracującą na stanowisku przed Luną i Teodorem byli Ron i Terence. Mieli oni za zadanie przygotować eliksir spokoju. Ślizgon pracował w ciszy i skupieniu, ale przeciwieństwem był Ron. Gryfon co chwilę czepiał się jakiś szczegółów. Bezustannie krytykował Higgs'a. W  pewnym momencie Weasley szturchnął dłoń Ślizgona co wywołało dodanie zbyt dużej ilości jednego produktu. Z kociołka zaczęły wydobywać się ciemnoszare kłęby dymu. Reszta klasy spojrzała na stanowisko które wywołało owe zamieszanie. Ron zrobił się czerwony ze złości i już chciał wykrzyczeć kilka przekleństw pod adresem chłopaka ale tuż za jego plecami zabrzmiał lodowaty ton nauczycielki.
-Co tutaj się dzieje?- spytała parząc do kociołka chłopaków. Ron już chciał powiedzieć, że to wina Terence'a ale Ślizgon go ubiegł.
-przez przypadek zadrżała mi ręka i do kotła wpadło za dużo składnika.-odpowiedział spuszczając wzrok.
-Co on wygaduje?!- pomyślał Ron. Chłopak był w szoku. Czy ten arogancki Ślizgon właśnie go obronił?
-No dobrze, nic nie szkodzi.- Profesorka machnęła różdżką i kociołek był pusty. Powolnym krokiem odeszła w przeciwny kąt klasy.
-Pamiętaj Weasley, masz u mnie dług.- odpowiedział oschle i wrzucił książki do torby. Chwile później już go nie było.
                 -Koniec czasu. Proszę o oddanie fiolki z waszym eliksirem do mnie na biurko. Każdą fiolkę proszę podpisać imieniem i nazwiskiem.- oznajmiła profesorka. Hermiona i Draco już nie wytrzymali. Śmiali się w głos odnosząc swoją probówkę. Wszyscy się na nich patrzyli jak na kogoś z innej planety. Po kilku minutach opuścili lochy i zmierzali na Transmutację. Powoli ruszyli w kierunku piątego piętra. Gdy już dotarli do Sali wejściowej pożegnali się z Luną która ruszyła na błonie w kierunku chatki Hagrida. Blondynka postanowiła kontynuować Opiekę nad Magicznymi Stworzeniami. Reszta szybkim krokiem podążyła po schodach pod swoją klasę. Gdy już tam dotarli znów natknęli się na niemiłą niespodziankę.


No i mam kolejny ;)
Mam nadzieję, że ktoś to czyta. ;)
Jeśli tak to proszę o pozostawienie jakiegokolwiek komentarza :)
~~Pozdrawiam Mopsicaa ;*

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdzial 3.

  W przedziale siedziała szczupła dziewczyna o długich blond włosach. Jej duże, szare oczy były lekko wytrzeszczone. Jej usta były lekko różowe i wilgotne. Miała różdżkę wetkniętą  za lewe ucho. Ubrana była w zwiewną białą sukienkę z kołnierzykiem, pod którym zawiązany był niebieski krawat z srebrnymi refleksami. Sprawiała wrażenie ciągle rozmarzonej. Jak tylko zauważyła, że rudy chłopak jej się przygląda odłożyła gazetę, którą właśnie czytała.
- Cześć.- jej głos przywrócił go do rzeczywistości. Lekko się uśmiechnęła. Był to uśmiech tak piękny i tajemniczy, że trudno było go nie odwzajemnić. Ponownie przykuła jego spojrzenie.
-Czeeeść Luna, yy.. czy te miejsca są wolne?- Te kilka słów ledwo co przeszły mu przez gardło.
 -O hej Luna, możemy?- Całą tą sytuacje przerwała im reszta ich znajomych. Nie czekając na pozwolenie, Hermiona pociągła Rona za łokieć  i wprowadziła do przedziału.Wepchnął swój kufer na półkę bagażową i usiadł. Siedział na przeciw Hermiony i Krukonki od której nie mógł oderwać spojrzenia. Co chwilę spoglądał na nią to na Hermione i rozmyślał.  Nie mógł zaprzeczyć, że nie podoba mu się Luna. Była zupełnie inna niż przed wojną. To jak skupiała się na czytaniu, co chwila odgarniając długie blond kosmyki za ucho było takie urocze. Była zupełnym przeciwieństwem jego ukochanej. Nim się obejrzał za oknem robiło się coraz ciemniej. Pociąg turkocząc toczył się naprzód wioząc ich na coraz bardziej otwarte tereny. Krajobraz zmienił się na bardziej górzysty. Pogoda została zmienna kiedy tak podróżowali coraz dalej na północ. Najpierw słaby deszcz opryskał szyby, a potem słońce zajrzało do przedziału ale tylko na chwilę, bo potem znów skryło się za chmurami. W końcu pociąg zaczął zwalniać.
-Lepiej się przebierzmy.- oznajmiła Hermiona i każdy niechętnie wsunął na siebie swoje szkolne szaty. Ron i Hermiona przypięli do piersi swoje odznaki prefekta. Nim reszta się obejrzała dwójka prefektów zniknęła za drzwiami, aby wypełnić swoje obowiązki. Luna, Harry i Ginny wysypali się z przedziału i dołączyli do tłumu na korytarzu. Powoli ruszyli w kierunku drzwi wyjściowych. Gdy już wyszli na peron poczuli znajomy zapach sosen i usłyszeli głos Hagrida wołających pierwszorocznych uczniów. Poszturchiwani przez tłum próbowali dostrzec jakieś znajome sylwetki w ciemności. Dziś była bezksiężycowa noc, naokoło panowała ciemność jedne światło rzucała mała pochodnia trzymana przez gajowego i strażnika kluczy. Ruszyli na przód w kierunku ciemnej, zmytej deszczem drogi przy stacji Hogsmead. Stało tam coś około setki dyliżansów zaprzężonych w czarne testrale. Teraz po wojnie już prawie każdy mógł je ujrzeć. Podeszli do jednego z powozów w którym siedziała już jedna osoba. Był to chłopak. Gdy już podeszli bliżej ujrzeli uśmiechającą się twarz Neville'a.
- Cześć, szukałem was po pociągu ale niestety były takie tłumy wszędzie więć sobie odpuściłem.-powiedział nieśmiało przesuwając się aby zrobić im miejsce.
-Hej, nic nie szkodzi.- uśmiechnął się Harry po czym zatrzasnął drzwiczki dyliżansu i usiadł na miejscu obok Ginny. Od pamiętnej rozmowy w ogrodzie, postanowili być przyjaciółmi. Ciężko było im się do tego przyzwyczaić, ale się udało. Ruszyli. Jechali może z kilkanaście minut. Powozy szczęknęły zatrzymując się blisko kamiennych stopni wiodących do dębowych drzwi. Harry jako pierwszy opuścił swoje miejsce i stanął na ziemi, podając rękę Lunie która była tuż za nim. Poszli w ich kierunku. Sala wejściowa wypełniona była płonącymi pochodniami i rozbrzmiewała echem kroków uczniów chodzących po kamiennej posadzce. Weszli do wielkiej sali gdzie stały cztery długie stoły zastawione czystymi naczyniami. Sufit był takiego samego odcieniu jak dzisiejsze niebo które mogli dostrzec przez wysokie okna. Świece unosiły się wzdłuż stołów oświetlając twarze uczniów i srebrne poświty niektórych duchów. Gdy Harry szedł do swojego stołu bardzo dużo osób uchylało przed nim głowy a co po niektóry ściskali mu dłoń. Gdy już doszli do ławy spostrzegli oddalającą się sylwetkę Luny która zmierzała do stołu Krukonów. Usiadła koło Cho która pomachała w stronę Harry'ego. Chłopak posłał jej szeroki uśmiech po czym usiadł koło Deana Thomasa.
Chwilę później dołączyli do nich Ron i Hermiona.
-No dalej niech ta uczta juz się zacznie bo jestem strasznie głodny.- krzyknął Ron siadając pomiędzy Ginny a Harrym.
-yhym- mruknęli wszyscy zgodnie. Wzrok Harry'ego podążył na pulpit nauczycielski. Natrafił najpierw na profesor McGonagall siedzącą na złotym krześle. Po wojnie objęła stanowisko dyrektora. Jej głowa pochylona była w kierunku kobiety która szeptała coś jej do ucha. Była to bardzo młoda kobieta o długich czarnych włosach opadających na ramiona. Jej twarz była blada jak papier a usta krwisto czerwone. Oczy były pusto czarne. Coś w jej wyglądzie sprawiało że Harry'emu ciarki przeszły po plecach. Gdy Harry przyglądał się owej kobiecie do sali wszedł rządek pierwszorocznych prowadzonych przez profesora Flitwicka który w jednej ręce niósł mały stołeczek a w drugiej czarną tiarę. Wszelkie rozmowy ucichły wraz z ich przybyciem. Pierwszaki ustawiały się przed stołem nauczycielskim twarzami do innych uczniów. Gdy stołek i tiara znalazły się przed nimi jej (tiary) rozdarcie rozszerzyło się i zaczęła śpiewać. Po skończonym śpiewie tiara ponownie zastygła w bezruchu, by po chwili zacząć przydział. gdy już ostatnia osoba została przydzielona głos zabrała Dyrektorka.
-Witam was pierwszoroczni po raz pierwszy w naszych szkolnych murach. Musicie wiedzieć że wstęp do Zakazanego lasu jest absolutnie zabroniony. Pan woźny Filch prosił mnie o przypomnienie że używanie magii na korytarzach także jest zabronione, tak samo jak produkty ze sklepu Weasley'ów.No a teraz po tych wszystkich ogłoszeniach życzę wam smacznego.- Klasnęła w dłonie po czym na stołach pojawiło się pełno jedzenia.
-No i to ja rozumiem!- wrzasnął Ron po czym szybko zabrał się za nakładanie na swój talerz masy jedzenia.
Po skończonej kolacji wszyscy udali się do swoich pokojów wspólnych. Gdy już tam dotarli pożegnali się i rozdzielili idąc do swoich dormitoriów. Hermiona od razu poszła do łazienki zostawiając Ginny w pokoju. Wzięła gorącą kąpiel po czym włożyła piżamę i poszła do łóżka. Leniwie się na nie wgramoliła.
-Dobranoc Ginn.- szepnęła przykrywając się kołdrą.
-Branoc Herm.- odpowiedziała po czym sama weszła do łazienki. A gdy już z niej wyszła jej przyjaciółka pogrążona była w śnie. Uśmiechnęła się na ten widok i sama ruszyła w kierunku swojego posłania. Nie minęła chwila a sama już spała.

No i mam 3 ;)
Jak wam się podoba?
Posłuchałam waszej rady i dodałam więcej opisów.

~~ Pozdrawiam Mopsicaa















Rozdział 2.

       Obudziło ją ciche pukanie w szybę. Delikatnie wsparła się na łokciach i spojrzała w tamtym kierunku. Na parapecie wcale nie było sowy lecz co chwilę uderzał w okno mały kamyk. Cicho zsunęła się z łóżka i podeszła do otworu okiennego. Wychyliła się i zobaczyła rudą czuprynę Freda.
- O niee, co on może chcieć.- szepnęła cicho.
Gdy chłopak tylko ją zobaczył puścił w jej kierunku mały papierowy samolocik. Swobodnie ujęła go w dłonie i rozwinęła. 

                              Hermiono,
        Proszę spotkaj się ze mną za kilka minut w ogrodzie, muszę z Tobą porozmawiać.
                                                         Fred.

-No i co ja mam teraz zrobić?- to jedno pytanie błądziło teraz po jej świadomości. Myślała przez chwilkę nad tym ale postanowiła spotkać się z nim. Poszła do łazienki aby się przebrać a tuż po tym udała się przed Norę. Chłopak siedział na jednej z ławek w ogrodzie. Nawet nie zauważył jak usiadła obok niego.
- Fred.?- jej głos wyrwał go z rozmyślań. Przetarł dłonią zaspane oczy i spojrzał na nią. Od czasów wojny jego oczy bardzo się zmieniły. Nie było już w nich tych szczęśliwych iskierek. Były puste.
- Miona ja chciałbym Cię przeprosić za wczoraj, nie wiem co we mnie wstąpiło.. wiem że nie mam już nic na swoją obronę ale mam nadzieję że mi wybaczysz...-  chwilę siedzieli w ciszy.
- Jaa.. tak wybaczam Ci Fred. - szepnęła po czym przytuliła się do niego. Siedzieli tak wpatrując się w zieleń dookoła nich. To już dziś Hermiona po raz ostatni miała wrócić do Hogwartu. Rozmyślała tak przez dłuższy czas, ale po chwili przypomniała jej się ta sytuacja z wczoraj. Ludzie w pelerynach, zaklęci tuż nad nimi i zamaskowany chłopak. Ona musi o tym komuś powiedzieć zanim wyjadą. Ostrożnie oderwała się z ramienia Rudzielca i zwróciła w jego stronę.
- Fred ja muszę Ci coś powiedzieć. - Wiedziała że najlepiej jak powie kilku członkom zakonu to oni się tym zajmą a że jako jedyny nie spał Fred zwróciła się właśnie do niego.
-Mhm?- mruknął na znak że jej słucha.
- Pamiętasz jak wczoraj z Ginny byłyśmy w Londynie?- pokiwał głową. No i wtedy Gryfonka opowiedziała mu o tym co wydarzyło się na jednej z londyńskich uliczek.
- Najlepiej będzie jak od razu powiemy o tym Ojcu.-  Złapał ją za rękę i ruszyli w kierunku Kuchni.
W pomieszczeniu krzątała już się Molly a przy stole siedział Artur z kubkiem kawy i Prorokiem Codziennym w ręce. 
-Tato Hermiona ma Ci coś ważnego do powiedzenia. Wtedy po raz kolejny Gryfonka musiała opowiedzieć swoją historie o tym jak ona i Ginny zostały zaatakowane. Artur słuchał ich w skupieniu co chwilę popijając kawę. Gdy już Hermiona skończyła opowiadać w kuchni nastała cisza którą po chwili przerwała Pani Weasley.
- Arturze, powinniśmy zawiadomić ludzi z Zakonu niech się tym zajmą.
-Och tak, tak masz zupełną rację. No dobrze ale teraz nie pora na to. Idźcie się szykować do wyjazdu, bo zostało mało czasu.- Ponaglił ich mężczyzna. Hermiona razem z Fredem udali się po schodach do swoich pokoi. Gryfonka po ciuchu weszła do sypialni i z przykrością musiała stwierdzić że zastała Ginny w takiej samej pozycji jak wczoraj. Dziewczyna spała spokojnie z lekko uchylonymi ustami. Hermiona ostrożnie usiadła na końcu jej łóżka z zamiarem obudzenia jej.
-Ginn, Ginn obudź się.- wołała lekko potrząsając jej ramie. dziewczyna delikatnie otworzyła powieki. Podniosła się do pozycji siedzącej i przetarła ręką oczy.
-To już dzisiaj.. wiesz Herm postanowiłam rozstać się z Harrym..- szepnęła po czym wstała i udała się do łazienki. starsza Gryfonka była w szoku podjętą decyzją jej przyjaciółki. Przecież Ginny i Harry tak do siebie pasowali. To niemożliwe. Jej rozmyślania przerwało ciche pukanie do drzwi.
-Proszę.- szepnęła, a w nich pojawił się jej ukochany rudzielec. Miał on na sobie zwykłe czarne jeansy, białą koszule z byle jak podwiniętymi rękawami i szkarłatno-złoty krawat. Uśmiechnął się na jej widok. No tak Ron jej pierwsza poważna miłość. Powolnym krokiem szedł w jej kierunku po czym usiadł obok na łóżku. 
- Idziemy na śniadanie.?- spytał poprawiając mankiety swej koszuli.
-Nie, ja muszę jeszcze się spakować i ubrać, a po za tym czekam na Ginny aż zwolni łazienkę, ale Ty idź wiem że jesteś głodny.- odpowiedziała uśmiechając się delikatnie.
-No dobrze.- ucałował ją w czoło i wyszedł z pokoju. Hermiona jednym machnięciem różdżki spakowała swój kufer. I zaczęła się przebierać. Ubrała zwykłe czarne jeansy, białą koszulę wraz z krawatem w barwach Gryffindoru i do tego zwykłe trampki mugolskiej firmy.
Gdy poprawiała swoje guziki od koszuli w drzwiach łazienki stanęła Ginny. Ubrana ona była tak samo jak Hermiona. Włosy miała uczesane i rozpuszczone. Delikatny makijaż podkreślał jej piękne rzęsy dodając jej długości. Usta miała podkreślone czerwoną pomadką. Uśmiechnęła się na widok przyjaciółki i zaczęła pakować swoje rzeczy do kufra. Miona w tym czasie skierowała się do łazienki. Upięła swoje włosy w koka, umyła zęby i pomalowała usta bezbarwnym błyszczykiem.
Zajęło jej to jakieś dziesięć minut, a gdy już weszła do pokoju zastała Ginn siedzącą na swoim kufrze. Dziewczyna patrzyła w jeden punkt nie zwracając uwagi na rzeczy wokół niej.
-Idziemy?- spytała Hermi.
-Idziemy.-odpowiedziała jej przyjaciółka i razem zeszły na śniadanie. W pomieszczeniu siedzieli już wszyscy inni. Granger jak zawsze usiadła koło Rona a Ginny koło Harry'ego. Wybraniec podsunął jej kawałek papierowej serwetki na której było napisane;
Spotkajmy się po śniadaniu w ogrodzie. Musimy porozmawiać. 
Dziewczyna od razu po przeczytaniu schowała serwetkę do kieszeni. Po zjedzonym posiłku ruszyła w stronę ogrodu. Harry siedział na tej samej ławce co Fred i Hermiona godzinę temu. Ginny usiadła obok.
-Ginny, ja wiem jak to  wczoraj wyglądało, i nie dużo o tym myślałem i najlepszym rozwiązaniem byłoby jeżeli byśmy się rozstali.
-Harry ja też dużo o tym myślałem i podjęłam taką samą decyzje jak Ty. Jedne czego chcę to to abyśmy nadal byli przyjaciółmi.- Wybraniec popatrzył na nią po czym przytulił i ucałował w czoło.
-Oczywiście- szepnął wiedząc że już nigdy nie będzie jego. Siedzieli tak bardzo długo, w milczeniu i przytuleni do siebie. Oderwał ich od tego jakiś hałas dochodzący z Nory. Bliźniacy ładowali kufy rodzeństwa do samochodu.
-Dalej gołąbeczki bo was zostawimy.-roześmiał się jeden z nich.
Harry i Ginny poszli do swoich kierunków po bagaże. W drzwiach minęli się z Ronem, Hermioną i Państwem Weasley. Po pięciu minutach znieśli swoje kufry do samochodu i rozsiedli się na tylnym siedzeniu. Po godzinnej jeździe wreszcie dotarli na dworzec. Parami przechodzili przez barierkę między peronem dziewiątym a dziesiątym. Najpierw Ron i Harry, potem Hermiona i Ginny a na końcu Pan i Pani Weasley. Peron 9 i 3/4 jak zawsze był bardzo tłoczny. Wszędzie kręciło się pełno podekscytowanych pierwszoroczniaków. Duże kłęby dymu unosiły się nad ich głowami. Przestraszone zwierzęta hukały, miałczały i rechotały. Hermionie zrobiło się trochę przykro bo nigdzie nie widziała swoich przyjaciół z Hogwartu. 
-No Kochaneczki chodźcie mnie uściskać.-powiedziała Pani Weasley i każdego mocno wyściskała.
-Ron, dobrze się tam sprawuj i bądź sprawiedliwym Prefektem. Hermiono jeszcze raz Ci gratuluję zostania Prefektem Naczelnym. Harry, Ginny uczcie się tam dobrze. No a teraz zmykajcie bo zaraz lokomotywa odjedzie bez was. - Uśmiechnął się Pan Weasley i pożegnał ich po czym razem z żoną przeszli przez barierkę. Młodzi czarodzieje wzięli swoje kufry i udali się do pociągu.
-Rozdzielmy się i poszukajmy wolnych przedziałów.- zaproponował Harry a inni pokiwali głowami i się rozeszli. Ron przechodził korytarzem, i stanął na przecie jednego w miarę pustego przedziału.
Rozsunął drzwi i zamarł na widok który tam go spotkał.


No i drugi. Mam nadzieję że ktoś w ogóle to czyta ;)
Jeśli ktoś tu jest to proszę zostawcie dla mnie jakiś komentarz ;)
~~ Pozdrawiam Mopsicaa.